Archiwum autora: prace

Nieznane's awatar

Informacje o prace

Jestem humanistą. Skończyłem socjologię i pedagogikę. Robię doktorat z prawa. Jestem miłośnikiem słuchowisk.

Topos pielgrzyma – emigranta


„Dlaczegoż stąd ucieka serce w okolice

Dalekie, i – niestety jeszcze dalsze czasy?”.

A.Mickiewicz „Pielgrzym”.

Motyw pielgrzyma – wygnańca – emigranta pojawia się w wielu utworach literatury światowej. Tradycja wędrówki pielgrzyma sięga do mitologicznego toposu homo viator tzu człowieka – wędrowca, tułacza. Pierwowzorem wędrowca jest Odyseusz z utworu Homera czy Mojżesz z „Biblii”. Wygnaniec, to ktoś, kto opuszcza kraj ojczysty, wychodźca. Motyw pielgrzyma – wygnańca – emigranta po raz pierwszy w naszej literaturze pojawił się w okresie romantyzmu.

Niekorzystne wydarzenia historyczne zmuszały tysiące Polaków do wyjazdów z kraju. Po upadku powstania listopadowego wielu twórców musiało udać się w obce strony. Większą część swojego życia zmuszeni byli spędzić poza granicami kraju. A.Mickiewicz został zesłany do Rosji, potem przebywa w Niemczech, Włoszech i Paryżu. J.Słowacki  od 1831 roku nie ujrzał swojej ojczyzny. C.K.Norwid w 21 roku życia opuszcza Polskę na zawsze.

A.Mickiewicz w czasie pobytu na zesłaniu w głębi Rosji odbywa podróż na Krym. Zafascynowany niezwykle piękną przyrodą a jednocześnie tęskniący za utraconą ojczyzną, pisze cykl sonetów zwanych „Sonetami krymskimi”. Wszystkie te utwory łączy osoba samotnego podróżnika, który podąża „krainą dostatku i krasy”. Nie wiemy, jak się przybysz nazywa, nie znamy jego przeszłości. Jest to postać tajemnicza, samotna, głęboko nieszczęśliwa. Bohater liryczny – pielgrzym – jest chory na smutek, którego przyczyną jest pamięć przeszłości. Umie dostrzec piękno przyrody, jednak nie potrafi uwolnić się od „hydry pamiątek”.

Owocem tej ogromnej tęsknoty za ojczyzną jest powstałe w Paryżu dzieło „Pan Tadeusz”. Mickiewicz, nie mogąc pojechać do kraju, decyduje się na podróż myślami i wyobraźnią. Utwór ten miał za zadanie przybliżyć jemu i innym emigrantom świat, który już dla nich zaginął. W inwokacji autor mówi  wprost o swojej tęsknocie do kraju lat dziecinnych:

„Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuje, bo tęsknię po tobie”

Poeta przemierza długą drogę – z Paryża do Litwy, krainy szczęścia, dobrobytu, ostoi polskich obyczajów i tradycji narodowych.

Motywu pielgrzyma można się dopatrzyć w losach ks. Robaka, który jako emisariusz prowadzi działalność patriotyczną. Przybywa do kraju, by przygotować powstanie przeciw Rosji. Pielgrzymami są także polscy emigranci, dla których kraj ojczysty „zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie”.

W życie emigracji wszedł Mickiewicz z ogromną wiarą w posłannictwo narodu. Katechizmem tej wiary miały być „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”. Ich celem było nazywać i obnażać nasze wady narodowe, by doprowadzić do odrodzenia moralnego. Kierowane były do emigrantów, których nazywa „apostołami wolności”, którzy byli w przekonaniu Mickiewicza nie „tułaczami i wygnańcami”, lecz pielgrzymami polskimi, zaprzysięgłymi wędrować do ojczyzny wolnej.

Postacią – uosobieniem polskich wygnańców, pielgrzymujących ku wolnej ojczyźnie jest Konrad z III części „Dziadów”.Białe drogi wiodące na północ, to trasy zesłanych Polaków, z których jeden ocaleje i stanie się „wskrzesicielem narodów”. Zanim to jednak nastąpi, naród musi wycierpieć jak Chrystus, a gdy się miara cierpienia wypełni, Polska odzyska wolność.

Również Kordian, tytułowy bohater dramatu J.Słowackiego, na szczycie Mont Blanc odnajdzie sens swojej wędrówki – będzie gotów poświęcić życie ojczyźnie. Mówiąc: „Polska Winkelriedem narodów” wierzy, że jego ojczyzna, to kraj ludzi czynu, którzy przyniosą wolność sobie i światu. Tak, jak Mickiewicz i Słowacki jest wygnańcem, ma świadomość, że jego „okręt nie do kraju płynie”. Ogromną tęsknotę za ojczyzną budzi widok lecących bocianów, jego serce jest pełne goryczy, gdyż nie zna kresu swej wędrówki. W „Hymnie” mówi o sobie : „żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi”. Podróż, choć dostarcza mu wielu pięknych wrażeń, jest tułaczką, gdyż poeta jest oddalony od miejsc i ludzi, których kocha, a których nie może zobaczyć. Ze strof jego liryków przebija niezwykły smutek, żal i rozgoryczenie zmęczonego tą ciągłą podróżą człowieka, który ma świadomość, że nigdy do kraju nie powróci, umrze na obczyźnie z dala od bliskich.

Jak smutny jest los Polaka rzuconego w obce strony najlepiej wyrażają słowa wiersza C.K.Norwida pt.”Moja piosnka”(II). Tułacz przenosi się myślą do ojczystego kraju – kraju niezapomnianych, czystych wzruszeń młodości i najtrwalszych przywiązań:

„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów nieba…

Tęskno mi Panie…”

Uczucia bezgranicznej tęsknoty za krajem, nostalgii odnaleźć można nie tylko w twórczości poetów z okresu zaborów. W dziejach naszej historii II wojna światowa oraz lata po niej  następujące ponownie zmusiły do opuszczenia kraju wiele tysięcy Polaków. Życie nie szczędziło surowych doświadczeń całemu narodowi a wraz z nim wielu twórcom. Wśród nich znalazł się W. Broniewski, który wędrując z Warszawy na wschód w poszukiwaniu swego pułku dotarł do Lwowa, gdzie na kilka miesięcy został osadzony w rosyjskim więzieniu. Po uwolnieniu pracował pewien czas w redakcji czasopisma „Polska”.Następnie wstąpił do armii generała Andersa i wraz z nią wędruje na Bliski Wschód. Słowa pielgrzym – wygnaniec – tułacz znane z „Ksiąg pielgrzymstwa” A.Mickiewicza odżyły w utworach Broniewskiego. W wierszu „Nic więcej” mówi o losie polskiego żołnierza – wygnańca, któremu pozostało „tęsknić i iść, tułać się”. Obraz żołnierza walczącego na różnych frontach łączy często z uczuciem ogromnej tęsknoty do ziemi rodzinnej. Bohater liryczny wierszy Broniewskiego, „rówieśnik pielgrzymów” to przede wszystkim polski żołnierz pragnący walczyć, świadomy konieczności wyrzeczeń i najwyższych ofiar w imię odzyskania niepodległości.

W początkowych latach II wojny światowej wielu Polaków znalazło się w głębi ZSRR na skutek różnego rodzaju przymusowych przesiedleń, kiedy to większa część terytorium państwa polskiego znalazła się pod radziecką okupacją. Świadectwo tułactwa, wędrówki przez sowieckie piekło możemy znaleźć między innymi w powieści Gustawa Herlinga – Grudzińskiego pt.”Inny świat”. Więzienie, transport, łagry, głód, mroźne zimy, tortury, mordercza praca, poniżenie, rozpacz i gniew i bezgraniczna tęsknota za domem rodzinnym to doznania zesłańców.

Beata Obertyńska, jedna z poetek, która musiała przejść przez wiele kręgów sowieckiego piekła, napisała kilka wstrząsających wierszy relacjonujących wygnańczą dolę, wojenną biedę.

Najpiękniejszy we współczesnej literaturze zbiór liryki wygnania i tęsknoty za krajem ojczystym stworzył K.Wierzyński. 17 września 1939 roku przekroczył granicę rumuńską łudząc się, że wkrótce wróci. Pierwszy etap emigracyjnej wędrówki poety to Francja. Pisze wówczas wiersze o pielgrzymach i wygnańcach, dokonuje porównań pomiędzy Wielką Emigracją, a wrześniowym exodusem. Dalsze losy Wierzyńskiego okazały się typowe dla polskiego uchodźstwa: Portugalia, Brazylia, Stany Zjednoczone.Była to droga bez powrotu. Jakże dramatycznie brzmią słowa z utworu „Kufer”:

„Na strychu śpi mój powrót,

Kufer blachą okuty, walizy,

Cała moja ojczyzna”.

W jego poezji znaleźć można wątek polskiej doli, która każe podążać do kraju przez obce ziemie, cierpieć tułaczkę, brzemię walk, klęsk, krzywdy, a także winy niezawinionej z powodu opuszczenia kraju. Pusta bezdomność, zagubienie, samotność to uczucia autora wiersza „Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny”. Z wszystkich miejsc na świecie poeta – emigrant kieruje się w stronę  ojczyzny ,tak jak i ci, którzy uciekli z pożogi wojennej, ale wszędzie czują się obco. K. Wierzjński  stał się najbardziej znanym poetą wojennej i powojennej emigracji polskiej. Ukazał rozdarcie wewnętrzne kogoś, kto pamięta szczęśliwą przeszłość, a jednocześnie przeżywa smutek z powodu oddalenia od bliskich osób i stron.

Przyjacielem K.Wierzyńskiego był Jan Lechoń, który przebył podobną pielgrzymią drogę i także nigdy nie wrócił do kraju. W jego twórczości przeważają utwory patriotyczne, wygnańcze – wyrażające pamięć o ojczyźnie i tęsknotę do niej, smutne rozmyślania o złym losie uchodźców. W wierszu „Aria z kurantem” pisze, że wszyscy wokół są obcy i każdy gdzieś się śpieszy.

Tak jak innym tułaczom, również towarzyszy jemu poczucie  obcości i osamotnienia.

Twórcą, który przeżył dwie wojny i dwie emigracje był Czesław Miłosz. Dlatego motyw pielgrzyma – wygnańca nieustannie wraca w całej twórczości poety, a  zapoczątkowany został już w 1937 roku wierszem pt.”W mojej ojczyźnie” proroczo przewidującym wygnańczy los. Jego ojczyzną była Litwa, Wilno, które musiał opuścić. Potem już zmieniał miasta i kraje: Warszawa, Nowy Jork, znowu Warszawa, Paryż i Berkeley. Ojczyzną poety stała się „rodzinna Europa” i mowa polska. Podmiot liryczny wiersza to poeta – emigrant. Początkowa apostrofa – „Moja wierna mowo” – wyraża wierność, a dalej przywołanie kilku szczegółów: brzozy, konika polnego, gila, tworzy obraz owej wiernej służby poetyckiej. Głęboko tragiczne wyznanie „zmarnowałem życie” odzwierciedla dramat poety – emigranta, który w nowym miejscu życia pozbawiony jest czytelników. Gorycz samotności nie wynika tylko z braku odzewu czytelników w dalekiej Kalifornii, ale źródłem jej jest panujący w kraju system polityczny. Wiersz ten przedstawia wierność mowy i poety. Mowa bowiem zapewniła bezdomnemu ojczyznę, dom rodzinny, poeta zaś służył jej mówiąc prawdę. Chcąc mówić prawdę, skazał się na emigrację.Na podstawie wybranych przykładów można stwierdzić, że emigracja nieustannie towarzyszyła polskiej literaturze. Niekorzystny splot wydarzeń politycznych od dwustu lat zmuszały Polaków do wyjazdów z kraju. Ważnym osiągnięciem piśmiennictwa emigracyjnego było zachowanie świadomości narodowej, obrona sprawy polskiej w świecie. Bardzo często twórcy sami skazywali się na tułactwo. Nie godząc się na uległość, przemoc, istnienie terroru, kłamstwo i obłudę, ratowali swoją niezależność, ale równocześnie wybierali trudny los samotności, tragiczne wyobcowanie i emigracyjną nostalgię.

