Człowiek jest istotą społeczną czy też indywidualistą? Bohaterowie literaccy na przestrzeni epok prezentują różne postawy. Jedni szukają miejsca dla siebie w społeczeństwie, w środowisku. Uznanie otoczenia staje się dla nich miarą własnej wartości, potwierdzeniem sensu własnych dokonań. Nie chcą czuć się wyobcowani, niezrozumiani czy też wyśmiani. Często mamy do czynienia z postawą zupełnie odmienną, gdy bohater literacki dąży do niezależności, swobody, dostosowanie się do wymogów życia społecznego traktuje jako zniewolenie. Jednoznaczne ustalenie czy lepiej jest być istotą społeczną czy indywidualistą nie jest możliwe. Wielokrotnie tendencje społeczne i indywidualne ścierają się w osobowości jednego bohatera literackiego. Poszczególne epoki literackie także kształtują pewien model bohatera. Na przykład literatura staropolska kreuje model obywatela, aktywnie uczestniczącego w życiu społeczeństwa i narodu, a więc istoty całkowicie uspołecznionej, romantyzm zaś czci wszelką niezależność, swobodę, indywidualizm, a mimo to bohater tej epoki to patriota występujący w obronie zniewolonego narodu. Tak więc można powiedzieć, że ścieranie się tendencji społecznych i indywidualnych obserwujemy nie tylko w osobowości poszczególnych bohaterów, ale także w różnych epokach literackich. Bohaterów indywidualistów nie trudno odnaleźć już w literaturze starożytnej. Antygona, tytułowa bohaterka tragedii Sofoklesa udowodniła, że jest osobą całkowicie niezależną, która potrafi przeciwstawić się bezdusznemu nakazowi króla Kreona, zabraniającemu grzebania zwłok Polinika, uznanego za zdrajcę. Postępowanie Antygony uczy nas, że człowiek ma prawo do wolności osobistej i niezależności, a postępować w życiu powinien przede wszystkim zgodnie z nakazami własnego sumienia. Minęły wieki a my wciąż podziwiamy tę wspaniałą córę Edypa, która poświęciła swe młode życie w obronie własnych ideałów, niezależności i wolności osobistej. Natomiast Kreona można potraktować jako człowieka, który tak bardzo utożsamiał się z własnym narodem, tak bardzo pragnął być wyrazicielem i obrońcą tej społeczności, na której czele stanął, że pragnienie to zagłuszyło u niego głos rozsądku, w oczach czytelnika stał się bezdusznym tyranem, sprawcą tragedii swych najbliższych. Był królem Teb, pragnął przykładnie ukarać Polinika, który wprowadził do kraju obce wojska, przy tym nie chciał, aby go posądzono o to, że w swym postępowaniu kieruje się względami osobistymi, rodzinnymi. Tak bardzo przejął się społeczną rolą króla, że zapomniał o racjach uczuciowych. Ten konflikt między jednostką a władzą państwową przedstawiony w „Antygonie” może też być traktowany jako starcie się postawy indywidualistycznej, niezależnej z postawą uspołecznioną. Literatura staropolska kształtowała przede wszystkim postawy obywatelskie, człowiek traktowany był jako istota społeczna. Zadaniem szkoły było właśnie przygotowanie młodego człowieka do pełnienia funkcji społecznej, do uczestnictwa w życiu politycznym kraju. Jak Kochanowski w znanej pieśni „O dobrej sławie” stwierdza wręcz, źe na wdzięczną pamięć potomnych może zasłużyć sobie tylko ten, kto „jako może, ku pożytku dobra wspólnego pomoże”. Wszystkie swoje umiejętności i talenty należy spożytkować dla kraju. Tak więc ludzie obdarzeni darem wymowy powinni uczyć poczucia sprawiedliwości, umiłowania wolności, przestrzegania dobrych obyczajów, zaś odważni i silni powinni walczyć z wrogami ojczyzny z bronią w ręku. Model obywatela i patrioty ustawicznie zatroskanego o losy swej ojczyzny ukazał Jan Kochanowski także w „Odprawie posłów greckich”. Jest nim Antenor, którego nadaremnie próbuje przekupić Aleksander. Kiedy rada trojańska wbrew ostrzeżeniom Antenom postanawia zatrzymać Helenę w Troi bohater ten nie obraża się, lecz natychmiast zastanawia się, jak skutecznie bronić się przed atakami Greków. Bohater renesansu jest więc człowiekiem mocno osadzonym w realiach życia społecznego, obywatelem uczestniczącym w wydarzeniach politycznych, kształtującym oblicze państwa i narodu, jest po prostu istotą społeczną. Zupełnie odmiennie kształtują się osobowości bohatera literackiego epoki romantyzmu. Romantyzm przyniósł bowiem kult uczucia, oryginalności twórczej oraz indywidualizmu. Bohater