Między urodą świata a udręką duszy. Rozterki egzystencjalne twórców w dobie staropolskiej i w okresie romantyzmu


                        „Wszystko się dziwnie plecie

                         Na tym tu biednym świecie.

                         A kto by chciał rozumem wszystko dochodzić,

                           I zginie, a będzie umiał w to ugodzić”.

                                                                        J. Kochanowski

Dążenie do szczęścia jest chyba naturalne dla każdego człowieka, wieczne poszukiwanie radości życia. Zło, które nas otacza, budzi w nas lęk, zniechęcenie i niepewność jutra. Mąci nasz spokój ducha. Chcieliśmy jednak odnaleźć coś, co będzie stanowiło życiową opokę i „tarczę przeciw włóczni złego”. Ani Kochanowski, ani też Rej nie byli pierwszymi, którzy uznali, że: „zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, wszystko to minie jako polna trawa”. Życie człowieka przemija, a wraz z nim wszystko to, co ulotne, nietrwałe. Wartościami nieprzemijalnymi, wiecznie cenionymi pozostają szczęście, miłość, szacunek, dobra myśl (czyste sumienie).

          Kochanowski, powszechnie uznany za piewcę urody życia, przeżywał również udręki duszy, czego wyrazem stały się „Treny”- świadectwo bólu i cierpienia po stracie córki. Poeta, który wcześniej wołał za Rejem (autorem „Żywota człowieka poczciwego”):

„Wsi spokojna, wsi wesoła!

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki?

Może wspomnieć za raz wszytki?”

Zaczyna wątpić w dobroć i miłosierdzie Stwórcy pięknego i harmonijnego świata. Najwyższy jawi mu się jako groźny  i surowy sędzia, który odbiera ludziom to, co dla nich najdroższe. Załamuje się stoicka postawa poety, jako naiwna wiara w sprawiedliwość na tym świecie. Niedawne deklaracje przyjmowania wszelkich odmian losu z podniesionym czołem: „Lecz na szczęście wszelkie, serce ma być jednakie”, stały się przebrzmiałym echem, świadectwem bezradności. „Treny” jako swoisty traktat filozoficzny utrwaliły obraz duszy poety zmagającego się z przenikającym go bólem i cierpieniem, które okazały się początkowo silniejsze od miłości do Boga. Ów stan zwątpienia i rezygnacji najpełniej wyraża słynne sformułowanie: „Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest”. Po słowach buntu i złorzeczeniach przeciw Bogu, przeciw Jego niesprawiedliwości i okrucieństwu, przychodzi jednak ukojenie w bólu. „Tak będzie, jak być powinno”, tak już jest urządzony ten świat, można by powtórzyć za Bułhakowem. Wydaje się, że również Kochanowski dochodzi do tego wniosku. Bo o czymże innym świadczą słowa: „ludzkie przygody, ludzkie noś” powtórzone za Cyceronem (humana humane fesenda)…?

          Zupełnie odmiennie widział świat i Boga Mikołaj Sęp-Szarzyński. Dla niego życie było stałym bojem duszy z szatanem i pokusami, które wiodą do grzechu. Z jego wierszy przebija niewiara w walory tego świata i pesymistyczne przekonanie o ludzkiej skłonności do upadku.

„Cóż będę czynił w tak straszliwym boju,

Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie?”

Pyta Szarzyński, podkreślając dualizm człowieka, jego rozdwojenie między bytem ziemskim a bytem niebieskim, które zagradza mu drogę do pełni szczęścia. Gdy ciało pragnie „miłości rzeczy świata tego”, a więc bogactwa, władzy, sławy rozkoszy, tęsknotą duszy jest „wieczna i prawa piękność”, czyli Bóg i zjednoczenie z nim. I chociaż „nie miłować     ciężko” rzeczy doczesnych, to i „miłować-nędzna pociecha”, bo taka miłość oddala nas od Stwórcy.