Człowiek nie może żyć bez miłości – rozwiń myśl JP II


Rozwiń myśl Jana Pawła II, odwołując się – do utworów literackich i własnych przemyśleń

Drodzy Państwo!

Mottem mojego dzisiejszego wystąpienia będą słowa naszego wielkiego rodaka, człowieka będącego autorytetem moralnym nie tylko dla katolików – papieża Jana Pawła II. Otóż w jednej ze swoich homilii stwierdził on, że „człowiek nie może żyć bez miłości”. Zastanawiając się nad słowami Ojca Świętego, spytacie Państwo zapewne: jak to, nie można? Nie można żyć bez powietrza, na pewno, bez wody, bez jedzenia, to też nie ulega wątpliwości. Ale bez miłości można żyć! Przecież wokół nas jest wielu ludzi, którzy się bez niej obywają. Czyżby? A skąd to Państwo możecie wiedzieć? Czy potraficie zajrzeć w głąb cudzego serca? Spójrzcie lepiej w głąb własnego. Czy naprawdę nikogo i niczego nigdy nie kochaliście?

Gdy słyszycie Państwo słowo „miłość”, najczęściej chyba myślicie o uczuciu, jakie łączy kobietę i mężczyznę. I nie chodzi tu o zwykłe pożądanie, ale o bardzo złożone uczucie, opisywane w tak wielu utworach literackich, przedstawiane w tak wielu filmach. Uczucie, któremu w każdej kulturze towarzyszą liczne konwencje, rytuały, obyczaje. Przejawów miłości jest chyba tyle, ilu kochających. Dlatego kolejni twórcy wciąż podejmują ten temat, sądząc, że potrafią ukazać go w nowy sposób, przedstawić swoje oryginalne wizje. Pisanie o miłości jest chyba wewnętrzną potrzebą bardzo wielu osób. Na pewno wśród Państwa też są autorzy miłosnej poezji, zapewne nigdy nie publikowanej, zlegającej dna jakichś szuflad czy dawno wyrzuconej do kosza. Ale człowiek zakochany chce często na cały świat wykrzyczeć, jakie spotkało go szczęście, uwiecznić swoje uczucie, unieśmiertelnić je. Niektórym udaje się znaleźć odpowiednie słowa i stworzyć arcydzieła, które poruszają serca milionów czytelników. W utworach tych przekonują nas każdym wersem, że „nie można żyć bez miłości”; że nie może żyć Romeo bez Julii, Werter bez Lotty, Gustaw bez Maryli. I każdy – gdy jest zakochany – przyzna im rację. Nawet jeśli później stwierdzi, tak jak w jednym ze swoich wierszy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska:

”Nie widziałam cię już od miesiąca.

I nic. Jestem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,

lecz widać można żyć bez powietrza.”

Bo bez miłości żyć nie sposób, ale nie można też żyć samą miłością. Nieraz przysłania nam ona wszystko, nieraz każe zapomnieć o obowiązkach, o podstawowych życiowych potrzebach. Potrafi też być siłą niszczącą. A jednak „miłość jest własny bieg bycia naszego”, jak pisze w jednym ze swoich sonetów Mikołaj Sęp-Szarzyński, polski poeta manierysta z końca XVI wieku. Może więc człowiek stworzony jest do miłości? Może jest ona jego wewnętrzną nieprzepartą potrzebą, nieodłącznym atrybutem człowieczeństwa? Z punktu widzenia religii chrześcijańskiej na pewno powinna być treścią jego życia. Wszak dekalog poprzedzony jest znamiennym wezwaniem: „Będziesz miłował Pana Boga swego, ze wszystkiego serca swego, ze wszystkich sił swoich, ze wszystkiej duszy swojej, a bliźniego swego jak siebie samego”. Ale czy miłość to uczucie, które ogranicza się tylko do Boga i drugiego człowieka? A miłość do innych istot żywych, do całej przyrody, do ojczyzny, do rodzinnego miasta…Jak widzicie, miłość niejedno ma imię. Czy można więc żyć bez najmniejszych nawet porywów serca? Może i można, ale życie bez miłości to po prostu wegetacja. Jest taka choroba psychiczna, nazywana autyzmem, która charakteryzuje się – upraszczając nieco – zamknięciem się chorego w sobie, brakiem emocjonalnego kontaktu a otoczeniem i co za tym idzie, nieumiejętność kochania kogokolwiek, okazywania uczuć drugiej osobie. Ludzie dotknięci autyzmem mogą czasami wykazywać ponadprzeciętne zdolności pamięciowe, a nawet intelektualne, ale także wtedy ich zachowanie, ich reakcja bardziej są podobne do działań robota niż człowieka. Osobowość autystyczna znakomicie odtworzył Dustin Hoffman w filmie „Rain man”. Jeśli widzieliście Państwo ten film, musieliście zapamiętać scenę, gdy dziewczyna jego brata całuje bohatera w windzie. Na pytanie: „Jak było?”, odpowiada on: „Mokro”. Pocałunek, będący wszak dowodem uczucia, odbiera jako czynność zupełnie mechaniczną. Jego reakcja świadczy  tym, że nie tylko nie potrafi okazywać miłości, lecz również nie umie odebrać sygnałów świadczących o uczuciach okazywanych mu przez innych.

Właśnie, dotychczas mówiliśmy o potrzebie kochania kogoś lub czegoś; a może papieżowi chodziło o potrzebę bycia kochanym? Przecież to najbardziej naturalna potrzeba pod słońcem, potrzeba, którą – może zupełnie instynktownie – odczuwa już chyba każde nowo narodzone dziecko. Potrzeba tak silna, że nie kochanych, odrzuconych może nawet pchnąć do samobójstwa, że wspomnę tylko romantycznych kochanków: Gustawa, Kordiana…Potrzeba, która każe łamać konwenanse, zasady moralne lub wręcz popełniać przestępstwa, a nawet zbrodnie, by zasłużyć sobie na czyjeś uczucie. A z drugiej strony może wyzwolić w każdym człowieku pokłady poświęcenia i oddania, jakich istnienia sam nie podejrzewa, czy skłonić do heroicznych czynów i niebywałych wyrzeczeń. Miłość jest siłą napędową tak wielu ludzkich działań, że chyba nie sposób sobie wyobrazić bez niej rozwoju naszej cywilizacji i kultury. I tu przytoczę może jeden znamienny przykład. Na północy Indii, w mieście Agra, stoi jedna z najpiękniejszych budowli świata, świątynia-grobowiec Tadż Mahal. Mongolski cesarz Szahdżehan zbudował to mauzoleum z białego marmuru dla ukochanej żony, Mamtaz Mahal, której śmierć, pogrążyła go w nieutulonym żalu. Tafdż Mahal jest niezrównanym materialnym symbolem poświęcenia mężczyzny dla kobiety. Stało się tradycją, że gdy zjawia się tam dwoje ludzi, kobieta pyta swego partnera: „Czy kochasz mnie tak bardzo, że wybudowałbyś dla mnie taki pomnik, gdybym umarła?”.

Znamy też inne wspaniałe pomniki miłości, choć nie z kamienia ani ze spiżu, jednak równie trwałe. Czyż nie jest takim wspaniałym pomnikiem cykl sonetów skierowanych do Laury, autorstwa Francesco Petrarki, czy setki innych dzieł literackich, które nigdy nie powstałyby bez gorących i namiętnych uczuć? Czyż nie jest niezrównanym pomnikiem ojcowskiej miłości cykl trenów Jana Kochanowskiego poświęcony zmarłej przedwcześnie córeczce Urszulce? W wierszach tych znajdziemy odbicie dominującej pustki, która ogarnia duszę i serce człowieka po stracie ukochanej istoty. Kochanowski uświadamia nam, że całe dotychczasowe życie rozsypuje się w gruzy, gdy zabraknie kogoś, kogo kochaliśmy i kto nas kochał. W ostatnich utworach cyklu autor godzi się jednak ze śmiercią Orszuli, przekonany przez ukazującą mu się we śnie matkę, że ujrzy swą córeczkę w przyszłym, lepszym świecie, o ile oczywiście zasłuży sobie na zbawienie duszy. Dla ludzi wierzących pozostaję więc zawsze ta nadzieja, że miłość nie kończy się tu, na ziemi, że jest uczuciem sięgającym poza grób. Pięknym tego symbolem jest zakończenie opowieści o Tristanie i Izoldzie. Kiedy po śmierci zostali pochowani obok siebie przez króla Marka, z grobu Tristana wyrósł krzak głogu, który kładł swe gałęzie na mogile Izoldy. Gdy głóg wycinano, odrastał na nowo i znów jego gałęzie pochylały się nad grobem jasnowłosej królewny.

Jan Paweł II, mówiąc, że „człowiek nie może żyć bez miłości”, nie mógł nie myśleć o miłości bożej. Wszak – jak głosi Pismo Święte – z miłości do ludzi zesłał Bóg na ziemię swego syna Jezusa Chrystusa, by przybrawszy postać człowieka, cierpiał i zginął za nas na krzyżu. Cały Nowy Testament przepełniony jest duchem miłości. Weźmy choćby przypowieść o synu marnotrawnym, w której ojciec – symbolizujący Boga – z otwartymi ramionami przyjmuje syna, mimo iż ten porzucił wcześniej dom rodzinny i roztrwonił powierzony mu majątek. Co więcej, wydaje ucztę, by świętować powrót swego dziecka. Podobną wymowę ma przypowieść o pasterzu i zabłąkanej owieczce. Każdy, nawet najgorszy zbrodniarz, jeśli zrozumie swe grzechy i będzie za nie żałował, może liczyć na boską wyrozumiałość, na przebaczenie. Ale umiejętność wybaczania powinna cechować także człowieka. Chrystus nauczył: „Milujcie nieprzyjacioły wsze” i przekonywał: „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek twój, nastaw mu i drugi”. Mówił o miłości tak silnej, że zdolna jest zwalczyć nienawiść: „Zło dobrem zwyciężaj”. Lecz czy jesteśmy zdolni do takiej miłości? Wydaje się, że jest ona przeciwna naszej naturze i tylko niewielu potrafi wyzbyć się nienawiści, wznieść ponad urażoną dumę, godność, zapomnieć o doznanej krzywdzie. Literackim przykładem takiej postawy może być Kryspus, jeden z bohterów „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, który wybaczył Chilonowi Chilonidesowi to, że przez swój donos przyczynił się do śmierci całej rodziny Krypsusa. Ale to przypadek wyjątkowy. Nie takie uczucie miał zapewne na myśli Jan Paweł II. W życiu codziennym nikt chyba nie liczy na przebaczenie ze strony wroga, a tym bardziej na jego miłość.

