Archiwum kategorii: wypracowania

wypracowania szkolne

Jesteśmy poetami dnia dzisiejszego…”. Skamandryckie obrazy poetyckie jako nowa formuła sztuki słowa


Grupa poetycka Skamander wywodzi się z grypy pikadorskiej – organizatorzy słynnych imprez „Pod Pikadorem”, będących satyrą antymieszczańską, głosili przez kilka miesięcy wyrywanie spleśniałych wartości, „sztukę na sprzedaż” i odejście od poetyckiej chwały po jej rozwiązanie, ogłosiła grupa o nazwie Skamander. W skład grupy weszli następujący poeci: Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jan Lechoń, Jarosław Iwaniekiewicz, Kazimierz Wierzyński. Nazwa grypy pochodzi od mitologicznego źródła zwanego Skamander, a poeci zaczerpnęli ją wprost z Akropolis Stanisława Wyspiańskiego: „Skamander lśni, lśniąc na fali wiślanej” – i tak nazywali miesięcznik poetycki. „Skamander” – pismo stało się trybunem Skamander – grupy poetów.

Główne postulaty grupy to:

  • ogłoszenie programu bez programu. Poeci Skamander nie chcą określać wspólnego programu. Dzielą się przyjaźnią i ogólnymi poglądami na poezję, posługują się różnymi technikami twórczymi,
  • prawo do wolności twórczej, ich poezja miała być spontaniczna, niechęć do patosu i kultu talentu,
  • niech poeta będzie rzemieślnikiem i uczciwym pracownikiem, a nie „nadludzką istotą”,
  • cały „program” tej poezji – to „młodość” jako temat i siła twórcza.

Młodzi poeci chcieli położyć kres wątkom patriotycznym, narodowym i wyzwoleńczym w poezji. Nigdy więcej męczeństwa i „wiecznych dusz”. Słynne wypowiedzi w tej sprawie to wiersze Antoniego Słonimskiego „Czarna wiosna”: Moja ojczyzna jest wolna, wolna… Zrzucam więc płaszcz „Herostrats” Konrada i Jana Lechonia: I niech wiosna na wiosnę, nie Polska

Poezja powinna być teraz radosna.

Według poetów poezja powinna być radosna, głosić młodość, miłość i wiosnę, uszlachetniać codzienne i proste ludzkie życie, naturalne ludzkie potrzeby, podkreślać realia i relacje z wielkim miastem. Dla ludzi poezja powinna być łatwa do zrozumienia, zabawna, pozbawiona pomysłów i bez programu nauczania.
Te założenia zostały przedstawione w wierszu Kazimierza Wierzyńskiego „Szalony manifest” – groteska podkreślająca wyzwolenie, nowa sztuka powinna być rozrywką, mieć umiarkowany stosunek do tradycji, być poezją dostosowaną do chwili. Poeta powinien być uczestnikiem życia, należeć do tłumu. Tematyka poezji: codzienność, naturalne potrzeby człowieka, obrazy natury, często odwiedzane miejsca, biologia i witalizm, miasto i jego realia.

Poeci Skamandera udowodnili, że tematem poezji może być wszystko, nawet codzienność:

  • Julian Tuwim „Do krytyków” – poetę do napisania wiersza sprowokowała przejażdżka tramwajem, sytuacja związana z życiem w wielkim mieście, poeta jest sobą, jedną z osób w tramwaju, charakteryzuje się radość życia, indywidualizm, upojony wiosną.
  • Julian Tuwim „Rany Julki” – żartobliwy sposób ukazania motywu tułaczki, wolności, wolności, beztroskiego i radosnego życia.
  • Kazimierz Wierzyński „Laur Olimpijski” – tom wierszy poświęconych sportowi.

W swoich utworach poeci okresu międzywojennego podejmowali także wątki uniwersalne:

  • Julian Tuwim „Przy Okrągłym Stole” – romantyczny, liryczny utwór o uczuciu miłości, niesie w sobie atmosferę tęsknoty i nostalgii.
  • Kazimierz Wierzyński „Zieleń w mojej głowie” – typowa interpretacja pojęcia młodości jako programu poetyckiego.
  • Jan Lechoń „Srebro i Czerń” – problemy życia i śmierci, wartości uniwersalne i motywy tabloidowe w poezji.

Często Skamandryci portretowali także codzienne życie mieszczan, które ich zdaniem było przedmiotem druzgocącej krytyki:

  • Julian Tuwim „Et arceo” – nuda i groza życia mieszczan.
  • Julian Tuwim „Mieszkańcy” – negatywny wizerunek mieszkańców, nuda, szarość, drobnomieszczaństwo, brak inicjatywy i twórczej myśli.

Skamandrytom nie udało się uciec od tematów politycznych:
– Julian Tuwim „Rewizja” – ukazanie prawdziwego oblicza władzy, konfliktu na tle przekonań politycznych.

  • Julian Tuwim „Pogrzeb prezydenta Narutowicza” – żarliwy protest przeciwko zbrodniom sprawców zamachu na pierwszego prezydenta Polski.
  • Julian Tuwim „Prosty człowiek” – demaskujący działania władz, absurdy życia politycznego, żarliwy protest przeciwko wojnie, która jest tragedią wielu ludzi, którzy w dobrej wierze walczą o interesy władz.
  • Julian Tuwim „Prośba o pieśń” – wiersz miał obudzić sumienie władz, bunt szarego obywatela, który ślepo mu ufa.

Można więc z całą pewnością stwierdzić, że Skamandryci byli „dzisiejszymi” poetami. Ich praca obejmowała aktualne tematy, różne sfery ludzkiego życia, zainteresowań i egzystencji.

Symbolizm i naturalizm „Chłopów” Władysława Reymonta


W powieści „Chłopi” Władysław Reymont w niezwykle realistyczny sposób przedstawia polską wieś i jej zróżnicowaną strukturę społeczną. Jednak zarówno bogaci, jak i biedni chłopi rządzą się tymi samymi prawami naturalnymi, konwencjami i tradycjami. Ich życie naznaczone jest świętami kościelnymi i przyrodą, która jest nieodzowną częścią ich życia. To dzięki kolejności pór roku, w której wirują wydarzenia ludzkiej egzystencji, cztery pory roku tworzą krąg, w którym zamyka się cały chłopski świat.

