Archiwa miesięczne: Kwiecień 2021

Literatura współczesna wobec otaczającej rzeczywistości, o zmaganiu się człowieka z losem, ze złem, ocalająca człowieczeństwo


Nikt nie rodzi się bohaterem, ale ważne jest to, jak człowiek zachowa się wobec otaczającej rzeczywistości, w momencie próby. Nie można zapomnieć o wpływie na indywidualny los ludzki rzeczywistości, szczególnie wtedy, kiedy przybiera ona konkretne historyczne kontury. Jest to problem, na który literatura od zawsze żywo reagowała, niejednokrotnie odwoływała się do wolnej woli człowieka. Do pierwszej, a nawet do drugiej wojny światowej wierzono, że dokonuje się postęp cywilizacyjny i moralny. Rok 1939 zniszczył tę nadzieję. Ludzkość dokonała zbrodni na samej sobie. W świecie zapanował chaos, nastąpił upadek dotychczasowych wartości, stąd wielu twórców podjęło trud wypowiedzenia prawdy o ludzkim losie.

Zadumę nad „czasem kalekim” odnajdujemy w wielu utworach K. K. Baczyńskiego. Utwór zatytułowany „Ten czas” obejmuje syntezę tragedii wojennej. „Mroczny czas” nie pozwala realizować osobistych uczuć, pragnień i zamierzeń, bo „głowy dudnią po ziemi”. Nie ma w tym wierszu żadnej nadziei, dominuje przekonanie, że pokolenie, któremu przyszło żyć w takim czasie, to pokolenie stracone, skazane na klęskę, na śmierć. Bardzo tragicznym w swej wymowie jest utwór „Pokolenie”. To obraz pokolenia, którego psychika została spustoszona i wypaczona przez wojnę. Rzeczywistość wojenna zabrała im marzenia, miłość, sumienie i pamięć. Pozostały senne koszmary, katastroficzne wizje świata. W wierszu „Z głową na karabinie” czasowi Apokalipsy poeta przeciwstawia arkadyjską krainę dzieciństwa. Baczyński stoi przed trudnym wyborem, który za niego rozwiązuje nieuchronny los – walka o wolność. Poeta próbował odnaleźć sposób na godne życie – poświęcił je ojczyźnie, w ten sposób ocalił swoje człowieczeństwo.

Innym poetą, który też ze szkolnej ławki poszedł na wojnę i dał świadectwo tragedii pokolenia jest Tadeusz Różewicz.

„Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź”.

Podmiot liryczny przeżył wojnę, ocalał jednak tylko fizycznie, stracił cały dotychczasowy świat wartości. Wyrazy takie jak: „człowiek i zwierzę”,”miłość i nienawiść” stały się wyrazami „pustymi” i „jednoznacznymi”. Wojna wywołała chaos w sferze wartości moralnych. Różewicz poszukuje ratunku: „szukam nauczyciela i mistrza”. Pragnie poskładać sobie świat, odtworzyć wartości, jakimi powinien się w swym życiu kierować każdy człowiek – miłości, wiary, nadziei.

Problem obojętności wobec czyjejś tragedii i samotności człowieka skazanego na śmierć porusza Czesław Miłosz w wierszu „Campio di Fiori”. Śmierć uczonego i rzeź mieszkańców getta nie wzbudziła żadnego zainteresowania ani współczucia. Poeta nie chce pogodzić się z tym faktem i wyraża przekonanie, że jego słowo „bunt wznieci”. Ma więc ważną rolę do spełnienia w tak bezwzględnym świecie. W „Piosence o porcelanie” stwierdza, że jego zadaniem jest ocalenie człowieka, ocalenie kruchych i ulotnych wartości jak: szczęście, miłość, zaufanie, ludzkie życie.

Najokrutniejszym doświadczeniem z lat wojny były obozy koncentracyjne. Machina śmierci stworzona przez hitleryzm i stalinizm zmierzała do całkowitego wyniszczenia broniącego się człowieczeństwa. Wiedzę o świecie bezwzględnym, o tym, że to „ludzie ludziom zgotowali ten los” daje nam między innymi T. Borowski, Z. Nałkowska, G. Herling – Grudziński.

Bohaterami opowiadań Borowskiego są zwyczajni ludzie poddani okupacyjnemu terrorowi, torturowani i zabijani w obozach w tych nieludzkich warunkach usiłowali przeżyć, przetrwać nieliczni sprzeciwiali się, buntowali, jednak ci najszybciej ginęli, godni szacunku, ale martwi. Inni nie potrafili przeciwstawić się losowi, stawali się muzułmanami, jeszcze inni starali się przystosować do warunków obozowych. Zanikały zasady moralne obowiązujące w normalnym świecie. Człowiek, by przeżyć, popycha ojca do komory gazowej, wyrzeka się własnego dziecka, zabija syna, który ukradł chleb. Obozowe piekło sprawia, że ludzie stają się nieczuli, gotowi krzywdzić innych, zadawać ból. Pytanie postawione w jednym z opowiadań: „czy jesteśmy ludzie dobrzy?” nurtuje całą twórczość Borowskiego. Jego utwory są przede wszystkim oskarżeniem faszyzmu, ale także  i gorzkim rozpoznaniem granic człowieczeństwa.

„Inny świat” G. Herlinga – Grudzińskiego można zestawić z „Kamiennym światem” Borowskiego. Metody, jakie stworzyli sowieccy komuniści, nie różniły się od metod hitlerowskich. Sowieci nie mieli jedynie krematoriów. Więźniowie byli traktowani okrutnie, musieli ciężko pracować w trudnych warunkach klimatycznych, można ich było bezkarnie zabić, zagłodzić na śmierć. Gwałty, rozboje, kradzieże i donosy na współwięźniów to zjawiska powszednie. Autor  rejestruje fakty, ale nie ogranicza się do tego. Interpretuje je w kategoriach filozoficznych. Książka – dokument staje się traktatem moralnym, gdyż Grudziński zastanawia się, czy od człowieka żyjącego w warunkach ekstremalnych, można żądać przestrzegania norm etycznych. Tylko niewielu zachowało swoje człowieczeństwo, było zdolnych do postaw humanitarnych. Natalia Lwowna, Kostylew odzyskują godność dzięki dobrowolnemu cierpieniu. Narrator nigdy nie zgodził się na obozową moralność opartą na instynkcie przetrwania za wszelką cenę. Zło nie może być usprawiedliwione. Człowiek powinien zachować swoją godność – nawet w sowieckich łagrach, w innym świecie.

Tak więc człowiek przyjmuje wobec otaczającej rzeczywistości różne postawy; albo ulega złu, albo się aktywnie mu przeciwstawia. Także bohaterowie „Początku” Andrzeja Szczypiorskiego są skazani na ciągłe dokonywanie wyborów, bo w żaden sposób nie mogą uciec od okropności wojny. Jedni stawali po stronie najeźdźcy, żeby ocalić swoje życie, inni przeciwstawiali się okupantowi. Na przykład siostra zakonna wbija dzieciom żydowskim do głowy ich nowe życiorysy, błagając Boga o wybaczenie, że uczy kłamstwa. Adam Korda, filolog klasyczny, powraca do rzeczywistości, bo życie sąsiadki okaże się ważniejsze niż całe wieki kultury greckiej. Müller, członek hitlerowskiej partii, ratuje panią Irmę, bo jest człowiekiem niezwykłej odwagi. Wśród bohaterów książki „o porządnych ludziach” jest bandyta Wiktor Suchowiak, który za wysoką opłatą wyprowadza ludzi z getta. Ta najprawdziwsza wojna nie toczy się na frontach czy ulicach miasta. To walka o wartości; jej terenem jest sumienie ludzi postawionych w sytuacji dramatycznego wyboru, zmuszonych do konfrontacji z brutalną rzeczywistością. Ocalenie własnej godności jest dominującą potrzebą wielu spośród bohaterów „Początku”.

Powieścią o postawach ludzkich, o człowieku wobec zagrożeń, zła, o wartościach ocalających człowieczeństwo jest „Dżuma” Alberta Camusa. Powieść ta wyrasta z założeń filozofii egzystencjonalnej. Camus uważa, że człowiek, mimo poczucia zagrożeń, poczucia samotności, ma żyć z godnością, żyć godziwie. Człowieka nic nie zwalnia z odpowiedzialności za swoje czyny. Główny bohater powieści, dr Rieux, wie, że chociaż nie uda mu się pokonać epidemii dżumy, to jednak decyduje się na walkę, staje po stronie słabszych, chorych. Doktor nie ma żadnych wahań, jest przekonany o słuszności wyboru, o konieczności udzielania pomocy potrzebującym. Etyka lekarska łączy się z głębokim humanizmem tej postaci. Podobnie Tarrou celem swojego życia uczynił walkę ze złem. Zawsze stawał po stronie ofiar. Był przekonany że człowiek może zmienić swoją postawę na lepszą, że w jego mocy pozostaje „walczyć przeciwko światu takiemu jaki jest. Tarrou także twierdzi, że każdy człowiek nosi w sobie bakcyl dżumy, ale powinien on czuwać bezustannie, żeby „nie tchnąć jej w twarz drugiemu człowiekowi”. Te słowa świadczą o parabolicznym charakterze powieści. Dżuma jest symbolem zła, z którym trzeba walczyć, niezależnie od tego, jaką postać to zło przyjmuje. Bohaterowie walcząc aktywnie z dżumą, nadali sens swojemu istnieniu. Także w eseju pt.: „Mit o Syzyfie” Camus stwierdza, że sensem życia ludzkiego jest zmaganie się z losem. Poczucie absurdu świata wyzwala w Syzyfie gotowość do działania. Trud i wysiłek, który będzie podejmował każdego dnia, pozostanie dla niego jedyną drogą ocalenia własnego człowieczeństwa.

Rozważanie egzystencjonalne o ludzkim losie podejmuje również Wisława Szymborska. Poczucie absurdalności świata, przypadkowości losu przenika wiersz pt.: „O śmierci bez przesady”. Choć narratorowi towarzyszy przekonanie o tym, że wszystko, co żyje, musi umrzeć, nie do przyjęcia jest dla niego postawa kompromisu. Działanie staje się jedyną drogą pozostania człowiekiem. Egzystencjonaliści akcentowali, że zadaniem człowieka jest wykroczyć poza siebie i dźwigać się ustawicznie ponad siebie. Przykładem takiej postawy może być nauczycielka z utworu „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”, która uratowała cudze dzieci i zapłaciła za to życiem. Nie myślała o sobie, wiedziała, że trzeba ratować zagrożone życie.

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.

Poetka dostrzega we współczesnym świecie zbyt pośpieszny rytm życia, brak czasu na chwilę zastanowienia, na zadawanie sobie pytań, na myślenie. W wierszu „Nic dwa razy” mówi, że nie ma ani czasu, ani miejsca na poprawki: „żaden dzień się nie powtórzy”. My, ludzie „schyłku wieku”, nie potrafimy się porozumiewać, skazujemy się na samotność. Szymborska często w swych wierszach pyta o wzajemne relacje między jednostką a zbiorowością. Odpowiedzi wprost – jak zwykle – brak. Wobec pytań i wątpliwości czytelnik musi się określić, sam znaleźć odpowiedź. Dla poetki życie to istnienie sprzeczności, a umiejętność życia to zdolność ich godzenia. Podobnie jak u Pascala, w wierszach Szymborskiej siła człowieka tkwi w świadomości jego miejsca w świecie oraz wśród innych ludzi.

Na zakończenie swoich rozważań przytoczę kilka refleksji wynikających z utworu Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”. Istotą tego utworu jest przekonanie, że tylko za cenę najwyższej ofiary można zachować nieskażoną godność ludzką. Poeta pisze o największych wartościach warunkujących nasze człowieczeństwo, są to według niego: godność, odwaga, wierność wyznawanym zasadom. Człowiek powinien iść „wyprostowany wśród tych co na kolanach”. Wiem, że nikt nie zdobywa raz na zawsze świadectwa szlachetności i dobroci, ale w świecie zła człowiek nie może przechodzić obojętnie wobec niegodziwości. Nie wolno rezygnować z własnego człowieczeństwa, nawet jeśli trzeba będzie zapłacić za to wysoką cenę.

Artysta nie może oddzielić się od niedoli świata


„Artysta nie może oddzielić się od niedoli świata”. Rozwiń myśl A.Camusa odwołując się do XX – wiecznych utworów literatury polskiej i obcej.