literacki tej epoki nie integruje się ze środowiskiem, w którym żyje, przeciwnie buntuje się przeciwko konwenansom i sztywnym regułom życia społecznego. Jest indywidualistą stojącym ponad szarym tłumem, jednostką wybitną, wyobcowaną ze swego środowiska. Czy jednak jest w tej sytuacji człowiekiem szczęśliwym? Oczywiście tak nie jest, wyobcowanie i bunt rodzi poczucie tragizmu. Polski bohater romantyczny był także indywidualistą, jednostką nieprzeciętną, ale mimo to działał, walczył w obronie wolności swego narodu. Powstaje więc sytuacja wręcz paradoksalna, gdyż bohater jest indywidualistą, stojącym ponad tłumem, a jednak działającym w imię interesów własnego narodu, przedstawicielem konkretnej społeczności, zniewolonej przez wroga. Przejawem romantycznego indywidualizmu jest monolog Konrada, bohatera „Dziadów” cz. III, zwany Wielką Improwizacją. Bohater odczuwa cierpienia swego narodu w sposób zwielokrotniony, szuka ratunku w ufności religijnej, w modlitwie, a widząc obojętność Stwórcy buntuje się przeciwko jego potędze. Postawa indywidualistycznego buntu przeciwko Bogu w imię szczęścia ludzkości była bardzo bliska polskim romantykom. Funkcjonował wówczas wśród udręczonych niewolą i kolejnymi klęskami narodowych powstań mit jednostki niezwykłej, zbuntowanej, o wybitnej indywidualności, działającej w osamotnieniu, mającej przynieść upragnioną wolność uciemiężonemu narodowi. Ulega on pewnej demitologizacji już w późniejszej twórczości samego Mickiewicza, który w „Panu Tadeuszu” kreuje postać przeciętnego polskiego szlachcica, mającego na sumieniu wiele grzechów burzliwej młodości, który ostatecznie staje się patriotą całe życie poświęcającym ojczyźnie. Integruje się także ze swym szlacheckim środowiskiem, gdyż nie wierzy już w skuteczność samotnego działania. Wędruje wytrwale od wsi do wsi, od karczmy do karczmy, od dworu do dworu, powtarzając że należy „oczyścić dom ze śmieci” czyli usunąć Moskali z kraju. Jacek Soplica nie jest już indywidualistą na miarę Konrada lecz istotą społeczną szukającą porozumienia ze swym narodem. Pozytywiści zdecydowanie przeciwstawiający się romantycznej uczuciowości, tendencjom indywidualistycznym stworzyli także nowy model bohatera. Była to istota całkowicie społeczna, działająca na tle społeczeństwa, czy też własnego środowiska. Bohater romantyczny to najczęściej jakaś tajemnicza, na dodatek skłócona ze środowiskiem jednostka, którą wielokrotnie trudno było osadzić w konkretnych realiach historycznych i społecznych. Natomiast bohater pozytywistyczny działał zawsze w konkretnych realiach, był przedstawicielem konkretnej grupy społecznej, której interesy reprezentował. Jego konkretna i wymierna praca miała przynosić korzyść nie tylko jemu samemu ale także społeczeństwu. W ten właśnie sposób narodził się pozytywistyczny kult pracy, która nadaje sens ludzkiemu życiu, przynosząc korzyść nie tylko jednostce, ale także krajowi. Tak działający bohater był całkowicie zintegrowany ze środowiskiem, w którym, a przede wszystkim dla którego pracował. Tak pojęty pozytywistyczny sens pracy wyjaśnia „Legenda o Janie i Cecylii” zamieszczona w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem”, legendarnych przodkach Bohatyrowiczów, którzy wykarczowali kawał nadniemeńskiej puszczy i założyli osadę, a okoliczna ludność nauczyła się od nich wielu umiejętności. Nie lęka się też wejścia w środowisko chłopów z zaścianka Justyna Orzelska, decydując się wyjść za mąż za Janka Bohatyrowicza. Wierzy, że praca nada sens jej życiu, pragnie też – jeśli umie coś więcej od prostych chłopów – wiedzę tę przekazać im właśnie. Justyna jest bohaterką, która pragnie poczucia więzi ze społeczeństwem, z własnym środowiskiem, a ponieważ we własnym środowisku szlacheckim czuje się wyobcowana z ufnością i nadzieją zwraca się do prostego, wiejskiego Ludu, czując instynktownie, że tu zostanie lepiej przyjęta. Na takiego społecznika i demokratę wolnego od przesądów klasowych wyrośnie jej kuzyn Witold Korczyński, student szkoły agronomicznej, częsty gość w zaścianku, który swą praktyczną wiedzą, zdobytą w szkole pragnie się podzielić z tymi, którzy nie mieli szansy jej zdobywać. Podobnie jak Justyna zapewnie nie będzie czuł się obco w środowisku, z