Powieść zaczyna się jesienią – niezwykle smutnym i przygnębiającym sezonem, ale jest to również pora zasiewu wiosennych narodzin. Natura każdego roku przypomina człowiekowi o śmierci i umiera tylko na chwilę. Jednak główną wartością w życiu chłopów jest ziemia. Według niej sytuacja materialna mieszkańców jest zdeterminowana, bo od tego, jak żyją, jak się ubierają, jak świętują, zależy ilość ziemi, inwentarza i hodowli. Posiadanie ziemi determinuje materialną i osobistą niezależność od innych oraz swobodę działania.

Co więcej, o powadze, poczuciu ważności i najważniejszej rzeczy o miejscu w hierarchii społecznej wsi, wejściu w krąg wiejskiej elity społecznej, o miejscu w kościele. Dlatego gdy sąd naruszy majątek chłopski, zaczyna się zaciekły spór. Chłopi gotowi są oddać życie za ziemię, bo dla niej żyją i umierają, zakładają rodziny i prowadzą wielopokoleniowe spory. Nawet relacje rodzinne i wszelkie ludzkie uczucia są podporządkowane własności ziemi. Nawet ubodzy wierzą, że porządek życia na wsi opiera się przede wszystkim na trwałym posiadaniu, nienaruszalnym i zgodnym z wolą Bożą. Dlatego Jagna, która jest niezwykle wrażliwą, kochającą i piękną dziewczyną, tak odmienną od środowiska, w którym żyje, pada jej ofiarą, łamiąc normy moralne tłumu. Jest zupełnie inna iw żaden sposób nie ma cech rodzinnej wieśniaczki.

Przywiązanie do ziemi i tradycji to typowe cechy chłopów – obce Jagnie. Dla niej sama ziemia nie ma wartości. Ceni ją tylko dlatego, że nie przynosi jej to żadnych korzyści materialnych, ale oddanie za nią życia byłoby sprzeczne z jej marzycielską i nierzeczywistą naturą. Jagna zachwyca pięknymi koralikami, wspaniałą muzyką i różnorodnymi dekoracjami. Jest typową marzycielką. Nie jest zmuszona do życia w klastrze i nie potrafi dostosować się do ogólnych norm. Wiadomo jednak, że w grupie żyjesz bez grupy i umierasz.
• realizm (realistyczny obraz stosunków społeczno-gospodarczych na wsi, szczegóły życia na wsi).
• naturalizm (zależność ludzi od zmian w naturze, miłość jako instynkt, opisy – śmierć Kuby)
• symbolika (śmierć Boryny, Jagny, ogień).

Mit i rzeczywistość w Przedwiośniu Stefana Żeromskiego


Stefan Żeromski był rozgoryczony sytuacją w Polsce po odzyskaniu niepodległości. Jego sny były zupełnie inne. Będąc przeciwnikiem rewolucji, która, jego zdaniem, do realizacji swoich celów posługuje się zbyt brutalnymi metodami, starał się znaleźć inne drogi do lepszej przyszłości Polski.

Żeromski uważał, że jednym z nich jest szybki rozwój techniki, który umożliwi rozwój przemysłowy kraju, stworzenie nowych miejsc pracy i radykalną poprawę sytuacji proletariatu. Pisarz zawarł ten pomysł w swojej powieści „Przedwiośnie”, która była realistycznym obrazem ówczesnej Polski. Rozwój technologii ma reprezentować mit „Szklanych Domów”. Cezary nie wierzy zbytnio w historię swojego ojca i wyraża ją z lekką ironią. Oświadczył, że był tuż za granicą, gdy zamiast schludnego osiedla „szklanych domów” zobaczył biedne, upadłe przygraniczne miasteczko, które nie przypominało miast z opowieści jego ojca.

Cezary ma podobną sytuację w całej Polsce. W Nawłoci i okolicach ziemiaństwo jako państwo zamożne cieszy się całym swoim majątkiem, czerpiąc dochody z rozległych gruntów ornych, na których prawie za darmo pracowali biedni chłopi. A w Chłodku, jednym z domów w Nawłocku, oczami Cezarego widzimy poruszające obrazy biedy, głodu i biedoty. Szczególnie drastyczny jest obraz starej kobiety leżącej na snopie i czekającej na śmierć. Ta stara kobieta świadomie odchodzi od życia, aby nie być ciężarem dla swoich bliskich. Proletariat, Żydzi, bezrobotni i biedni robotnicy mieszkają w pomieszczeniach, które nie spełniają nawet podstawowych zasad higieny. Ich życie to roślina oscylująca między głodem a chorobą.

O dramatycznej sytuacji najbiedniejszych dowiadujemy się z fragmentów opisujących spotkania komunistów. W trakcie raportu lekarze otrzymują przerażające dane statystyczne, które świadczą o wysokiej śmiertelności, głodzie i niskim poziomie kulturowym proletariatu. Jednocześnie ukazana jest rola policji jako aparatu przemocy bezpośredniej i działającej na rzecz tych, którzy mają dużo pieniędzy. W ostatniej scenie widzimy Cezarego w demonstracyjnej procesji, z której można wywnioskować, że postanowił jechać szybko, ale zakrwawiony. Zdaniem Cezarego Baryki, a więc i Żeromskiego, Polska powinna odrodzić się jako niepodległe państwo. Burżuazja powinna ustąpić robotnikom, ale nie ustąpiła, a mit o szklanych domach pozostał tylko niespełnionym marzeniem, obrazem starego patrioty.

Omów koncepcje tragizmu i ich wyraz dramaturgiczny w teatrze antycznym, szekspirowskim i romantycznym


Tragizm, tak jak komizm czy groteska jest kategorią estetyczną, określa rodzaj dzieła. Polega na umiejscowieniu bohaterów w sytuacji konfliktu tragicznego, w starciu dwóch równorzędnych racji. Wybór którejkolwiek z nich przynosi klęskę, a nawet śmierć.