          Podobne udręki duszy przeżywa Daniel Naborowski, który próbuje rozwiązać zagadkę bytu ludzkiego i którego wiersze stały się świadectwem poszukiwania stałych, niezaprzeczalnych wartości. Takimi wartościami będą według niego przede wszystkim cnota i „sława, która z cnoty płynie”. Skoro jednak „między śmiercią, rodzeniem byt nasz ledwie nazwan może być czwartą częścią mgnienia”, człowiek musi znaleźć choć odrobinę radości, która wynagrodzi nam nietrwałość żywota. Zachęca więc Naborowski swych czytelników: „Żartujemy i miłujemy, lecz pobożnie, uczciwie”. Niektóre wiersze („Do Anny”, „Na oczy królewny angielskiej”) świadczą też o tym, że poeta nie jest nieczuły na wdzięki niewieście, a więc najwyraźniej nie chodzi mu tylko o platoniczne uczucia. Naborowski prezentuje postawę dość charakterystyczną dla człowieka baroku: od deklaracji na temat marności wszystkiego, co ziemskie, łatwo przechodzi on do korzystania ze „światowych rozkoszy”, by posypywać głowę popiołem, żałując za popełnione grzechy.

          Romantyzm zestawiony z dobą staropolską wydaje się znacznie bardziej oderwany od rzeczywistości, a przy tym dość pesymistyczny. Nie znajdziemy tu zbyt wielu zachwytów nad urodą świata. Bohaterowie romantyczni, często określani jako szaleńcy lub…herosi, uwikłani są w męki  świadomości narodowego posłannictwa. Żyją na granicy obłędu, co czyni ich ludźmi niezwykłymi, zdolnymi do bezprzykładnych poświęceń. W okresie staropolskim pisarze koncentrowali się wokół egzystencji ludzkiej na ziemi, ukształtowali wzorce światowego  i cieszącego się  „dobra sławą” szlachcica („Żywot człowieka poczciwego” Reja) czy też wytwornego i wykształconego dworzanina („Dworzanin polski” Góreckiego). Romantyzm natomiast nie uczy, nie tworzy dzieł parenetycznych tak popularnych w okresie odrodzenia czy baroku. Twórca romantyczny chce zajrzeć w głębię duszy w myśl zasady: „Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko”, dlatego mało obchodzą go sprawy przyziemne, rzadko  zachwyca go uroda świata.

          Mickiewicz i Słowacki obarczają swych bohaterów wielkim posłannictwem dziejowym, czynią z nich wybawców narodu, z góry jednak skazując na niepowodzenie. Konrad Wallenrod podejmuje „walkę lisa”, bo jego naród na „walkę lwa” jest zbyt słaby. Jego plan wymaga zdrady, sprzeniewierzenia się rycerskiemu  honorowi, wyrzeczenia się dumy, godności szlachetności. Konrad musi też zrezygnować z miłości i rodzinnego szczęścia, unieszczęśliwić ukochaną Aldonę. Chęć ocalenia ciemiężonego narodu i poczucie dogodnej chwili do podjęcia walki skłaniają Konrada do złamania zasad kodeksu rycerskiego i lojalności wobec tych, którzy – wybierając go wielkim mistrzem – złożyli w jego ręce swe losy. To czyni Wallenroda postacią tragiczną, z czego zresztą zdaje sobie sprawę:

„Jeden sposób, Aldono, jeden pozostał Litwinom:

Skruszyć potęgę Zakonu, mnie ten sposób wiadomy-

Lecz nie pytaj, dla Boga! Stokroć przeklęta godzina,

W której, od wrogów zmuszony, chwycę się tego sposobu”.

             Mickiewiczowski Konrad z III cz. „Dziadów” także ponosi klęskę, przy czym jego katastrofa wiąże się z problemem mocy i cudu. Bohater utożsamia swoją moc z mocą bożą, choć świadom jest, że Bogiem być nie może. Dopóki chciał walczyć  siłą  swojej poezji, mógł polegać tylko na sobie, ale ta siła nie starczyła do zwycięstwa. Chce więc od Boga uzyskać potęgę, jednocześnie jednak grzeszy nieufnością wobec  Stwórcy. Jedynym sposobem ratowania ojczyzny pozostaje cud.

