Archiwum kategorii: wypracowania

wypracowania szkolne

Gdyby nie było w życiu ludzkim na ziemi rzeczy…


„Gdyby nie było w życiu ludzkim na ziemi rzeczy, wobec których nasza wyobraźnia  rozkładała ręce, musielibyśmy złorzeczyć rozpaczy przenikającej literaturę zamiast szukać w jej utworach nadziei”.

Do rzeczy, wobec których nasza wyobraźnia rozkłada ręce należą niewątpliwie wydarzenia II wojny światowej która była najtragiczniejszym doświadczeniem w historii ludzkości. Przyniosła ze sobą ludobójstwo, masową śmierć i spustoszenie ludzkiej psychiki. Okazało się, że człowiek zdolny jest do najgorszych zbrodni. Doświadczenia wojny zachwiały humanistycznymi wartościami, wiarą w człowieka. Wojna była czasem kryzysu ludzkości upadku cywilizacji i kultury stworzonej przez człowieka. Człowiek zabijał drugiego człowieka na niespotykaną dotąd skalę. Jego natura nie zmieniła się nagle, człowiek kształtował się w takim kierunku, który doprowadził go do upadku. Słowa Zofii Nałkowskiej „Ludzie ludziom zgotowali ten los” dobitnie oddają charakter wojny i okupacji. Człowiek jako jednostka decyduje o losach nieznajomych mu zupełnie ludzi – jednostek – posyłając ich na śmierć, zabierając wcześniej uczucia i sumienie, co w konsekwencji spowodowało deformację i zezwierzęcenie ich postaw i psychik. Problemy te znalazły odzwierciedlenie w licznych utworach, m.in. „Inny świat” H.Grudzińskiego, „Rozmowy z katem” K.Moczarskiego, „Medaliony” Z.Nałkowskiej oraz „Pokolenie” K.K.Baczyńskiego.

Tytułowe słowa należą do G. Heringa-Grudzińskiego który z własnych przeżyć i doświadczeń więziennych i obozowych napisał „Inny Świat”. Akcja obejmuje dwa lata i trwa do stycznia 1942r. kiedy po dramatycznej głodówce protestacyjnej zostaje zwolniony. Zwolnienie z obozu było możliwe dzięki przywróceniu stosunków dyplomatycznych między Polską a Związkiem Radzieckim. Autor „Innego Świata” uwolnienie zawdzięcza w znacznej mierze swojej determinacji: rozpoczął głodówkę i wygrał.

Utwór poprzedził mottem:

 „Tu otwiera się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać.”

W motcie tym autor zawarł wniosek: aby zrozumieć świat gułagów należy zapomnieć o przedobozowych normach moralnych. Świat ten stworzył swój własny system etyczny którego więźniowie zmuszeni byli przestrzegać jeżeli chcieli przetrwać. Cytat ten należy  do F. Dostojewskiego, który również przebywał w łagrze i wspomnienia o nim umieścił w książce „Zapiski z martwego domu”. G. Herling-Grudzińskiemu udało się pożyczyć ten utwór w czasie pobytu w łagrze i przeczytać. W jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że utwór ten go bardzo fascynował i dostrzegł w nim podobieństwo między losem własnym a autora. „Zbrodni i kary”. Dzieło G.Herlinga-Grudzińskiego zawiera przeżycia, które wstrząsają czytelnika, powodują jego milczenie gdyż mowa ludzka nie jest w stanie wyrażać tej tragedii.