Tragizm w teatrze jest chyba jego jedną z najbardziej nieodłącznych cech od czasów jego powstania. Już w antyku towarzyszył większości dramatów, dodając im głębię i zmuszając widzów do refleksji. Właśnie tragizm powodował silne wrażenie wśród widzów, które miało prowadzić do oczyszczenia ze złych emocji poprzez przeżycie uczucia trwogi i litości dla bohatera tragedii, przypominającego każdemu siebie samego. To wrażenie nazywano KATHARSIS – co oznacza właśnie: oczyszczenie.

W teatrze antycznym tragizm bohatera wiąże się nieodłącznie z tym, iż jego los jest zdeterminowany przez niewidzialny świat bogów – fatum, czyli swoistego rodzaju przeznaczenie. Wobec takiej sytuacji człowiek nie może decydować o swoim życiu – wszystko jest już z góry przewidziane i zaplanowane. Tragizm charakteryzuje się również tym, iż spośród dwóch dróg wyboru, przed którymi stoi bohater, żadna z nich nie może przynieść sukcesu – u krańca każdej z nich czeka na niego porażka.

Najbardziej znanym dramatem pochodzącym z czasów antyku jest “Antygona” Sofoklesa. Jego akcja w pełni obrazuje koncepcję umiejscowienia bohatera w świecie i tragizm jego losów. Tytułowa bohaterka, Antygona, staje przed tragicznym wyborem: z jednej strony powinna wypełnić prawo boskie, które nakazuje jej pochować zwłoki swojego nieszczęśliwie zmarłego brata, z drugiej strony – król zabrania jej tego czynić. Po obu stronach tego sporu postawione są bardzo poważne argumenty. Prawo ziemskie, pisane nie może naruszać odwiecznych praw religii, a ocena postępków człowieka, nawet tych niegodnych, jest sprawą bogów a nie człowieka – twierdzi Antygona. Prawo religijne nie może ograniczać zakresu władzy królewskiej i niemożliwym jest, by bogowie sprzyjali zdrajcom, gwałcicielom prawa – ripostuje Antygonie król Kreon. Również on jest postacią tragiczną – każda decyzja, którą podejmie (czy zezwoli na pochowanie zwłok tego chłopca, czy podtrzyma swój zakaz) skończy się dla niego przegraną, gdyż albo straci autorytet w oczach poddanych, pokaże się jako władca słaby, albo będzie musiał skazać na śmierć niewinną przecież dziewczynę.

Każdy z bohaterów podejmuje oczywiście jakąś decyzję, jednak oboje mają (w mniejszym lub większym stopniu) świadomość swojej przegranej, poważnej klęski…

Teatr antyczny nie dysponował zbyt bogatymi środkami wyrazu dramaturgicznego. Według powszechnie przyjętych ówcześnie reguł dramatopisarze musieli trzymać się wielu praw i prawideł. Obowiązywała zasada trzech jedności: czasu, miejsca i akcji, które mówiły, iż dramat musi toczyć się w jednym miejscu, a wydarzenia przedstawione dotyczą tylko jednego wątku i jednej doby.

Pełen wyraz dramaturgiczny ograniczała również zasada decorum traktująca o tym, iż w tragedii przypisany jest styl podniosły, patetyczny, występujące postacie powinny być szlachetnie urodzone, a komedia opowiadająca o życiu plebejuszy prezentować powinna styl lekki, żartobliwy a nawet rubaszny.

Istotnie zubożającą wyraz dramaturgiczny tragizmu była również zasada niezmienności charakteru postaci, która mówiła, iż bohaterowie nie podlegają transformacjom, nie popadają w skrajne stany emocjonalne. Takiej kreacji postaci sprzyjało użycie niezmiennej maski, którą aktor przywdziewał na początku przedstawienia, a zdejmował na końcu sztuki.

W związku z tak wielką liczbą ograniczeń narzucanych przez zasady sztuki dramatopisarskiej sposoby przedstawienia tragizmu bohaterów były bardzo ograniczone. Wielką rolę odgrywał chór, który wyjaśniał i komentował wydarzenia wprowadzając obserwatora w zawikłane problemy, z którymi borykali się bohaterzy.

Dużo bogatszy zasób sposobów wyrażania w dramaturgii tragizmu, rozumianego jednak w trochę inny sposób, prezentuje teatr szekspirowski. Tragizm jego bohaterów opiera się tu głównie na wyborze pomiędzy fantazją, marzeniami i światem idei a brutalną rzeczywistością. Bohater postawiony wobec takiego wyboru jest zarazem zmuszony do podążania jedną z dwóch dróg: pierwszą, która nie mami złudnymi zdobyczami typu władza czy bogactwo, ale za to prowadzi do szczęśliwego zakończenia, lub drugą – która karmi się chciwością i zachłannością bohatera, a w rezultacie prowadzi do jego klęski. Tragizm bohaterów teatru szekspirowskiego polega właśnie na tym, że zawsze zwycięża ciemna strona ich natury i w efekcie tego muszą przegrać swoje życie.

Tytułowy bohater dramatu “Hamlet” Williama Szekspira jest przede wszystkim idealistą, marzycielem, woli codziennie na nowo rozstrzygać dylemat “być albo nie być” niż uczestniczyć w dworskich konszachtach. Niemniej jednak jego uduchowiona natura chwilami ustępuje czysto ludzkim namiętnościom. Rozpacz po stracie ojca, zazdrość o matkę, która tak szybko uległa zalotom nowego władcy (nota bene mordercy jej poprzedniego męża), nienawiść wobec triumfu zabójcy stawiają bohatera w sytuacji wewnętrznego konfliktu z samym sobą. Potęguje go ponadto nakaz dokonania zemsty, której domaga się przybywający z zaświatów ojciec. Hamlet monologuje, rozmyśla, walczy ze sprzecznymi racjami, ale na definitywny akt zemsty nie jest w stanie się zdobyć. Sfera działań ujawnia ogromną przepaść między sferą myśli. W rezultacie Hamlet ginie ugodzony szpadą zdrajcy Laertesa. Przedtem w nagłym przypływie gniewu i nienawiści zabija władcę. Zbrodnia ta nie była zaplanowana a bezpośrednią jej przyczyną były nieoczekiwane emocje. Taka jest właśnie ludzka natura – zdaje się sugerować autor. W każdym z nas tkwi ukryta ciemna strona ludzkiej natury, która w określonych okolicznościach ujawnia się i prowadzi nas do klęski. Nasz los jest tragiczny, ponieważ pomimo świadomości o tragicznych konsekwencjach naszych decyzji powodowanych wewnętrznymi żądzami i ukrytymi pragnieniami, nie potrafimy się od nich uwolnić i w rezultacie zamiast piąć się na szczyt człowieczeństwa, każdy z nas coraz bardziej stacza się w otchłań