którym od młodych lat szuka porozumienia i integralnej więzi. W literaturze młodopolskiej daremnie by szukać tak jednolitej koncepcji bohatera literackiego. Pogłębia się analiza psychologiczna działań bohaterów, którzy stają przed coraz bardziej skomplikowanymi problemami moralnymi, a nawet egzystencjonalnymi. Wśród bohaterów Żeromskiego należy zwrócić uwagę przede wszystkim na doktora Tomasza Judyma, bohatera „Ludzi bezdomnych”, chociaż bardzo trudno będzie rozstrzygnąć czy był on indywidualistą, czy istotą społeczną. Z jednej strony uznany został za wybitnego społecznika, nazwisko jego stało się symbolem uspołecznienia jednostki. Judym bowiem całe swe życie poświęcił spłacaniu „tego przeklętego długu”, jaki pozostał mu do spłacenia wobec własnej klasy w momencie, gdy udało mu się zdobyć wykształcenie i dzięki temu przekroczyć granice klasowe. Cały czas Judym konsekwentnie występuje w obronie najbiedniejszych, pokrzywdzonych i wyzyskiwanych. Odważnie atakuje warszawskich lekarzy na spotkaniu u doktora Czernisza, oskarżając ich o znieczulicę społeczną, walka o osuszenie stawów w Cisach kończy się wepchnięciem administratora Krzywosąda do błotnistego, malarycznego stawu, równie konsekwentny jest Judym w swych poczynaniach w Zagłębiu. Tak więc misja Judyma ma charakter zdecydowanie społeczny, natomiast metody jego działań są całkowicie indywidualne, pozwalające porównać Judyma z wielkimi bohaterami romantycznymi, którzy także buntowali się przeciwko światu w imię szlachetnych idei i stawali przed koniecznością dokonywania tragicznego wyboru między szczęściem rodzinnym i osobistym a wybranym posłannictwem. Judym przecież dokonuje wyboru na miarę Konrada Wallenroda, gdyż odrzuca miłość Joasi w obawie, że będzie ona stanowiła przeszkodę w realizacji jego idei. Natomiast bohaterowie „Chłopów” Reymonta to istoty społeczne, ukazane nie tylko na tle przyrody, ale także we własnym chłopskim środowisku. Pisarz starał się ukazać całą społeczność wiejską, typowe cechy chłopskiej zbiorowości, a każdy z bohaterów indywidualnych ma ściśle wyznaczone miejsce w tym środowisku. Na czele w tej hierarchii stoją najbogatsi gospodarze wójt, kowal, młynarz, Maciej Boryna. Mimo dużych różnic majątkowych w sprawach, dotyczących całej wsi bohaterowie czują się bardzo zintegrowani. W bitwie o las występują gromadnie i solidarnie, podobnie niestety się zachowują, kiedy zapada decyzja o wywiezieniu Jagny ze wsi na kupie gnoju, będąca straszliwą zemstą zdradzanych kobiet i zatroskanych o los swych synów matek. Nawet Antek, kochanek Jagny, mimo napomnień Mateusza, nie decyduje się stanąć w jej o bronie, mówiąc: „W gromadzie żyję, to z gromadą trzymam”. Poczucie więzi z wiejskim środowiskiem jest dla Antka ważniejsze niż względy osobiste i uczuciowe.” Bohaterem, który uporczywie poszukuje dla siebie miejsca w społeczeństwie jest Cezary Baryka, główna postać „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Działa on w nowej rzeczywistości politycznej, gdyż Polska po wielu latach niewoli odzyskała niepodległość. Na tę doniosłą chwilę czekały całe pokolenia Polaków. Czy ziściły się ich marzenia, czy tak wyobraźali sobie nową ojczyznę. Cezary Baryka jest reprezentantem całego pokolenia Polaków, którzy pragnęli służyć swej ojczyźnie pracą i energią. Trudno jednak było odnaleźć właściwą drogę. Młody bohater „Przedwiośnia” znajduje się w samym centrum wydarzeń rewolucji rosyjskiej, w Chłodku, uczestniczy w zebraniu komunistów, prowadzi dyskusje z Szymonem Gajowcem, koniecznie chce znaleźć dla siebie miejsce w społeczeństwie. Nie jest też indywidualistą, a raczej typowym przedstawicielem ówczesnego młodego pokolenia Polaków. Wybór właściwej drogi wcale nie był łatwy, nowe państwo było w najtrudniejszym okresie i rozwijało się metodą prób i błędów. Młody Baryka także ostatecznie nie odnajduje dla siebie miejsca. Chociaż w końcowym fragmencie powieści widzimy go na czele robotniczej manifestacji maszerującej na Belweder, jednak znalazł się tam przypadkowo, a nie z racji swych ideowych przekonań, nie identyfikował się też chyba całkowicie z manifestującym tłumem, gdyż „parł oddzielnie” na „mur żołnierzy” zagradzający w okolicach Belwederu drogę manifestantom. Zupełnie inny charakter