Archiwa miesięczne: Grudzień 2021

Obraz martyrologii Żydów w poznanych utworach


Najokrutniejszym doświadczeniem okresu II Wojny Światowej była martyrologia narodu żydowskiego, machina śmierci stworzona przez hitlerowców, która miała służyć całkowitemu, biologicznemu wyniszczeniu Żydów. Problem ten znalazł odbicie w twórczości wielu pisarzy Borowskiego Nałkowskiej i Krall. Ich osobiste przeżycia z lat wojennych wpłynęły na to że musieli „ wyrzucić z siebie” wspomnienia koszmarnych przeżyć, opowiedzieć całemu kurwa światu o zbrodni, w którą wielu ludzi na zachodzie nie chciało uwierzyć .

T. Borowski przeszedł piekło obozów koncentracyjnych. Przeżycia z tamtych straszliwych lat opisał w serii opowiadań. Centralnym jej motywem staje się obraz cierpień i śmierci człowieka oraz jego degeneracji moralnej, zatracenia systemu wartości w warunkach obozu. Obóz to dla Borowskiego miejsce , w którym nie tylko się umiera, ale zanim się umrze trzeba trochę pożyć. Niestety życie to jest możliwe dopiero po odrzuceniu wszelkich zasad moralnych.

W opowiadaniu „proszę państwa do gazu” na rampie kolejowej rozładowywuje się z bydlęcych wagonów tysiące na wpół żywych Żydów odziera ich ze wszystkiego co z sobą przywieźli i dowozi ciężarówkami do fabryki śmierci czyli do komór gazowych. Opowiadanie „Dzień na harmenzach” obrazuje dzień morderczej pracy więźniów oganianych i bitych przez obozową służbę .Pełnią ją nie tylko Niemcy ale i zaprzedani więźniowie.

 Opowiadani Borowskiego porównywane są często z „medalionami” Z. Nałkowskiej. Autorka pracowała w komisji badań zbrodni Hitler. Przedstawiła obóz w oparciu o relacje ludzi którzy go przeżyli opisane są w niej drastyczne epizody z życia obozowego podkreśla się duchowe i moralne zniszczenia jakie powoduje stałe obcowanie człowieka ze zbrodnią i śmiercią W opowiadaniu „Wiza” rzeszę kobiet wypędzano na łąkę tam przez całe dnie i noce czekały na śmierć. Na pozostałych nie robiło to już żadnego wrażenia. W opowiadaniu „przy torze kolejowym” autorka opisuje ze pewna młoda żydówka uciekając z transportu została ranna, nikt nie odważył się jej pomóc. Ludzie byli sparaliżowani strachem o własne życie. Opowiadanie „Dr Spanner” mówi o fabryce mydła wyrabianego z tłuszczu ludzkiego.

„Zdążyć przed P. Bogiem” H Krall opisuje to co działo się w warszawskim getcie w czasie jego likwidacji. Utwór oparty jest na rozmowie z jednym cudem ocalałym przywódcą powstania w getcie – Markiem Edelmanem. Wyłania się z niej tragedia ludzi którzy niczym nie zawinili a którzy prześladowani byli tylko i wyłącznie za swą narodowość. Niemcy zamknęli w otoczonym murem getcie 1001000 Żydów  i w początku 1943 roku przystąpili do likwidacji getta. Wywozili ich do obozów koncentracyjnych. Gdzie masowo ich mordowano, a ciała palono w piecach krematoryjnych. Blisko 4 miliony Żydów zostało unicestwionych prze hitlerowców głównie w obozach zagłady.

23-4-1943 w getcie wybuchło powstanie i mimo pomocy z zewnątrz (AK) nie miało żadnych szans zwycięstwa. Było aktem rozpaczy i próbą godnej śmierci .Niemal wszyscy mieszkańcy getta zostali zabici a cały teren spalono .Ci którzy przeżyli mogą mówić o szczęśliwym zbiegu okoliczności . Wielu przeżyło dzięki pomocy Polaków którzy ukrywali ich i przechowywali narażali własne życie.

Problem likwidacji warszawskiego getta stanowi też temat książki K. Moczarskiego „Rozmowy z katem” problem ten ukazany jest z zupełnie innej strony, z punktu widzenia gen, SS Jurgena Stroopa. Autor – były oficer AK uwięziony przez powojenne władze przesiedział z nim 9 mc 1949 w jednej celi. Generał był dowódcą akcji likwidowania warszawskiego getta. Rozmowy ich stały się materiałem książki

Wiele utworów prozatorskich, filmów, wierszy nawiązuje do hitlerowskich prześladowań Żydów. Z zestawu lektur uderzające są trzy „Rozmowy z katem” Moczarskiego, „Zdążyć przed panem Bogiem” Hanny Krall i „Początek” Szczypiorskiego.