Podobne problemy i rozterki przeżywa tytułowy bohater innego dramatu elżbietańskiego (czyli szekspirowskiego, gdyż tworzył on za panowania w Anglii królowej Elżbiety) pod tytułem “Makbet”. Jego dzieje są świadectwem nieobliczalnych możliwości czynienia zła przez człowieka. Ani nie fatum, ani perfidnie sformułowana przepowiednia wiedźm, pomimo sugestii bohatera nie są przecież przyczyną jego zabójstw. Wina leży w nim samym, a właściwie w ciemnej stronie ludzkiej natury, która u każdego (u jednych tylko w mniejszym a u innych w większym stopniu) ujawni się w odpowiednim czasie. Makbet udowadnia, że każdy człowiek jest tylko więźniem własnych namiętności. Świadomość o dwóch możliwościach wyboru i swojej bezbronności przeciw ułomnej części natury ludzkiej, która ostatecznie ma bardzo często decydujący wpływ na podejmowane decyzje stanowi przyczynę tragizmu ludzkiego według Szekspira

Wyraz dramaturgiczny tragizmu w dramacie szekspirowskim jest dużo bogatszy niż w teatrze antycznym. Dzięki złamaniu klasycznej zasady trzech jedności umożliwia przedstawienie ewolucji poglądów oraz postawy bohatera, która to transformacja może trwać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, być związana z różnymi wątkami życia i wywołana wydarzeniami przebiegającymi w konkretnym miejscu. Dzięki złamaniu zasady decorum tragizm przedstawionej postaci ma charakter uniwersalny, głębszy i bardziej realistyczny co jest wynikiem zastosowania różnych stylów. Sceny zbiorowe, operowanie tłumem dodaje prawdziwości przedstawionej sytuacji tragicznej. Wprowadzenie scen krwawych i drastycznych potęguje odczucie tragizmu a nowatorska w teatrze szekspirowskim zmienność charakteru bohaterów, transformacje, popadanie w skrajne stany emocjonalne nadają tym dramatom życiowy charakter.

W romantyzmie dramat jako gatunek literacki jest bardzo ważny i dość popularny wśród ówczesnych twórców. Charakteryzuje się symbolizmem, występowaniem nadprzyrodzonych postaci a nawet całych fantastycznych scen. Jest bardzo “niesceniczny” czyli wyjątkowo trudny do wystawienia na scenie. Koncepcja tragizmu w dramacie romantycznym nie jest przedstawiona jasno i wyraziście. Bohaterzy cierpią, ponieważ pragną coś zrobić, ale nie pozwala im na to wszechogarniająca “hamletyczna” niemoc. Ich tragizm wynika również z wiary w prowidencjonalizm – pogląd, zakładający, iż świat w swoim kształcie został przez Boga wcześniej zaplanowany, a jego scenariusz misternie obmyślany, co wyklucza wolność jednostek i uniemożliwia ich jakikolwiek wpływ na bieg historii. Przyczyny tragizmu bohaterów romantycznych można również doszukiwać się w walce metafizycznego dobra ze złem we wnętrzu każdego z bohaterów. Według popularnej w czasach romantyzmu filozofii manichejskiej głoszącej dualizm świata właśnie człowiek jest igrzyskiem tej walki.

Konrad, bohater “Dziadów – części trzeciej” Adama Mickiewicza, poeta, samotnik, wielki indywidualista przekonany o swojej wyjątkowości i sile, jest bohaterem tragicznym, gdyż po chwilach uniesień i poczucia swojej wartości musi pogodzić się z Losem. Nie rozumie dlaczego Bóg sprowadza na naród polski tak wiele cierpienia, uważa, że nie jest on ani konieczne, ani nawet potrzebne. Bluźni twierdząc, że gdyby tylko miał tak wielką władzę jak Bóg, potrafiłby stworzyć świat dużo lepszy od tego, który istnieje. W rezultacie jednak musi pogodzić się z tym, iż nie jest Bogiem, że sam nie ma tak ogromnej mocy, aby zmienić cały świat. Przyjęcie tej prawdy staje się dla niego przeżyciem tragicznym.

Innym bohaterem dramatu romantycznego, o losach nacechowanych tragizmem, jest Kordian opisany przez Juliusza Słowackiego. Jego największym problemem staje się niemoc, gdy stojąc pod komnatą cara nie ma dość siły, żeby wejść i dokonać powierzonego mu czynu: zgładzić władcę. Jest rozdarty pomiędzy wolą działania, pragnieniem czynu a niemożnością spełnienia go. Niemoc, a może ukryte głęboko zasady honoru (królobójstwo jest czynem niehonorowym), powstrzymują go przed dokonaniem tej zbrodni. Jego tragizm spowodowany jest również tym, iż nie jest do końca wolny w swoich decyzjach: wydaje mu się tylko, że tworzy historię niczym i przez nikogo nie skrępowany, uwolniony od wszelkich zewnętrznych determinacji. Tymczasem jest w pewnym sensie opętany przez diabła – działa tak, jakby funkcjonował w zupełnie innym wymiarze, jakby był dotknięty obłędem i niezupełnie zdawał sobie sprawę z tego co czyni…

W romantyzmie środki wyrazu dramaturgicznego przypominają te używane w teatrze szekspirowskim. Nie są one jednak zbyt rozbudowane, gdyż utwory te nie są pisane do wystawiania na scenie. Dramat romantyczny zupełnie różni się natomiast od utworów antycznych – między innymi łamie regułę trzech jedności, wprowadza synkretyzm gatunkowy i rodzajowy, pozostawia otwartą budowę, zmuszającą do własnego kontynuowania losów bohatera.