ma powieść Witolda Gombrowicza „Ferdydurke”. Dla tego artysty wszelkie formy życia społecznego, do których jednostka musi się dostosować są zniewalaniem człowieka, ograniczaniem jego wolności osobistej, niezależności, indywidualizmu. Na określenie tych zjawisk używa Gombrowicz sugestywnych neologizmów takich jak „upupianie” i „ugębianie”. Bohater Gombrowicza nie szuka dla siebie miejsca w społeczeństwie, przeciwnie chce od niego za wszelką cenę uciec, ale niestety nie jest to możliwe. Tak więc bohater powieści Gombrowicza jest istotą aspołeczną, za wszelką cenę chce on wyzwolić się z formy. Człowiekowi jednak wciąż od najmłodszych lat narzuca się ustalone formy życia. Nie jest to rzeczą trudną, przecież bohaterem „Ferdydurke” jest trzydziestoletni Józio, który został siłą przez profesora Pimkę doprowadzony do szkoły. Tutaj gra rolę ucznia tak doskonale, że ani koledzy z ławy szkolnej, ani profesorowie nie zauważyli jego dorosłości. Witold Gombrowicz przedstawił w swej powieści niezwykle ważny i często dyskutowany przez artystów problem wolności człowieka w konfrontacji z ograniczeniami, jakie niesie kultura, tradycja i uznane wzory zachowań. Oczywiście pisarz broni wolności jednostki, uznaje bezwzględne prawo człowieka do obrony przed wszelkim zniewoleniem. Niestety wnioski z lektury nie są optymistyczne, gdyż społeczeństwo narzuca każdemu pewne role i niejako zmusza do ich odgrywania. Człowiek powraca wtedy do stereotypowych zachowań, niszcząc swoją osobowość. Niestety życie w społeczeństwie jest sformalizowane, a ucieczki przed formą nie ma, co uświadamia sobie w końcu Józio, który za wszelką cenę chciał wyzwolić się z formy, mówiąc: „Nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki.” Podobny problem został też przedstawiony w „Tangu” Sławomira Mrożka. Rodzice głównego bohatera Artura w młodości walczyli o wyzwolenie z okowów moralności i religii, czyli o możliwość zatańczenia tanga. Można powiedzieć, że walczyli o tę samą niezależność, której tak bardzo pragnęli bohaterowie Gombrowicza. Rodzicom Artura Stomilowi i Eleonorze w pewnym sensie się to udało. Są na pewno indywidualistami. Stomil, protestując przeciwko konwenansom, posiadł swą narzeczoną w teatrze, wywołując tym niemały skandal. Ich salon sprawia wrażenie „niechlujstwa, pomylenia i przypadkowości”. W niesamowicie zagraconym wnętrzu nikt nie pomyślał o usunięciu katafalku, chociaż od śmierci dziadka minęło dziesięć lat. Na ogół bohaterowie są zadowoleni z panującej anarchii, babcia zamiast umrzeć wciąż gra w karty, wuj Eugeniusz zaniedbuje pisanie pamiętników. Stomil toleruje obecność w domu jakiegoś podejrzanego typa półinteligenta Edka, który siorbie przy jedzeniu i romansuje z jego żoną, gdyż wszelki protest byłby nienowoczesny. Pozornie więc jest to świat o jakim marzył dla swoich bohaterów Gombrowicz. Tym bardzo indywidualnym formom życia przeciwstawia się Artur, nie podoba mu się taki świat, który całkowicie wyszedł z formy. Nie udaje mu się jednak ten zamiar, gdyż Edek w walce o władzę wykańcza go paroma ciosami. Wszyscy będą musieli dostosować się do nowej formy – dyktatury. Podobnie jak w życiu tak i w literaturze nikt nie zdołał jednoznacznie ustalić, czy lepiej być indywidualistą, a więc człowiekiem wyalienowanym ze swego środowiska, czy też istotą uspołecznioną, człowiekiem w pełni zintegrowanym ze środowiskiem jednocześnie skrępowanym pewnymi ustalonymi formami życia społecznego. Zawsze każda skrajność budzi zastrzeżenia. Tak więc postawy skrajnie indywidualne, choć niewątpliwie oryginalne i bardzo cenione w sztuce mogą prowadzić do alienacji, a w ślad za nią do frustracji. Jednak bez takich ludzi oryginalnych, twórczych świat nigdy nie wkroczyłby na drogę postępu i wspaniałego rozwoju. Tak więc zdając sobie sprawę z tego, że jesteśmy integralną cząstką środowiska i społeczeństwa, w którym przyszło nam żyć, idźmy jednak przez życie odważnie, broniąc ludzkiego prawa do wolności osobistej i niezależności.
Archiwa miesięczne: Grudzień 2020
Dobro i zło muszą istnieć obok siebie a człowiek musi dokonać wyboru
Jak rozumiesz słowa Mahatmy Ghandiego: „dobro i zło muszą istnieć obok siebie a człowiek musi dokonać wyboru”? Oprzyj się na poznanych tekstach literackich.