Konradowi brakuje jednak absolutnej wiary w swoją moc, a traci również ufność i wiarę w Boga, który mógłby cudu dokonać. Błędem zarówno Mickiewiczowskiego Konrada, jak i Kordiana Słowackiego jest też osamotnienie, odrzucenie pomocy ludu, który jest zbyt prosty i nieświadomy, by zrozumieć poetę, i na którego twórca z „góry spoziera”.

          Kordian jest młodym, wrażliwym chłopcem, w którego sercu zagościł „jaskółczy niepokój”, widzącym świat poprzez pryzmat literackich lektur. Jego egzystencjalne rozterki dotyczą problemów zasadniczych. Poszukując celów życiowych, zwraca się o pomoc do Boga:

„Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj…

Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem”

Myśl jednak nie przychodzi  i Kordian sięga po pistolet. Nie dostrzega urody świata, nie umie cieszyć się życiem, nie widzi jego sensu. Po nieudanym samobójstwie podróżuje po Europie i przeżywa kolejne rozczarowania. Wciąż jednak z uporem szuka wielkiej idei, dla której mógłby poświęcić nawet życie. Wreszcie na szczycie Mont Blanc doznaje olśnienia, które w rezultacie doprowadzi go pod drzwi carskiej sypialni w zamku królewskim. Jednak opętany przez strach i imaginację nie jest w stanie  dokonać zamachu. Jego słaba psychika nie wytrzymuje napięcia i pada zemdlony u progu komnaty Mikołaja I. Doktor-Szatan w szpitalu wariatów, gdzie zostaje odesłany bohater, uświadamia mu, że postąpił jak obłąkany: „Ty chciałeś zabić  widmo, poświęcić się za nic”. Bo cóż innego jak nie szaleństwo można dostrzec w postępowaniu bohaterów Mickiewicza i Słowackiego targanych sprzecznościami, owładniętych wieczną udręką duszy, wołających  z niedostępnych  zwykłym śmiertelnikom wyżyn: „Jam jest posąg człowieka  na posągu świata”.

          Twórcom romantyzmu niezwykle odległą wydawać się musiała stoicka postawa Kochanowskiego. Nie mogliby zaakceptować jego niezmąconego spokoju, pogodzenia z życiem-ciągle zbuntowani, ciągle o coś walczący. Lecz ich postawę tłumaczą całkowicie odmienne warunki, w których przyszło im żyć. Wizje prometejskie, winkelridowskie i mesjanistyczne zostały jednak z czasem zastąpione  wiarą w sens wspólnej walki całego polskiego narodu. Taką ideę zawarł Mickiewicz w swojej epopei „Pan Tadeusz”. Jest to także jeden z niewielu przykładów staropolskiej pochwały urody świata w twórczości tego poety. Znajdziemy tam bohaterów, którzy przeżywają raczej wewnętrzne rozdarcia, ale potrafią się cieszyć kształtem chmur na niebie, urokiem gry na myśliwskim rogu, smakiem staropolskiego bigosu, którzy „tak mają za tak, nie za nie, bez światłocienia”, jak by powiedział Norwid. Bohaterowie ci nie są wolni od wad, często dają się ponieść emocjom, ale nie zadręczają się metafizycznymi problemami, po prostu żyją i rozwiązują codzienne problemy.

          Dla współczesnego człowieka stoicyzm i epikureizm staropolski wydają się znacznie bliższe niż bunt, szaleństwo i udręka duszy bohatera romantycznego. W warunkach ciągłego zagrożenia i świadomości ogromu zła, które przyniosła historia, zaczynamy poszukiwać i odnajdujemy na nowo drogi, którymi szli nasi przodkowie. Chwalenie szczęścia, „dobrej sławy” i radości życia pozwala nam oddalić się choć na pewien czas od kłopotów codzienności. Nie mogąc rozumieć świata i jego niesprawiedliwości – zamiast podnosić bunt przeciw Bogu i realiom życia – powinniśmy raczej przyjąć go takim, jakim jest, powtarzając za Kochanowskim:

„Wszystko się dziwnie plecie

Na tym tu biednym świecie.

A kto by chciał wszystkiego dochodzić,

I zginie, z nie będzie umiał w to ugodzić.

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.