Jak nietrudno się przekonać, w przeciągu ponad dwóch tysiącleci nastąpiła ogromna ewolucja dramatu i również koncepcji tragizmu w nim poruszanych. Jednak zarówno tragizm Antygony, jak i Hamleta, czy również Konrada, lub Kordiana jest wciąż aktualny. Któż bowiem nie boryka się z problemem wyboru pomiędzy dwiema równorzędnymi racjami, kto nie przeżywa tragedii widząc prawdziwe przyczyny swojego postępowania, któż nie odczuwa czasami niemocy, braku możliwości działania wobec otaczającej rzeczywistości?…

Podróż jako przygoda i doświadczenie. Motyw wędrówki i sposoby ich ujęcia w wybranych utworach literackich i filmowych


­                                            Motto:navigare necesse est, vivere non est necesse.

Przytoczone jako motto słowa Pompejusza dotyczyły sytuacji bardzo konkretnej. Wielki rzymski wódz mimo burzy musiał wsiąść na statek i zaryzykować podróż. Z czasem jednak jego słowa, utrwalone przez historyków, nabrały przenośnego znaczenia. „Żeglowanie jest koniecznością, życie nią nie jest” – to sentencja, która stała się dewizą wszystkich niespokojnych duchów przedkładających ustawiczną podróż w poszukiwaniu przygody nad spokojny żywot w domowych pieleszach. Podróż niesie co prawda ze sobą ryzyko, prowadzi na spotkanie nieznanego, ale też pociąga, fascynuje, zaspokaja potrzebę poznania. Nawet dziś, w dobie fotografii, filmu, telewizji i Internetu, gdy nie musimy wychylać nosa z domu, aby poznać świat, najczęściej wolimy jednak zobaczyć na własne oczy, dotknąć własnymi rękami, przeżyć coś, co na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Nic więc dziwnego, że tak wielu bohaterów literackich spędza swoje życie na podróżach i że tak wielu twórców z wędrówek po świecie czerpie inspirację dla swoich utworów.

Literackie i filmowe obrazy podróży są tak liczne, że łatwiej byłoby wymienić dzieła, w których brak jest tego motywu. Prawzorami będą tu z pewnością biblijna Księga Wyjścia i „Odyseja” Homera. Wędrówki Izraelitów z Egiptu do Ziemi Obiecanej pod wodzą Mojżesza to epopeja narodu żydowskiego, który w drodze konsoliduje się i dorasta do zadań, jakie przed nimi postawił Jahwe. Podróż jest dla niego wielką próbą, Bóg chce bowiem sprawdzić, czy Izraelici pozostaną mu wierni. Żyzny Kanaan ma być nagrodą, ale tylko dla tych, którzy zachowują wiarę. Rodacy Mojżesza niejednokrotnie chcą wracać, z utęsknieniem wspominają spokojny, choć niewolniczy żywot w Egipcie; nie wierzą, że kidykolwiek dotrą do Ziemi Obiecanej. Dla wielu z nich próba kończy się niepomyślnie. Nawet sam Mojżesz, ponieważ zwątpił w powodzenie wyprawy, nie będzie mógł przekroczyć granic Kanaanu. Jedynie młode pokolenie, urodzone już w drodze, sięgnie po obiecaną nagrodę. Pokolenie, które w czasie wieloletniej wędrówki stało się generacją nomadów zahartowanych i przygotowanych do podboju. Podróż stanowi tu więc swego rodzaju wyzwanie, ma wyselekcjonować najwierniejszych, ale też najsprawniejszych i najbardziej przedsiębiorczych.

W „Odysei” podróż pełni nieco inną funkcję. Odys niewątpliwie był człowiekiem ciekawym świata, ale nie do tego stopnia, żeby przedkładać długoletnią tułaczkę nad powrót do Itaki, gdzie czekała na niego wierna Penelopa. Jego wędrówka do domu trwała tak długo za sprawą bogów, a szczególnie Posejdona, który mścił się na herosie za oślepienie swego syna, cyklopa Polifema. Niepomyślne wiatry, morskie prądy, potwory – wszystko jakby sprzysięgło się przeciw Odyseuszowi. Były i bardziej przyjemne przeszkody, jak choćby nimfa Kalipso, która tak zauroczyła króla Itaki, że spędził u niej aż siedem lat. W swoich peregrynacjach zapuszcza się Odys nawet do Hadesu, ale i stamtąd udaje mu się wydostać. A więc jest to uparte dążenie do konkretnego celu, nie jakaś włóczęga donikąd, gdzie oczy poniosą. Jest to podróż podszyta tęsknotą za ciepłem rodzinnego ogniska. Uparte dążenie, by powrócić do punktu wyjścia.

W ponad trzy tysiące lat później, za sprawą amerykańskiego reżysera Stanleya Kubricka, w swoją „Odyseję kosmiczną 2001” wyruszą dalecy potomkowie Odysa, aby powrócić do praźródeł naszej cywilizacji, które w filmie symbolizuje tajemniczy monolit. Motyw tułaczki pozostaje, zmienia się tylko sceneria; już nie wody stanowią to odwiecznej wędrówki człowieka w poszukiwaniu „domu”, nawet jeśli ma się nim okazać jakaś odległa planeta. Człowiek wyrusza wiedziony ciekawością, żądny odkrycia tajemnicy, wyrusza z przekonaniem, że navigara necesse est.