  • „Rozmowy z katem” to wstrząsająca, wręcz niewiarygodna relacja autora, Kazimierza Moczarskiego, który przebywał przez pewien czas w jednej celi z legendarnym katem Żydów, likwidatorem warszawskiego getta – Jurgenem Stroopem. Szokuje nas charakterystyka Stroopa – systematycznego, skrupulatnego mordercy – faszysty, a zarazem „przykładnego” ojca rodziny. Stroop był nieczuły na cierpienia ludzi – i wręcz wzruszał się na wspomnienie swojej pierwszej miłości. Faszyzm ukształtował jego psychikę, książka prezentuje mechanizmy kierujące działaniem SS. Martyrologia Żydów to obraz płonącego getta, opis metod palenia domów, wysadzania Wielkiej Synagogi, w całej swej plastyczności brzmią jak apokaliptyczne wizje zagłady świata
  • Ten sam temat podejmuje reportaż Hanny Krall „Zdążyć przez panem Bogiem”. Wywiad z działaczem żydowskiego podziemia w getcie Markiem Edelmanem przybliża realia istnienia Żydów w czasie okupacji. Umschlagplatz, numerki życia, wartość cyjanku i samobójstwa, przygotowanie powstania – to fakty, które prezentuje autorka
  • „Początek” Szczypiorskiego to z kolei powieść o Warszawie lat okupacji i o losach jej mieszkańców. Bohaterowi żydowscy odgrywali tu główną rolę. Łańcuch ludzi łączy się by wydobyć z gestapa Irmę Seideman i uratować Joasię Fichtelbaum z getta. Martyrologię Żydów ukazuje autor opisując ich dzieje. Śmierć Henryka Fichtelbauma w powstaniu w getcie, śmierć jego ojca, próby ucieczki z getta, próby ratowania dzieci żydowskich. Tragizm Żydów ukazuje także w ciągłym poczuciu osaczenia, lęku, reakcji społeczeństwa na widok Żyda, porusza bowiem Szczypiorski także ten problem – stosunku Polaków do tragedii Żydów w czasie II wojny światowej

Obraz współczesnej Polski i stosunek do tradycji w utworach Kazimierza Wierzyńskiego


Kazimierz Wierzyński to poeta Skamandra, jeden z tych, których wiersze nadawały określony ton wystąpieniom całej grupy. Pierwsze rozważania Wierzyńskiego, tak jak i wszystkich skamandrytów, dotyczyły przeciwstawienia się poezji programowej minionej epoki. W swoich wierszach, takich jak „Zielono mam w głowie” i „Manifest Szalony” Wierzyński pokazuje jak istotnym walorem poezji jest wywoływanie beztroskiej, żywiołowej wesołości, odrzucenie filozoficznej problematyki i poświęcenie się czerpaniu radości z chwili. Te wiersze są niezwykle proste w budowie, mało wymagają od czytelnika i niemal naiwnie pokazują bezinteresowność i bezprogramowość poezji. Po okresie początkowym Wierzyński zaczął kierować swoją poezję na przeróżne tory. Przykładem może być tomik wierszy „Laur olimpijski”, w którym pojawiają się sportowe motywy, a także zaduma nad człowiekiem i cywilizacją w tomie „Gorzki urodzaj”.
Przedmiotem moich rozważań będzie jednak problematyka współczesnej Polski.

Wierzyński swój stosunek do tego zagadnienia zawarł w wielu tomach poezji powojennego okresu swojej twórczości, jednak szczególnie istotnym jest zbiór „Wolność tragiczna” wydany w 1936 roku. Sztandarowym utworem tego zbioru jest „Ojczyzna chochołów”. Nastrój tego wiersza jest z początku melancholijny. Podmiot liryczny ukazuje w sposób niezwykle poważny obraz ojczyzny. Widzi ją jako przestrzeń, ziemię przemienioną w cmentarz. Można wyróżnić „śpiące pałace, grobowce bez treści” zgromadzone w „parku dziwów starożytnych”. Cóż takiego podmiot widzi? Widzi dworki szlacheckie pozbawione życia, pozbawione prawdziwego dawnego nastroju. Czytamy dalej: „Geniusz twego narodu, duch zapominania (…) wszystkie cnoty parszywe (…) tą pustką zarażona Polska jeszcze jedna”. Wyraźnie widać krytyczne podejście podmiotu lirycznego do narodu polskiego, który doprowadził ojczyznę do takiego zaniedbania i upadku. Nastrój z czasem zmienia się na coraz bardziej oskarżycielski i agresywny:

„Słoma trzeszczy zapchlona, gzi dziewki w podołku,
Szumy chmielu, alkowa z pałaszem na kołku
I ta krzepa: wieś w malwach, szkorbut, dzieci kopa,
Święta ziemia praojców. Twój naród – bez chłopa!”

Uderzająca , kłująca wręcz w oczy bieda, ubóstwo, choroby; to wszystko składa się na pełen obraz ojczyzny.