Literatura wyrasta z przeżyć i doznań człowieka, rejestruje jego reakcję, postawy wobec rzeczywistości. Sztukę tworzą konkretne jednostki, mające rozmaite doświadczenia życiowe, obdarzone indywidualną wrażliwością. Pojmowanie zadań literatury i pisarza zmieniało się na przestrzeni wieków. Romantycy wierzyli w wielką moc słowa, poeta stawał się wierszem, przewodnikiem narodu. Współcześni twórcy są bardziej pokorni, doświadczenia – szczególnie wojenne – zaciążyły na kształcie literatury XX wieku. Łączy ich podobne traktowanie pisarstwa – – jako świadectwa i filozoficznego dialogu. Funkcją sztuki jest pomaganie bliźniemu, stąd artysta nie może być obojętny na człowieczy los, „nie może oddzielić się od niedoli świata”.

Do pierwszej, a nawet do drugiej wojny światowej ludzie żyli w przekonaniu, że dokonuje się postęp cywilizacyjny i  moralny. Rok 1939 zniszczył tę nadzieję. Ludzkość dokonała zbrodni na samej sobie. W świecie zapanował chaos, nastąpił upadek dotychczasowych wartości, stąd wielu twórców podjęło trud wypowiedzenia prawdy o ludzkim losie, o świecie opanowanym przez zbrodnię.

Przykładem artysty, który nie mógł stać z boku, kiedy nagle runąć świat marzeń i uznanych przez niego wartości jest Kamil Krzysztof Baczyński, Zadumę nad „czasem kalekim”, konieczności pisania o nim odnajdujemy w wielu utworach poety. W wierszu „Z głową na karabinie” czasowi Apokalipsy, okrucieństwu i bezwzględności niszczącej ludzkie serca przeciwstawia arkadyjską krainę dzieciństwa, która odeszła na zawsze. Wiersz „Pokolenie” to obraz świata, w którym  rządzą nie ludzkie, lecz wilcze prawa. Rzeczywistość wojenna zniszczyła marzenia, miłość, sumienie i pamięć. Ale stawiała ona przed artystą także zadania poezji tyrtejskiej – wzywającej do walki.  Poezja Baczyńskiego oddała cały tragizm pokolenia, które próbowało odnaleźć sposób na godne życie. Ocalenie swojego człowieczeństwa znalazło ono w walce o wolną ojczyznę. Baczyński przekonany, że obowiązki poety nie mogą go zwolnić od udziału w walce przystąpił do powstania, poległ 4 sierpnia 1944 roku.

Innym poetą, który ze szkolnej ławki poszedł na wojnę, który dał świadectwo tragedii własnej i tragedii pokolenia jest Tadeusz Różewicz.

„Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź”

 („Ocalony”).

Podmiot liryczny przeżył wojnę, ocalał jednak tylko fizycznie, stracił cały dotychczasowy świat wartości. „Cnota” i „występek”, „prawda i kłamstwo” – to kontrastowe zestawienie potwierdza załamanie wiary w sens podstawowych pojęć moralnych. Poeta  pragnie poskładać na nowo świat: „szukam nauczyciela i mistrza”, aby „jeszcze raz nazwał rzeczy i pojęcia”, odtworzył wartości, jakimi powinien w swoim życiu kierować się każdy człowiek – miłości, wiary, nadziei.

Tak jak T. Różewicz i Cz.Miłosz uważa, że zadaniem poety jest ocalanie człowieka, kruchych i ulotnych wartości takich jak: szczęście, przyjaźń, miłość, zaufanie, ludzkie życzenia, także dostrzeganie nieszczęścia, jakie spotyka drugiego człowieka. Problem samotności człowieka skazanego na śmierć porusza Cz. Miłosz w wierszu „Campio di Fiori”. Zestawia tu dwie sytuacje: śmierć Giordano Bruno i tragedię powstańców w getcie. Tak jak nikt nie interesował się śmiercią uczonego, tak i rzeź Żydów nie wzbudziła żadnego zainteresowania ani współczucia. Ludzie nie chcą albo nie potrafią dostrzec właściwego wymiaru cierpienia innych. Poeta nie chce pogodzić się z tym faktem i wyraża przekonanie, że w przyszłości jego słowo „bunt  wznieci”.

Wiedzę o świecie bezwzględnym, okrutnym, o życiu w obozach koncentracyjnych, o tym, że to „Ludzie ludziom zgotowali ten los” daje nam między innymi proza Tadeusza Borowskiego, Zofii Nałkowskiej, Gustawa Herlinga – Grudzińskiego.

Centralnym motywem opowiadań T. Borowskiego z tomu „Kamienny świat” staje się obraz degeneracji moralnej, upadku człowieka. Obóz to dla Borowskiego miejsce, w którym nie tylko się umiera, ale także trzeba żyć. Narrator Tadek jako jeden z wielu, którzy walczą o przeżycie, obserwuje z niepokojem przemiany, jakie zaszły w psychice człowieka. Powoli    wyzbywa się on   zasad moralnych, wrażliwości. Obozowe piekło sprawia, że ludzie stają się nieczuli, gotowi krzywdzić innych, zadawać ból. Pytanie postawione w jednym z opowiadań: „czy my jesteśmy ludzie dobrzy?” nurtuje całą twórczość Borowskiego.

Innym pisarzem, który swą twórczością spełniał podstawowe zadania artysty  jest Gustaw Herling – Grudziński. Jego powieść „Inny świat” można zestawić z opowiadaniami T.Borowskiego. Metody, jakie stworzyli sowieccy komuniści, nie różniły się od metod  hitlerowskich. Więźniowie łagrów byli traktowani okrutnie, musieli ciężko pracować w trudnych warunkach klimatycznych, co również prowadziło do wycieńczenia i śmierci. Sowieci nie mieli jedynie krematoriów. Życie ludzkie nie przedstawiało żadnych wartości. Gwałty, rozboje, kradzieże i donosy na współwięźniów to zjawiska powszednie. Autor rejestruje fakty, ale nie ogranicza się do tego. Interpretuje je w kategoriach filozoficznych. Książka – dokument staje się traktatem moralnym, gdyż Grudziński zastanawia się, czy od człowieka żyjącego w warunkach ekstremalnych, można żądać przestrzegania norm etycznych. Tylko niewielu zachowało swoje człowieczeństwo. Narrator nigdy nie zgodził się na obozową moralność. Zło nie może być usprawiedliwione. Zdaniem pisarza, człowiek powinien zachować swą godność – nawet w sowieckich łagrach, w innym świecie.

Warto przytoczyć jeszcze przykład innego twórcy, któremu nie jest obojętna niedola świata – Alberta Camusa. Znakomita jego powieść pt. „Dżuma” nazywana jest parabolą, przypowieścią o losach ludzkich. Powstała w okresie, kiedy pamiętano koszmar cierpienia i zagrożenia w absurdalnym świecie opanowanym przez zbrodnię ludobójstwa. A.Camus wyraża pogląd, że człowiek może się przeciwstawić złu, jeśli prawdziwie angażuje się w sprawy ludzkie. Powieść ta wyrosła z założeń egzystencjalizmu. Kierunek ten głosił, że człowiek jako jednostka ma poczucie ciągłego zagrożenia, lęku, istnienia sił wpływających na ludzkie istnienia, ale ma on wybór w zakresie własnego postępowania. Za wolność tego wyboru odpowiedzialny jest tylko przed samym  sobą. Świadomość zagrożeń, poczucie samotności nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za swoje czyny. Wobec takich problemów Camus stawia bohaterów powieści. Akcja „Dżumy” rozgrywa się w algierskim mieście Oran w latach czterdziestych XX wieku. Kroniki nie potwierdzają, że w tych latach panowała dżuma, jednak historia potwierdza istnienie na świecie „dżumy” – wojny, totalitaryzmu, zniewolenia, a więc zła. Najpełniejszym wyrazicielem poglądów pisarza jest doktor Bernard Rieux. Od początku zagrożenia ma swoją koncepcję walki ze złem. Mówi: „w tym wszystkim nie chodzi o bohaterstwo. Chodzi o uczciwość”. Dotknięty osobistą tragedią, nie myśli o sobie i swoim nieszczęściu, wszystkie siły poświęca walce ze straszliwą zarazą. Podobnie Jean Tarrou celem swojego życia uczynił walkę ze złem, zawsze stawał po stronie ofiar. Twierdził, że człowiek nosi w sobie bakcyl dżumy, ale powinien czuwać bezustannie, żeby „nie tchnąć jej w twarz drugiemu człowiekowi”. Był przekonany, że dobro jest cechą natury ludzkiej, dlatego nie wolno zostawiać ludzi z ich nieszczęściem, trzeba być razem z nimi i, jeśli to konieczne, nieść pomoc. Tarrou to jedna z ostatnich ofiar dżumy. Umiera wtedy, kiedy choroba się cofa. Poświęcił więc swoje życie walcząc ze złem. A. Camus poprzez większość  swych bohaterów wyraża przekonanie o konieczności przyjęcia aktywnej postawy wobec zagrożenia, wobec zła, nieszczęść. Końcowe słowa powieści to przestroga, aby ludzka czujność i solidarność zawsze były w pogotowiu, „bo bakcyl dżumy nigdy nie umiera”.

Nie tylko „Dżuma” jest syntezą przemyśleń pisarza na temat kruchej egzystencji ludzkiej. W eseju „Mit o Syzyfie” A.Camus sens życia widzi w zmaganiu się z losem. Poczucie absurdu świata wyzwala w Syzyfie gotowość do działania. Trud i wysiłek podejmowany każdego dnia jest dla niego jedyną drogą do ocalenia człowieczeństwa. Człowiek posiada zdolność buntu, a więc niezgody na ból, nieszczęście, zło – taką rolę ma do spełnienia również artysta.

Człowiek, jako jednostka, żyjąc w otaczającym świecie musi nieustannie bronić swojego istnienia, gdyż rzeczywistość zmienia się i zagraża jego egzystencji. Nie tylko wojna dokonała spustoszenia moralnego, ostatnie lata historii pokazały, jak tragiczny w swych skutkach może być totalitaryzm. Tadeusz Konwicki w „Małej apokalipsie” daje wyraz swojemu przerażeniu rzeczywistością, w której człowiek nie znaczy nic, bo o wszystkim decyduje urząd, ideologia czy system. Warszawa, gdzie rozgrywa się akcja utworu, podobnie jak cały kraj, rządzona jest przez totalitarny system. Nie ma od niego ucieczki, zniewoleni są wszyscy. Zniewoleni nakazami i zakazami boją się przeciwstawić złu w sposób zdecydowany. W tym świecie bunt jest pozorny albo jest to tylko gest – samo palenie się głównego bohatera. Świat przedstawiony w „Małej apokalipsie” umiera i nie będzie zbawiony. Zło znajduje się wszędzie, świat powoli kona, rozpada się. Bóg nie ocali tak złego świata. Powieść ta jest rozpaczliwym aktem protestu przeciw utracie wolności i tożsamości narodowej oraz przestrogą przed złem tkwiącym wewnątrz człowieka.

W twórczości wielu pisarzy można znaleźć potwierdzenie tezy zawartej w temacie, jednak nie sposób ich wszystkich wymienić. Pod koniec swoich rozważań pragnę zaprezentować kilka utworów polskich poetów, dla których istotą tworzenia jest uczestnictwo we wszystkich sprawach tego świata.

T.Różewicz pisał, że „poezja współczesna to walka o oddech”. Oddech – to symbol ulgi  i wolności. W świecie zła, poczucia obcości, zaniku i przemieszania wartości – poezja musi walczyć o wartości moralne. Poeta pragnie byśmy byli dla siebie ludźmi, nie wilkami. Ludźmi, nie ludożercami pożerającymi się wzajemnie. „Nie zmartwychwstaniemy”, ostrzega poeta, jeśli będziemy się zabijać. A zabijać można również złością, prostacką chciwością. Różewicz uważa, że właśnie poecie przypada rola i obowiązek odpowiedzialności za najistotniejsze ludzkie wartości.

Także Zbigniew Herbert pragnie swoją poezją pomóc odnaleźć się człowiekowi zagubionemu we współczesnym świecie. Wskazuje na podstawowe wartości warunkujące nasze człowieczeństwo. Człowiek musi iść odważnie zawsze, nawet „gdy rozum zawodzi”, powinien iść „wyprostowany wśród tych co na kolanach”. Herbert odrzuca przemoc, ale twierdzi, że w świecie zła człowiek nie może przechodzić obojętnie wobec niegodziwości.

Czesław Miłosz chciał wyzwolić poezję od ciężaru misji, posłannictwa. Nie pozwolił mu płacz Antygony – symbol bólu świata. W utworze pt: „Który skrzywdziłeś” zawiera refleksje dotyczące roli poety w społeczeństwie. Autor wie, że życie niesie krzywdę i cierpienie, ale wówczas zadaniem poety jest opowiedzenie się po stronie sprawiedliwości. Wiersz ten przyznaje poetom bardzo istotne miejsce w historii, gdyż są oni powołani do „pamiętania” krzywd wyrządzonych „człowiekowi prostemu” i przypomnienia ich przyszłym pokoleniom, które osądzą winowajcę i wydadzą wyrok.