Podróż może być też poszukiwaniem życiowego celu czy próbą odnalezienia samego siebie, doświadczeniem niezbędnym, by odpowiedzieć na zasadnicze życiowe pytanie. Takie wyprawy podejmują najczęściej ludzie młodzi, zagubieni w świecie, niezbyt pewni swoich chęci i pragnień. Na co liczą? Może na rozszerzenie horyzontów, może na utratę niepraktycznych złudzeń, a może na to, że spotkają kogoś, kto odmieni ich los. Zbliżonymi motywami kierowa się chyba Kordian, romantyczny młodzieniec, w którego sercu zagnieździł się „jaskółczy niepokój”. Jego podróż po Europie to historia kolejnych rozczarowań, jakich doznaje bohater, który dotychczas świat znał głównie z lektur i opowieści ludzi „bywałych”. Wyprawa Kordiana przynosi konfrontację wyobrażeń z rzeczywistością. To swoisty zimny prysznic na gorącą romantyczną głowę bujającą w obłokach. Bohater nie traci jednak nadziei, że znajdzie niepodważalne wartości, w imię których warto poświęcić nawet życie. W poszukiwaniu celu wdrapuje się na zaśnieżony szczyt Mont Blanc. Dopiero tam, blisko nieba, czuje swoją moc i wielkość, odnajduje – „posąg człowieka na posągu świata” – życiowe powołanie. Dopiero podróż uświadamia Kordianowi, w jakim świecie żyje i wskazuje mu kierunek działania.

Podróżowali nie tylko romantyczni bohaterowie, lubili też podróże romantyczni pisarze. Wystarczy prześledzić trasy wędrówek naszych wieszczów, którzy poszukiwali w ich trakcie nowych doświadczeń i inspiracji. W najbardziej egzotyczne krainy zapuścił się autor „Kordiana”, a swoją wyprawę opisał w poemacie dygresyjnym „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”. Widok antycznych ruin, grobów, bujnej śródziemnomorskiej przyrody był znakomitą pożywką dla wyobraźni artysty. Słowacki mnoży skojarzenia, a prawie każdy oglądany zabytek skłania go do refleksji. Tak jest w najbardziej znanym fragmencie poematu – „Grób Agamemnona”. Grobowiec Atrydów przypomina poecie zbrodnie mykeńskiej rodziny królewskiej, ale przywodzi również na myśl wielkość Homera, którego czuje się nie całkiem godnym spadkobiercą. Pobyt w historycznych miejscach Hellady skłania autora do porównań. Z żalem stwierdza, że powstańcze zmagania Polaków nie zakończyły się „polskimi Termopilami” i podobne były raczej niesławnej cheronejskiej klęsce.

Z Grecji udaje się do Egiptu. W drodze dopada go nostalgia, nieodłączny towarzysz wszystkich wygnańców. Cóż z tego, że ogląda na morzu wspaniały zachód słońca, że zobaczy niebawem wspaniałości starożytnego Egiptu, skoro wie, iż jego „okręt nie do kraju płynie”. Tylko „lotne w powietrzu bociany” przypominają ojczysty krajobraz. W wierszu „Hymn” z którego pochodzą powyższe cytaty, autor uświadamia czytelnikom smutną prawdę, że żadne cuda świata i egzotyczne przeżycia nie zastąpią ojczystego kraju wędrowcom, którzy do niego wrócić nie mogą. Ten motyw, motyw pielgrzyma-wygnańca, pojawia się niestety często w polskiej literaturze; nie tylko romantycznej. Najbardziej przejmujący wyraz znajduje w „Latarniku”, gdzie bohater po długiej tułaczce odnajduje wreszcie spokojną przystań, lecz lektura „Pan Tadeusz” uprzytamnia mu, że jest tylko jedno miejsce na świecie, gdzie mógłby odnaleźć spokój i szczęście.

Niektórym niespokojnym duchom wędrówka daje jednak poczucie wolności. Mają wrażenie, że cały świat stoi przed nimi otworem. Mogliby powiedzieć dumnymi słowami z wiersza Norwida „Pielgrzym”:

„Wy myślicie, że i ja nie Pan,

Dlatego że mój dom ruchomy

Z wielbłądziej skóry…”

Tacy podróżnicy czują się często panami przestrzeni, która przemierzają od krańca do krańca horyzontu. Czują się wolni, bo nie są niczym skrępowani, nie są przywiązani do żadnego miejsca na ziemi i z wyższością patrzą na tych, których do jednego miejsca przykuwa dom, rodzina, interesy. Takimi są bohaterowie filmu Dennisa Hoppera „Swobodny jeździec”, którzy przemierzają na potężnych motocyklach drogi i bezdroża Stanów Zjednoczonych. Ich wolność to nie tylko upojenie szybkością i swobodą wyboru drogi, to również wyzwanie, jakie rzucają otaczającemu światu. „Boją sę was, bo jesteście wolnością i przypominacie im, że oni wolnością nie są” – uświadamia bohater jeden ze spotkanych po drodze ludzi. Film kończy się tragicznie. Odmieńcy na benzynowych mustangach za bardzo kłują w oczy swoją odmiennością i swobodnym traktowaniem życia. Dlatego muszą zginąć. Ginie również, lecz śmiercią samobójczą, bohater „Znikającego punktu” o swojsko brzmiącym nazwisku Kowalski. Jest szoferem jeżdżącym na długich trasach, by dostarczyć samochody klientom. Jedna z jego rutynowych jazd zamienia się niespodziewanie w ucieczkę. Nie tylko przed policją ścigającą bohatera za przekroczenie przepisów, ale przede wszystkim przed uporządkowanym, nudnym życiem i społeczeństwem, w którym zwykły, szary człowiek jest tylko nic nie znaczącym pionkiem. Okazuje się jednak, że jest to ucieczka donikąd i dlatego Kowalski postanawia zakończyć swą odyseję spektakularnym samobójstwem, taranując na pełnej szybkości policyjną blokadę – vivere non est necesse. Podróż jako „ucieczkę do wolności” możemy odnaleźć także w wielu innych amerykańskich „filmach drogi”, szczególnie z lat siedemdziesiątych.