„Z czego budujesz kraj ten?
Z ludzi, których nie ma,
Znów jeden za miliony, rękami aż dwiema?
Z kim pieniactwo wielkości twoje tu się kłóci,
Gdy wszyscy jedzą dzień swój wolni i rozkuci”

To pytanie skierowane jest do szlachty. Szlachty, która pozbawiona chłopów-niewolników musi poradzić sobie sama. Jest to szlachta zubożała, zniszczona duchowo, nie umiejąca pracować, a co najważniejsze – nie rozumiejąca swojego położenia. Podmiot liryczny boleje nad stosunkiem szlachty do swojego położenia, boleje nad popsuciem, brakiem szacunku dla wolnych chłopów, chęcią powrotu do tego co było. Jednocześnie krytykuje szlachtę za niepotrzebne pokazywanie wszem i wobec swojego rodowodu, który nie ma teraz żadnego znaczenia. Śmieje się z zaniedbanych dworków szlacheckich, z nieumiejętnie wykonywanej pracy, uprawy roli w rękawiczkach. Przypomina to nam wersy „Pana Tadeusza”, do którego zresztą Wierzyński nawiązuje formą – wiersz jest charakterystycznym trzynastozgłoskowcem. Podmiot liryczny w dalszej części utworu namawia do próby zastanowienia się nad obecnym położeniem i wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Chciałby też, aby naród po przejżeniu na oczy powziął jakieś kroki celem odbudowy ojczyzny:

„Przelicz jeszcze i dodaj czterdzieści i cztery
Sposoby wybawienia od wszelkiego licha,
(…)
I ten rachunek w prawdę sumuj oczywistą,
Niech ci do romantycznej znów uderzy głowy –
To jest twój sen upiorny Wielki Realisto”

Podmiot liryczny zdaje sobie sprawę jak trudną jest dla wszystkich nowa wolność. Widzi, że nie ma możliwości uświadomienia mas o tej racji. Najłatwiejszym przywróceniem dobrobytu, byłby, według szlachty oczywiście, powrót władzy herbu szlacheckiego i przymuszenie chłopów siłą do wykonywania pracy dla właściciela ziemskiego:

„Wyjdź pierwszy na piedestał i rozgłoś naokół
Tę wielkość wymuszoną batem albo krzykiem,
(…)
Starym herbem sarmackim w popuszczone pasy
Zatkaj gęby krzyczące i zgłodniałe usta”

Z takiego układu byłaby niewątpliwie zadowolona szlachta, ale co powiedzieliby chłopi? Chłopi powinni z kolei zrobić na powrót to co zostało już zrobione – walczyć o wolność.

„I komu teraz jeszcze otuchy za mało
(…)
Niech stanie pod cokołem i porwany chwałą
Tworzy wolność.
Masz rację. Jakże jest tragiczna!”


Takimi słowami poeta kończy wiersz. Podmiot liryczny wyraźnie doje do zrozumienia, że nie da się wszystkim dogodzić, jeżeli nie zmieni się sposobu myślenia i postępowania. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby pozbyć się dumy szlacheckiej, odrzucić wszelką przeszłość i solidnie i uczciwie zacząć pracować. Nauczyć się pracować, zrozumieć, jaka jest kolej rzeczy w nowoczesnym społeczeństwie. Nie udawać, że to tylko okres przejściowy i jutro ktoś wykona pracę za nas. Wyraźnie odczytujemy, że tak naprawdę to poety nie razi w oczy wygląd obecny wsi polskiej lecz brak jakichkolwiek zapatrywań na lepszą przyszłość. Brak możliwości rozwoju perspektyw myślenia prostych ludzi, jakimi niestety okazuje się być szlachta.

Między urodą świata a udręką duszy. Rozterki egzystencjalne twórców w dobie staropolskiej i w okresie romantyzmu


                        „Wszystko się dziwnie plecie

                         Na tym tu biednym świecie.

                         A kto by chciał rozumem wszystko dochodzić,

                           I zginie, a będzie umiał w to ugodzić”.

                                                                        J. Kochanowski

Dążenie do szczęścia jest chyba naturalne dla każdego człowieka, wieczne poszukiwanie radości życia. Zło, które nas otacza, budzi w nas lęk, zniechęcenie i niepewność jutra. Mąci nasz spokój ducha. Chcieliśmy jednak odnaleźć coś, co będzie stanowiło życiową opokę i „tarczę przeciw włóczni złego”. Ani Kochanowski, ani też Rej nie byli pierwszymi, którzy uznali, że: „zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, wszystko to minie jako polna trawa”. Życie człowieka przemija, a wraz z nim wszystko to, co ulotne, nietrwałe. Wartościami nieprzemijalnymi, wiecznie cenionymi pozostają szczęście, miłość, szacunek, dobra myśl (czyste sumienie).

          Kochanowski, powszechnie uznany za piewcę urody życia, przeżywał również udręki duszy, czego wyrazem stały się „Treny”- świadectwo bólu i cierpienia po stracie córki. Poeta, który wcześniej wołał za Rejem (autorem „Żywota człowieka poczciwego”):

„Wsi spokojna, wsi wesoła!

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki?

Może wspomnieć za raz wszytki?”