Ale czy możemy liczyć na miłość „bliźniego swego”, zwykłego przechodnia, przypadkowo spotkanego człowieka? Czy sami jesteśmy w stanie obdarzyć go uczuciem? Wiem, proszę Państwa, że słowo miłość może się tu wydać zbyt duże. Może raczej należałoby powiedzieć: życzliwość, przychylność, bo w praktyce chyba to właśnie oznacza owa ewangeliczna miłość bliźniego. Przypominajcie sobie Państwo, na pewno były w waszym życiu takie chwile, gdy wypełniała was bezinteresowna życzliwość do otaczających was ludzi, gdy skłonni byliście każdemu nieba przychylić, ustąpić zmęczonej kobiecie miejsca w tramwaju, przeprowadzić niewidomego przez ulicę, uśmiechnąć się do kogoś, dodać komuś otuchy. A z drugiej strony z pewnością oczekiwaliście nieraz ludzkiego odruchu ze strony drugiego człowieka, bezinteresownej pomocy, pocieszenia. I w związku z tym rodzi ię pytanie. Czy można żyć w ciągłym przekonaniu, że świat to dżungla, gdzie każdy ma na względzie tylko własny interes i jeśli nie jest wrogi, to co najmniej obojętny, że nie można liczyć nawet na odrobinę bezinteresowności? Czy można żyć w uczciwej pustce? Czy można żyć bez wiary w miłość? Wydaje się, że nawet ludzie okrutnie doświadczeni przez los, którzy niczego dobrego w życiu nie doznali, starają się zachować tę iskierkę nadziei, że świat nie jest do końca zły, że mogą się spodziewać choć odrobiny zwykłego, ludzkiego uczucia. A ci, którzy wierzą w Boga, również i Jego miłość. Bo gdyby nie ta wiara, to czy warto byłoby żyć? Nie wiem, czy znacie Państwo wiersz Broniewskiego „Grób Tamerlana”. Otóż w nim poeta, człowiek ciężko doświadczony przez los, który siedział już w niejednej celi, w samym środku najokrutniejszej z wojen daje wyraz swemu przekonaniu, że „Człowiek jest dobry, mądry, spokojny”, a więc bardziej skłonny do miłości niż do nienawiści. Bo czymże jest wiara w człowieka, jak nie przekonaniem, że jest on istotą zdolną do miłości.

Jedną jeszcze odmianą miłości należałoby – jak sądzę – wziąć pod uwagę. To ją właśnie miał na myśli Norwid, pisząc w „Promethidionie”: „Cóż wiesz o pięknem?…/ Kształtem jest miłości”. Chodziło  mu o miłość twórcy do swego dzieła. Uważa bowiem, że nie można stworzyć czegoś pięknego, nie wkładając w swą pracę choć odrobiny uczucia. I dotyczy to nie tylko dzieła sztuki, ale również wszelkich użytkowych przedmiotów, wszelkich przedsięwzięć, które prowadzą do powstania czegoś, co ma ludziom służyć, ma ich cieszyć, ma być przydatne. Rozejrzyjcie się Państwo wokół siebie. Nie otaczają nas tylko piękne przedmioty. Jakże często mamy do czynienia z fuszerką, brakoróbstwem, tandetą, jednym słowem – z obiektami tworzonymi bez miłości. Dla „wyrobienia planu”, jak to często bywało za socjalizmu, czy po prostu dal zysku, co najczęściej zdarza się obecnie. Ale jeśli ktoś wkłada w swą pracę całe swoje serce, jeśli tworzy dzieło, które ma być realizacją jego marzeń, to zależy mu na tym, by było ono niepowtarzalne, jedyne, piękne. Tylko wtedy może, choć wcale nie musi, powstać prawdziwe arcydzieło. A więc otaczające nas piękno będące dziełem człowieka zawdzięczamy właśnie miłości.

Zmierzając do konkluzji, zadam Państwu jeszcze jedno pytanie: czy jest wśród was choć jedna osoba, która nigdy nie kochała lub nie była kochana? Ale proszę odpowiedzieć szczerze! No proszę, śmiało! Cóż to, nie ma nikogo takiego…? I to jest chyba najlepsze świadectwo, jak głęboko słuszne są słowa Jana Pawła II. Miłość nie musi co prawda wciąż towarzyszyć, nie sposób jednak nie spotkać jej w życiu choć raz na swojej drodze. I jest to najpiękniejszy dar, jaki otrzymaliśmy od Boga, jak mówią jedni, czy też od natury, jak twierdzą drudzy. Bo słusznie mówi święty Paweł w I Liście do Koryntian: „Choćbym posiadł całą wiedzę i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”.

Bohater chłopski w utworach Żeromskiego, Reymonta i Wyspiańskiego


Stefan Żeromski

„ZMIERZCH”: tematem są dzieje bezrolnego chłopa, Walka Gibały i jego żony. Nie ma własnej ziemi ani domu, musi podjąć ciężką pracę przy kopaniu torfu, żeby nie umrzeć z głodu. Nowy dziedzic przy pomocy rządcy zaczął coraz mocniej wykorzystywać bezrolnych wyrobników. Obniżał zapłatę za pracę. Wówczas Gibałowie postanowili pracować szybciej i dłużej, do późnego zmierzchu; pozostawiali bez opieki niemowlę. Matka ciągle niepokoiła się o los dziecka, ale mąż nie pozwolił jej przerwać pracy. Opis zmierzchu staje się impresjonistyczny, malarski, ciągle zmienny pod wpływem światła i mroku. Zmierzch staje się symbolem ludzkiej niedoli. Przykład niedoli bezrolnej biedoty wiejskiej łączy się z obrazem zapadającego zmierzchu, z grą świateł i cieni, z opisami kojarzącymi się z pięknymi płótnami malarzy impresjonistów. Nastrój pogłębia prawem kontrastu prawda o życiu wiejskich najemników. Żeromski wskazał na przeobrażenia w życiu wsi polskiej jakie miały miejsce wkrótce po uwłaszczeniu.  

„ROZBIÓBIĄ NAS KRUKI, WRONY” – jest to opowiadanie przesycone tragizmem. Bohater, Szymon Winrych (To nazwisko przybrane w powstaniu; prawdziwe – Andrzej Borycki), przewozi broń walczącej jeszcze grupie powstańców, jest już jesień, powstanie styczniowe wygasa i nie ma już szans na zwycięstwo. Winrych ukrywa broń w drabiniastym wozie, powstaniec wygląda na biednego chłopa, w rzeczywistości jest wykształconym szlachcicem, któregoś dnia dostrzega w oddali rosyjski oddział zawraca wóz, aby ukryć się w lesie. Zostaje jednak zauważony.  Otaczają go carscy żołnierze. Znajdują na wozie broń.  Szymon Winrych skłuty lancami, pada na ziemię, przed śmiercią odzyskuje przytomność na chwilę, zdaje sobie sprawę z tego, że umiera. Rano nad martwym ciałem powstańca i nad jego koniem, który padł od przypadkowej ku li, krążą wrony. Ubogi wieśniak zakrada się do wozu.  Znajduje broń, zmawia modlitwę za zmarłego, ale cieszy się swoim szczęściem. Odziera zwłoki Winrycha z ubrania i butów, bierze broń. Po południu powraca na pole i zdziera skórę z konia. Bronią się ostatni powstańcy, tropieni przez wroga, głodni i przemarznięci, samotni. Chłopi trzymają się z daleka. To jest „ pańskie „ powstanie, nie ich. Zupełny brak świadomości narodowej, obojętność wobec wojny z zaborcą wynikają z wielu przyczyn. Żeromski jako główną podaje zlekceważenie warstwy chłopskiej przez szlachtę. W sugestywnych obrazach pokazuje dramatyczne skutki braku porozumienia między szlachtą i pańszczyźnianą wsią. Ciemnego chłopa, zajętego własną biedą, interesuje tylko martwy powstaniec, którego można ograbić.

Władysław Reymont                                         

„CHŁOPI„ – za głównego bohatera „ Chłopów „ uważa się Macieja Borynę, z punktu widzenia roli poszczególnych postaci jest to prawda, jednak powieść ma też bohatera zbiorowego – społeczność wiejską. Życie mieszkańców Lipiec toczy się w gromadzie, najważniejsze problemy rozwiązywane są wspólnie. Wobec zagrożenia interesów wsi (np. sprzedaży lasu, przez dziedzica) nieważne stają się codzienne konflikty, chłopi występują soli darnie. Życie tej społeczności wyznaczają prawa natury.  Podział powieści na cztery części odpowiada kolejnym porom roku. Rytm życia ludzi, tak bardzo związanych z ziemią, uzależniony jest od przyrody. To ona wyznacza czas pracy na roli, czas odpoczynku i zabawy. Naturalistyczne spojrzenie na bohaterów ma także głębszy wymiar. Życie na wsi jest ściśle zhierarchizowane. Prawa jednostki są mocno ograniczone – nie wolno wyłamywać się ze społeczności, w której każdy ma swoje miejsce. Wyznacza ją pozycja społeczna i majątkowa, użyteczność dla wspólnoty.  Prawa wyznaczają silniejsi, toteż nie wszyscy są zadowoleni ze swojego miejsca. Niezadowolenie nie oznacza jednak buntu. Kto chce przetrwać musi się podporządkować.

Rządzą prawa gromady, czasem okrutne, ale zawsze przestrzegane (wygnanie Jagny, która sprzeniewierzyła się ustalonym normom moralnym i obyczajowym), „ Chłopi „ to wspaniały, epicki obraz życia wsi, jej obyczajów, codziennego bytowania, problemów społecznych i moralnych. Na tym tle poznajemy dzieje konfliktu Macieja Boryny z jego synem, Antkiem. To konflikt o kobietę – Jagusię – ale także o ziemię, prawo dziedziczenia. Kreśląc losy bohaterów pisarz przekonywająco pokazał, że najsilniejszą namiętnością mieszkańców wsi jest żądza posiadania ziemi. Daje ona podstawę bytu, ale w przesłaniającej wszystko chęci posiadania jest też pewien element irracjonalny, wynikający z instynktu i odwiecznej tradycji, obraz wsi utrwalony przed Reymontem miał charakter fragmentaryczny. Nowele Sienkiewicza, Prusa czy Orzeszkowej alarmowały społeczeństwo w sprawie krzywdy chłopskiej i zacofania wsi („ Antek „, „ Szkice węglem „). Głęboko poruszające opowiadania Żeromskiego „Zmierzch„ i „ Zapomnienie „, czy cykl sonetów Kasprowicza „ Z chałupy „ to dzieła wybitne, ale i one poświęcone były egzystencji wiejskiej biedoty. Reymont natomiast był jednym z nie wielu pisarzy na świecie, którym udało się stworzyć tak pełny i prawdziwy obraz wsi.                            