Podróż to jednak przede wszystkim przygoda; na tym motywie oparte są niezliczone awanturniczo-przygodowe opowieści, zarówno nawiązujące do faktów, jak i zrodzone z bogatej wyobraźni oraz fantazji autorów. Któż nie zna barwnych przeżyć Robinsona Crusoe czy niesamowitych peregrynacji Guliwera? A dramatyczne losy bohaterów Juliusza Verne’a: Fileasa Fogga, kapitana Nemo czy Cyrusa Smitha? Powieści podróżnicze były wszak ulubioną lekturą większej części młodych czytelników. Zapotrzebowanie na tego typu utwory zadecydowało o powodzeniu „W pustyni i puszczy” Henryka Sienkiewicza czy współcześnie całego cyklu książek Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Dynamiczna akcja, egzotyka łączą się w tych powieściach z walorami poznawczymi, a ich bohaterowie stanowią wzorce zaradności, niezłomności i odwagi. Kto wie, ilu młodych ludzi zachęciły do porzucenia domowych pieleszy i podjęcia wędrówki w nieznane? Kto wie, ilu z nich przekonały, że nevigare necesse est, vivere est necsse?

Wracając do punktu wyjścia, kończę wędrówkę po utworach, w których motywy podróży odgrywały ważną, choć często różną rolę. A tym, którzy jednak nie zdecydują się na porzucenie bezpiecznych czterech ścian domu, doradzam, by wybrali się w podróż także po światach przedstawionych w wielu innych dziełach literackich i filmowych, których z braku czasu nie mogłem tutaj omówić.

Nurt tyrtejski w literaturze romantycznej i jego kontynuacje


Za pierwszego twórcę poezji tyrtejskiej uważny jest Tyrteusz, spartanin; autor ten, za najważniejsze uznawał cnoty związane z wojskiem (charakter samej Sparty); w zachowanym fragmencie wiersza „Rzecz to piękna…” formułuje pewne założenia, dotyczące prawego żołnierza i obywatela (w Sparcie każdy obywatel był żołnierzem); mianowicie powinien zawsze stawać do walki o zagrożoną wolność swojej ojczyzny; ucieczka przed tym obowiązkiem uznawana jest za najgorszą hańbę, ciągnącą się za takim człowiekiem do końca życia, dlatego też, należy mężnie walczyć, nawet za cenę własnego życia;

W romantyzmie pojawia się ten motyw bardzo często, co wiąże się sytuacją Polski (pod zaborami) i próbami odzyskania niepodległości, jednak nie jest on identyczny z greckim wzorcem, lecz stanowi jego modyfikację;  Zaczynając od Mickiewicza: w „Dziadach” mamy nurt walki młodych o wolność, a raczej jej skutki – ich martyrologia jest ukazana; „Konrad Wallenrod” prezentuje motyw walki z wrogiem, ale przez podstęp, co wiąże się rozterkami bohatera; ważną rolę spełniają jego wiersze: „Do matki polki” z góry zakłada konieczność walki, ale stanowi zapowiedź, że walka ta nie stanie się źródłem natychmiastowej chwały, ani poczucia sukcesu i satysfakcji ze zwycięstwa, ale będzie jedynie źródłem cierpień, szybkiej śmierci, zapomnienia o walczącym i z góry jest skazana na niepowodzenie;

Innym wielkim romantykiem był Słowacki, który w nurcie dramatu romantycznego stworzył „Kordiana”, w którym pokazana jest walka narodowowyzwoleńcza, ale powstanie listopadowe i całe młode pokolenie walczących jest poddane krytyce (niedojrzałość jego); z wierszy ważny wydaje się „Testament mój”, w którym pada sławne zdanie „Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei (…) A kiedy trzeba – na śmierć idą po kolei, Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!”; Z Norwida „Bema pamięci żałobny rapsod”, który jest obrazem śmierci wielkiego narodowego bohatera, dowodem, że ich walka zostanie w zachowana w pamięci (i na papierze), jako dowód ich wielkości i znaczenia dla kraju;  Potem ważne stają się wiersze starszego pokolenia wojennego, w ramach II Wojny światowej.

Opisz obrzęd lub obyczaj, który twoim zdaniem najlepiej oddaje piękno i trwałość tradycji ludowej


Według definicji tradycja jest przekazywaniem z pokolenia na pokolenie obyczajów, poglądów, wierzeń, itp. Tradycja, co wiele razy pokazała historia, jest często czynnikiem, który obok prawa utrzymuje ład i porządek w państwie, pozwala na silną konsolidację z przeszłymi pokoleniami, a także wytwarza głębokie powiązania wewnątrz klas i grup społecznych. Starożytne gigantyczne państwa, takie jak np. imperium rzymskie, cesarstwo chińskie są potwierdzeniem wysokiej roli tradycji w kształtowaniu świata.

Chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę na naród polski. Jest to specyficzny przypadek. Dla Polaków tradycja pełniła bardzo ważną rolę, której nie spotyka się u wielu innych narodów. Polacy będąc pod panowaniem obcych sił przez ponad kilkadziesiąt lat musieli przemienić tradycję w narzędzie podtrzymywania świadomości narodowej. Wszelkiego rodzaju obrzędy i obyczaje mają podłoże w religii chrześcijańskiej, która na tych ziemiach jest już od ponad tysiąca lat. Obrona własnej tradycji często wiązała się również z obroną własnej wiary.

Grupą, która jest najbardziej do tradycji przywiązana jest bez wątpienia ludność wiejska. Dzieje się tak dlatego, że jest ona najmniej podatna na nowości. Wszelkie zmiany zachodzą na wsi znacznie wolniej, nie rujnują spokoju i monotonii. Wszelkiego rodzaju zmiany o charakterze bardziej globalnym: wojny, wyzyskiwanie przez coraz to innych panów przez kilka wieków, doprowadzało do stagnacji. Wielopokoleniowe rodziny – zamieszkujące małe chaty, wspólna praca i przebywanie ułatwiały komunikację międzyludzką. Bo cóż miał robić chłop po ciężkim tygodniu pracy? Jego jedyną „rozrywką” mogło być pójście do kościoła na jakieś święto. Nie ważne czy było to wesele, pogrzeb, Święto Zmarłych czy Boże Narodzenie, najważniejszym zadaniem było przeprowadzenie uroczystości tak „jak nauczyli tego ojcowie”.