Zaczyna wątpić w dobroć i miłosierdzie Stwórcy pięknego i harmonijnego świata. Najwyższy jawi mu się jako groźny  i surowy sędzia, który odbiera ludziom to, co dla nich najdroższe. Załamuje się stoicka postawa poety, jako naiwna wiara w sprawiedliwość na tym świecie. Niedawne deklaracje przyjmowania wszelkich odmian losu z podniesionym czołem: „Lecz na szczęście wszelkie, serce ma być jednakie”, stały się przebrzmiałym echem, świadectwem bezradności. „Treny” jako swoisty traktat filozoficzny utrwaliły obraz duszy poety zmagającego się z przenikającym go bólem i cierpieniem, które okazały się początkowo silniejsze od miłości do Boga. Ów stan zwątpienia i rezygnacji najpełniej wyraża słynne sformułowanie: „Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest”. Po słowach buntu i złorzeczeniach przeciw Bogu, przeciw Jego niesprawiedliwości i okrucieństwu, przychodzi jednak ukojenie w bólu. „Tak będzie, jak być powinno”, tak już jest urządzony ten świat, można by powtórzyć za Bułhakowem. Wydaje się, że również Kochanowski dochodzi do tego wniosku. Bo o czymże innym świadczą słowa: „ludzkie przygody, ludzkie noś” powtórzone za Cyceronem (humana humane fesenda)…?

          Zupełnie odmiennie widział świat i Boga Mikołaj Sęp-Szarzyński. Dla niego życie było stałym bojem duszy z szatanem i pokusami, które wiodą do grzechu. Z jego wierszy przebija niewiara w walory tego świata i pesymistyczne przekonanie o ludzkiej skłonności do upadku.

„Cóż będę czynił w tak straszliwym boju,

Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie?”

Pyta Szarzyński, podkreślając dualizm człowieka, jego rozdwojenie między bytem ziemskim a bytem niebieskim, które zagradza mu drogę do pełni szczęścia. Gdy ciało pragnie „miłości rzeczy świata tego”, a więc bogactwa, władzy, sławy rozkoszy, tęsknotą duszy jest „wieczna i prawa piękność”, czyli Bóg i zjednoczenie z nim. I chociaż „nie miłować     ciężko” rzeczy doczesnych, to i „miłować-nędzna pociecha”, bo taka miłość oddala nas od Stwórcy.

          Podobne udręki duszy przeżywa Daniel Naborowski, który próbuje rozwiązać zagadkę bytu ludzkiego i którego wiersze stały się świadectwem poszukiwania stałych, niezaprzeczalnych wartości. Takimi wartościami będą według niego przede wszystkim cnota i „sława, która z cnoty płynie”. Skoro jednak „między śmiercią, rodzeniem byt nasz ledwie nazwan może być czwartą częścią mgnienia”, człowiek musi znaleźć choć odrobinę radości, która wynagrodzi nam nietrwałość żywota. Zachęca więc Naborowski swych czytelników: „Żartujemy i miłujemy, lecz pobożnie, uczciwie”. Niektóre wiersze („Do Anny”, „Na oczy królewny angielskiej”) świadczą też o tym, że poeta nie jest nieczuły na wdzięki niewieście, a więc najwyraźniej nie chodzi mu tylko o platoniczne uczucia. Naborowski prezentuje postawę dość charakterystyczną dla człowieka baroku: od deklaracji na temat marności wszystkiego, co ziemskie, łatwo przechodzi on do korzystania ze „światowych rozkoszy”, by posypywać głowę popiołem, żałując za popełnione grzechy.

          Romantyzm zestawiony z dobą staropolską wydaje się znacznie bardziej oderwany od rzeczywistości, a przy tym dość pesymistyczny. Nie znajdziemy tu zbyt wielu zachwytów nad urodą świata. Bohaterowie romantyczni, często określani jako szaleńcy lub…herosi, uwikłani są w męki  świadomości narodowego posłannictwa. Żyją na granicy obłędu, co czyni ich ludźmi niezwykłymi, zdolnymi do bezprzykładnych poświęceń. W okresie staropolskim pisarze koncentrowali się wokół egzystencji ludzkiej na ziemi, ukształtowali wzorce światowego  i cieszącego się  „dobra sławą” szlachcica („Żywot człowieka poczciwego” Reja) czy też wytwornego i wykształconego dworzanina („Dworzanin polski” Góreckiego). Romantyzm natomiast nie uczy, nie tworzy dzieł parenetycznych tak popularnych w okresie odrodzenia czy baroku. Twórca romantyczny chce zajrzeć w głębię duszy w myśl zasady: „Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko”, dlatego mało obchodzą go sprawy przyziemne, rzadko  zachwyca go uroda świata.

          Mickiewicz i Słowacki obarczają swych bohaterów wielkim posłannictwem dziejowym, czynią z nich wybawców narodu, z góry jednak skazując na niepowodzenie. Konrad Wallenrod podejmuje „walkę lisa”, bo jego naród na „walkę lwa” jest zbyt słaby. Jego plan wymaga zdrady, sprzeniewierzenia się rycerskiemu  honorowi, wyrzeczenia się dumy, godności szlachetności. Konrad musi też zrezygnować z miłości i rodzinnego szczęścia, unieszczęśliwić ukochaną Aldonę. Chęć ocalenia ciemiężonego narodu i poczucie dogodnej chwili do podjęcia walki skłaniają Konrada do złamania zasad kodeksu rycerskiego i lojalności wobec tych, którzy – wybierając go wielkim mistrzem – złożyli w jego ręce swe losy. To czyni Wallenroda postacią tragiczną, z czego zresztą zdaje sobie sprawę:

„Jeden sposób, Aldono, jeden pozostał Litwinom:

Skruszyć potęgę Zakonu, mnie ten sposób wiadomy-

Lecz nie pytaj, dla Boga! Stokroć przeklęta godzina,

W której, od wrogów zmuszony, chwycę się tego sposobu”.