Dobro i zło. Biały i czarny. Prawda i fałsz. Na początku te pojęcia wydają się być przeciwieństwami, ale gdy przyjrzymy się im głębiej, dochodzimy do wniosku, że w rzeczywistości są one bardzo podobne. Czemu? Ponieważ wszystkie są wartościami względnymi, nie można ich zdefiniować empirycznie. Nie oznacza to, że dana osoba nie rozróżnia bieli i czerni, pokazuje tylko, że w określonej sytuacji czerń zamienia się w biel i odwrotnie. Ten przykład pokazuje jedną rzecz: niedoskonałość ludzkiej percepcji, a zatem i ludzkiego rozumienia świata. W tych rozważaniach ignorujemy istnienie szarości, czegoś między skrajnościami, czegoś, co znacznie ułatwia patrzenie na świat.
Dobro i zło z pewnością istnieją na tym świecie i często nie możemy powiedzieć, co jest czym. W literaturze poszczególnych epok można spotkać różne synonimy słów dobro i zło: od romantyzmu, gdzie dobro było synonimem patriotyzmu, przez pozytywizm, w którym praca była najwyższą wartością, po współczesną literaturę wychwalającą zachowanie własnej tożsamości.
Podobnie jest z definicją zła. W romantyzmie zło utożsamiano z niewolnictwem, z rozbiorami, przez Młodą Polskę, w której krytykowano populizm i szarość istnienia, oraz z literaturą wojenną utożsamiającą okupanta z diabłem.
Przez te wszystkie lata musieliście wybierać między „czernią a bielą”, czasami nie wiedząc, co jest dobre, a co złe.
Tę niepewność wyboru można łatwo zilustrować w twórczości Słowackiego i Mickiewicza i ich stosunku do powstania listopadowego.
Słowacki w „Kordianie” skrytykował powstanie listopadowe. W ramach przygotowań piekielne mocarstwa tworzą przywódców przemówienia: generałów i cywili. Sam fakt, że zostały stworzone przez diabła, jest ich jednoznaczną cechą, a więc zaprzeczeniem sensu buntu. Z kolei Mickiewicz w „Dziadach III”, a konkretnie w trzeciej scenie tego dramatu (Wizja księdza Piotra), nazywa naród polski, w tym liderów przemówienia, Mesjaszem cierpiącym za innych. Wspiera powstanie, a nawet usprawiedliwia potomstwo, dlaczego nie brał w nim udziału. Łatwo zauważyć, że pojęcie dobra i zła jest względne i po prostu niemożliwe jest dokonanie wyboru między nimi.
Innym przekonaniem, które okazuje się mitem, jest wiara w dobroć Boga. Istota nadprzyrodzona była najważniejszą rzeczą w średniowieczu. Kolejne epoki stopniowo wycofywały się z tej filozofii, sprzyjając stopniowej ateizacji literatury. Przełomem okazał się romantyzm. Sygnały tego procesu można dostrzec w pracach Mickiewicza. W Dziadach III cz. Porównuje się Boga do cara, nazywany jest mądrością, a nie miłością. To odbiera mu aureolę tajemniczości, wyjątkowości i nieomylności. Sam ksiądz Piotr, jako przedstawiciel Królestwa Niebieskiego na ziemi, wątpi w dobroć Opatrzności, choć swoje własne wyobrażenia o chrześcijańskiej pokorze przeciwstawia apokaliptycznym wizjom Konrada.
Z kolei w balladzie „Romantyzm” Bóg jako sprawca śmierci powoduje cierpienie niewinnych ludzi. Jest zaprzeczeniem nieomylności Opatrzności, podważeniem sensu poszukiwania w niej najczystszych intencji i dobra. Oczywiście czasami, jak pokazał Dziady Część II, grzech jest dobrem, bramą do pełnego poznania świata ciała i ducha. Ta sprzeczność jest widoczna, jeśli nie pomieszamy logiki scholastycznej i filozofii z romantycznym podejściem do tych tematów. W tym momencie prawda i fałsz, dobro i zło mieszają się razem i rozpoznają to, co zależy tylko od naszego subiektywnego systemu wartości. Praktycznie nie mamy wyboru, nasze życie wybiera za nas, pozbawiając nas przyjemności poszukiwania prawdy, wszystko staje się zbiegiem okoliczności, kompilacją wielu zmiennych, prowadzących do jednej, do utraty własnej tożsamości.