„Nie bądź bezpieczny – poeta pamięta”.

Bóg, życie i śmierć w literaturze średniowiecza, baroku i romantyzmu


Bóg, życie, śmierć. Te trzy słowa zawierają w sobie niemal cały sens istnienia człowieka. Nasze życie, to po prostu czekanie na śmierć, która jest końcem wszystkiego, a jednocześnie początkiem nowego życia, już po tamtej stronie, według większości ludzi wyznających jakąkolwiek religię życia z Bogiem. Nic zatem dziwnego, że słowa te tak często pojawiały się na łamach literatury na przełomie wieków. I chociaż słowa te były zawsze takie same, to jednak okoliczności w jakich się one pojawiały były skrajnie różne. Spróbujmy prześledzić zmiany w stosunku ludzkości do tych trzech wartości na przełomie dziejów, korzystając przy tym z dorobku literackiego trzech ważnych epok historycznych: średniowiecza, baroku i romantyzmu.

Średniowiecze nie stanowi epoki, o której współcześni członkowie kościoła katolickiego chcieliby chętnie rozmawiać. Wszyscy dobrze znamy dzieje z tej epoki, nie bez racji określanej często mianem „mrocznego średniowiecza”. Wyroki inkwizycji, palenie na stosach czarownic, niszczenie ksiąg głoszących naukę chociaż tylko minimalnie różniącą się od tej, jaką głosiła Biblia. Jednym słowem nakaz całkowitego podporządkowania się wyrokom Bożym. Duchowieństwo głosiło wśród prostego ludu potrzebę cierpienia za życia ziemskiego, aby potem móc doznawać wiecznego odpoczynku w Królestwie Niebieskim. Bardzo modny w tamtym okresie (ale jedynie wśród tych, którzy go zalecali, nie zaś wśród tych, którzy mieli go stosować) był ideał ascety. Piękny przykład bohatera-ascety mamy w „Legendzie o św. Aleksym”, której bohater, wywodzący się z bogatego domu, postanawia nagle rzucić wszystko i udać się w świat by tam, z dala od dobrobytu, żyć z tego co dostanie od łaskawych ludzi i spędzać większość czasu na modlitwie. Jego cierpienie zostaje w końcu docenione, jednak gdy Matka Boska zaczyna objawiać się w kościele w którym Aleksy się modlił i wstawiać się za nim, nasz bohater natychmiast usuwa się w cień wydarzeń, i wyjeżdża do innego miejsca, gdzie o nim nigdy nie słyszano aby tam cierpieć biedę, głód i zimno, a w końcu umrzeć pod schodami pewnego domostwa, jak najgorszy żebrak i włóczęga. Dopiero po jego śmierci mieszkańcy miasta odkrywają niezwykłą prawdę o pochodzeniu biednego żebraka.

Jak widać, mamy tu typowy przykład średniowiecznego ascety. Człowiek, który zostawia wszelkie posiadane przez siebie dobra materialne i udaje się na samotną tułaczkę aby zasłużyć sobie na nagrodę w niebie. Nawet chwilowa szansa na poprawienie swojej sytuacji nie jest dla niego wystarczającym powodem do zmiany postępowania. Natychmiast znajduje sobie nowe miejsce do prowadzenia pokutniczego życia.

Najciekawsze w całej historii średniowiecza jest to, że osoby najbardziej nawołujące do takiego trybu życia, same skromnością nie grzeszyły – stan duchowny należał do najbogatszych stanów w Polsce (i nie tylko w Polsce). Jak wyglądała sytuacja w tamtej epoce doskonale ukazuje film „Imię Róży” Jean-Jacquesa Annauda. W jednej ze scen tego filmu duchowni wyrzucają odpadki z kuchni za mury klasztoru, gdzie natychmiast rozpoczyna się walka na śmierć i życie o każdy kąsek pomiędzy krańcowo wygłodzonymi mieszkańcami okolicznych wiosek. Oczywiście sytuacja taka nie była regułą, ale nie zmienia to faktu, że większość duchownych średniowiecza żyła kosztem biedaków, tłumacząc im że to dla ich dobra.

Pozostawmy jednak sprawę stosunków społecznych historykom i zajmijmy się raczej średniowieczną literaturą. Innym ideałem średniowiecza była postać bohaterskiego, bezgranicznie oddanego swojemu panu rycerza Rolanda. I tu także możemy zauważyć skłonność do podporządkowywania ludzi słabszych osobom silniejszym (jednak ciągle wracamy do stosunków społecznych). W późniejszym okresie postać rycerza została zastąpiona postacią rycerza-nieudacznika, czyli po prostu walczącego z wiatrakami Don Kichota.

Przy tak pełnym cierpienia i poświęceń życiu człowieka średniowiecznego, trudno dziwić się, że śmierć jawiła mu się jako dobrodziejstwo losu, jako nagroda za trud życia i zapowiedź zasłużonego odpoczynku. Stąd też niezwykle barwne i efektowne odejście ze świata rycerza Rolanda czy też św. Aleksego. W opisach ich śmierci zamiast spodziewanego smutku możemy dopatrzyć się radości – opowiadania te pomimo śmierci bohaterów kończą się jednak szczęśliwie.

Kolejna epoka – Barok – nie przyniosła większych zmian, jeśli chodzi o postępowanie kościoła. Próby reformacji spotkały się ze zdecydowanym protestem ze strony kościoła i ostatecznie zwołaniem soboru trydenckiego gdzie ustalono dokładny plan działania mający zlikwidować wszelkie przejawy różnowierstwa. Nieznacznie także zmieniły się poglądy ludzi na życie. Nadal życie jest traktowane jaka rzecz drugorzędna, jako środek służący do osiągnięcia celu jakim jest życie wieczne. Istniało wielu twórców pragnących rozwiązać zagadkę bytu. Tak na marginesie, to jest to odwieczny problem ludzkości:

    „Błogosławiony jesteś Panie

     bo stworzyłeś Niebo i Ziemię

     aby człowiek miał co podziwiać

     i miał gdzie mieszkać

     (…)

     Błogosławiony jesteś Panie…

     Tylko po jaką cholerę stworzyłeś człowieka?!(…)”

(Fragmenty współczesnego wiersza).

W Baroku pojawia się jednak także odmienna postawa. Niektórzy decydują się na przyjemności życia codziennego odkładając sprawę zbawienia na dalszy plan. Należy do nich m.in. Hieronim Morsztyn jeden z tzw. poetów światowych rozkoszy. Wyrażali oni zgodę na świat, który chociaż jest nietrwały to jednak zawiera w sobie głębokie piękno. Jednocześnie podziwiając świat doczesny nie zapominali oni jednak o Bogu, chwaląc Go i dziękując Mu za dzieło stworzenia. Przykład ciekawej postawy wobec Boga zawiera wiersz Daniela Naborowskiego „Marność”:

     „Miłujmy i żartujmy,

       Żartujmy i miłujmy,

     Lecz pobożnie, uczciwie,

       A co czyste, właściwie.

          Nad wszystko bać się Boga –

       Tak fraszką śmierć i trwoga. „

Warto zwrócić uwagę na ostatnie zdanie. Widzimy tam wyraźnie nawiązanie do średniowiecznego poglądu o roli śmierci jako przejścia z jednego życia do innego, lepszego. Różnica polega na tym, że człowiek baroku nie uważał za konieczne życie w ciągłym umartwianiu się i pokucie. Dopuszczał możliwość rozrywek i zabawy, pod warunkiem wszak aby nie przedkładać rzeczy doczesnych ponad wartości wieczne.

Romantyzm, prawdopodobnie także z racji dużego odstępu czasowego jaki dzielił ten okres od dwóch poprzednio omówionych epok, przedstawił już zupełnie odmienną postawę człowieka wobec Boga, życia i śmierci. Nie ma już takiego bezwzględnego podporządkowania się Bogu. Pojawia się nawet bunt przeciw jego panowaniu (to oczywiście Konrad w „Dziadach” cz.III). Ponieważ okres Romantyzmu przypada w Polsce w okresie zaborów, więc decydującą rolę w twórczości tamtego okresu zajmuje problem wyzwolenia narodu z niewoli. Z walką tą wiąże się niezliczona problemów. Dlatego m.in. bohater romantyczny jest szarpany wewnętrznymi sprzecznościami, z jednej strony stoi dobro ojczyzny, z drugiej jego własne życie lub też honor, który w tym okresie był często uważany za coś ważniejszego niż życie (lepiej było zginąć w sposób honorowy niż splamić swój honor).

Śmierć jednostki w takich przypadkach jak dobro ojczyzny staje się rzeczą drugorzędną. Ponadto często śmierć jest łatwiejszym rozwiązaniem niż życie w niewoli (to oczywiście tylko moje zdanie). Problemem przed którym często stawali bohaterowie romantyczni była sprawa dążenia do szlachetnych celów za pomocą wszelkich środków także tych określanych często jako niehonorowe. Takie podejście do sprawy wyzwolenia Ojczyzny doprowadziło Konrada do momentu, w którym odwraca się od Boga śpiewając:

         „(…)

          Zemsta na wrogach,

          z Bogiem i choćby bez Boga.(…)”

W czasach inkwizycji najprawdopodobniej za te słowa Konrad zostałby skazany na spalenie na stosie. Nawet jednak w czasach względnej tolerancji słowa takie wzbudzają mieszane uczucia. Czy można zatem dążyć do celu bez zastanawiania się nad metodami? To kolejne pytanie bez odpowiedzi. Tak wyglądały wartości życia, śmierci i Boga w przeszłości. Zastanówmy się jednak przez chwilę i spróbujmy porównać tamte podejście do tych spraw z postawą dzisiejszych Polaków. Nie da się nie zauważyć, że sytuacja systematycznie się pogarsza. W przeciwieństwie do Średniowiecza, gdzie wartością dominującą był Bóg, a życie było tylko środkiem a nie celem (przynajmniej teoretycznie), w dzisiejszych czasach sytuacja uległa zupełnemu obróceniu. Dzisiaj, mając w Polsce 95% katolików, nie mamy nawet połowy ludzi przestrzegających zasad chrześcijańskich – a to przecież wiąże się bezpośrednio ze stosunkiem do Boga. Życie staje się celem samym w sobie, najważniejsze jest „dorobić się” nowego samochodu, mebli do mieszkania, telewizora. Wystarczy w niedzielę przejść się koło kościoła po mszy św. i posłuchać jakie niesamowite problemy nurtują naszych biednych, prześladowanych Polaków. Nasz naród potrafi wykazywać niesamowitą inwencję w przypadku gdy zagrożony jest z zewnątrz, jednak do normalnego życia Polacy po prostu się nie nadają. Wprawdzie „Lenistwo jest motorem postępu” jak powiedział mój kolega (że niby ja!), ale tylko do pewnych granic. Nasz nowy prezydent, doprowadzając do obecnej sytuacji politycznej popełnił jeden podstawowy błąd. Pozbawił Polaków wroga.

Nasz naród musi mieć kogoś, na kogo można zwalać winy za wszystkie nasze braki i wady, a jednocześnie kogoś kto mobilizował by nas do wspólnej walki. Mógłby to być ktoś fikcyjny, tak jak Goldshmit z „1984” Orwell’a, ale nie można sytuacji pozostawić tak jak jest. Przypomniało mi się opowiadanie, w którym po zakończeniu wojny armie wielu krajów są porozbijane na małe kilkuosobowe grupki, nie mogące nawiązać ze sobą kontaktu. Aby nie stracić gotowości bojowej, na każdy dzień ustala się tzw. „wroga dyżurnego”, którego następnie wszyscy biją, kopią, poniewierają, ćwicząc na nim swoją sprawność fizyczną. Jedyną wadą takiego rozwiązania było to, że taki „wróg dyżurny” z reguły umierał już po kilku godzinach. Mimo wszystko proponuję jednak rozpisać ogólnokrajowy konkurs na „wroga państwowego”. Jako pierwszego kandydata proponuję naszego wychowawcę. To właśnie dzięki niemu przekonałem się jak bardzo wspólny przeciwnik może zjednoczyć grupę początkowo obcych ludzi. I tak oto od mroków epoki średniowiecza, poprzez wzniosłe idee romantyzmu, doszliśmy do rzeczy tak prozaicznej jak konflikt klasa – wychowawca. Najwyższy czas zatem kończyć, bo nie wiadomo co by z tego dalej wynikło.