             Mickiewiczowski Konrad z III cz. „Dziadów” także ponosi klęskę, przy czym jego katastrofa wiąże się z problemem mocy i cudu. Bohater utożsamia swoją moc z mocą bożą, choć świadom jest, że Bogiem być nie może. Dopóki chciał walczyć  siłą  swojej poezji, mógł polegać tylko na sobie, ale ta siła nie starczyła do zwycięstwa. Chce więc od Boga uzyskać potęgę, jednocześnie jednak grzeszy nieufnością wobec  Stwórcy. Jedynym sposobem ratowania ojczyzny pozostaje cud.

Konradowi brakuje jednak absolutnej wiary w swoją moc, a traci również ufność i wiarę w Boga, który mógłby cudu dokonać. Błędem zarówno Mickiewiczowskiego Konrada, jak i Kordiana Słowackiego jest też osamotnienie, odrzucenie pomocy ludu, który jest zbyt prosty i nieświadomy, by zrozumieć poetę, i na którego twórca z „góry spoziera”.

          Kordian jest młodym, wrażliwym chłopcem, w którego sercu zagościł „jaskółczy niepokój”, widzącym świat poprzez pryzmat literackich lektur. Jego egzystencjalne rozterki dotyczą problemów zasadniczych. Poszukując celów życiowych, zwraca się o pomoc do Boga:

„Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj…

Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem”

Myśl jednak nie przychodzi  i Kordian sięga po pistolet. Nie dostrzega urody świata, nie umie cieszyć się życiem, nie widzi jego sensu. Po nieudanym samobójstwie podróżuje po Europie i przeżywa kolejne rozczarowania. Wciąż jednak z uporem szuka wielkiej idei, dla której mógłby poświęcić nawet życie. Wreszcie na szczycie Mont Blanc doznaje olśnienia, które w rezultacie doprowadzi go pod drzwi carskiej sypialni w zamku królewskim. Jednak opętany przez strach i imaginację nie jest w stanie  dokonać zamachu. Jego słaba psychika nie wytrzymuje napięcia i pada zemdlony u progu komnaty Mikołaja I. Doktor-Szatan w szpitalu wariatów, gdzie zostaje odesłany bohater, uświadamia mu, że postąpił jak obłąkany: „Ty chciałeś zabić  widmo, poświęcić się za nic”. Bo cóż innego jak nie szaleństwo można dostrzec w postępowaniu bohaterów Mickiewicza i Słowackiego targanych sprzecznościami, owładniętych wieczną udręką duszy, wołających  z niedostępnych  zwykłym śmiertelnikom wyżyn: „Jam jest posąg człowieka  na posągu świata”.

          Twórcom romantyzmu niezwykle odległą wydawać się musiała stoicka postawa Kochanowskiego. Nie mogliby zaakceptować jego niezmąconego spokoju, pogodzenia z życiem-ciągle zbuntowani, ciągle o coś walczący. Lecz ich postawę tłumaczą całkowicie odmienne warunki, w których przyszło im żyć. Wizje prometejskie, winkelridowskie i mesjanistyczne zostały jednak z czasem zastąpione  wiarą w sens wspólnej walki całego polskiego narodu. Taką ideę zawarł Mickiewicz w swojej epopei „Pan Tadeusz”. Jest to także jeden z niewielu przykładów staropolskiej pochwały urody świata w twórczości tego poety. Znajdziemy tam bohaterów, którzy przeżywają raczej wewnętrzne rozdarcia, ale potrafią się cieszyć kształtem chmur na niebie, urokiem gry na myśliwskim rogu, smakiem staropolskiego bigosu, którzy „tak mają za tak, nie za nie, bez światłocienia”, jak by powiedział Norwid. Bohaterowie ci nie są wolni od wad, często dają się ponieść emocjom, ale nie zadręczają się metafizycznymi problemami, po prostu żyją i rozwiązują codzienne problemy.

          Dla współczesnego człowieka stoicyzm i epikureizm staropolski wydają się znacznie bliższe niż bunt, szaleństwo i udręka duszy bohatera romantycznego. W warunkach ciągłego zagrożenia i świadomości ogromu zła, które przyniosła historia, zaczynamy poszukiwać i odnajdujemy na nowo drogi, którymi szli nasi przodkowie. Chwalenie szczęścia, „dobrej sławy” i radości życia pozwala nam oddalić się choć na pewien czas od kłopotów codzienności. Nie mogąc rozumieć świata i jego niesprawiedliwości – zamiast podnosić bunt przeciw Bogu i realiom życia – powinniśmy raczej przyjąć go takim, jakim jest, powtarzając za Kochanowskim:

„Wszystko się dziwnie plecie

Na tym tu biednym świecie.