W romantyzmie bohaterem dramatów jest ten, kto szuka „siebie”. Konrad Wallenrod odnajduje sens życia w walce, której podstawą ideologiczną jest poezja. Gustaw / Konrad z „Dziadów” w miejsce miłości do kobiet znajduje patriotyzm. Kordian, indywidualista, sam szuka swojej filozofii i znajduje w niej miłość do ojczyzny. Poezja Mickiewicza staje się skarbnicą nowych i najlepszych dawnych wartości. Słowacki chce wyruszyć w przyszłość i propaguje poezję patriotyczną, wzywając do walki. Zło zabijania jest uzasadnione ideą, dla której się morduje. Czasami jednak to nie wystarcza i np. Kordian, nie zabijając cara, przezwycięża nowe ideały, wracając do starych, niby już przestarzałych.
W romantyzmie istnieje konflikt między filozofiami poszczególnych artystów. Generalnie jednak dobro czerpało siłę z patriotyzmu, a zło z upokarzających czasów popowstaniowych. Człowiek został pozbawiony wyboru, ponieważ nie był przygotowany na nową sytuację. Przejawia się w tragicznym indywidualizmie bohaterów literackich, którzy szukają własnej drogi przez życie.
Kolejną erę literacką, czyli pozytywizm, cechuje ciągłe poszukiwanie definicji dobra i zła, pokazywania, że dobro może być złem i odwrotnie. Istotą literatury jest uświadomienie czytelnikowi przed jakim wyborem staje i pokazanie wszystkich aspektów decyzji.
Niejednoznaczność wielu decyzji najlepiej ilustruje twórczość Marii Konopnickiej. W swoim wierszu „Free Rent” opisuje sytuację chłopów we wsi po wywłaszczeniu. Oddanie ziemi chłopom było dobrą rzeczą, ale jej skutki uboczne są bezużyteczne. Podobną sytuację przedstawia powieść „Miłosierdzie gminy”. Tam prawo zapewniające osobom starszym spokojną starość stało się bramą do nadużyć na tym tle. Kunz Wunderli był ofiarą niezrozumienia dobra. Mendel Gdański to opowieść o sytuacji Żydów w Polsce i społeczeństwie polskim, pełnym antysemityzmu, ale z drugiej strony ludzi, którzy bronią wyznawców wiary mojżeszowej. Ale wszyscy oni, łącznie z Żydami, żyją w jednej społeczności, która jest wyjątkowa pod każdym względem.
Z trudnej sytuacji na wsi skorzystała także Eliza Orzeszkowa. Historia „Tadeusz” opisuje trudną sytuację dzieci na wsi, które pozbawione opieki rodziców, zmuszone do ciężkiej pracy, dorastają samodzielnie. Ojciec i matka tytułowego bohatera nie podlegają drastycznej krytyce, autorka raczej starała się ich uzasadnić w oczach czytelników. Znamienne jest, że i tutaj dochodzi do pewnego rodzaju dramatycznego konfliktu, wyboru między wychowywaniem dziecka z widmem śmierci głodowej, a pracą i pozostawieniem chłopca bez opieki. Każda decyzja ma swoje zalety i wady i ostatecznie prowadzi do tragicznego rozwiązania. Dlatego nie sposób powiedzieć, co jest dobre, a co złe, a każdego z rodziców Tadeusza trzeba oceniać osobno.
„Kamizelka” Bolesława Prusa porusza problem prawdy i kłamstwa w stosunku do pacjenta. Ponownie nie wiadomo, co jest lepsze: złudzenie powrotu do zdrowia czy surowa prawda o umieraniu. Kamizelka staje się symbolem iluzji, ale i nadziei niesionej pacjentowi. W tym przypadku kłamstwo daje dobre rezultaty, przynajmniej daje chwile szczęścia, co dla niektórych jest największą wartością. Nikt nie patrzy na cenę euforii. Im szybciej wspinasz się na szczyt, tym bardziej bolesne jest upadek.
Dziełem, które mistrzowsko pokazuje cienką granicę między dobrem a złem, normalnością a szaleństwem, jest „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. Główny bohater szuka usprawiedliwienia dla swojej zbrodni i dokładnie analizuje różnice między dobrem a złem. Dochodzi do wniosku, że ocena tych wartości zależy tylko od punktu widzenia. Dla niektórych przestępstwo jest ostatecznością, a odebranie komuś życia może dać innym życie. Można się zastanawiać, czy to pyrrusowe zwycięstwo, ale można przyjąć za pewnik, że nie jest to całkowicie absurdalny pomysł. Jego główną wadą jest to, że patrzymy na ofiarę przestępstwa, a nie ofiarę. Bez wyboru widziałaby nasz „dobry” uczynek zupełnie inaczej.
Zrozumienie błędu jest zdaniem Dostojewskiego podstawą odrodzenia moralnego.
Pozytywizm skupiał się na ukazaniu wewnętrznych sprzeczności w rozumieniu słów „dobro” i „zło”. Działający w tym okresie artyści znakomicie udowodnili przewrotność nawet szlachetnych idei, a także względność i zmienność naszych przekonań, kładąc tym samym podwaliny pod filozofię nowej epoki.