Między krzykiem a milczeniem; moje rozważania i refleksje po lekturze „Inny Świat”


 „Wiek XIX zabił Boga, wiek XX zabił człowieka” to słowa Alberta Camusa autora „Dżumy”, w której ukazuje czujność wobec wszechogarniającego zła którym jest totalitaryzm. Ten system wprowadził łagry przeciwko człowiekowi. Najnowsze ustalenia historyków ostatniej Wojny Światowej mówią o liczbie ponad dwóch milionach Polaków poddanych w Związku Radzieckim różnym formom opresji. W 1939r. z terenów polskich przejętych przez ZSRR zesłano na Syberię jeden milion sto czterdzieści mieszkańców cywilnych. W latach następnych do więzień i obozów ZSSR zesłano dwieście pięćdziesiąt tysięcy osób. W 1939r. wywieziono dziesięć tysięcy oficerów polskich do Katynia i tam bestialsko zamordowano. Cyfry, które przytoczyłem jeszcze parę lat temu okryte były milczeniem, ponieważ Polska w czasach komunizmu była sojusznikiem Związku Radzieckiego. Po odzyskaniu niepodległości 1989r. mogliśmy uzyskać wiadomości z tekstów literackich jakie miały miejsce w łagrach sowieckich. Wiedzę taką uzyskaliśmy dzięki tekstom Józefa Czapskiego „Wspomnienia starobielskie”  a także Gustawa Herlinga-Grudzińskiego „Inny Świat”. Wiedzą taką prezentował również Aleksander Sołnieżycyn w utworze „Archipelag Gułak”.

Z przeżyć i doświadczeń więziennych i obozowych wyrasta „Inny Świat” G. Herlinga-Grudzińskiego. Akcja obejmuje dwa lata i trwa do stycznia 1942r. kiedy po dramatycznej głodówce protestacyjnej zostaje zwolniony. Zwolnienie z obozu było możliwe dzięki przywróceniu stosunków dyplomatycznych między Polską a Związkiem Radzieckim. Autor „Innego Świata” uwolnienie zawdzięcza w znacznej mierze swojej determinacji: rozpoczął głodówkę i wygrał.

Utwór poprzedził mottem: „Tu otwiera się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać.”

W motcie tym autor zawarł wniosek: aby zrozumieć świat gułagów należy zapomnieć o przedobozowych normach moralnych. Świat ten stworzył swój własny system etyczny którego więźniowie zmuszeni byli przestrzegać jeżeli chcieli przetrwać. Cytat ten należy  do F. Dostojewskiego, który również przebywał w łagrze i wspomnienia o nim umieścił w książce „zapiski z martwego domu”. G. Herling-Grudzińskiemu udało się pożyczyć ten utwór w czasie pobytu w łagrze i przeczytać. W jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że utwór ten go bardzo fascynował i dostrzegł w nim podobieństwo między losem własnym a autora. „Zbrodni i kary”. Dzieło G.Herlinga-Grudzińskiego zawiera przeżycia, które wstrząsają czytelnika, powodują jego milczenie gdyż mowa ludzka nie jest w stanie wyrażać tej tragedii.

Na samym początku autor ukazuje sowieckie więzienia w których przesiadują ludzie bezpodstawnie uwięzieni. Przykładem tego jest on sam, gdyż został oskarżony na podstawie butów i źle przeczytanego nazwiska:

„Pierwsza hipoteza oskarżenia opierała się na dwóch dowodach rzeczowych: wysokie buty z cholewami, w których młodsza siostra wyprawiła mnie po klęsce wrześniowej w świat, miały świadczyć, że jestem „majorem wojsk polskich”, a pierwsza część nazwiska w brzmieniu rosyjskim (Gerling) kojarzyła mnie niespodzianie z pewnym marszałkiem lotnictwa niemieckiego. Logiczna konkluzja brzmiała: „jestem oficerem polskim na usługach wrogiego wywiadu niemieckiego”

Nocne budzenia na przestrzeni długich miesięcy, długotrwałe śledztwa, trzymanie godzinami na twardym krześle, oślepianie prosto w oczy żarówką sprawiały u więźnia rozpad jego osobowości na drobne części składowe. Te wszystkie formy przesłuchań również należały do sposobów prowadzenia śledztwa sprawiając, że człowiek niewinny chciał przyznać się do nieistniejącej winy:

„Gdyby chodziło tylko o przyznanie się do abstrakcyjnej winy, był już w zasadzie gotów …”

Jak widzimy nawet przyznanie się do winy nie satysfakcjonowało śledczego. Słowa te dają dowód na to, że w więzieniach sowieckich była przyjęta teoria prawa opierająca się na założeniu, że nie ma ludzi niewinnych. Po wszystkich przesłuchaniach, władze sowieckie na niemożność wydobycia jakichkolwiek informacji od więźnia wysyłali go do gułagów rozmieszczonych na całym terytorium ZSRR. Po przybyciu byli przydzielani do poszczególnych kotłów żywnościowych. Do pierwszego z nich (jedna rzadka łyżka kaszy dziennie) przydzielano ludzi starych, chorych i umierających nie mających siły pracować. Za drugim kotłem (jedna gęsta łyżka) ustawiali się ludzie o wydajności pracy 100% , a za trzecim kotłem (łyżka kaszy i śledź) tzw. stachanowcy pracujący powyżej normy. W łagrach ludzie byli skazani na wieczną, morderczą pracę, która samoczynnie gasiła w nich iskierkę życia. Ta bydlęca praca niszczyła w nich wszelkie wartości moralne doprowadzając ich do prób popełnienia samobójstwa.

Na kartach „Innego Świata” autor nie stara się oddać wiernie nieszczęść, nie krzyczy o śmierci, tragedii, nie używa patosu ale wyraża to wszystko co przeżyli ludzie., dlatego że los ten zgotowali im inni ludzie. Taka egzystencja przerasta ludzką miarę. Pisarz, który sam przeżył to wszystko widział cierpienie ludzkie zachowuje dystans do tych przeżyć. Przytoczone przez niego fakty opisywane są w sposób prosty, bez emocji. Pisząc o prawdzie życia obozowego, o obojętności ludzkiej na cierpienie drugiego człowieka, o nie narażaniu się, o nie mówieniu głośnym na temat stanu swojego ducha stara się milczeć i nie komentować tych zachowań.

Cechą charakterystyczną „Innego Świata” jest spokój w relacjonowaniu zachowań, które przeczą zasadom człowieczeństwa. W utworze swoim pisze o egzystencji w łagrze i o ludziach dla których samobójstwo było aktem wolności, którzy nie mogli krzyczeć o swoim losie i umierali z głodu, zamarzali w czasie wyrębu lasu. Po ich śmierci życie obozowe toczyło się dalej.

Czytając ten utwór zrozumiałem jaką tragedię przeżyli tamci ludzie. Co musiał czuć więzień w czasie wielogodzinnego śledztwa gdzie nie otrzymywał jedzenia, picia ani możliwości załatwiania potrzeb fizjologicznych. Zrozumiałem czym były tortury i żal żyjących do dnia dzisiejszego byłych Sybiraków o to, że nie otrzymują odszkodowań za utracone zdrowie, że żyją często na pograniczu nędzy z minimalnych rent i emerytur.

Kultura jest kłamliwa, nie wytrzymała kontaktu z tragedią obozów koncentracyjnych…


Kultura jest kłamliwa, nie wytrzymała kontaktu z tragedią obozów koncentracyjnych, wtedy kiedy człowiek człowiekowi stał się wilkiem. Omów na podstawie „Dżumy” i „Rozmów z katem” oraz utworów wybranych.

Doświadczenia wojenne przyniosło kres wszystkiemu, co w zachowaniu się i wyposażeniu członków społeczeństw ludzkich stanowi rezultat zbiorowej działalności. Zniszczyło też to, co w człowieku zostało wyuczone. Zatraciło całokształt materialnego i duchowego dorobku, nad którym pracowały pokolenia. Wybuch wojny możemy traktować jako apogeum niszczącego od dawna europejską kulturę kryzysu wartości humanistycznych. Problem ten znalazł odzwierciedlenie w licznych utworach, m.in.: „Dżuma” Alberta Camusa, „Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego, „Medalionach” Z.Nałkowskiej oraz „Pożegnanie z Marią” T.Borowskiego.

     W latach czterdziestych XX wieku powstaje „Dżuma” Alberta Camus. Utwór ten nie mówi o wojnie jednak nie należy go traktować dosłownie. Jest to bowiem powieść-parabola. Porusza sprawy szersze niż epidemia w Oranie. Jako choroba stanowi zagrożenie dla ludzkich symboli i jest symbolem wszechobecnego zła. Powoduje ograniczenie praw człowieka, odbiera mu człowieczeństwo i wyzwala najgorsze instynkty. Okazuje się, że ludzie podczas zagrożenia są zupełnie inni niż  co dzień. Zacierają się wszelkie ludzkie odruchy, pozostaje pustka i rozpacz. W utworze Camusa można także odnaleźć elementy egzystencjalizmu. Podobne jest tu odczucie absurdu świata złożonego z nonsensów. Przykładem tego jest dżuma, której istnienie nie jest zrozumiałe. Nie można wykazać jej celowości. Innym przykładem jest doktor Rieux, który już na początku skazany jest na przegraną z chorobą. Stwierdza on tylko infekcję u chorego, izoluje go od rodziny, a na koniec orzeka jego śmierć. Nie może wyleczyć nikogo, choć jest lekarzem, a pomimo to się nie poddaje, poświęca swoje dobro osobiste dla innych. W utworze tym są jednak jednostki, które nie walczą z chorobą. Przykładem takiej bierności jest Rambert, który na początku chce uciec z miasta od choroby. Jest egoistą, nie obchodzi go los chorych i cierpiących ludzi. Myśli tylko o swoim szczęściu, lecz w dalszej części utworu przyłącza się do grup sanitarnych wraz z którymi walczy z epidemią. Stwierdza on, że: „Może być wstyd, że człowiek jest sam tylko szczęśliwy” 

Takich postaw egoizmu jakie reprezentował na początku Rambert możemy znaleźć bardzo dużo. Najwięcej było ich w obozach koncentracyjnych, gdzie każdy chciał żyć. Dlatego też uważam, że Oran można porównać do miejsc zagłady, w których umierali ludzie.

       Zofia Nałkowska w opowiadaniach pt. „Medaliony” ukazała dramatyczne sceny i sytuacje towarzyszące w obozach koncentracyjnych. Poruszyła problem upadku moralnego i przewartościowania wartości.

„W Niemczech, można powiedzieć, ludzie umieją coś zrobić – z niczego…”

Świadczy o tym fakt traktowania ciała ludzkiego jako surowca do wyrobu mydła. Człowiek w hierarchii wartości zajmował miejsce niższe niż przedmiot. Ta sama autorka zwróciła uwagę na brak litości, współczucia, zrozumienia dla ludzkich uczuć i emocji ze strony Niemców, nastawionych jedynie na wyzysk i zniszczenie psychiczne drugiego: „Człowiek jest mocny, może jeszcze dobrze popracować”

W innym opowiadaniu-reportażu możemy odnaleźć przypadki kanibalizmu, będące dowodem okrutnego postępowania z więźniami :

„Jakie robili zbrodnie na ludziach. Ściągano z ludzi krew dla żołnierzy. Trupy miały ręce i nogi związane, wyjedzone wnętrzności”

Pobyt w obozie koncentracyjnym powodował zniekształcenie psychiki wszystkich, w szczególności dzieci, które zapytane o to, w co się bawią, odpowiadają:

„My się bawimy w palenie Żydów”

Jeszcze bardziej dobitnym przykładem człowieka zdegenerowanego jest postać Jurgena Stroopa z „Rozmów z katem” Kazimierza Moczarskiego, w których autor zamieścił obraz bezwzględnego, okrutnego sadysty, pozbawionego wszelkich uczuć. Od dzieciństwa ojciec wpajał mu:

„Bij synku nieprzyjaciół jak najmocniej i bez litości, tak jak ja prałem wrogów Vaterlandii”

Człowiek ten wyznał, że :

„wojna jest selekcyjnym zabiegiem biologicznym i psychologicznym, koniecznym dl każdego narodu”

Selekcja dokonywana była na „niepełnowartościowym towarze” lub zwierzętach. Tak właśnie Stroop nazywał Żydów.

„Zaczęliśmy strzelać do tych zwierząt za murami żydowskiego ogrodu zoologicznego” 

System totalitarny zabił u zbrodniarza zasady moralne, którymi człowiek powinien się kierować. Nie żal mu było dusz tylu tysięcy młodych, których w sposób bezpośredni, bądź pośredni pozbawił życia:

„Kto chciał być silnym musiał działać jak ja”

Do ostatnich chwil Jurgen Stroop dumny był ze swych czynów związanych z uśmiercaniem Żydów lub umieszczaniem ich w licznych obozach.