A kto by chciał wszystkiego dochodzić,

I zginie, z nie będzie umiał w to ugodzić.

Męczennicy, prorocy, karierowicze, kanalie, błazny. Galeria postaci i postaw ludzkich w III części „Dziadów” (lub w „Lalce”)


Tematyka wielkiej literatury romantycznej zdeterminowana została sytuacją polityczną polskiego zniewolonego narodu. Powstania narodowe, martyrologia narodu to podłoże, na którym rozwijała się literatura o tema­tyce narodowowyzwoleńczej. Programowe hasło romantyków – narodo­wość literatury znalazło doskonałą realizację w literaturze epoki. O tym, jak wielka jest rola narodowej poezji pisał Adam Mickiewicz już w „Kon­radzie Wallenrodzie”, nazywając ją „arką przymierza, łączniczką między dawnymi i młodszymi laty” oraz „strażniczką narodowego pamiątek kościoła”. „Dziady” cz. III to jeden z najwybitniejszych dramatów romantycz­nych. Utwór powstał w Dreźnie, w ciągu kilku zaledwie miesięcy 1832 roku.

Poeta, który w czasie powstania listopadowego przebywał w Poznań­skiem, po jego upadku wraz z falą emigrantów wyjechał z kraju. Zatrzymał się w Dreźnie i tam właśnie powstało najwybitniejsze dzieło polskiego romantyzmu. Można powiedzieć, że bodźcem do napisania dzieła stała się klęska powstania listopadowego. Ponieważ jednak poeta nie brał udziału w powstaniu, przedstawił w utworze wydarzenia wcześ­niejsze, związane z wileńskim procesem filomatów i filaretów, pokazał także wstrząsające obrazy martyrologii polskiej młodzieży. Jednocześnie dostrzegł zróżnicowanie polskiego społeczeństwa, w którym znajdowali się patrioci, ale także niestety zdrajcy, czyli kanalie. Najliczniejszą grupę stanowią męczennicy, których poeta uczynił bohaterami swego utworu. Przede wszystkim takim właśnie męczen­nikiem i to nie fikcyjnym, powołanym do życia przez wyobraźnię poety, ale autentycznym bojownikom o wolność dedykował swój utwór, pisząc:  „Świętej pamięci Janowi Sobolewskiemu, Cyprianowi Daszkiewiczowi, Feliksowi Kółakowskiemu spółuczniom – spół­więźniom – spół wygnańcom za miłość ku ojczyźnie – prze­śladowanym, z tęsknoty – ku ojczyźnie – zmarłym w Archan­gielsku – na Moskwie, w Petersburgu, narodowej sprawy męczennikom poświęca Autor”.  Wymienionych bohaterów, a także Tomasza (lana), Frejenda, Jankow­skiego i wiele innych autentycznych postaci spotykamy w scenie, roz­grywającej się w klasztorze bazylianów w Wilnie. Zgromadzeni tu więźniowie są prawdziwymi męczennikami narodowej sprawy. Większość została aresztowana bez udowodnienia jakiejkolwiek winy, zostali umiesz­czeni w wilgotnych, ciemnych celach, karmieni jedzeniem, wywołującym niestrawność lub morzeni głodem, wciąż mają nadzieję, że to jakaś tragiczna pomyłka, że wkrótce zostaną zwolnieni. Tak się jednak nie stało, a wręcz przeciwnie rozpoczęto wywożenie skazańców na Sybir. Taką właśnie scenę obserwował prowadzony na przesłuchanie do magistratu Jan Sobolewski i po powrocie do więzienia zdawał relację współtowarzyszom niedoli. Więźniowie byli stłoczeni w ciasnych kibitkach, w których musieli przebyć tysiące kilometrów. Mieli ogolone jak rekruci głowy, byli skuci kajdanami.

Wśród skazańców było też dziesięcioletnie dziecko, skarżące się, że nie może udźwignąć łańcuchów, lecz policmajster stwier­dził, że kajdany mają wagę zgodną z przepisami. Sobolewski zwrócił też uwagę na wygląd i zachowanie swego przyjaciela Janczewskiego, który „wychudł, sczerniał, ale jakoś dziwnie wyszlachet­niał”. Jan był dumny z jego bohaterskiej postawy, Janczewski bowiem starał się wyrazem twarzy dać do zrozumienia płaczącemu tłumowi, że nic go nie boli. Kiedy zaś kibitka ruszyła Janczewski zdjął kapelusz, podniósł w górę rękę i trzykrotnie krzyknął „Jeszcze Polska nie zginęła”.  Prawdziwym męczennikiem okazał się też inny więzień – Wasilewski, który był tak torturowany w czasie śledztwa, że nie mógł iść o własnych siłach, upadł z pierwszego stopnia więziennych schodów i zmarł: „Wasilewski nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał, Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał. Niesiony jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte. Oczy straszne, zbielałe, szeroko rozwarte”. Poeta celowo porównuje jego męczeństwo do męki Chrystusa na krzyżu, było to nawiązanie do koncepcji polskiego mesjanizmu, którego twórcy porównywali mękę Chrystusa do prześladowań Polaków przez carat. Na czele zgromadzonych w bazyliańskiej celi więźniów stoi bezprzecz­nie poeta Konrad.