Na samym początku autor ukazuje sowieckie więzienia w których przesiadują ludzie bezpodstawnie uwięzieni. Przykładem tego jest on sam, gdyż został oskarżony na podstawie butów i źle przeczytanego nazwiska:

„Pierwsza hipoteza oskarżenia opierała się na dwóch dowodach rzeczowych: wysokie buty z cholewami, w których młodsza siostra wyprawiła mnie po klęsce wrześniowej w świat, miały świadczyć, że jestem „majorem wojsk polskich”, a pierwsza część nazwiska w brzmieniu rosyjskim (Gerling) kojarzyła mnie niespodzianie z pewnym marszałkiem lotnictwa niemieckiego. Logiczna konkluzja brzmiała: „jestem oficerem polskim na usługach wrogiego wywiadu niemieckiego”

Nocne budzenia na przestrzeni długich miesięcy, długotrwałe śledztwa, trzymanie godzinami na twardym krześle, oślepianie prosto w oczy żarówką sprawiały u więźnia rozpad jego osobowości na drobne części składowe. Te wszystkie formy przesłuchań również należały do sposobów prowadzenia śledztwa sprawiając, że człowiek niewinny chciał przyznać się do nieistniejącej winy:

„Gdyby chodziło tylko o przyznanie się do abstrakcyjnej winy, był już w zasadzie gotów …”

Jak widzimy nawet przyznanie się do winy nie satysfakcjonowało śledczego. Słowa te dają dowód na to, że w więzieniach sowieckich była przyjęta teoria prawa opierająca się na założeniu, że nie ma ludzi niewinnych. Po wszystkich przesłuchaniach, władze sowieckie na niemożność wydobycia jakichkolwiek informacji od więźnia wysyłali go do gułagów rozmieszczonych na całym terytorium ZSRR. W łagrach ludzie byli skazani na wieczną, morderczą pracę, która samoczynnie gasiła w nich iskierkę życia. Ta bydlęca praca niszczyła w nich wszelkie wartości moralne doprowadzając ich do prób popełnienia samobójstwa.

Na kartach „Innego Świata” autor nie stara się oddać wiernie nieszczęść, nie krzyczy o śmierci, tragedii, nie używa patosu ale wyraża to wszystko co przeżyli ludzie., dlatego że los ten zgotowali im inni ludzie. Taka egzystencja przerasta ludzką miarę. Pisarz, który sam przeżył to wszystko widział cierpienie ludzkie zachowuje dystans do tych przeżyć. Przytoczone przez niego fakty opisywane są w sposób prosty, bez emocji. Pisząc o prawdzie życia obozowego, o obojętności ludzkiej na cierpienie drugiego człowieka, o nie narażaniu się, o nie mówieniu głośnym na temat stanu swojego ducha stara się milczeć i nie komentować tych zachowań.

Cechą charakterystyczną „Innego Świata” jest spokój w relacjonowaniu zachowań, które przeczą zasadom człowieczeństwa. W utworze swoim pisze o egzystencji w łagrze i o ludziach dla których samobójstwo było aktem wolności, którzy nie mogli krzyczeć o swoim losie i umierali z głodu, zamarzali w czasie wyrębu lasu. Po ich śmierci życie obozowe toczyło się dalej.

Gustaw opuścił łagier z przeświadczeniem, że trzeba ratować swoje człowieczeństwo. Nie można jednak oceniać człowieka z tak nieludzkich czasów kategoriami czasów normalności. Ta parafraza zadania z „Innego świata” pozostawia czytelnikowi nadzieję:

„Jest zawsze miejsce na nadzieję, gdy życie okazuje się czymś tak beznadziejnym, że staje się nagle naszą wyłączną własnością”

Z kolei przykładem człowieka jako jednostki decydującej o losach innych ludzi, człowieka zdegenerowanego jest postać Jurgena Stroopa z „Rozmów z katem” Kazimierza Moczarskiego, w których autor zamieścił obraz bezwzględnego, okrutnego sadysty, pozbawionego wszelkich uczuć. Od dzieciństwa ojciec wpajał mu:

„Bij synku nieprzyjaciół jak najmocniej i bez litości, tak jak ja prałem wrogów Vaterlandii”

Był on głównym dowodzącym akcją likwidacji getta warszawskiego. To za jego sprawą zginęło tysiące Żydów i Polaków którzy im pomagali. Uważał on, że :

„wojna jest selekcyjnym zabiegiem biologicznym i psychologicznym, koniecznym dla każdego narodu”

Selekcja dokonywana była na „niepełnowartościowym towarze” lub zwierzętach. Tak właśnie Stroop nazywał Żydów.