Stanisław Wyspiański                                      

„WESELE” – na powstanie dramatu Wyspiańskiego miało wpływ autentyczne wesele krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką z Bronowic Jadwigą Mikołajczykówną, na którym to 20 listopada 1900 roku obecny był pisarz, Stanisław Wyspiański w swoim dramacie przedstawia kierunek zachowania społeczeństwa zwany ludomanią, którym kierowali się przedstawiciele inteligencji. Ludomania polegała na tym, że mieszkańcy miast naśladowali warstwę chłopską, byli nią zafascynowani. Próbowali nawiązać z chłopami wiele kontaktów, ale działanie to było z góry przekreślone i skazane na niepowodzenie W społeczeństwie współczesnym Stanisławowi Wyspiańskiemu dochodziło do wielu związków pomiędzy przedstawicielami inteligencji i chłopstwa. Autor w „ Weselu „ rozprawia się z ludomanią, wyszydza ją. Ukazuje dwa światy; świat mieszczaństwa i chłopów, które są bardzo zróżnicowane i odmienne. Niemożliwe jest połączenie się tych dwóch warstw społecznych, gdyż różnice w mentalności i spojrzeniu na świat są przeogromne. Inteligencja ludomanię traktuje jako kolejną modę, kolejny sposób na rozrywki, jej wiadomości o warstwie chłopskiej są bardzo pobieżne i powierzchowne. Opinie inteligencji o chłopach są mylne, okazuje się, że mieszczanie nie znają w ogóle chłopów. Ludność wiejska w zderzeniu ze światem miasta nie czuje się gorsza od inteligencji, a także, co jest ważniejsze nie czuje respektu i nie szanuje jej. Poeta w dramacie zwraca uwagę czytelnika na to, że inteligencja traktuje ludomanię bardziej jako egoistyczne zachowanie niż mające służyć zjednoczeniu społeczeństwa polskiego. Fascynacja ludem jest jednak bardzo powierzchowna i płytka, bohaterami dramatu są przedstawiciele różnych warstw społecznych, chatę, w której odbywało się przyjęcie możemy traktować jako Polskę. Dramat „ Wesele „ porusz problematykę narodowo-wyzwoleńczą, która ukazana jest w sposób realistyczny i symboliczno-fantastyczny.

Bohater romantyczny albo tragiczny


Okres romantyzmu to czas ciągłego buntu bohaterów wobec zastanej rzeczywistości. Polska rzeczywistość jest zupełnie inna od Europejskiej. To czas niewoli narodowej, martyrologii narodu, stąd kreowani bohaterowie są istotami tragicznymi , są buntownikami z rozdartymi sercami, samotnikami. Takim bohaterem był Konrad Wallenrod A.Mickiewicza który stworzył postawę wallenrodyczną. Cechą tej postawy jest żarliwa miłość do ojczyzny, dla której bohater poświęca się i samotnie podejmuje walkę z zakonem krzyżackim. Niszczy go metodą podstępu i zdrady, a więc obiera sposób moralnie naganny. Konrad wybiera tę drogę świadomie, bowiem wychowany na dworze komtura krzyżackiego zdawał sobie sprawę że słaba Litwa nie ma szans zwycięstwa w walce otwartej z militarną potęgą Krzyżaków. Bohater jest świadomy amoralności jakiej się dopuszcza, jednak wie, że nie ma innej drogi dlatego też przeżywa konflikt racji. Jako chrześcijanin i rycerz łamie zasady etyczne, plami honor rycerski. Czyni to z miłości do ojczyzny w celu ratowania swego narodu, jest więc bohaterem tragicznym. Konrad Wallenrod nie tylko przeżywa konflikt z samym sobą ale wyrzeka się szczęścia osobistego, opuszcza Aldonę, Litwę i skazuje się na wieloletni pobyt wśród znienawidzonych wrogów jako mistrz krzyżacki. Misję swoją wypełnia, niszczy potęgę zakonu, jednak, jak mówi Aldona, nie ma szans na powrót do normalnego życia i ludzkiego szczęścia. Dlatego też Konrad popełnia samobójstwo, nie chce ginąć z ręki sądu kapturowego, który go oskarża o zdradę zakonu. Wypija truciznę, sam siebie karze za amoralny chociaż zbawienny dla ojczyzny czyn.

Prometeizm jest to postawa indywidualnego buntu przeciwko Bogu i zgody na cierpienie za ideę i szczęście ludzi. Wyrasta ona z mitu o Prometeuszu, który skradł Zeusowi ogień i obdarzył nim ludzi, za co został skazany na wieczną mękę. Prometeizm stał się jedną z charakterystycznych cech bohatera romantycznego. Przykładem tej postawy jest Konrad z III cz. „Dziadów” Konrad jako wybitna indywidualność, poeta-geniusz o niemal nadludzkiej wrażliwości jest przede wszystkim żarliwym patriotą:

„Nazywam się Milion

bo za miliony

Kocham i cierpię katusze”

W imieniu cierpiącego narodu samotnie podejmuje walkę z Bogiem. Nazywa Boga mądrością, bo wątpi w dobroć Opatrzności. Domaga się rzędu dusz, bo wierzy, że siłą swojego uczucia przezwycięży tyranię wroga i uszczęśliwi naród. Jednak opętany przez szatana Konrad dopuszcza się bluźnierstwa wobec Bogu, grzeszy pychą i ponosi klęskę. Konrad więc prezentuje postawę prometeizmu bo podobnie jak mityczny Prometeusz walczy z Bogiem o dobro ludzi, poświęca się i cierpi . Jest wręcz romantycznym bohaterem tragicznym.

Motyw cierpienia i ofiary, winy i kary są elementami wchodzącymi do struktury tragicznej którą upatrywać możemy w literaturze romantyzmu. Źródłem tego są ideowe założenia epoki, która była opozycją wobec oświeceniowego racjonalizmu i zrodziła się na fali ruchów wolnościowych. Na ludowym wyobrażeniu oparli romantycy koncepcję światopoglądową i etyczną. Ten tragiczny motyw cierpienia łączy Mickiewicz również z tradycją ludową i przykładem tego może być Karusia, która popadła w obłęd po śmierci kochanka Jasia.

Tragiczny los w który wpisane jest cierpienie to nieodzowna cecha bohatera-patrioty. Mickiewicz w III cz. „Dziadów” prezentuje zbiorowego bohatera romantycznego jakim jest cały naród. Nawiązuje do historycznego procesu filomatów i filaretów w 1823 roku. W poszczególnych scenach: więziennej, Salon Warszawski pokazuje martyrologię narodu polskiego. Wprowadza autentyczne postacie – swych przyjaciół np. Tomasza Zana, Adolfa Januszkiewicza, oraz tworzy portret wroga w osobie senatora. Ukazuje tragiczne cierpienia młodzieży, wywożenie nawet dzieci na Sybir. W obrazie młodzieży eksponuje poeta poświęcenie, wierność idei, bohaterstwo. Ofiarę młodzieży zestawia z ofiarą Chrystusa. Mówi o tym Sobolewski, który był świadkiem wywożenia polskich dzieci na Sybir. Jest to metafizyczne ujęcie cierpienia i ofiary młodzieży, która stanie się wedle Mickiewicza siłą i źródłem odrodzenia narodu a także źródłem zwycięstwa idei wolności.

Osobowość tragicznego bohatera romantycznego zaprezentował J.Słowacki w dramacie „Kordian”. Niezwykle wrażliwy, skupiony na sobie, przechodzący metamorfozę. Autor nadał mu imię Kordian co bohatera od razu charakteryzuje (z łac. cors –serce). Będzie to ktoś, kto w działaniu kieruje się emocjami, uczuciami a nie rozumem. Przykładów na to jest w biografii Kordiana dużo: przegrany pojedynek z Prezesem, w którym podchorąży Kordian reprezentuje racje serca a Prezes rozumu. Bohater jest osobą o ogromnej wrażliwości. Jest czuły na uroki natury stąd monolog wygłasza na szczycie Mont Blanc w otoczeniu pięknej i dzikiej przyrody Alp. Wszystkie stany jego ducha są jednak krótkotrwałe. Kordian cierpi na chorobę wielu. Aż do monologu na górze Mont Blanc cierpi z powodu braku w życiu idei. Modli się biedaczysko:

„Boże! Zdejm z mego serca jaskółczy niepokój,

daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj”

i dlatego tej idei mieć nie będzie: ani jako piętnastoletni chłopiec, ani podróżujący po Europie młodzieniec. A przecież powinien być szczęśliwy. Jednak nie jest. Nie wiemy czy wynika to z faktu, że dla niego życie polega na konfrontacji rzeczywistości ze światem lektur. Możemy z łatwością odtworzyć co Kordian czyta. W Dover – „Króla Lira” Szekspira. Słowa „żyć – alboli nie żyć?” Szekspira. Kordian jest osobowością hamletyczną: niezdecydowany, chwiejny emocjonalnie, bardzo łatwo przechodzi od melancholii do niezwykłego ożywienia i zapału. Takim tragicznym bohaterem romantycznym pozostanie do końca dramatu, skazany na rozterki duchowe wiedzie bój sam ze sobą, jest osobowością neurasteniczną. Największa walka, jaką będzie musiał stoczyć Kordian sam ze sobą jest odtworzona w scenie jego wędrówki do sypialni cara – dramat rozgrywa się wówczas we wnętrzu bohatera. Strach i Imaginacja są wytworami jego chorej duszy. Jak przystało na bohatera romantycznego Kordian odbył podróż po Europie, która w jego przypadku stanowiła konfrontację marzeń i lektur z rzeczywistością. Z człowieka nie mającego w życiu celu zmienił się w patriotę, bojownika, dla którego najwyższym dobrem jest szczęście ojczyzny. Myślę, że w Kordianie odbijają się tendencje epoki romantyzmu, epoki w której miały miejsce wszelkie dokonania i nie mniej wielkie rozczarowania. Nurt romantyczny pozostał w mentalności Polaków. Dowodem na to jest II wojna światowa kiedy to brylantami strzelaliśmy do wroga. Przypomina mi się scena z baru hotelowego w której Maciej Chojnicki wraz z Andrzejem Kosseckim podpalali szklanki ze spirytusem niczym znicze składając tym hołd poległym przyjaciołom w powstaniu warszawskim. To tylko tragiczny duch romantyczny popychał niemalże dzieci do tego by butelkami z benzyną obrzucali czołgi niemieckie.