Tadeusz Borowski zajął się przenikliwą obserwacją sposobu życia w obozie, który wyzwalał mechanizmy akceptacji i przystosowania zacierające granice między katem i ofiarą. Jednym z problemów poruszanych przez artystę był kryzys humanistycznych ideałów etycznych w systemie masowej zagłady. Warunkiem przeżycia było przystosowanie, egoizm, uległość wobec prześladowców połączona z bezwzględnością wobec więźniów. Taka postawa doprowadziła do tragicznych sytuacji np. skazanie własnego syna na śmierć, jak miało to miejsce w przypadku Beckera. Obóz stał się logiczną konsekwencją systemu wyzysku, podboju i terroru.

„Ludzi nie może zabraknąć, bo byśmy pozdychali z głodu. Wszyscy żyjemy z tego, co oni przywiozą”

Unieważnieniu ulegały elementarne odruchy uczuciowe, wartości moralne, współczucie, uczciwość, solidarność, godność. Rzeczywistość okupacyjna rządzona była przez strach, przemoc, podstęp pozbawione skrupułów w walce o życie

„Dziś ja, jutro oni. Kto pierwszy, ten lepszy”

– to główna zasada obowiązująca przy odbiorze posiłku. Pogwałcenie człowieczeństwa miało charakter szczególnie tragiczny, bowiem zbrodniczym celom podporządkowywano ofiary, przymuszając je nie tylko do uległości, ale także do wewnętrznej zgody na zbrodnię i na udział w niej. Elementy zezwierzęcenia, brak kultury, upadek moralności, dorobku cywilizacji, wynikały również z głodu i nędzy:

„Głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia”

Wszystkie działania sprowadzały się do jednego-biologicznego przetrwania w nadziei, że kiedyś ten koszmar osiągnie swój kres. Wywoływało to sytuacje, w których matki wyrzekały się dzieci, bowiem kobiety z dzieckiem od razu szły do komór gazowych. Obóz był światem przedmiotów przez przedmioty rządzonym, w którym jedynym prawem było prawo terroru.

       Losy ludzi w czasie wojny wobec bezwzględnego systemu przypominały zmagania mitycznego bohatera- Syzyfa. Człowiek będąc w sytuacji tragicznej i mając świadomość absurdalności swego położenia, może czuć radość istnienia dzięki beznadziejnej walce ze swoim losem. Może sam decydować o swoim życiu, choć wiadomo jaki będzie jego koniec.

Rozważając teksty literackie dotyczące tematu pracy, głęboko zastanowiłem się nad tym, czy kultura jest kłamliwa. Stworzona dla człowieka, przez człowieka, przed wiekami służyć miała jego dobru. To Tablice Mojżeszowe zawierające Dekalog miały być dla narodów chrześcijańskich drogą, którą winien kroczyć człowiek. Twórcy tej kultury, w której powstała koncepcja tragizmu nie przewidzieli nowego ujęcia tej tragedii estetycznej w okresie kiedy „człowiek człowiekowi stał się wilkiem”. Epoka pieców krematoryjnych tworzyła ofiary i katów i wówczas to nastąpiło przewartościowanie wartości zawartych w Dekalogu. Z kultury zachowały się piękne pomniki, rękodzieła ale nie zachowała się wartość jednostki ludzkiej i dlatego nie w pełni mogę zgodzić się z tezą postawioną w temacie. Kartezjusz sformułował myśl: „cogito ergo sum” w której zawarta jest nadzieja dotycząca człowieka, jego dobra. Pomocą do argumentacji były postawy bohaterów „Dżumy”.

Myślę, że jedyną nadzieję na zachowanie trwałości kultury jest stwierdzenie Alberta Camusa :

„W człowieku więcej rzeczy zasługuje na podziw a niżeli na pogardę, w człowieku jest więcej dobra a niżeli zła”.   

Ale ten płacz Antygony, Co szuka swojego brata, To jest zaiste nad miarę Wytrzymałości


„Ale ten płacz Antygony, Co szuka swojego brata, To jest zaiste nad miarę Wytrzymałości”. Czesław Miłosz

Literatura i sztuka wobec ludzkiego cierpienia.

Od początków istnienia literatury, od prastarych, antycznych mitów i biblijnych opowieści obiektem zainteresowania twórców był człowiek, zaś życie ludzkie składa się nie tylko z radości, ale także cierpienia i smutku. Te właśnie uczucia – cierpienie, smutek, ból, rozpacz, tra­giczne zmagania człowieka z losem, z innymi ludźmi, z siłami natury stają się stałym tematem literackim. Mijają lata, setki i tysiące lat, a człowiek ze swym smutkiem, rozpaczą i bólem jest taki sam, chociaż świat, który go otacza ulega zaskakującym i niewyobrażalnym zmianom. Pieszy podróżujący, podpierając się kijem przesiadł się do samolotu, a pochylający się nad zwojem papirusu zasiadł do elektro­nicznej drukarki, ale przecież ludzie ci tak samo cierpią, odczuwają ból i rozpacz. Symbolem ludzkiego, niezawinionego cierpienia jest biblijny Hiob, którego życie, tak jak i los każdego z nas został przedstawiony w sposób następujący: „Człowiek zrodzony z niewiasty ma krótkie i bolesne życie, wyrasta i więdnie jak kwiat, przemija jak cień chwilowy…” Hiob był człowiekiem bogobojnym, szlachetnym, sprawiedliwym i bo­gatym, szczęśliwym ojcem siedmiu synów i trzech córek, Bóg jednak wystawił Hioba na ciężką próbę – utracił on majątek, a w wyniku straszliwego huraganu zginęły wszystkie jego dzieci, zaś on sam za­chorował na trąd. Mimo tych nieszczęść Hiob nie utracił wiary w Boga, chociaż uskarżał się na swój okrutny los, a nawet żałował, że nie umarł w dniu swych urodzin. Autor księgi Hioba podkreśla, że nieszczęścia, które go spotkały nie są karą za grzechy:  „Czołem w proch uderzyłem, oblicze czerwone od płaczu, w oczach już widzę pomrokę,  choć rąk nie zmazałem występkiem i modlitwa moja jest czysta.” Historia Hioba uświadamia nam gorzką prawdę, że cierpienie jest nieodłącznym składnikiem ludzkiego losu, a przeżyte cierpienie czyni nas bardziej wrażliwymi na cudzy ból i nieszczęście. Literatura starożytnej Grecji kreowała bohaterów, którzy kierowani różnymi namiętnościami wielokrotnie cierpieli i rozpaczali.

Najbardziej wzruszające karty Homerowej „Iliady” to fragmenty, w których opisana jest rozpacz Achillesa po śmierci najserdeczniejszego przyjaciela Patrol­lesa. Ludzie starożytni bardzo uzewnętrzniali swój ból, toteż Achilles rwie włosy z głowy, a także znęca się okrutnie nad zwłokami Rektora, który pokonał w pojedynku Patroklesa, włócząc jego ciało przywiązane do rydwanu wokół mogiły przyjaciela. Jego ból rodzi okrucieństwo, gniew i chęć zemsty, toteż bardziej przejmujący jest ból Priama, ojca Rektora, który z murów swego oblężonego miasta obserwował pojedynek Achillesa z Rektorem, złamany bólem i cierpieniem pragnąłby jedynie godnym pogrzebem uczcić swego syna. Pogrzebanie ciała zmarłego było niezwyk­le ważne dla ludzi w starożytnej Grecji, gdyż wierzyli oni, że dusza zmarłego nie dostanie się do Hadesu, dopóki ciało nie zostanie po­grzebane. Potężny król Troi, syn boskiego Dardam udaje się do obozu wroga z olbrzymim okupem, upokarza się przed młodym Achillesem, klękając na kolana i całując jego ręce, błaga o wydanie ciała najdroższego i najdzielniejszego syna Rektora. Któż nie zrozumiałby takiego bólu, takiej rozpaczy i poświęcenia. Toteż Priam osiąga swój cel, powraca do Troi z ciałem Rektora, a witają go płacze i lamenty matki Hekabe, żony Rektora Andromachy i całego trojańskiego dworu. Utulą swój ból dopiero wówczas, gdy ciało Rektora zostanie uczczone pogrzebem, spalone na stosie, prochy zebrane przez przyjaciół i najbliższych w urnę, i w końcu usypany zostanie kurhan.  Sprawa pogrzebania zwłok brata staje się przyczyną cierpienia Anty­gony, która nie potrafi się pogodzić z okrutnym zakazem króla Kreona. Pragnie postąpić zgodnie z nakazami własnego sumienia i religii. Ta niezłomność, przysparza jej wiele bólu i cierpienia. Nie może ona pogodzić się z wyrokiem Kreona, który skazał ją na śmierć głodową przez zamurowanie w skalnej jaskini i popełnia samobójstwo. Jej czyn staje się źródłem cierpienia najbliższych, narzeczonego Hajmona, który przy zwło­kach ukochanej także popełnia samobójstwo, jego matki Eurydyki, która także odbiera sobie życie.

Okrutny Kreon pozostaje sam ze swym bólem i cierpieniem – jego najbliżsi syn i żona oraz siostrzenica nie żyją. Przejmujący jest także ból i cierpienie jednego z najwspanialszych bohaterów greckiej mitologii Prometeusza, który stworzył człowieka z łez i gliny, tchnął w niego duszę, kradnąc iskierkę z rydwanu słońca, a potem wyposażył człowieka w cały szereg umiejętności, które zapewniły mu moc panowania nad światem. Nie udało się jednak Prometeuszowi uchronić człowieka od wszelkiego zła, bólu, nieszczęść, cierpień i chorób. Oto bogowie zesłali na ziemię Pandorę, wyposażoną w tajemniczą puszkę. Prometeusz ją odprawił, ale jego brat Epimeteusz pojął Pandorę za żonę. Wówczas wspólnie otworzyli tajemniczą puszkę, uwalniając wszelkie smutki, nieszczęścia, cierpienia i choroby, które odtąd na zawsze będą towarzyszyły człowiekowi. Tak więc już ludzie starożytni pojęli to, że cierpienie jest nieodłącznym składnikiem ludzkiego istnienia. Sam Prome­teusz także nie uniknął cierpienia, gdyż za swą zuchwałość wobec bogów został okrutnie ukarany. Przykuto go do ścian Kaukazu, a zgłodniały orzeł codziennie wyjadał mu wątrobę, która wciąż odrastała. Któż słyszał rozlegające się wśród skał jęki cierpiącego Prometeusza? Bogowie ulito­wali się nad tym cierpiącym dobroczyńcą ludzkości i Herakles skruszył okowy, którymi przykuto nieszczęśnika do skały. Prometeusz został zabrany na Olimp i zaliczony w poczet bogów nieśmiertelnych. Miłość matczyna była częstym motywem literackim. Jedną z pierw­szych cierpiących matek była zapewne Demeter, siostra Zeusa, matka Persefony, którą porwał Hades i uczynił swoją żoną. Nieszczęśliwa matka nie mogła pogodzić się ze stratą jedynej córki, toteż Zeus, ulegając błaganiom Demeter pozwolił Persefonie, zwanej też Korą spędzać część roku z matką, a część z mężem. W czasie obrzędów religijnych ku czci bogini Demeter, która nauczyła ludzi uprawy roli wystawiano dramat, w którym przedstawiano porwanie Persefony, żale matki i wreszcie jej powrót. Kiedy powracała na ziemię z ciemności Hadesu, za sprawą uradowanej matki zakwitały kwiaty, zieleniały łąki, nadchodziła wiosna. 