Wygłasza on w swej celi słynny monolog, który kreuje go na romantycznego Prometeusza, bohatera, który cierpi i poświęca się za cały naród. Tak jak starożytny Prometeusz buntuje się przeciwko Bogu nieczułemu na cierpienia zniewolonego narodu. Jednocześnie wyraża swą całkowitą gotowość poświęcenie się dla narodu, w przejmujący sposób mówi o swym własnym cierpieniu spowodowanym niewolą oraz o umiło­waniu ojczyzny: „Nazywam się Milijon – bo za milijony Kocham i cierpię katusze. Patrzę na ojczyznę biedną, Jak syn na ojca wplecionego w koło, Czuję całego cierpienia narodu, Jak matka czuje w łonie bóle swego płodu. Cierpię, szaleję”. Wymieniając „męczenników narodowej sprawy” nie można pominąć Cichowskiego, którego tragiczne losy opowiada Adolf w salonie warszaw­skim. Urodziwy, czarujący, ogólnie lubiany młodzieniec został aresz­towany tuż po ślubie, przy czym sprytnie upozorowano jego samobójstwo, pozostawiając płaszcz i kapelusz nad brzegami Wisły. W mieście jednak krążyły pogłoski, że: „…Cichowski żyje, że męczą, że przyznać się wzbrania i że dotąd nie złożył żadnego wyznania”. W czasie śledztwa stosowano wymyślne tortury, karmiono śledziami, pojono opium, straszono. Kiedy po latach bezowocnego śledztwa uwolnio­no Cichowskiego, był człowiekiem wyczerpanym fizycznie i psychicznie. Nie rozpoznawał żony ani przyjaciół, na odgłos pukania do drzwi zaszywał się w głębi pokoju, krzycząc: „Nic nie wiem, nie powiem”.

Wyłysiał też i opuchł od wilgoci oraz złego jedzenia, nie chciał opowia­dać o torturach, tylko jego oczy zdradzały ogrom przeżytych cierpień. Carscy prześladowcy nie oszczędzali nawet najmłodszych, uczniów gimnazjum, ich także czyniąc męczennikami narodowej sprawy. Uczniem wileńskiego gimnazjum był młody Rollison, dotkliwie pobity w czasie śledztwa, który mimo tortur nie wydał nikogo. Zrozpaczona matka błagała prowadzącego śledztwo senatora Nowosilcowa o litość, wielu wpływowych ludzi wstawiało się też za nim, litując się nad niewidomą wdową Rol­lisonową. Nowosilcow obiecał więc, że zajmie się sprawą Rollisona tymczasem wraz ze swymi współpracownikami obmyślił perfidny sposób pozbycia się „niewygodnego” więźnia, otwierając okno celi i mając świadomość, że Rollison próbował już wielokrotnie popełnić samobójstwo: „Rollison od wielu dni cierpi pomieszanie, Chce sobie życie odjąć, do okien się rzuca A okna są zamknięte. (…) On chory na płuca. Nie należy w zamknionym powietrzu go morzyć, Rozkażę mu więc okna natychmiast otworzyć Mieszka na trzecim piętrze – powietrza użyje…”

Rollison rzeczywiście wyskoczył przez okno, a nieszczęsna matka jeszcze raz wtargnęła do salonu senatora Nowosilcowa, przeklinając go i jego współpracowników za ich okrucieństwo. O prorokach, którzy próbują przewidzieć dalsze losy uciemiężonego narodu, dać słowa pocieszenia i nadziei także jest mowa w „Dziadach” . Przede wszystkim należy tu wymienić księdza Piotra, którego widzenie wyraża istotę polskiego mesjanizmu narodowego. U jego podłoża tkwiło wywodzące się z judaizmu przekonanie o przyjściu bożego Mesjasza, który miał wyswobodzić z niewoli naród izraelski i przywrócić mu wolność. Toteż męczeństwo polskiego narodu pod zaborami wielokrotnie porównywane jest do męki Chrystusa na krzyżu. Najważniejszym skład­nikiem tego widzenia jest jednak prorocza wizja, przewidująca nadejście jednostki niezwykłej, wskrzesiciela narodu, namiestnika wolności. Ten mąż wybitny zbiegł jako dziecię z syberyjskiego transportu, jednak autor określa go w zagadkowych i nie do końca wyjaśnionych słowach:

„Na trzech koronach, a sam bez korony: A życie jego – trud trudów, A tytuł jego – lud ludów; Z matki obcej, krew jego dawne bohatery, A imię jego czterdzieści i cztery”.  Dlaczego idea mesjanizmu była tak bliska romantykom’? Otóż przynosi­ła cierpiącemu narodowi nadzieję, że jego cierpienie nie pójdzie na marne, że właśnie poprzez cierpienie równe męce Chrystusa naród polski doczeka się wolności i przyniesie ją innym uciemiężonym narodom.