Poezja K.K.Baczyńskiego wtopiła się w okrutną rzeczywistość nocy okupacyjnej, która rozpoczęła się we wrześniu 1939r. Wrażliwy dziewiętnastoletni chłopiec wychowany w tradycji patriotycznej i poszanowania praw człowieka, nie mógł stać z boku, kiedy nagle runął świat marzeń i uznawanych przez niego wartości. Talent Baczyńskiego inspirowany był romantyczną poezją Słowackiego i nastrojowością Norwida. Wiersze jego oddają klimat okrutnego czasu zagłady, który miała miejsce w Warszawie. Rzeczywistość okupacyjna przerosła katastroficzne wizje apokalipsy biblijnej to obrazuje w wierszu „Pokolenie” z 1941r. W nim to poeta teraźniejszość widzi przez pryzmat historii. W innym z utworów pt. „Historia” dochodzi do wniosku, że historia powtarza się, tyle że bez rekwizytów przeszłości, nie nadąża wysychać od krwi mazowiecki piasek, nie nadążają zabliźniać swych ran poszarpane drzewa tak mówi wierszu „Mazowsze”. Okrucieństwo i bezwzględność czasów pogardy niszczy ludzkie serca, zabiera czas młodości, kiedy marzenia są najpiękniejsze stwierdza w liryku „Z głową na karabinie”. Młodych poetów walczących w czasie okupacji nazywano pokoleniem Kolumbów. Wszyscy zginęli. Tadeusz Gajcy i Zdzisław Stroiński – na barykadach w powstaniu warszawskim, Andrzej Trzebiński został rozstrzelany wraz z grupą więźniów na Nowym Świecie w Warszawie. Wacław Bojarski zginął od kul gestapowców po akcji składania kwiatów pod pomnikiem Kopernika. K.K.Baczyński przekonany, że obowiązki poety nie mogą go zwolnić od udziału w walce a więc przystąpił do powstania. Poległ 4 sierpnia 1944 roku na terenie pałacu Blanka. Spoczywa razem z żoną Barbarą, która zginęła kilkanaście dni po nim w kwaterze powstańczej batalionu „Parasol”, na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim. Realizując ten temat zastanawiam się czy tragiczni bohaterowie romantyczni nie wytworzyli pojęcia pokoleniowego przeznaczenia do śmierci o czym pisze S.Żeromski w „Echach leśnych”. Mit bohatera romantycznego jest głęboko zakodowany w naszym narodzie czego dowodem są także tragiczne lata osiemdziesiąte kiedy to Polakom zgotowano stan wojenny.