Młoda Polska szukała nowych ideałów w miejsce starych, całkowicie zdyskredytowanych. Tu można szukać analogii z romantyzmem, bo ostatnie lata XIX i początek XX wieku bez powodu nazwano okresem neoromantycznym. Artystyczna bohema zaciekle sprzeciwiała się ideałom pozytywizmu, głosząc artystyczne bale i pogardę dla pracy. Filister – synonim mieszczanina, któremu zależy tylko na swoim majątku i sukcesach zawodowych – stał się przedmiotem złośliwych ataków. Poetów cechowała dekadencka postawa życiowa, modernistyczna wizja współczesności oraz duża poetycka wrażliwość. W ich pracy nie było zdefiniowanego pojęcia dobra i zła. Krótko mówiąc, w zmieniającej się rzeczywistości nikt tak naprawdę nie wiedział, co oznaczają te słowa. Zamiast tego strach był wszechobecny.
Najlepiej pokazuje to hymn Kasprowicza „Dies Irae”. Apokalipsa jest przedstawiana jako punkt zwrotny, koniec i jednocześnie początek. Bóg nie jest miłością, jest sprawiedliwością, strasznym sędzią, obojętnym na ludzką rozpacz i cierpienie. Te tezy podkreśla także hymn „Święty Boże”, w którym wiara jest rodzajem rozmowy ze Stwórcą. Podobnie jak w romantyzmie, istnieją istotne elementy ateizmu, poddanie w wątpliwość dobroci bożej, której zaprzeczeniem jest sąd ostateczny. W tej sytuacji należy postawić znak równości pomiędzy strachem a złem. Czym jest więc dobro? W świetle Tetmajera można powiedzieć, że jest to zdolność twórczości. Np. wiersz „Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej”, gdzie krajobraz Tatr jest przesycony uczuciem spokoju i ukojenia, a góry są konspiracyjnie niezwykłe chociaż ulotnych. Mimo wszystko jest to utopia tylko pozorna, ponieważ podmiot liryczny zatopiony jest w smutku, wyrazie jego wartości. Dla niego nie ma dobra, może istnieć tylko jego namiastka.
Szukając interpretacji „bieli”, można zauważyć ciekawą próbę w „Chłopach”. Reymont nie wskazuje na idealnego bohatera, zarówno Boryn, jak i Jagna mają swoje wady, ale są też widoczne zalety. Przede wszystkim miłość do ziemi, jej produktów i własnej pracy. To nie tylko wytwór chłopstwa, to także naturalistyczny kult przyrody. Docenianie bohaterów w kategoriach dobra i zła zależy bezpośrednio od ich pracowitości, ale każdy ma wybór i każdy z chłopów Reymonta może iść własną drogą.
Jeszcze dalej Wyspiański poszedł w „Weselu”. Oskarżył poetów o szerzenie dekadencji i uważał poetycki pesymizm za przyczynę duchowej stagnacji narodu. Podobnie jak Reymont, autor wyznaje kult chłopstwa jako strażnika wartości zniszczonych przez minione epoki. Dobro w tym sensie kojarzy się z determinacją, otwartością na tradycję i jednocześnie gotowością do walki o nowe. Zło jest wyrazem stagnacji. W Bronowicach te dwa pomysły mieszają się ze sobą, tworząc ostatecznie mieszankę, która zastyga w ruchu, w niedopowiedzeniu.
Przecież neoromantyzm nie stworzył jednolitej wizji dobra i zła. Wieloznaczność i symbolika dzieła nie pozwalały na jego zrozumienie przez zwykłego czytelnika, który mógł zdecydować, jaki pomysł mu się podoba. Ten kult indywidualności i elitarności rozprzestrzenił się nawet w okresie międzywojennym.
Początek dwudziestolecia międzywojennego do okresu euforii po odzyskaniu niepodległości. Szybko okazało się, że walki nie da się przerwać, ale powinna być uniwersalna. Jako pierwszy zauważył to Żeromski z Przedwiośni. Jest to praca konfrontująca romantyczne wizje II RP z rzeczywistością. Utopia wolności i pluralizmu politycznego została szybko przezwyciężona, a kryzys gospodarczy i społeczny zrujnował ducha narodowego. „Przedwiośnie” to utwór „na rozweselenie serc”, który pokazuje problemy Polski, ale także sposoby ich rozwiązywania. Ponownie, podobnie jak w „Kamizelce”, jest wątek tworzenia fałszywych utopii, jest fałszywe przedstawienie choroby, tu nieszczerość ojca wobec syna i „wizja szklanych domów”. Trudno powiedzieć, czy Seweryn wybrał właściwą drogę, opowiadając Cezaremu o „idealnej” Polsce. Niewątpliwie to właśnie skłoniło syna do przyjazdu do ojczyzny, ale jednocześnie poprzez kontrast ukazało rzeczywistą biedę i zacofanie Rzeczypospolitej.