Czasem jednak cierpienie człowieka było zasłużoną karą za popełnione czyny. Zasłużył sobie na swój los Tantal syn Zeusa i Pluto, częsty gość na  Olimpie. Spożywając wraz z bogami nektar i ambrozję stał się nieśmiertel­ny, kradł jednak boski napój, aby napoić nim własnych dworzan. Pewnego razu zaprosił na ucztę bogów, podając im pieczeń z ciała własnego syna Pelopsa. Bogowie olimpijscy jednak nie spożyli tej potrawy, przywrócili też życie Pelopsowi. Natomiast Tantal został strącony do Tartaru, gdzie cierpi wieczny głód i pragnienie. Stoi w sadzawce, a nad nim zwisają gałęzie drzewa, pełne owoców. Gdy jednak Tantal chce się napić, woda odpływa, a gdy chce zerwać owoc, gałąź odchyla się. Jakby tego nie było dość nad głową Tantala zwisa wciąż chwiejąca się skała. Tak więc męki Tantala to poczucie ustawicznego zagrożenia, a także cierpienie, wynika­jące z pożądania rzeczy niedostępnych. Największym męczennikiem w historii ludzkości był Chrystus, który poprzez swą męczeńską śmierć na krzyżu miał zapewnić grzesznym ludziom zbawienie. Przejmujące sceny wnoszenia krzyża, samego ukrzy­żowania i śmierci są częstym motywem, występującym nie tylko w litera­turze ale także w sztuce. Poszczególne stacje religijnego obrzędu zwanego drogą krzyżową obrazują kolejne etapy męki Chrystusa. Jego męczeńskiej śmierci towarzyszy rozpacz jego matki, która bezsilnie musi patrzeć na cierpienie jedynego syna. Motyw Matki Bolejącej (Stabat Mater Dolorosa) pod krzyżem umęczonego Chrystusa jest bardzo popularny zarówno w literaturze jak i w sztuce począwszy od XIII wieku, gdyż wtedy właśnie powstała łacińska pieśń „Stabat Mater Dolorosa”. Także w polskiej literaturze średniowiecznej znana jest pieśń p.t. „Lament Matki Boskiej pod krzyżem”, zdecydowanie najpiękniejszy wiersz liryczny tamtej epoki. Napisany jest w formie monologu rozpaczającej matki, zmuszonej patrzeć na śmierć syna. Jej cierpienie ukazane jest w wymiarze czysto ludzkim, prosi ona innych o współczucie:

„Pożałuj mię stary, młody, Boć mi przyszły krwawe gody: Jednegociem Syna miała I tegociem ożalała”.  Swój liryczny monolog Maryja kieruje do umierającego na krzyżu syna. Chciałaby dzielić z nim mękę, prosi, aby przemówił do niej słowami ostatniej pociechy. Zrozpaczona matka pragnie obmyć krew, spływającą z ran, podtrzymać opadającą, umęczoną, spowitą w cierniową koronę głowę, podać spragnionemu picie. Niestety święte ciało syna zostało zawieszone na wysokim krzyżu i bolejąca matka nie może w żaden sposób ulżyć jego cierpieniom.  Kolejną apostrofę Matka Boska kieruje do Anioła Gabriela, który zwia­stując jej cudowne poczęcie obiecywał wiele radości, a tymczasem nie­szczęśliwa matka wylewa łzy rozpaczy, patrząc na męczeńską śmierć syna.  W końcu Matka Boska zwraca się do wszystkich matek, życząc im przede wszystkim, aby nie musiały tak cierpieć, jak ona sama. Cierpiący po stracie ukochanej córki ojciec pojawia się w poezji renesansowego poety Jana Kochanowskiego. Jako autor „Trenów” wy­stawił swej zmarłej córeczce najwspanialszy i najbardziej trwały pomnik, który przetrwał wieki i nadal wzrusza nowe pokolenia czytelników, gdyż jest przejmującym opisem ojcowskiego bólu. Ten ojcowski ból uczynił tematem swego obrazu Jan Matejko, malując obraz „Jak Kochanowski nad zwłokami Urszulki”, ukazując poetę czule żegnającego się ze swą córeczką, składającego na jej czole ojcowski pocałunek. Utwór Kochano­wskiego staje się filozoficznym traktatem o ludzkim życiu, losie i cier­pieniu, a właściwym bohaterem staje się sam autor, człowiek rozpaczający po stracie dziecka. Buntuje się on przeciwko boskiej niesprawiedliwości, podaje w wątpliwość sens swego dalszego życia, nie może zrozumieć, dlaczego cierpienie nie omija ludzi szlachetnych, dobrych, prawych.

W trenie XI pyta: „Kogo kiedy pobożność jego ratowała? Kogo dobroć przypadku złego uchowała? Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy Nie mając ani dobrych, ani złych na pieczy.”  Człowiek niejednokrotnie pragnie udawać mędrca, filozofuje na temat życia i jego sensu, a potem w obliczu śmierci kogoś bliskiego traci rozum i zmysły:  Żałości! Co mi czynisz? Owa już oboje Mam stracić: i pociechę i baczenie swoje?” Natomiast barokowy poeta Jan Andrzej Morsztyn nawet z ludzkiego cierpienia potrafił uczynić literacką igraszkę. W wierszu „Do trupa” porównał nieszczęśliwie zakochanego do trupa. Podobieństwa sprowadza­ją się do stwierdzenia, że zostali oni ugodzeni strzałami miłości lub śmierci, są bladzi, przed zmarłym płoną świece, a w sercu zakochanego skryty płomień. Różnice skłaniają do stwierdzenia, iż lepiej być trupem niż nieszczęśliwie zakochanym, gdyż zmarły nie czuje już żadnego bólu, a zakochany cierpi „srogi ból”. W piękny, wzruszający sposób mówili o cierpieniu poeci romantyczni. Najczęściej cierpienie to było spowodowane nieszczęśliwą miłością, która wielokrotnie prowadziła do samobójczej śmierci. Cierpienie doprowadziło niemal do obłędu bohaterkę Mickiewiczowskiej ballady „Romantycz­ność” Karusię, która nie może zapomnieć o swym ukochanym, zmarłym przed trzema laty. Widzi go nie tylko we śnie, ale także na jawie, rozmawia z nim. Wyznaje, że źle jej na świecie w obcych ludzi tłumie, który szydzi z jej nieszczęścia, nie rozumie jej cierpienia. Złamana bólem jest także bohaterka ballady „Rybka” Krysia, uwie­dziona przez panicza, a potem porzucona. Zawód miłosny doprowadza ją do samobójczej śmierci.

Miłość romantyczna najczęściej była źródłem cierpienia, gdyż zawsze pojawiały się jakieś przeszkody nie pozwalające na realizację szczęścia. Często był to po prostu brak wzajemności, jak na przykład w przypadku Gustawa, bohatera IV części „Dziadów”. Jest on błąkającym się po świecie duchem, który swemu nauczycielowi opowiada dzieje swej nieszczęśliwej miłości, która doprowadziła go do obłąkania i samobójczej śmierci. Nieszczęśliwy kochanek rozpamiętuje swe tragi­czne przeżycia. Wspomina jak stopniowo popadał w obłęd, stojąc pod oknami pałacu, w którym odbywało się wesele, aby w końcu wbić sobie sztylet w pierś. Jako nieszczęśliwy kochanek cierpi także Jacek Soplica. We wzruszają­cy sposób mówi o swym uczuciu w przedśmiertnej spowiedzi. Bwa, córka bogatego Stolnika Horeszki odwzajemniała jego miłość, lecz dumny magnat, nie zważając na szczęście swej jedynaczki nie miał zamiaru oddać jej ręki ubogiemu szlachcicowi. Jak bardzo dręczył się Jacek zwlekając z oświadczynami i wciąż łudząc się nadzieją? Co przeżywał, kiedy w końcu podano mu czarną polewkę do stołu, znamionującą odmowę? Chciał wykraść swą ukochaną, uciec z nią gdzieś daleko, ale obawiał się, gdyż Ewa była zbyt wątłego zdrowia. Nie stłumił swej miłości przez przypadkowy ożenek z pierwszą napotkaną na drodze kobietą, jedynie unieszczęśliwił swą żonę, szukając zapomnienia w alkoholu. Biedna kobieta zmarła wkrótce po urodzeniu syna Tadeusza, zaś Jacek nadal błąkał się samotnie pod oknami zamku Horeszki, aby dostrzec choć cień ukochanej. W ten sposób stał się świadkiem ataku Moskali na zamek Horeszki i wówczas zastrzelił w nagłym przypływie gniewu triumfującego Stolnika. 

Cierpienie romantyków miało także inne źródło, gdyż było związane z sytuacją udręczonej ojczyzny, zniewolonej przez wroga. Mękę narodu polskiego porównują do męczeństwa Chrystusa na krzyżu. Tak jak Chrystus był Mesjaszem, zbawcą ludzkości, tak Polska ma wyzwolić inne narody europejskie z jarzma niewoli. W tym przekonaniu o niezwykłym posłannictwie wybranego narodu zawiera się istota mesjanizmu. Kiedy miara cierpień polskiego narodu się wypełni Polska tak jak Chrystus zmartwychwstanie. W widzeniu księdza Piotra rozgrywa się symboliczna scena ukrzyżowania Polski. Rolę Heroda pełni car Mikołaj I, Piłatem umywającym ręce jest Francja, a rolę oprawców pojących żółcią i octem pełnią Prusy i Austria. Żołdak Moskal został nazwany „najsroższym z siepaczy”, to on wytacza krew niewinną polskiego narodu.  Szlachetni patrioci takie cierpienia udręczonego narodu odczuwali jak swoje własne. Takim bohaterem był Konrad bohater III części „Dziadów” Adama Mickiewicza. Nazwano go romantycznym Prometeuszem, który nie tylko buntuje się przeciwko Bogu, lecz cierpienia narodu stają się przyczyną jego bólu. „Patrzę na ojczyznę biedną,

Jak syn na ojca wplecionego w koło, Czuję całego cierpienia narodu, Jak matka czuje w łonie bole swego płodu.”  Mniej symboliczny, ale równie przejmujący wymiar ma bardziej realne, a więc może bardziej dotkliwe cierpienie innych bohaterów tego dramatu. Jan Sobolewski opowiada o wywożeniu polskich skazańców na Sybir. Więźniowie byli stłoczeni w ciasnych kibitkach, skuci ciężkimi kajdanami, których młodzi chłopcy nie mogli udźwignąć. Wśród więźniów znajdował się Wasilewski, tak torturowany w czasie śledztwa, że nie mógł iść o własnych siłach, spadł z pierwszego stopnia więziennych schodów i zmarł. Nawet żandarm niosący do kibitki jego ciało potajemnie łzy ocierał.  Torturami i uciążliwym śledztwem został doprowadzony do samobój­czej śmierci młody Rollison, uczeń wileńskiego gimnazjum. Prześladowcy ułatwili mu samobójstwo, umieszczając w celi na piętrze i otwierając okno. A jak porównać cierpienie młodego Rollisona z cierpieniem jego matki, samotnej wdowy, dla której syn był jedyną radością i nadzieją życia. Rozpacz dwukrotnie zawiodła ją w progi pałacu okrutnego senatora Nowosilcowa, najpierw nieszczęśliwa matka błaga o litość, a potem przeklinała oprawców syna.

O męczeństwie Cichowskiego opowiada natomiast w scenie p.t. „Salon warszawski” Adolf. Jak rozpaczała jego młoda żona, kiedy policja upozorowała samobójstwo, pozostawiając płaszcz i kapelusz Cichowskie­go nad brzegami Wisły. Ile przecierpiał sam więzień w czasie śledztwa, gdy karmiono go śledziami, nie podając picia, straszono i pojono opium, skoro po powrocie do domu nie poznawał żony ani syna, lecz z oznakami choroby psychicznej zaszywał się w najciemniejszym kącie pokoju, a na odgłos pukania do drzwi powtarzał „nic nie wiem, nie powiem”. Zmienił się też nie do poznania. Aresztowano młodego, urzekającego urokiem osobistym chłopca, a wypuszczono człowieka, który mimo młodego wieku całkiem wyłysiał, opuchł od złego jedzenia i wilgoci panującej w celi. Nie chciał też opowiadać o przeżytych cierpieniach, ale były one wyryte na jego twarzy i w wyrazie jego oczu:  „Bo na tym oku była straszliwa powłoka. Żrenice miał podobne do kawałków szklanych, Które zostają w oknach więzień kratowanych (…)  i widać w nich rdzę krwawą, iskry, ciemne plamy.”  Wszystkie te cierpienia romantyków bledną w obliczu gehenny, jaką przeżyły narody europejskie w czasie drugiej wojny światowej. Ogrom cierpień trudno ogarnąć ludzkim doświadczeniem, trudno skomentować, ocenić. Pisarze, którzy podjęli się trudnego zadania przedstawienia wojen­nej, a przede wszystkim obozowej rzeczywistości często wybierali formę reportażu, rezygnując z autorskiego komentarza, nie podejmując w ogóle próby oceny przedstawionych zdarzeń. W „Medalionach” Zofii Nałkows­kiej jedyna próba oceny przerażających zjawisk zawarta została w motcie: „Ludzie ludziom zgotowali ten los.”