Małżeństwa literackie. Od św. Aleksego do Ziembiewiczów


Rodzina to podstawowa i zapewne najważniejsza komórka społeczna. W małżeństwie człowiek szuka miłości, życiowej stabilizacji, szczęścia. Postawa człowieka wobec życia kształtuje się właśnie w rodzinie, ale też na łonie rodziny powstają pierwsze konflikty między małżonkami czy też między rodzicami a dziećmi. Losy małżeństw są bardzo częstym tematem literackim i te szczęśliwe, a także skomplikowane i pogmatwane, spowo­dowane zdradą, brakiem wzajemności, nietolerancją.  Jeżeli przegląd i charakterystykę literackich małżeństw mamy rozpo­cząć od świętego Aleksego od razu należy stwierdzić, że było to małżeńst­wo bardzo nietypowe. Aleksy urodził się w Rzymie, jako syn bogatego patrycjusza Eufamijana i jego żony Aglijas. Kiedy Aleksy miał 24 lata pojął za żonę cesarską córkę, królewnę Famijanę. Jednak w noc poślubną opuścił swą młodą żonę, pozostawiając ją w dziewictwie, a sam wyruszył w świat, aby służyć jedynie Bogu, żyjąc w ascezie, jako żebrak. Po wielu latach takiego życia powrócił do Rzymu i resztę życia spędził pod schodami własnego pałacu, skazując się dobrowolnie na chłód, spiekotę i poniżenie, gdyż „każdy nań pomyje lał.” Tak żył jeszcze szesnaście lat, patrząc na swych najbliższych, którzy nie wiedzieli, kim jest ten żebrak leżący pod schodami. Tajemnica pochodzenia św. Aleksego wydała się dopiero po jego śmeirci, gdyż żonie zmarłego udało się wyjąć z jego zaciśniętej ręki kartkę z imieniem i nazwiskiem. Niezwykła siła woli i samozaparcie to cechy charakteru godne podziwu, ta wytrwałość w dąże­niu do celu, której niejednokrotnie brakuje nam, ludziom współczesnym. Natomiast motywy tych poczynań są dla nas niezrozumiałe, tak jak za tysiąc lat nasi potomkowie nie będą rozumieli nas. Budzi też nasz sprzeciw egoizm Aleksego, gdyż myślał on jedynie o swym zbawieniu, a los najbliższych był mu w zasadzie obojętny. Pozostawił w rozpaczy ojca i matkę, opuszczając ich na zawsze, skazał na samotne życie swą młodą żonę. Społeczne funkcje rodziny dostrzegali pisarze odrodzenia. Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”, chwaląc życie szlacheckie ziemiani­na, widział je na łonie rodziny, w otoczeniu przyjaznych sąsiadów i życzliwej czeladzi. Praca w sadzie i w ogrodzie jest źródłem wielu przyjemności, gdyż zawsze wykonywana jest w towarzystwie żonki. Zimą zaś niezwykle miło jest posiedzieć w ciepłej izbie, porozmawiać z żoną, popatrzeć, jak małe dzieci się bawią. Podobny model życia został przedstawiony w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego. Po zebraniu plonów nadchodzi czas błogiego i zasłużonego odpoczynku, pora towarzyskich, zimowych spot­kań przy ciepłym kominku. Ten model życia przekazuje ziemianin swym synom i wnukom, ucząc ich, że spokój sumienia i radość życia osiąga się przez uczciwą pracę: „A niedorośli wnukowie, Chyląc się ku starszej głowie, Wykną przestawać na mgle Wstyd i cnotę chować w cale.” Niestety często też w dawnych czasach małżeństwa były zawierane ze względów materialnych, przy czym decyzję podejmowali zazwyczaj rodzi­ce, nie pytając wcale młodych o zdanie. Względami materialnymi kierował się autor „Pamiętników” Jan Chryzostom Pasek, kiedy postanowił się ożenić. Nie znał on w ogóle swej przyszłej żony, zdecydował się pojechać do wdowy Anny z Remiszowskich Łąckiej, gdyż polecił ją Paskowi mąż stryjeczny siostry. Najważniejszym atutem owej wdowy było posiadanie przez nią sporego majątku. Spodobała się ona Paskowi, toteż przystąpił do oględnych oświadczyn, wpraszając się na służbę, nie przewidział jednak, ani nie odgadł, że Anna z Remiszowskich Łącka, decydując się na powtórne zamążpójście była od niego piętnaście lat starsza:  „A już mi się przecie podobała była, i że to z młodu bywała gładka, mnie się też i natenczas widziała młoda, i nigdy bym nie rzekł, żeby miała te lata, czegom potem doszedł: w czter­dziestu sześć za mnie szła, a ja supponebam, że nie ma nad 30 lat.”  Szuka posażnej żony również pan Piotr, bohater satyry „Żona modna” Ignacego Krasickiego. Sam przyznaje się, że ożenił się z uwagi na „owe wsie dziedziczne”. Małżeństwo to także nic nie wiedziało o uczuciach, jakie powinny łączyć dwoje ludzi, lecz oparte było na przedślubnej intercyzie. Modna żona okazała się kobietą oschłą, egoistką, rozrzutną, której jedyną troską było sprostanie cudzoziemskiej modzie. Zgodziła się wyje­chać z miasta na wiei jedynie na okres letni, w angielskiej karecie na resorach, w której pan Piotr z trudem znalazł dla siebie miejsce, gdyż owa dama zabrała ze sobą niezliczoną ilość pudełeczek, a także kanarka w klatce, mysz na łańcuszku, srokę, kotkę z kociętami i suczkę faworytkę. Zwolniła szybko starą, oddaną służbę, szlachecki dworek zamieniła w pałac, wyśmiała męża, który pokazał jej wspólną sypialnię. W końcu urządziła wielki bal, na który zjechali liczni goście z miasta, wśród których nieszczęsny pan Piotr musiał się uganiać „jako jaki sługa”, a żona bawiąc gości łaskawie na niego spoglądała i uśmiechała się. W czasie pokazu fajerwerków spaliły się stodoły pełne zboża, lecz pożar gasił sam pan Piotr, gdyż reszta gości traktowała to jako dodatkową atrakcję. Mimo wszystko nie żal nam pana Piotra, gdyż pamiętamy, że ożenił się on z uwagi na wsie dziedziczne swej żony.  Podobnie miało wyglądać małżeństwo Szarmanckiego, jednego z boha­terów „Powrotu posła”, z Teresą. Szarmancki po przetrwonieniu własnego majątku na zagranicznych wojażach szukał posażnej kandydatki na żonę. Do małżeństwa na szczęście nie doszło, gdyż jej ojciec starosta Gadulski, który chciał ożenić córkę nie dając posagu, mylnie odczytał intencje Szarmanckiego. Natomiast syn Podkomorzego Walery, który od dawna kochał Teresę, z radością pojął ją za żonę, nie żądając żadnego posagu, a chciwemu Gadulskiemu tylko o to chodziło. Należy jednak przypusz­czać, że te perypetie majątkowe i uczuciowe rzadko znajdywały tak pozytywne, jak w tej komedii, zakończenie.  Małżeństwa romantyczne także nie były niestety szczęśliwe, tak jak i miłość romantyczna, która była zawsze tragiczna, przy czym często prowadziła bohaterów do samobójczej śmierci. Jednak miłość traktowali romantycy jako sprawę najważniejszą w ludzkim życiu. Zawsze jednak na drodze do szczęścia stawały jakieś przeszkody: różnice klasowe, mająt­kowe, sprzeciw rodziców, zdrada, wreszcie cele ważniejsze niż miłość i rodzinne szczęście. Gustaw, bohater IV części „Dziadów” nie może pojąć za żonę swej ukochanej, którą „oślepiło złoto”, gdyż wyszła za mąż za bogacza. Młody Walter Alf, bohater Mickiewiczowskiego „Konrada Wallen­roda”, pokochał z wzajemnością córkę księcia Kiejstuta- Aldonę, pojął ją za żonę, lecz małżonkowie niedługo cieszyli się szczęściem rodzinnym, gdyż Walter „szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie”. Pozostawił więc w rozpaczy młodą żonę, powrócił do Krzyżaków, został ich mistrzem, aby doprowadzić znienawidzony zakon do zguby. Mimo wielu lat rozłąki miłość ich przetrwała, gdyż Aldona poprzez umówiony znak odgadując, że jej mąż został zdemaskowany przez Krzyżaków i wypił truciznę także umarła z żalu. Tak bardzo się kochali, tak niedługo byli szczęśliwi. Romantyczny poeta w ten sposób uświadamiał swym czytelnikom, że celem nadrzędnym jest zawsż~ -dobro ojczyzny, a nie swoje własne.  Literatura epoki pozytywizmu, dając szeroki i obiektywny obraz ów­czesnego społeczeństwa dostarcza wiele przykładów małżeństw zarówno szczęśliwych, jak i kojarzonych z czystego wyrachowania.  Jedna z najpiękniejszych małżeńskich historii została opowiedziana przez Elizę Orzeszkową w legendzie o Janie i Cecylii, zamieszczonej w powieści „Nad Niemnem”. Jan i Cecylia byli to legendarni przodkowie Bohatyrowiczów, którzy przybyli za czasów ostatnich Jagiellonów z cent­ralnej Polski. Chociaż Jan był chłopem, a Cecylia pochodziła z wysokiego rodu młodzi pokochali się i pragnęli spędzić życie razem. Przewidując reakcję swych środowisk przywędrowali na Litwę i schronili się przed resztą świata w nadniemeńskiej puszczy. Byli szczęśliwi nawet wówczas, gdy sypiali w dziupli drzewa, gdy ciężko pracowali przy karczowaniu lasu, zakładając piękną i samowystarczalną osadę. Doczekali się licznego potomstwa i dożyli w szczęściu i miłości 100 lat. Na wzór tego właśnie małżeństwa skojarzone zostaje w powieści małżeństwo Justyny Orzelskiej i Jana Bohatyrowicza. Cieszy nas odważna, podyktowana nakazami serca decyzja Justyny, która zdecydowanie odrzuca propozycję małżeństwa bogatego ziemianina Teofila Różyca i decyduje się wyjść za mąż za Janka. Minęły wieki, a więc nie musi lękać się reakcji swego środowiska, chociaż jej ciotka Emilia Korczyńska nie może pojąć decyzji Justyny, jednak inni bohaterowie powieści z szacunkiem przyjmują decyzję Orzelskiej, która woli pracować, ale spędzić życie u boku kochanego człowieka, czuć się kochaną i dowartościowaną. Wzrusza czytelnika wielkie uczucie i praw­dziwe oddanie Jana, który zakochał się w Justynie, nie mając początkowo żadnej nadziei, a potem nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Czytelnik cieszy się, że Justyna Orzelska postąpiła tak jak przed wiekami Cecylia,  natomiast nie powtórzyła błędu swej ciotki Marty Korczyńskiej, która dwadzieścia kilka lat wcześniej także pokochała chłopa z zaścianka Anzelma Bohatyrowicza, jednak lękała się reakcji swego szlacheckiego środowiska, a także czekającej ją w gospodarstwie Anzelma ciężkiej pracy. Zarówno Anzelm jak i Marta przeżywali resztę życia samotnie, przy czym ciężka praca wcale nie ominęła Marty, gdyż zajmowała się ona prowadzeniem domu Benedykta.  Są także w powieści „Nad Niemnem” małżeństwa bardzo niedobrane, w których jedno z małżonków dźwiga ciężar utrzymania całej rodziny. Żona Benedykta Korczyńskiego Emilia, to kobieta ustawicznie niezado­wolona z życia, której obce są troski i kłopoty związane z utrzymaniem majątku Korczyn, obciążonego przez rząd carski podatkami i kontrybuc­jami wojennymi. Jej życie toczy się w obrębie salonu, wypełnione czytaniem francuskich romansów, uskarżaniem się na „globusa” oraz na męża, żąda wypłaty procentów od wniesionego w posagu majątku na własne potrzeby. Benedykt postanawia jednak za wszelką cenę utrzymać rodzinny Korczyn, chociażby dlatego, że w korczyńskim lesie znajduje się zbiorowa mogiła powstańców, w której spoczywa także jego brat Andrzej.  Odmienne role pełnią w małżeństwie Bolesław i Maria Kirłowie. Cały ciężar utrzymania rodziny spoczywa właśnie na niej, zaś mąż Bolesław spędza czas w okolicznych salonach, losy dość licznej rodziny w ogóle go nie obchodzą. Dziwi nas obojętność pani Emilii, ale całkowity brak odpowiedzialności za losy rodziny ze strony pana Bolesława jest po prostu szokujący.  Nie mogą z pewnością potoczyć się pomyślnie dalsze losy małżeństwa Zygmunta i Klotyldy Korczyńskich. Zygmunt, syn poległego powstańca Andrzeja wychowywany był przez matkę, która marzyła o tym, aby syn wyrósł także na patriotę, a jako malarz upamiętnił kiedyś bohaterski czyn ojca. Niestety Zygmunt zawiódł wszystkie jej nadzieje. Powstańczy zryw określił, jako patriotyczne mrzonki, wyrósł na bezwzględnego egoistę i kosmopolitę. W młodości zainteresował się Justyną Orzelską, ale zgodnie z życzeniem matki ożenił się z bogatą arystokratką. Mało jednak interesował się żoną, natomiast Justynie zaproponował niedwuznaczną rolę kochanki. Biedna Klotylda przeżywała męki niepewności i zazdrości, chociaż Justyna z oburzeniem odrzuciła niedwuznaczną propozycję Zygmunta. Jednym z najbardziej popularnych literackich małżeństw jest Bogumił i Barbara, bohaterowie „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Autorka skupia uwagę na ukazaniu ich życia w kręgu rodzinnym, wśród zwykłych, podobnych do siebie dni, wypełnionych pracą i codziennymi troskami, najczęściej pozbawionego wydarzeń niezwykłych i zaskakujących. Barbara i Bogumił poznali się w Borku u państwa Ładów, dalekich krewnych Barbary. Bogumił zakochał się w Barbarze od pierwszego wejrzenia, gdy zadał sobie pytanie, kim jest ta panienka w sukni w kwiaty, wiedział wówczas, że zobaczył kobietę swego życia. Wyznał jej to później, mówiąc: „Gdyby nie ty (…) nigdy nie wróciłbym do normalnego życia, nigdy już nie pokochałbym nikogo.” Natomiast o decyzji Barbary w dużej mierze zadecydował fakt, że Bogumił był powstańcem, a więc człowiekiem godnym największego szacunku. Pierwsze lata małżeństwa Niechcicowie spędzili w Krępie, dość dużym majątku, którego Bogumił był administratorem. Pani Barbara większość czasu spędzała w domu, zajmując się z pełnym poświęceniem wujem Klemensem Kuckim, także powstańcem. Krępa wiąże się głównie z narodzeniem ich pierwszego syna Piotrusia, który stał się oczkiem w głowie obojga rodziców. Szczególnie matka pani Barbara poza synem nie widziała świata, poświęcała mu wszystkie swe uczucia, tak że zabrakło ich dla męża. W Krępie małżonkowie przeżyli też największą tragedię, gdyż Piotruś zmarł na zapalenie płuc. Barbara całe dnie spędzała na grobie syna, oddając się bez reszty wspomnieniom, zaś Bogumił stoczył najtrud­niejszą walkę z samym sobą, aby nie popełnić samobójstwa. Małżonkowie nie mogli dłużej tu zostać, nie mogli wiecznie żyć bolesnymi wspo­mnieniami o jedynym synu. Toteż gdy siostra Barbary Teresa Kociełłowa zawiadomiła ich, że jest możliwość administrowania dużym majątkiem w okolica Kalińca, wówczas Niechcicowie bez żalu opuścili Krępę i przenieśli się do Serbinowa. Tu mógł Bogumił w pełni realizować swoje zamiłowanie do pracy na roli. W Serbinowie przyszła na świat Agnieszka, nieco później Emilka i Tomaszek. Dni płynęły dość jednostajnie, Barbara ożywiała się, kiedy przyjeżdżała Teresa z dziećmi lub inni członkowie jej rodziny. Małżonków łączyła wspólna praca, troska o dobre wychowanie dzieci i zapewnienie im przyszłości. O życiu małżeństwa Niechciców można powiedzieć to, co dotyczyć może każdego, zwyczajnego małżeńst­wa, że bywają w nim „noce, bywają dni powszednie, ale czasem bywają też niedziele.” Duży wpływ na losy ich małżeństwa miało przeniesienie się pani Barbary z dorastającymi dziećmi do Kalińca, kupno Pamiętowa, rozstanie z Bogumiłem i śmierć męża. Pani Barbara przeżyła swe życie z jednym mężczyzną, chociaż pojawił się w nim oprócz Bogumiła najpierw Józef Toliboski, a potem młody nauczyciel z Krępy. Żadnego z nich nie kochała, chociaż całe życie wmawiała sobie, że uczuciem obdarzyła Toliboskiego. Był pierwszym, który ją zauważył i zaczął adorować, a także pierwszym, który ją zlekceważył. Pozostał na zawsze mitem młodzieńczej miłości i utraconego szczęścia. Ilektroć czuła żal do Bogumiła tylekroć myślą i marzeniem uciekała do Toliboskiego, zaś Bogumił wytrwale ją kochał, mimo iż była taka zimna i nieczuła. Często też rozmyślał:  „Tyle rzeczy było w tej Basi, które mogą uprzykrzyć człowie­kowi urodę najpiękniejszej kobiety. Tymczasem co na nią spojrzał, wszystko to wydawało mu się pomyłką. Prawdą była tylko ta twarz i te w niej zapowiedzi, które się nigdy nie spełniły. Nie wierzył ni słowom, ni uczynkom. Wierzył tej twarzy, tej gorzkiej urodzie.”  Jakże ociężały i pozbawiony wdzięku jest Bogumił w porównaniu z uwodzicielskim, pełnym czaru Toliboskim. Był jednak człowiekiem, któremu się wierzy, zarówno wtedy, gdy wyznaje swoją miłość pani Barbarze i gdy razem z nią rozpacza po stracie Piotrusia. Bogumił bardzo kochał Barbarę, chociaż zdawał sobie sprawę, że była to miłość nieodwza­jemniona. Jak zwykle w życiu tak i w tym wypadku próbował pocieszyć się, spojrzeć optymistycznie na ich związek, mówiąc:  „Czyż można przestać kochać niebo i ziemię za to, że deszcz i niepogoda?”  O małżeństwie Niechciców nie można powiedzieć, że było całkowicie nieudane, chociaż oboje małżonkowie reprezentowali całkowicie odmien­ne postawy wobec życia. Bogumił Niechcic reprezentuje postawę współ­brzmiącą z życiem, główną cechą jego osobowości jest afirmacja życia, umiejętność cieszenia się nim w każdym momencie, a także wielka życzliwość do ludzi, budząca zaufanie: „Patrząc na jego twarz spoglądało się niby w czysty, prze­stronny dziedziniec, wiodący do bezpiecznego domu”. Życie nie szczędziło mu ani pokus, ani trudnych doświadczeń, ani chwil zniechęcenia. Nigdy jednak nie załamywał się, doświadczając złego losu, opanowywał sytuację i pokonywał trudności. Pani Barbara jest postacią bardziej skomplikowaną psychicznie, gdyż reprezentuje postawę nie harmonizującą z życiem. Jest to „niezgoda na życie” będąca wynikiem niezaspokojonych aspiracji, niewygasłych na­dziei i zawiedzionej miłości. Charakterystyczny jest jej lęk przed uczest­nictwem w życiu, nieufność do ludzi, ciągłe przeżywanie na nowo porażek i nieszczęść, rodzące „wieczny niepokój”. Na zakończenie rozważań należy zastanowić się jakie było małżeństwo Ziembiewiczów. Miało szansę być udanym, gdyby nie całkowity brak odpowiedzialności Zenona Ziembiewicza, bohatera powieści „Granica” Zofii Nałkowskiej. Jest on synem Waleriana Ziembiewicza, rządcy mająt­ku hrabiego Tczewskiego w Boleborzy. Zenon jeszcze w czasie pobytu w gimnazjum poznaje swoją przyszłą żonę Elżbietę Biecką, której poma­gał w nauce matematyki. Elżbietą opiekowała się ciotka Cecylia Kolicho­wska, gdyż jej matka prowadziła życie światowej damy. Wówczas Elżbieta nie odwzajemniała jeszcze uczuć Zenona, gdyż zainteresowana była przystojnym rotmistrzem Awaczewiczem, którego spotkała u swej nauczycielki języka francuskiego.  Natomiast Zenon w czasie ostatniego wakacyjnego pobytu w Boleborzy nawiązuje romans z młodziutką córką kucharki Justyną Bogutówną. Jest to w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż Zenon potępiał liczne i tolerowane przez matkę romanse ojca z młodymi służącymi, tymczasem sam bardzo szybko wszedł w boleborzański schemat. Po ukończeniu studiów w Paryżu Zenon zostaje redaktorem „Niwy”. Rozpoczyna wówczas starania o rękę Elżbiety, co nie przeszkadza mu w kontynuowaniu romansu ze spotkaną przypadkowo na ulicy Justyną, którą Zenon wielokrotnie zaprasza do hotelowego pokoju. Jednocześnie oświadcza się Elżbiecie i zostaje przyję­ty, chociaż narzeczona próbuje zerwać zaręczyny, dowiedziawszy się o istnieniu Justyny i jej ciąży, wyjeżdżając do matki do Warszawy. Uczucia jednak są tym razem silniejsze od rozsądku i poczucia moralno­ści, toteż Zenon uzyskuje przebaczenie Elżbiety. Justyna zaś wyznając ukochanemu, że jest w ciąży dowiaduje się w końcu, że nigdy nic jej nie obiecywał i że od dawna związany jest z Elżbietą Biecką. Zrozpaczona Justyna decyduje się na przerwanie ciąży, po czym nigdy już nie powraca do równowagi psychicznej. Przeciwnie jej depresja wciąż się pogłębia. Zenon mógłby bez przeszkód cieszyć się miłością swej żony i małym synkiem Walerianem, gdyby nie Justyna, która dla Ziembiewiczów staje się bardzo sekretnym ciężarem, żąda znalezienia jakiegoś miejsca pracy, które niemal natychmiast porzuca.  Kiedy próbuje popełnić samobójstwo Zenon zapewnia jej opiekę lekarską, lecz zawiedziona kochanka wdziera się do gabinetu prezydenta Ziem­biewicza i oblewa jego twarz żrącym kwasem. Oślepiony i skompromito­wany Zenon popełnia samobójstwo.  Został ukarany za to, że własne szczęście chciał budować na krzywdzie drugiego człowieka. Bez skrupułów przekraczał wszelkie granice od­powiedzialności moralnej. Swym postępowaniem głęboko zranił zarówno Justynę jak i Elżbietę. Uważał przy tym, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Nic przecież nie obiecywał Justynie, potem zaś nigdy nie odmówił jej pomocy, Elżbiecie też w końcu powiedział o istnieniu Justyny. Chociaż obiecał jej, że natychmiast zakończy ten romans, nadal spotykał się z Justyną, gdyż była taka samotna i nieszczęśliwa po śmierci swej matki. Granicę odpowiedzialności moralnej przekroczył w pewnym niedostrze­galnym momencie, a jej istnienie uświadomiła mu dopiero żona Elżbieta, kiedy już oboje nie mogli zapanować nad piętrzącymi się trudnościami, mówiąc: „Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.”  Tragiczna historia małżeństwa Ziembiewiczów uświadamia nam, że nie można budować własnego szczęścia na cudzej krzywdzie, tak jak to pragnął uczynić Zenon.  Opierając się na przytoczonych przykładach można zaryzykować stwie­rdzenie, że literackie małżeństwa dość rzadko bywają szczęśliwe. Wy­gląda na to, że fabuła staje się bardziej ciekawa, jeśli przed bohaterami piętrzą się różnorodne przeszkody i kłopoty. Jeśli perypetie te zostają pokonane wówczas losy bohaterów te szare, codzienne, zwyczajne prze­stają być obiektem zainteresowania literatury. Jednak sam temat jest niezwykle częstym motywem literackim, gdyż małżeństwo jest niewątp­liwie najważniejszym wydarzeniem w ludzkim życiu, a rodzina to najważ­niejsza, choć najmniejsza komórka społeczna.