W proroczej wizji mesjanistów można też odnaleźć jeszcze inny typowy element postawy romantycznej – jest to wiara w jednostkę niezwykłą, wielką, nieprzeciętną. Przecież tacy właśnie byli bohaterowie romanty­czni. Adam Mickiewicz zdawał sobie sprawę, że polskie społeczeństwo nie jest całkowicie jednolite, że znajdują się w nim zarówno patrioci, jak i dorob­kiewicze, a także kanalie. Taki mocno zróżnicowany obraz warszawskiego społeczeństwa przedstawił poeta w scenie p.t. „Salon warszawski”. Zgro­madzonych tam gości dzieli wyraźnie na dwie grupy. Towarzystwo stoliko­we to kosmopolici, pozbawieni uczuć patriotycznych, ludzie rzeczywiście myślący jedynie o swej karierze. Są to wyżsi rangą urzędnicy, generałowie, damy z towarzystwa i warszawscy literaci. Wszyscy rozmawiają po francus­ku, żałują, że Nowosilcow wyjechał z Warszawy, gdyż był wspaniałym organizatorem balów. Nikt natomiast nie wspomina, że został oddelegowa­ny do Wilna, aby przeprowadzić śledztwo w sprawie filomatów, ktoś prosi szambelana o wstawiennictwo, pragnąc, aby jego żona została pierwszą ochmistrzynią, ktoś inny boi się słuchać opowiadania o męczeństwie Cichowskiego, boi się też wyjść w środku opowieści.

Bardzo negatywnie zostali też przedstawieni literaci. Nikt przecież nie czyta ich opowieści „o sadzeniu grochu”. Zapytani przez jedną z dam, dlaczego nie chcą pisać o sprawie tak ważnej dla narodu jak męczeństwo Cichowskiego, od­powiadają, że temat jest zbyt świeży, zbyt aktualny, gdyż żyją jeszcze świadkowie i uczestnicy tych tragicznych wydarzeń. Jest też zbyt prozaicz­ny, mało jest poezji w opowieści o tym, jak ktoś jadał śledzie. Przede wszystkim jest to temat zbyt okrutny, zbyt krwawy dla Polaków: „Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi, Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki, Trzody, cienie – Słowianie, my lubim sielanki”. W tym samym salonie stoi przy drzwiach grupa patriotów, a wśród nich młodzi demokraci, późniejsi organizatorzy powstania. Jest wśród nich A***G*** (Adam Gurowski), N*** (Ludwik Nabielak) uczestnik ataku na Belweder, a także główny organizator spisku Piotr Wysocki. Są przerażeni tym, że na narodu czele stoją ludzie, którym należy się stryczek, a nie władza. To skłania Piotra Wysockiego do następującej refleksji dotyczącej polskiego narodu:  „…Nasz naród jak lawa, Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi, Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”. Ta plugawa, twarda i zimna skorupa to polska arystokracja, kosmo­polityczna i pogodzona z niewolą, a więc ludzie, których można nazwać dorobkiewiczami, a nawet kanaliami. Natomiast gorąca wewnętrzna lawa to patriotyczna młodzież polska, którą autor nazwał „narodowej sprawy męczennikami”.

Jednak prawdziwe kanalie to ludzie z bezpośredniego otoczenia Nowo­silcowa. Są zdrajcami ojczyzny, którzy służą zaborcy, ciemiężą własny naród. Pelikan i Doktor (August Becu) prześcigają się wzajemnie z kom­plementami dla senatora i donosami. Pelikan na polecenie Doktora policzkuje księdza Piotra, który odważył się wystąpić w obronie prze­śladowanej młodzieży, a także wdowy Rollisonowej. Obaj też obmyślają perfidny plan zgładzenia młodego Rollisona, otwierając okno jego celi. Ich okrucieństwo i podłość nie pozostaną jednak bez kary, a jej pierwszą zapowiedzią jest uderzenie pioruna, od którego ginie Doktor. Wielką kanalią, a jednocześnie karierowiczem jest sam senator Nowosi­lcow, specjalnie przez cara oddelegowany z Warszawy do Wilna dla prowadzenia śledztwa. Jego troska o własną karierę opisana jest po mistrzowsku w fantastycznej scenie p.t. „Widzenie senatora”. Najpierw senator marzy o orderze, tudzież o rubli stu tysiącach, cieszy się, że inni carscy urzędnicy mu zazdroszczą, kłaniają się, chociaż go nienawidzą. Wokół słychać błogie nad wyraz szepty: „senator w łasce, w łasce, w łasce”. Nagle ta fantastyczna wizja zmienia się, tak jak zmienną jest łaska pańska. Wtedy marszałek odwraca się do Nowosilcowa plecami, podobnie senatorzy i szambelan, a wokół słychać złowieszczy szept: „senator wypadł z łaski, z łaski, z łaski”. Jak współczesny czytelnik spogląda na bohaterów Mickiewiczowskich „Dziadów”. Budzi nasz podziw tak wielki bunt przeciwko niewoli narodowej, umiłowanie wolności, szczery patriotyzm, a także utożsamia­nie losów ojczyzny i swoich własnych. Męczennicy narodowej sprawy uczą nas, jak kształtować własne patriotyczne postawy, stanowią dla nas wzory osobowe.