Autorka wyszła ze słusznego założenia, że ogrom zbrodni, cierpień i śmierci nie da się ogarnąć ludzkim doświadczeniem, a każda interpretacja, każda próba zakwalifikowania hitleryzmu w ramach przyjętych wartościowań etycznych byłaby osłabie­niem rzeczywistej wymowy zdarzeń. Jak bowiem wartościować masowe gazowanie ludzi i spalanie ich ciał w krematoriach, wyrób mydła z ludz­kiego tłuszczu, znęcanie się nad bezbronnymi więźniami. W obozie oświęcimskim wyróżniał się swym okrucieństwem August Glass, który upatrywał sobie ofiarę i bił w nerki tak, aby nie pozostawiać śladów, a śmierć następowała dopiero po kilku dniach. Jeden z blokowych wyznaczył sobie swoisty rekord – dziennie zabijał około piętnastu osób, inny gołymi rękami dusił przed śniadaniem kilku więźniów. Matki  musiały patrzeć na śmierć swoich dzieci, których los był wstrząsający, gdyż najmniejsze kierowano do selekcji. Toteż kiedy zbliżały się do pręta zawieszonego na wysokości jednego metra i dwudziestu centymetrów „prostowały się, stąpały wyprężone na palcach, by zaczepić głową o pręt i uzyskać życie”.

O straszliwych cierpieniach ofiar hitlerowskiego okrucieństwa opowia­da bohaterka opowiadania „Dno”. Więziona najpierw na Pawiaku opo­wiada o powszechnie dokonywanych tam doświadczeniach na więźniach, o ściąganiu krwi potrzebnej na froncie dla niemieckich żołnierzy. Najbar­dziej przerażającą, a jednak często stosowaną torturą było zamykanie więźniów z powiązanymi rękami i nogami w komorze z głodnymi szczurami. Inni więźniowie rankiem musieli wynosić trupy z powyjadany­mi wnętrznościami z pakamery. Niektórym jeszcze biło serce.  Podróż do obozu też była źródłem wielu niewyobrażalnych cierpień. Więźniowie podróżowali wiele dni na stojąco, ciasno stłoczeni w zaplom­bowanych wagonach, w straszliwym zaduchu, stojąc we własnych od­chodach. Na jednej ze stacji niemiecki oficer, słysząc przeraźliwe wycie zdeterminowanych kobiet, rozkazał otworzyć wagony i sam się przeraził tego, co zobaczył. Pozwolono wówczas kobietom umyć się i oporządzić, potem jednak aż do Ravensbruck nikt już nie otwierał wagonów. W męs­kich wagonach było po trzydziestu, czterdziestu uduszonych, kobiety wprawdzie przeżyły wszystkie, ale wiele z nich zwariowało.

Chore psychicznie natychmiast rozstrzelano.  Jak wiele bólu musiała doświadczyć bohaterka opowiadania „Przy torze kolejowym”, Żydówka postrzelona w kolano przy próbie ucieczki z trans­portu, skoro błagała o to, aby ją ktoś zabił? Jakimi słowami można wyrazić ból, rozpacz i cierpienie Żyda Michała P. z opowiadania „Człowiek jest mocny”, który pracował przy grzebaniu zwłok gazowanych w specjalnych samochodach. Najpierw zaprowadził do samochodu ojca i matkę, siostrę z pięciorgiem dzieci oraz brata z żoną i trójką dzieci. Człowiek ten opowiedział też o swym najstraszniejszym przeżyciu: „Jednego dnia – a był to wtorek – z trzeciego samochodu, który przyjechał tego dnia do Chełmna, wyrzucili na ziemię zwłoki mojej żony i moich dzieci, chłopiec miał siedem lat, dziewczynka cztery. Wtedy położyłem się na zwłokach mojej żony i powiedziałem, żeby mnie zastrzelili. Nie chcieli mnie zastrzelić! Niemiec powiedział: Człowiek jest mocny, może  jeszcze dobrze popracować. I bił mnie drągiem, dopóki nie wstałem.” Przejmujące są również obrazy martyrologii Żydów. Przedstawia je tytułowa bohaterka opowiadania „Kobieta cmentarna”. Chociaż w jej słowach odzywają się echa uprzedzeń Polaków do Żydów, jednak ze współczuciem mówi o scenach rozgrywających za murami cmentarza, czyli w pobliskim getcie. Żydów wywożono samochodami do obozów śmierci, a tych, którzy próbowali stawiać opór zabijali na miejscu. Zamykano drzwi i podpalano domy. Ludzie skakali na bruk, wyrzucali na beton własne dzieci. Kobieta cmentarna kończy swe zeznania następującą refleksją:  „Rzeczywistość jest do zniesienia, gdyż jest niecała wiadoma. Dociera do nas w ułamkach zdarzeń, w strzępach relacji. Wiemy o spokojnych pochodach ludzi idących bez sprzeciwu na śmierć, o skokach w płomienie, o skokach w przepaść. Ale jesteśmy po tej stronie muru.” 

Jak bardzo cierpiała Dwojra Zielona, tytułowa bohaterka jednego z opowiadań Nałkowskiej, która straciła wszystkich najbliższych. Wspo­mina jak w czasie akcji wywożenia do Treblinki chowała się na strychu. Przebywała tam nieraz kilka tygodni, jedząc surową kaszę mannę i kawę. W końcu przestała się ukrywać, gdyż stwierdziła, że woli umrzeć ze swoimi niż w samotności. W noc sylwestrową została postrzelona w oko, gdyż Niemcy urządzili sobie zabawę, strzelając do ludzi.  Wstrząsający jest również wywiad z Markiem Edelmanem, jedynym ocalałym członkiem ŻOB-u, przeprowadzonym przez Hannę Krall i wyda­nym w postaci książki zatytułowanej „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Do powstania w getcie przystąpiło 220 osób, natomiast niemieckich żołnierzy było około dwóch tysięcy. Po zamknięciu getta i w trakcie jego likwidacji głód spowodował, że Ryfka Ulman odgryzła kawałek ciała swego zmar­łego z głodu syna Berka. Jakimi słowami można wyrazić ból i cierpienie tej kobiety. W getcie można było na podstawie bezpośrednich obserwacji prowadzić badania na temat choroby głodowej. Pierwszy jej etap to nadmierne wychudzenie, potem pojawiają się obrzęki powiek, stóp i ca­łych powłok skórnych. W tym stanie ludzie już nie pamiętają o głodzie, ale na widok jedzenia stają się agresywni, jedzą łapczywie. Trzeci etap to charłactwo głodowe, stan przedśmiertny, przy czym przejście od życia do

śmierci jest powolne, stopniowo ulegają zanikowi wątroba, nerki, śledzio­na, kości gąbczeją i miękną. Prowadzący te badania lekarze także zginęli, jedyna ocalała lekarka wyjechała do Australii, lecz badania przeprowadzo­ne w getcie zapewne się jej nie przydadzą, gdyż australijscy chorzy nie wiedzą co to głód.  Edelman wspomina jak w czasie likwidacji getta pielęgniarka zadusiła poduszką nowo narodzone dziecko, aby zaoszczędzić mu i matce cierpień, po wojnie zaś została wybitnym pediatrą. Większym dzieciom podano truciznę, w ten sposób ratując je przed komorą gazową. Z czym i w jakich słowach porównać gehennę Żydów w getcie? Garstka powstańców w war­szawskim getcie doskonale wiedziała, że nie ma żadnych szans na zwycięstwo, przystępując do powstania jego uczestnicy pragnęli jedynie umrzeć z godnością, toteż 8 maja członkowie sztabu ŻOB popełnili samobójstwo. 

Także powstanie warszawskie było bohaterskim, ale nie mającym szans powodzenia zrywem młodych patriotów, którzy ruszali z butelkami samozapalającymi na niemieckie czołgi. Praca w konspiracji była bardzo niebezpieczna niemal każde aresztowanie było równoznaczne z wyrokiem śmierci. Jakby nie dość było warszawiakom ulicznych egzekucji i łapanek, postanowili bezpośrednio zmierzyć się z wrogiem. Sanitariuszki często z narażeniem własnego życia transportowały rannych. Miron Białoszewski opisał powstanie oczyma cywila. Warszawiacy z rozpaczą obserwowali, jak ginie ich ukochane miasto. Niemcy zdobyli Krakowskie Przedmieście, gdyż Niemcy jeńców i złapanych przypadkowo Polaków prowadzili przed swoimi czołgami, a powstańcy nie zdecydowali się strzelać do swoich. Ludzie chronili się w piwnicach w ustawicznym strachu o własne życie i los najbliższych. Szpitale nie mieściły rannych, brakowało personelu, leków, środków opatrunkowych. Umęczeni głodem i ustawicznymi bom­bardowaniami warszawiacy nie wytrzymali psychicznie, wychodzili z pi­wnic prosto pod kule nieprzyjaciela. Ze Starego Miasta powstańcy, a także cywile wydostawali się kanałami, chociaż tam także czyhała śmierć, gdyż Niemcy wrzucali przez włazy granaty. Jednak gehenna warszawiaków nie skończyła się w dniu 1 października, kiedy powstanie upadło, gdyż Niemcy postanowili wywieźć zdrowych mieszkańców Warszawy na robo­ty do Niemiec, zaś pozostałych do obozów w Generalnej Guberni.

Moralne cierpienia człowieka nie skończyły się też w dniu zakończenia wojny – wystarczy sięgnąć do poezji Tadeusza Różewicza, który jeszcze w roku 1955 w wierszu „Krzyczałem w nocy” pisał:  „Krzyczałem w nocy umarli stali  w moich oczach cicho uśmiechnięci”  Po zakończeniu wojny człowiek stanął w obliczu równie straszliwego zagrożenia, przynoszącego cierpienie i masową zagładę – stalinizmu. O cierpieniach związanych z życiem w sowieckich łagrach pisze Gustaw Herling Grudziński w utworze „Inny świat”. Ten inny świat to stalinowska Rosja, świat odwróconych wartości moralnych i braku litości. Budując obóz kargopolski więźniowie spali przy czterdziestostopniowym mrozie w szałasach, karczowali las i budowali budynki, otrzymując dziennie talerz zupy i 300 gramów chleba. Najpierw zaczęli umierać komuniści polscy i niemieccy, którzy w Rosji daremnie szukali schronie­nia przed prześladowaniami. Grudziński przytacza przejmujący opis ich śmierci:  „…umierali nagle, jak ptaki spadające w czasie mrozu z gałęzi, albo raczej jak głębinowe ryby oceaniczne, które pękają od wewnętrznego ciśnienia, gdy je spod ucisku wielu atmosfer wydobyć na powierzchnię. Jedno krótkie kaszlnięcie, ledwie dosłyszalne zakrztuszenie się i koniec. Maleńki, biały ob­łoczek pary zawisł na chwilę w powietrzu, głowa opadła ciężko na piersi, ręce zaciskały kurczowo dwie kule śniegu. I nic więcej. Ani jednego słowa. Ani jednej prośby.”  Jak wielkie musiało być cierpienie fizyczne i psychiczne Miszy Kos­tylewa, który postanowił nie pracować dla reżimu i w tym celu wkładał co pewien czas rękę do ognia, a rana wciąż ociekała ropą. Udręczonego Kostylewa przy życiu utrzymywała nadzieja widzenia się z matką. Toteż, gdy Kostylew w przeddzień wyznaczonego widzenia został wyznaczony na etap na Kołymę, po prostu oblał się wrzątkiem i zmarł w straszliwych męczarniach.  Grudziński, który zgłosił się na ochotnika za Kostylewa na etap (jego ofiara nie została przyjęta) pisze o Miszy:  „I choć umarł inaczej, niż żył, gdy go znałem i na swój sposób kochałem do dziś (…) widzę go z przekrzywioną od bólu twarzą i ręką zanurzoną w ogniu jak ostrze hartowanego miecza.” 

Matki Kostylewa nie zawiadomiono o śmierci syna. Przyjechała na widzenie, a dostała kilka pamiątek, zabierając je łkała:  „O gdybyż to widział ten, który swym samoistnym i rozpacz­liwym szaleństwem, swą dziecinną i ślepą tęsknotą za wolno­ścią wysączył z jej oczu wszystkie łzy.” Sam autor, narrator i bohater także musiał przeżyć straszliwe męczarnie zanim uzyskał wolność. Mimo ogłoszenia amnestii dla polskich więźniów zwolniono go dopiero po protestacyjnej głodówce, która trwała osiem dni. Początkowo najbardziej dokuczało Grudzińskiemu uczucie lęku, później straszliwy głód, w końcu pojawiła się opuchlizna głodowa, na dłoniach pojawiły się obrzęki, a każdy ruch wywoływał ból. Życie Grudzińskiemu odesłanemu po ośmiu dniach do trupiarni (obozowy szpital) uratował lekarz Zabielski, podając mu zamiast zupy i chleba zastrzyki z mleka. Trudno byłoby wymienić wszystkie utwory literackie związane tematy­cznie z ludzkim cierpieniem. Cierpienie towarzyszyło człowiekowi od zarania dziejów ludzkości, miało wymiar indywidualny lub ogólnonarodo­wy. Jednym źródłem cierpienia są zawody miłosne lub konflikty z otocze­niem. Najczęściej jednak cierpienie ma wymiar bardziej ogólny, gdyż jak widać, ludzkość wciąż nawiedzają kataklizmy straszliwsze od biblijnego potopu czy zagłady Sodomy i Gomory. Faszyzm, stalinizm, komunizm, totalitaryzm to najważniejsze zagrożenia współczesnego świata. Jeśli wierzyć biblijnej księdze Hioba człowiek nigdy nie uwolni się od cierpienia, wciąż dręczyć go będą wojny głód i śmierć.