Chłop i wieś w znanych utworach XIX i początku XX wieku


Na przełomie XIX i XX wieku w Polsce panowało głębokie niezadowolenie z istniejących stosunków społeczno-politycznych i kulturalnych, które przenikało wszystkie dziedziny życia.

Niektórzy poeci i pisarze skupiali swoje zainteresowania na osobistych przeżyciach, nastrojach oraz problemach moralnych. Inni, mimo bronienia swojej niezależności artystycznej, angażowali się w dążenia społeczeństwa, wyrażali uczucia patriotyczne i protestowali przeciw niesprawiedliwości społecznej. Pisarze ci przedstawiali wstrząsający, naturalistyczny obraz życia chłopów na wsi, ujawniając przerażającą prawdę, że przeludniona wieś żyła w warunkach graniczących ze skrajną nędzą. Chłopi byli traktowani jak zwierzęta, a głodni i wyczerpani pracowali do upadłego.

Literatura polska okresu pozytywizmu była przesiąknięta głębokim współczuciem dla cierpiących i wyzyskiwanych. W utworach Orzeszkowej, Konopnickiej, Prusa i Sienkiewicza pojawiali się bohaterowie z najniższych warstw społecznych, a autorzy mieli głęboką wiedzę o psychice ludzkiej. E. Orzeszkowa ujawniła nędzę i poniżenie człowieka w ustroju kapitalistycznym, protestując przeciwko krzywdzie ludzkiej. W swoich utworach ukazywała nędzę, zacofanie gospodarcze i kulturalne polskiej wsi, opowiadając się przede wszystkim za uwłaszczeniem chłopów i zwalczając przesądy klasowe.

Maria Konopnicka była drugą powieściopisarką, która stała się bojowniczką o prawa dla ludzi pokrzywdzonych przez ustrój kapitalistyczny. Konopnicka darzyła największą sympatią lud i domagała się dla chłopów ziemi oraz oświaty, nie popierając rewolucji, ale głosząc solidaryzm społeczny. W swoich wierszach ukazywała tragedię dziecka wiejskiego w utworze „Jaś nie doczekał”, dowodząc, że kiedyś na świecie istniała równość społeczna, bez panów i poddanych. Konopnicka uważała, że głównym źródłem występków bywa nędza i brak oświaty. W swoim utworze „Wolny najmita” z sarkazmem stwierdzała, że wolność osobista chłopów przy panującej dalej niewoli gospodarczej sprowadzała się do wolności umierania z głodu. Przedstawiała wstrząsający obraz nędzy proletariatu z Powiśla, uważając, że wyzysk pojawił się wraz z ustrojem feudalnym.

Bolesław Prus również krytykował zróżnicowanie społeczne w swoich utworach i zwalczał pozostałości feudalizmu oraz przesądy stanowe. Pisarz przedstawiał ciężką dolę dzieci chłopskich i ludzi dorosłych z plebsu. W swojej powieści „Lalka”, uznawanej za najpiękniejszą powieść realizmu krytycznego okresu pozytywizmu, Prus ukazywał biedotę warszawską skazaną na wieczną wegetację na Powiślu – najuboższej dzielnicy Warszawy. Prus stawał w obronie chłopów, rolników i nawoływał do solidaryzmu społecznego, popierając wprowadzenie mechanizacji oraz oświaty do najniższych warstw społeczeństwa. Był głęboko wstrząśnięty brakiem wspólnego języka chłopów i inteligencji.

Henryk Sienkiewicz był czwartym pisarzem pozytywizmu, który był wrażliwy na los najniższych warstw społecznych – proletariatu. Stawał w obronie pokrzywdzonych chłopów i ostro krytykował pozostałości feudalizmu, podobnie jak jego poprzednicy. W noweli „Szkice węglem” przedstawiał nam obraz wsi pouwłaszczeniowej, ukazując ciemnotę i zacofanie panujące na wsi, które w pełni wykorzystywane były przez polską szlachtę. Sienkiewicz krytykował ludzi, którzy obojętnie patrzyli na wyzysk chłopa i był wstrząśnięty brakiem zrozumienia w społeczeństwie. Przejawiał swój głęboki patriotyzm i zgodny z ideologią pozytywistyczną kult hasła „pracy u podstaw”, domagając się od szlachty i duchowieństwa interwencji w sprawy własnej wsi.

Sienkiewicz napiętnował ciemnotę panującą po wsiach w noweli „Janko Muzykant”, przedstawiając w niej wrażliwe, muzykalne dziecko chłopskie, które zginęło w zaniedbanej, nędznej wiosce polskiej. Talent Janusza mógłby wyrosnąć w wielkiego artystę, ale został zmarnowany z powodu braku warunków.

W literaturze polskiej nastąpił odwrót od realizmu i pozytywizmu, a rozpoczął się nowy okres zwany Młodą Polską. W tym okresie pojawili się również pisarze, którzy ukazywali w swych utworach nędzę i wyzysk polskiego chłopa.

Jan Kasprowicz był poetą, który protestował przeciwko wszelkim formom wyzysku. Był on człowiekiem postępowym, zainteresowanym rzeczywistością i problematyką społeczną. Jego utwory, takie jak „Z chłopskiego zagonu” i „Z chałupy”, świadczą o tym.

W cyklu sonetów „Z chałupy” Kasprowicz przedstawił realistyczny obraz życia biednej wsi kujawskiej, ukazując rozwarstwienie klasowe wśród chłopów, ich wyzysk przez kułaków i księży, nędzę, ciemnotę i przesądy klasowe oraz trudną drogę dzieci wiejskich do oświaty. Kasprowicz, który sam wyszedł z ludu, w swojej poezji przedstawia pełny, realistyczny i zwarty obraz życia wsi, oparty na faktach o wielkiej sile oskarżycielskiej. Staje się poetyckim kronikarzem życia wiejskiego, wybierając te elementy, które są protestem przeciwko panującym stosunkom.

Jego poezja przedstawia wstrząsający obraz życia chłopa, jego nędzę i wyzysk. Kasprowicz był poetą, który interesował się problematyką społeczną i wykorzystywał swoją sztukę, aby wyrażać sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości.

„Płot się wali, piołun na podwórkach…”

Jego wiersze wstrząsają czytelnikiem i wzbudzają w nim współczucie.

„Dzbanek i garnki z żelaza

W połowie sadzą pokryte

Na ziemi woda we wiadrze

O zardzewiałych poręczach…”

Stanisław Wyspiański był drugim człowiekiem, który wypowiedział się na temat chłopa. W swoim dramacie „Wesele” poeta przez usta Gospodarza osądził chłopów i wyróżnił ich jako najstarszą, najsilniejszą i najważniejszą warstwę w narodzie polskim. Poeta opisał ich powagę, przywiązanie do ziemi ojczystej i tradycji oraz wielką religijność. Wyspiański stwierdził, że chłop jest gotowy do walki i nie chce być bierny, lecz czynnie brać udział w życiu politycznym.

W dramacie poeta dzieli chłopów na młodych, których oskarża o zmaterializowanie i brak patriotyzmu oraz na chłopów starych, którzy pragną za pomocą walki odzyskać niepodległość. Wyspiański udowodnił, że nie mogło dojść do sojuszu pomiędzy dwoma warstwami społecznymi – inteligencją i chłopami. Chłopi garnęli się do inteligencji i pragnęli, aby im przewodziła, ale wyczuwali, że panowie traktowali ich z góry, jak ubogich krewnych. Między inteligencją a chłopstwem panowała wielka przepaść, która uniemożliwiała porozumienie i współpracę w walce o wolność.