W tym przypadku znowu dobra i zła mieszanka i nikt nie może jednoznacznie udowodnić, na ile kłamstwo zadziałało na korzyść tego pierwszego. Z kolei Zofia Nałkowska w „Granicy” poszła jeszcze dalej, zadając pytanie, czy człowiek powinien być oceniany samodzielnie, czy przez obserwatora. Jest to ważne, ponieważ dobro i zło zależą od twojego punktu widzenia. Zenon Ziembiewicz wybrał własną drogę i, zdaniem większości, stał się biednym aparatczykiem z człowieka o szlachetnych ideałach. Trzeba jednak przyznać, że zejście z tej ścieżki mogło być bardzo przemyślanym i celowym działaniem. Mówiąc najprościej, bohater zdał sobie sprawę, że tylko moc daje możliwości samodoskonalenia. Zenon usprawiedliwiał się, że pomagał robotnikom jak tylko mógł, więc realizował pomysły młodzieży. Jego zdaniem lepiej było trochę zrobić, niż cały czas mówić o czymś dużym.
Nieco inaczej Gombrowicz postrzegał dobro i zło w Ferdydurke, gdzie główną cnotą człowieka nie była fizyczna egzystencja zgodna z normami, ale bogate, duchowe i intelektualne życie wewnętrzne. W rzeczywistości nikt nie może zbuntować się przeciwko społeczeństwu, ponieważ to je zniszczy. Praktycznie nie ma wyboru. Wszechobecna forma zabija indywidualność, powoduje zanik inności i niepowtarzalności. Groteskowy charakter wielu postaci dodatkowo podkreśla iluzoryczne ideały społeczeństwa jako strażnika najwyższych wartości.
Twórcy dwudziestolecia zaprzeczali istocie dobra i zła, pokazując, jak ich poprzednicy nie potrafili tak naprawdę zdefiniować tych pojęć. Co więcej, wielokrotnie pokazywano, że np. Kłamstwo nie musi być złe z pewnego punktu widzenia. Wszystko to pokazało i jedno: w niepodległej już Polsce nie ma prawdziwych trwałych wartości, bo „stare” już umarło, a ludzie nie są jeszcze gotowi na „szklane domy”.
Okres II wojny światowej był jednym z najbardziej tragicznych w całej historii polskiej państwowości. Ogromne zbrodnie totalitarnych systemów wstrząsnęły narodem, zmieniły jego filozofię i przywróciły wiarę we własną wyjątkowość. Wydaje się, że dość łatwo jest sklasyfikować dobro i zło: tj. Niemcy i Rosjanie byli źli, a Polacy i Żydzi byli dobrzy. Jednak nie jest to takie proste. Jak pokazuje Tadeusz Borowski w „Pożegnaniu Marii”, wśród Polaków byli też ludzie porzuceni. Szczypiorski obala kolejny mit, pokazuje ludzkiego Niemca.
Dobro i zło najlepiej znane są w sytuacjach ekstremalnych, a takie sytuacje z pewnością obejmują i należą do rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Borowski w swoich opowieściach obozowych burzy wiarę w humanizm. Dla niego człowiek jest zwierzęciem reagującym na bodźce zewnętrzne ne jak jego leśni pobratymcy. Brak pożywienia rodzi agresję i niszczy wszelakie bariery moralne. Kultura okazuje się za słaba, głód okazuje się silniejszy. Rodzi się moralność człowieka na skraju śmierci, gdzie oznaką łaski jest nie informowanie przyjaciół, że za chwile zginą. Istota ludzka jest w stanie zabić za kromkę chleba. Dla nas jest to zło w postaci postaci, dla ludzi z numerów na przedramieniu była to normalność.
Moim zdaniem nie powinno się osądzać innych ludzi po pozorach, ponieważ w takim przypadku np. Wszystkich, którzy przeżyli Oświęcim można oskarżyć o śmierć milionów tam pomordowanych.
Dobro i zło są Pojęciem względnym. Ghandi propagował dobro, bierny opór złamać agresję. Wiarę w tę utopię przypłacił życiem. Teraz trzeba się zastanowić czy to była utopia. Indie odzyskały niepodległość.
Moim zdania człowiek nie ma nigdy wyboru. Przekonanie o tym, że jest inaczej jest tylko humanistyczną mrzonką. Los ludzki nie jest zdeterminowany, jest po prostu wypadkową siłą na korzyść lub przeciwko. Jednak czy dobro jest dobrem a zło złem nie wiedzieli ani Kordian, ani Tadeusz, ani Boryna, ani Cezary. Co to jest „człowiek” mogli się przekonać ci, którzy byli na policjami, więźniowie łagrów GUŁAGu i obozów SS.
Dobro i zło, cokolwiek by to nie było, musi istnieć obok siebie. Po prostu dlatego, że nikt nie doceniałby nieba gdyby nie wiedzieć jest piekło.