„Być czy mieć?” – rozważania na temat kondycji współczesnego człowieka końca XX wieku


„Być czy mieć” – pytanie, które chyba po raz pierwszy tak silnie zostało zaakcentowane właśnie dziś, pod koniec dwudziestego wieku. Oddaje ono całą głębie problemów człowieka naszej ery. Przed podjęciem dyskusji na ten temat, należy zastanowić się, co jest przyczyną, że pytanie to, dotyczy każdego bez wyjątku człowieka świata „kultury zachodu”. Dlaczego tak się dzieje, że człowiek, żyjący właśnie w centrum Europy, boi się jasno i otwarcie powiedzieć – „chcę mieć, nie ważne kim jestem i kim się stanę”. Prawda jest szokująca. Wystarczy sięgnąć do rocznika statystycznego – konsumpcja w krajach europejskich i bogatych państwach świata znacznie przekracza zapotrzebowanie ludności tych krajów. To ona jest przyczyną problemu, który przejawia się zagubieniem wartości intelektualnych, kosztem masowego podporządkowania jednostki wobec kultu przedmiotu. Koniec wieku XIX i początek XX przyniósł ludzkości, erę przemysłu masowego, ciągłego obniżania kosztów produkcji i unifikację i jednolitość samego przedmiotu, który stawał się, z jednej strony ciągle doskonalszy jakościowo, z drugiej zaś nieodróżnialny od innego. Przedmiot, który do tej pory, posiadał coś, co nazwałbym „duszą”, ponieważ rzemieślnik wkładał w jego produkcję nie tylko swój czas i wysiłek, ale był z nim związany, czymś na kształt więzi nawet uczuciowej, stał się zupełnie bezpodmiotowy. Nie ma już produkcji rzemieślniczej. Automat produkuje kolejny, seryjny model samochodu, swetra, dzbanka (być może to jest powodem sentymentu do starych przedmiotów). Przedmiot kupowany w sklepie nie posiada wartości „duchowej”, trudniej się do niego jest przywiązać, wszystko staje się jednorazowe, do wyrzucenia. To z kolei rodzi inne zjawisko, a mianowicie kult pieniądza.

Człowiek XX wieku to jednostka bardzo rozdwojona. Mam tu na myśli dwa aspekty życia we współczesnym społeczeństwie, które także może być oskarżone o sprzyjanie tworzenia „ludzi – portfeli”, a na pewno o kreowanie i popieranie modelu konsumpcyjnego życia. Jednostka ludzka w dzisiejszym społeczeństwie ma rozległe prawa, które dają bardzo duże poczucie pseudowolności. Demokracja jest systemem, który doskonale zapewnia spektakularne poczucie współrządzenia swoim państwem, a więc kierowania całym społeczeństwem. Człowiek czuje się jak władca, kiedy w czasie kampanii wyborczych padają slogany podkreślające słowo „Ty”. Człowiek dzisiejszy ma ogromne poczucie prywatności. Nikt nie jest mu w stanie zabronić, by posiadał, by miał. W myśl zasady „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” tworzy własne „miniaturowe państewko”, otacza się stertą automatycznie wyprodukowanych, bezwartościowych duchowo przedmiotów, dzięki którym staje się ich panem i władcą. Wydaje mu się, że jest ich jedynym panem i za wszelką cenę usiłuje nie dostrzegać tego, że obok niego setki ludzi postępuje tak samo. Powoli staje się poddanym tychże przedmiotów. Nie jest w stanie bez nich żyć – bo one dają mu władzę. I tak toczy się dramat każdego człowieka, który staje się i królem, i poddanym jednocześnie. Całe to przekonanie staje się iluzją, gdy uświadomimy sobie, że wszystko to jest jedynie pozorem prawdziwej wolności, gdyż całością steruje jedynie nieokiełznana chęć posiadania, a całość stosunków międzyludzkich opiera się na zimnej kalkulacji. Przejawy bezinteresowności są tępione już w zarodku, gdyż mogłyby zachwiać misterną równowagę. Kiedy nawet coś takiego się stanie, to najczęściej kręci się o tym film, aby pokazać „tak się powinno robić”, aby wytłumaczyć się z tego, że sami nic nie robimy, albo też traktuje się tego człowieka jako indywiduum i zamyka go w „klatce” obojętności. Społeczeństwo nie jest wolne, stwarza jedynie mit o własnych zasługach dla jednostki.

Każdy teraz będzie się usprawiedliwiał, że on nie, on się temu nie podaje, jest z boku. Błąd. To jest właśnie umiejętne propagowanie tych ideałów pseudowolności. Ktoś kto zrozumie, że właśnie takim człowiekiem jest i odważnie się do tego przyzna – on wyzwoli się z konwenansów, i będzie w stanie naprawdę zrozumieć „czy być, czy mięć”. Dlatego należy od razu powiedzieć – tacy jesteśmy, taka jest ludzka natura. To, że człowiek chce posiadać nie jest niczym nowym. Kiedy tysiące lat temu pierwotni ludzie po raz pierwszy zrozumieli czym jest posiadanie (Na marginesie należy zaznaczyć, że właśnie pierwsi ludzie zostali odróżnieni od małp człekokształtnych wg. teorii Darwina, kiedy raz użyte narzędzie, nie wyrzucili, lecz pozostawili by posłużyć się nim jeszcze raz), od tej pory każdy człowiek coś miał. Z czasem przypisywał przedmiotom moce magiczne. Stąd wzięły się talizmany, które miały dawać szczęście, tylko dla tego kto je posiadał. Pierwotne religie bazowały na przedmiocie, który symbolizował bóstwo i należał do określonej grupy społecznej. I tak rozwiała się historia. Ludzie zaczęli walczyć aby posiąść, aby dostać, aby mieć. I tak do chwili obecnej toczy się walka , by mieć jak najwięcej, nie ma specjalnego znaczenia, czy akurat jest to potrzebne.

Niektórzy stan nadmiernego posiadania nazywają luksusem. Lecz słowo to ma zbyt pozytywne, przynajmniej dla współczesnego człowieka, zabarwienie. Do tej pory mówiłem głównie o przedmiotach, ale człowiek jest zbyt pomysłowy, by ograniczyć swą chęć posiadania jedynie do przedmiotów. Dlaczego by nie można posiadać innych ludzi (patrz: niewolnictwo), posiadać władzy nad nimi (czyt.: polityka), krępować im umysły (propaganda). Wydaje się, że tylko jedno niechcący gubi się podczas wymieniania co chcielibyśmy – to rozum i myślenie. Był człowiek, który jednak chciał mądrości – nazywał się Salomon i całe wydarzenie opisane jest w Biblii w Drugiej Księdze Kronik (2 Krn – 1) – Bóg obdarowuje go nie tylko mądrością, ale również bogactwami. Świadczy to o tym, że by posiadać trzeba nie tylko chcieć, ale również umieć wybrać mądrość, o czym często się zapomina. Mądrość opiera się na myśleniu, a stąd już nie daleko do maksymy „myślę więc jestem”. Człowiek zapomina, będąc częścią społeczeństwa, że należy myśleć, by nie zagubić własnego bytu. Wspólnota, zwłaszcza współczesna „zwalnia” często z myślenia, ktoś inny podejmuje decyzję, ktoś inny martwi się z mnie, ja tylko żyje. Lecz cóż to jest – to ma być życie – przecież życie wymaga odpowiedzialności za samego siebie, tymczasem tajemnicza siła pozbawia nas często prawa do odpowiedzialności, zrzucając winę na „obiektywne trudności…”.

Świat się zmienia bardzo dynamicznie i niestety, co trzeba ze smutkiem stwierdzić, ludzie nigdy już nie „dorosną” do sytuacji. Kiedy jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności, kiedy wytwory naszych umysłów, podejmują za nas decyzję, kiedy one zaczynają naprawdę myśleć, człowiek przestaje, zanika u nas właśnie możliwość swobodnego myślenia (znów teoria biologiczna – narząd nieużywany zanika). Jesteśmy skażeni kapitalistycznym przekonaniem o wyższości pieniądza nad autentycznymi wartościami. Powoli pieniądz staje się wyznacznikiem wartości wszystkiego, nawet myślenia. Jedyną „nieskażoną”, zresztą być może nie całkiem, sferą pozostają uczucia.

I tak jak romantycy stawiali ją ponad wszystko, być może dzisiaj staną się one ratunkiem dla tego, co zostało z człowieka współczesnego. Nie chodzi tu jednak bynajmniej o wszystkich ludzi, są przecież tacy, którzy rozumieją, jakie zagrożenie niesie współczesny świat dla humanizmu – tego prawdziwego. Nadal jednak ogromne rzesze ludzi pozostają pod wpływem nieokiełznanej chęci posiadania. Swe zagubienie intelektualne tłumaczą przymusem zdobycia środków do luksusowego życia, lub też wzbogacenia się w celu poznania „wielkiego świata”, który może być utożsamiany ze światem elit intelektualnych. Gdy jednak tacy ludzie, „dorobkiewicze” staną się elitą to kim staną się ludzie z robotniczych slumsów, którzy nie mają innych wzorów. Media „karmią” nas znaczną ilością informacji, których jednak nie każdy potrafi krytycznie ocenić i zrozumieć ich sens. Co więcej informacja staje się przedmiotem pożądania, tak jak pieniądze, gdyż posiada ona już obecnie realną wartość. Gdzie więc wolność wypowiadania się, i dostępu do informacji. Człowiek przestaje myśleć – przestaje żyć. To wcale nie jest slogan. Jego ciało nie ginie. On umiera zupełnie inną śmiercią – on umiera sam dla siebie.

Byt, egzystencja jest jedyną pewną rzeczą dla człowieka, póki żyje, jest w stanie oceniać i kształtować świat, swoje otoczenie. Tymczasem mamy do czynienia we współczesnym świecie z czymś zupełnie nowym – chorobą cywilizacyjną. Byt człowieka, jednostki jest zagrożony, i to wcale nie w sposób fizyczny (choć i w taki również), poprzez ukształtowane przez wieki stosunki społeczne oraz sytuację materialną jednostki, diametralnie różniącą się od jakichkolwiek wcześniejszych. Człowiek dopiero uczy się jak żyć z wytworami własnego umysłu i z innymi ludźmi, z którymi musi przestać walczyć, by opanować swą własną psychikę. Człowiek współczesny musi wyzbyć się chęci posiadania, by lepiej poznać samego siebie gdyż inaczej zostanie wplątany w wir materialistycznej ideologii absurdu.

Posiadanie musi zostać ograniczone, gdyż jednostka zagubi się w tłumie identycznych ludzi, pragnących tego samego, robiących to samo, zagubi swą indywidualność. Oczywiście te wskazówki są marzeniem ściętej głowy. Na razie wszystko wskazuje, że ludzie są zbyt słabi, aby stawić czoło wyzwaniom nowej epoki. Popadają w obsesję posiadania, gdyż jest to najłatwiejszy sposób przetrwania w dzisiejszym świecie. Umiera duch ludzkości. Czy uda się go komukolwiek uratować?

Moim zdaniem kondycja współczesnego człowieka jest zła, stoimy na skraju przepaści, i co gorsze, nie wiemy co zrobić. Trudno jest odbierać prawo do posiadania, gdyż nikt nie jest w stanie przeżyć bez własności (W Związku Sowieckim Stalin prowadził na wielomilionowej rzeszy ludzi takie „badania” – których owocem było zniewolenie ich na trzy pokolenia i utratę tożsamości przez wiele narodów). Jest ona decydującym elementem zachowania prywatności i w pewnym sensie również celem życia. Jedynym sposobem na wyrwanie się z niewoli jest zmiana mentalności społeczeństwa już teraz ogólnoświatowego i wyrównanie dysproporcji. Myślę, że nie nastąpi to jednak szybko.Zniszczona pozostaje również sfera duchowa człowieka. Przesadne traktowanie pieniędzy jako celu – a nie środka prowadzi do zniszczenia marzeń, które nagle przybierają realną postać ilości zer po jedynce na koncie w szwajcarskim banku. Jaką więc dać odpowiedź na początkowe pytanie? Powiem tak: trudno jest być nie mając nic, lecz mając wszystko przestajemy być. Umiejmy ocenić swe potrzeby i do nich dostosować nasze posiadanie!