„Wyście sobie, a my sobie”

Dodatkowo warto zaznaczyć, że powieść „Chłopi” przyniosła Reymontowi Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w 1924 roku. Uważa się ją za jedno z najważniejszych dzieł polskiej literatury, a także za jedno z najważniejszych dzieł literatury światowej dotyczących życia na wsi i problemów społecznych związanych z tym środowiskiem. Powieść przyczyniła się do zwrócenia uwagi na sytuację chłopów i ich wyzysk, a także do podniesienia ich rangi jako ważnej i szanowanej warstwy społecznej.

Żeromski w swoich utworach podejmował także temat walki chłopów o ziemię, a w szczególności temat przemian, jakie zachodziły w polskiej wsi pod wpływem rosnącej industrializacji. W powieści „Przedwiośnie” opisał on losy młodego chłopa, Antka Srebrnego, który po powrocie z emigracji do swojej wsi zaczyna działać na rzecz przeciwdziałania wyzyskowi i niesprawiedliwości społecznej. Antek zakłada koło robotnicze i stara się organizować chłopów przeciwko zaborcom, którzy chcą im odebrać ziemię. Ostatecznie ginie z rąk carskich żołnierzy, ale jego działalność przyczynia się do podniesienia świadomości społecznej i zwrócenia uwagi na problemy chłopów i robotników.

W swojej twórczości Żeromski podejmował również temat walki o niepodległość Polski oraz rolę inteligencji w walce o sprawiedliwość społeczną. W powieści „Ludzie bezdomni” opisuje on losy młodego chłopaka, który wraz z matką przemierza Polskę w poszukiwaniu pracy i schronienia. Autor ukazuje trudną sytuację bezdomnych i wykluczonych społecznie, którzy nie mają szans na poprawę swojego losu bez pomocy inteligencji. Żeromski stawia pytania o rolę literatury i sztuki w walce o sprawiedliwość i wolność, oraz o odpowiedzialność artysty wobec swojego narodu i jego problemów.

Dzięki literaturze polskiej XIX i początku XX wieku mamy dziś wgląd w realia życia społecznego tamtych czasów, poznamy historie ludzi, którzy zmieniali rzeczywistość w swoim kraju i protestowali przeciwko niesprawiedliwości społecznej. Wielu pisarzy podejmowało temat walki o lepsze życie dla chłopów, robotników i biedoty wiejskiej. W swoich dziełach ukazywali oni okrucieństwo wyzysku, biedę i nędzę ludzi żyjących w niehumanitarnych warunkach. Literatura ta pomogła zwiększyć świadomość społeczną i uświadomić ludziom, że mają prawo do lepszego życia i wolności. Dzięki pisarzom takim jak Kasprowicz, Wyspiański, Reymont i Żeromski, którzy wykorzystywali swoje talenty i niesłabnący zapał do walki z krzywdą społeczną, dzisiaj możemy lepiej zrozumieć historię Polski i drogę, jaką przeszliśmy, by osiągnąć to, co mamy dziś.

Motyw Arkadii i szczęścia domu rodzinnego


zgrabnie napisane wypracowanie z języka polskiego

Arkadia była krainą pierwotnie dosyć ubogą, położoną w Grecji. To literatura nadała jej wymiar krainy wiecznej szczęśliwości. W antyku Teokryt w sielankach, Wergiliusz w „Bukolikach” pokazywał przyrodę piękną, bajecznie kolorową a w niej człowieka – kobietę i mężczyznę, których łączyło uczucie miłości. Stanowili oni zaczątek rodziny. Biblijni pierwsi rodzice Adam i Ewa umiejscowieni zostali przez Boga również w miejscu szczęścia wiecznego Edenie. To także Arkadia, która miała przynieść im dobre życie pod opieką wszechmogącego Boga, który nie przewidział faktu, że Ewa zapragnie zerwać jabłko zakazanego drzewa. Szatan, który skusił oboje spowodował ich nieszczęście i wygnanie z raju. Ci pierwsi ludzie żyli na ziemi doznając kłopotów i tworząc rodzinę.

Mit arkadyjski wielokrotnie przywoływany jest w literaturze, która tworzy miejsca odosobnienia ojczyźnianego, domu rodzinnego – może nim być rodzina lub też wytęskniona ojczyzna. W okresie romantyzmu A.Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” stworzył taką krainę arkadyjską, nazwał ją Soplicowo. Był to dom rodzinny rodu Sopliców a także kraj lat dziecinnych poetów wysublimowanych przez niego na paryskiej obczyźnie w zwaśnionym świecie emigracyjnym. To miejsce jawi się nam jako świątynia Polskości, rodzina w której prawo najstarszego wiekiem i rodem członka jest rzeczą świętą. Miejscowość ta wyizolowana jest od świta, leży w dalekiej krainie Litewskiej, wśród malowniczego krajobrazu przez poetę „słowem malowany”. Na kartach epopei idziemy przez barwne pole, tajemnicze i bajecznie puszcze. Jesteśmy świadkami opisów ponad 25 wschodów i zachodów słońca. Argumenty, które przedstawiłem dowodzą, że arkadyjskie Soplicowo jest miejscem odosobnienia do którego docierają tylko echa wielkich wydarzeń politycznych. Sędzia Soplica to ojciec niemalże chociaż nieprawdziwy serdecznie dbający o patriotyczne wychowanie Tadeusza i dobrą opiekę nad Zosią córką Ewy Stolnikowej. W tym kraju wiecznej szczęśliwości tradycja jest najwyższą racją rodziny zaś pamiątki narodowe są motywem przewodnim do działań współczesnych. Sędzia jest tradycjonalistą szlacheckim, który dba o polski obyczaj zarówno w stroju jak i zachowaniu. Codzienny rytm życia Soplicowa jest może monotonny ale przybliża obraz spokoju, miłości, szczęścia rodzinnego. Posiłki, grzybobranie, polowania, spacery stwarzają ład i porządek tego ojczystego domu w którym każdy ma swoje miejsce i czuje się bezpiecznie. Oddziaływanie Mickiewiczowskiego dworku ma wielki wpływ na polską literaturę.

W okresie pozytywizmu dom rodzinny prezentuje E.Orzeszkowa w „Nad Niemnem”. To Korczyn a w nim dawny powstaniec Benedykt Korczyński pełen żalu do współczesności, w której musi żyć. Przegrana powstania styczniowego zmieniło jego stosunek do Bohatyrowiczów z którymi walczył ramię w ramię. Mogiła to symbol konsolidacji społecznej między szlachtą a chłopami. Szczęście rodzinne Korczyna jest zakłócone ponieważ przyszło im żyć w niewoli narodowej. Wielkie kontrybucje, spłata długów to problemy z jakimi boryka się Benedykt. Nie ma oparcia w żonie, która jest sentymentalistką i nie interesują ja sprawy majątkowe męża. Tym trudniejsza jest sytuacja, że skłócony jest z synem Witoldem. Oparcie znajduje w siostrze Marcie Korczyńskiej. Korczyn jest rodziną, ponieważ utrzymuje Polskość. Główny bohater nie sprzedaje majątku chociaż jest mu trudno. Orzeszkowa prowadzi nas przez Nadniemeńskie pola pokazując tradycję i obyczaj i szczęście arkadyjskie płynące z wytężonej pracy, która stanowi kryterium oceny poszczególnych bohaterów. Finalna część powieści przywraca ład w rodzinie ponieważ następuje pogodzenie ojca z synem. Udowadnia to, że rodzina jest zawsze ostoją, że w niej człowiek odnajduje potwierdzenie własnej wartości.

Lata 1918 to czasy wolnej ojczyzny, to wówczas Żeromski pisze powieść „Przedwiośnie” a w niej zawiera polską Arkadię i rodzinę Wielosławskich. To Nawłoć, która przypomina nam Mickiewiczowskie Soplicowo – piękne krajobrazy, tradycję szlachecką, obyczaj: posiłkowanie, rozmowy towarzyskie, bale, romanse – to codzienne sprawy dziejące się w Nawłockiej Arkadii. Żeromski jest zaniepokojony, że szlachta polska nie zmieniła się od czasu romantyzmu:

„Ojczyzna moja wolna, wolna więc zrzucam z ramion płaszcz Konrada”

Etos romantyczny dobry był na czas niewoli narodowej, ale gdy ojczyzna odzyskała niepodległość po 123 latach to czas najwyższy by chłopi mogli godnie egzystować jak ich pan z Nawłoci. Rodzina Wielosławskich obserwowana z boku na pewno natchnie nas tęsknotą do spokoju, sielankowości, ale równocześnie wzbudzi naszą niechęć wynikającą z obojętności Wielosławskich na chłopską nędzę.

Księgą domu polskiego są „Noce i dnie” M.Dąbrowskiej. Bogumił i Barbara Niechcicowie to ludzie, którzy stworzyli rodzinę w której nie zawsze istniała pełnia miłości, ale przywiązywali ogromną wagę do tego że rodzina z jej ciepłem, troską o dzieci jest rzeczą najważniejszą. Miejsce arkadii w tej powieści to Serbinów wybudowany od zera przez Bogumiła, który umiłował ziemię i pracował na niej nie dla pieniędzy ale z miłości do niej. Był wspaniałym ojcem, kochającym, troskliwym. Ten dawny powstaniec kocha polską ziemię i cały trud codzienny wkłada w nią chociaż nie jest ona jego własnością. Widzimy go przechadzającego się po kolorowych arkadyjskich miejscach, okolicach Serbinowa wraz z Barbarą. To bohaterka ogromnie skomplikowana, żyjąca przeszłością u której mit miłości do dawnego narzeczonego Tolibowskiego ciągle egzystuje. Jej sny o białych nenufarach, pięknym mężczyźnie, wysublimowanym uczuciu przeszkadzają jej w codziennym życiu, ale i mobilizują do zwiększonej troski o codzienne, szare potrzeby.  To ona maca kury, uprawia ogród i to stanowi elementy arkadyjskie Serbinowa. To ona rozpacza po śmierci Piotrusia, a także kocha bezkrytyczną miłością Tomaszka – złodzieja, krętacza, kłamcę. Rodzina to kłopoty, troski, które rozwiązywane są przy pomocy miłości, dobra, życzliwości.

Współczesną rodzinę jakże inną od poprzednich zaprezentował Mrożek w „Tangu”. Jest ona w opozycji do poprzednich obrazów. Wyzbyta jest mitu arkadyjskiego. Babcia w długiej sukni, trampkach, kaszkietówce nie przynosi spokoju, ukojenia. Mrożek jest przekonany, że nie ma możliwości we współczesnej rodzinie stworzenia szczęścia. Brutalność, chamstwo to cechy nowoczesności.

W pracy swojej usiłowałem zaprezentować mit arkadyjski, który daje podstawy do szczęśliwej rodziny. Bardzo pragnę by te wspaniałe wzorce o których pisałem zaistniały kiedyś w moim życiu dorosłym. Te akcenty są w moim domu rodzinnym w którym troska, życzliwość, zrozumienie pozwalają na godne dorastanie i kształtują życzliwy stosunek do innych ludzi. Człowiek nie może żyć bez miłości, która jest podstawą szczęśliwego domu rodzinnego. Święty Paweł w I Liście do Koryntian mówi: „Choćbym posiadł całą wiedzę i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”.