Według mnie najpiękniej oddającym piękno i trwałość tradycji ludowej jest Wielkanoc – najważniejsze święto chrześcijańskie, będące pamiątką śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Forma jaką znamy została ukształtowana w IX wieku (czyli jeszcze przed chrztem Polski), a pewne zmiany zostały wprowadzone przez Stolicę Apostolską w 1955 roku.

Święta Wielkanocy są świętem ruchomym – Wielka Niedziela przypada w pierwszą wiosenną pełnię księżyca. Święta te odbywają się po okresie 6-tygodniowego postu i ciągną przez szereg kolejnych dni poczynając od czwartku.

Wielki Czwartek – nazywany jest także świętem kapłanów. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa odbywały się trzy msze, dziś tylko jedna. Wielki Czwartek nie jest świętem tak znaczącym jak pozostałe, następujące po nim. Znaczące obrzędy to znana wszystkim ceremonia obmycia nóg dwunastu kapłanom przez biskupów. Obrzęd ten odbywa się w kościołach katedralnych. Jest to nawiązanie do gestu Pana Jezusa, który obmył nogi swym dwunastu uczniom. Pod koniec mszy wielkoczwartkowej milkną wszystkie dzwonki (do czasu zmartwychwstania), a odzywają się drewniane kołatki symbolizujące zdradę Judasza.

Wielki Piątek. Najbardziej znanym zwyczajem wielkopiątkowym jest zwyczaj ubierania grobu Pana Jezusa. Jest to stary obrzęd, jego powstanie datuje się na X wiek. Najczęściej w grobie umieszczano Krzyż; w XVI w. do Krzyża także Najświętszy Sakrament; lecz już pod koniec tegoż wieku całkowicie zrezygnowano z Krzyża. W naszym kraju grób Chrystusowy pełni ważną rolę. Ubierany corocznie przez miejscowe wspólnoty, często obok religijnych motywów przekazywał motywy narodowe, pro wyzwoleńcze. Ponadto w Polsce wykształcił się zwyczaj masowego odwiedzania Grobów Bożych, które (także odmiennie w stosunku do innych krajów) są budowane w nawach bocznych. Trudne warunki bytowania ludzi warstw wiejskich przyczyniły się do wykształcenia szeregu specyficznych obrzędów. Jako, że Wielki Piątek był ostatnim piątkiem Wielkiego Postu – oddawano się ceremoniom żegnania się z żurem i śledziem – głównymi pokarmami tego okresu. Oba produkty z zachowaniem staropolskiego ceremoniału wrzucano do dołu wykopanego poza terenem wsi i zakopywano, odrzekając się od tej strawy na cały rok. W niektórych regionach np. w krakowskiem ludność wiejska zakopywała także garnek z popiołem – będący symbolem zakończenia czasu smutku i pokuty – nadejścia czasu radości.
Sztandarowym obrzędem Świąt wielkiej nocy jest malowanie jajek – pisanek, kraszanek – przeznaczonych na święcone. Zwyczaj ten wywodzi się z tradycji pogańskich. Jajo symbolizowało budzące się życie, zakończenie trudnej do przeżycia zimy i nastanie czasu wiosny.
Pisanki zdobiły stoły wielkanocne polskich miast i wsi już w XIII wieku. O malowanych jajkach wspomina bowiem ks. Wincenty Kadłubek.

Wielka Sobota – dzień największej żałoby w Kościele. Od rana do późnych godzin popołudniowych odbywa się w każdym kościele święcenie pokarmów. Na wsiach istniał dwojaki zwyczaj odnośnie święcenia pokarmów -ludność mieszkająca bliżej parafii przynosiła „święconkę” do kościoła; wsie dalej położone zapraszały kapłana do jednego z gospodarzy, do którego znosi się pokarmy z całej wsi. Co zamożniejsze wiejskie rodziny hołdując dawnym obyczajom urządzały stoły ze święconym i zapraszały kapłana do domu. Zawartość koszyka jest odmienna w różnych rejonach kraju.

Ostatnim dniem świąt jest Niedziela Zmartwychwstania. Charakterystycznym elementem jest poranna msza – rezurekcja, podczas której odgrywa się scenę z niewiastami i aniołem przy pustym grobie. Pomimo, że obrzędy rezurekcyjne zostały ujednolicone w XVI wieku wciąż istnieje duża różnica pomiędzy wsią a miastem. Na wsi – głos dzwonów i pieśń „Wesoły nam dzień nastał…” oraz mieszkańcy ubrani w regionalne stroje czynią tę uroczystość bardzo barwną i żywą.
Do tradycji należy także spożywanie śniadania z „sobotniego” koszyka. Podobnie jak przy wigilijnym opłatku mają ustać wszystkie urazy i zawiści.

Poniedziałek Wielkanocny – w gwarze ludowej zwany lanym poniedziałkiem, może być kolejnym przykładem Wielkanocnego obrzędu. Polewanie wodą dziewcząt oraz smaganie ich po nogach rózgą (śmigus) czy też wręczanie datków pieniężnych lub jajek- (dyngus) dziś straciły dużo na swym dostojeństwie lecz są nadal hucznie obchodzone na wsi jak i w mieście.


Podsumowując. Święta Wielkanocne są świętami pięknymi. Szereg obrzędów związanych z każdym wielkanocnym dniem ukazuje trwałość i niezmienność tradycji oraz odmienność naszej kultury.
Święta Wielkanocne były i są czymś więcej niż tylko cyklicznym wykonywaniem szeregu powinności. Święta Wielkanocne to możliwość spotkania się z rodziną, zastanowienia się nad sobą. To znak, że minął kolejny rok; czas podliczenia zysków i strat. Dla mieszkańców wsi to nie tylko okres zabaw, lecz także przygotowań do ciężkiej pracy. Piękno tradycji to nie tylko piękne stroje. Dzięki tradycji możemy pamiętać o naszych korzeniach; czym jesteśmy i czym się staniemy.




Tomasz Kulig