„Zaczęliśmy strzelać do tych zwierząt za murami żydowskiego ogrodu zoologicznego” 

System totalitarny zabił u zbrodniarza zasady moralne, którymi człowiek powinien się kierować. Nie żal mu było dusz tylu tysięcy młodych, których w sposób bezpośredni, bądź pośredni pozbawił życia:

„Kto chciał być silnym musiał działać jak ja”

Do ostatnich chwil Jurgen Stroop dumny był ze swych czynów związanych z uśmiercaniem Żydów lub umieszczaniem ich w licznych obozach.

Zbrodniarze ukazani są również w „Medalionach” Zofii Nałkowskiej. Są oni ofiarami systemu, który spustoszył ich psychikę i uczynił z nich narzędzia zbrodni. Postawa młodego człowieka z opowiadania „Profesor Spanner”, dla którego udział w produkcji mydła z ludzkich szczątków jest tylko przykładem niemieckiej zaradności. Jest on zafascynowany zdolnościami ekonomicznymi Niemców. Widoczne jest to w jego stwierdzeniu:

„W Niemczech, można powiedzieć, ludzie umieją coś zrobić – z niczego…”

Autorka w swoich reportażu poruszyła problem upadku moralnego i przewartościowania wartości o czym świadczy fakt traktowania ciała ludzkiego jako surowca do wyrobu mydła. Człowiek w hierarchii wartości zajmował miejsce niższe niż przedmiot. Ta sama autorka zwróciła uwagę na brak litości, współczucia, zrozumienia dla ludzkich uczuć i emocji ze strony Niemców, nastawionych jedynie na wyzysk i zniszczenie psychiczne drugiego:

 „Człowiek jest mocny, może jeszcze dobrze popracować”

W innym opowiadaniu-reportażu możemy odnaleźć przypadki kanibalizmu, będące dowodem okrutnego postępowania z więźniami :

„Jakie robili zbrodnie na ludziach. Ściągano z ludzi krew dla żołnierzy. Trupy miały ręce i nogi związane, wyjedzone wnętrzności”

Pobyt w obozie koncentracyjnym powodował zniekształcenie psychiki wszystkich, w szczególności dzieci, które zapytane o to, w co się bawią, odpowiadają:

„My się bawimy w palenie Żydów”

II wojna światowa nie oszczędziła również młodego pokolenia Kolumbów którego przedstawicielem m.in. jest K.K. Baczyński. W utworze „Pokolenie” scharakteryzował siebie i towarzyszy będących jak i on naocznymi świadkami i ofiarami tamtych zdarzeń:

  „Nas nauczono. Nie ma litości,

   Nas nauczono. Nie ma sumienia,

   Nas nauczono. Nie ma miłości

   Nas nauczono. Trzeba zapomnieć (…)”

Zapomnieć trzeba o tym co ludzkie i piękne, a nauczy   się być twardym, sprytnym i nieczułym, aby móc przeżyć. To właśnie stało się główną ideą wszystkich prześladowanych i nękanych przez oprawców. Przypadek Kamila Baczyńskiego nie jest odosobniony. Wielu młodych ludzi dotknął ten sam los, ta sama wojna i ta sama śmierć.

Spoglądając w przeszłość na wydarzenia ostatniego stulecia trudno uwierzyć, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”. W tych słowach Zofii Nałkowskiej brzmi przerażenie, ale i także niepomierne zdumienie. Jak okrutną, bezlitosną i bezwzględną bestią potrafi być istota ludzka? Do czego jeszcze zdolny jest człowiek?

„Patrz, w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi, którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi, których by inni nie pragnęli zamordować”

Przytaczając te wszystkie utwory pragnąłem dowieść stwierdzenia G.Herlinga-Grudzińskiego:

„Gdyby nie było w życiu ludzkim na ziemi rzeczy, wobec których nasza wyobraźnia rozkłada ręce, musielibyśmy złorzeczyć rozpaczy przenikającej literaturę zamiast szukać w jej utworach nadziei”

Krajobraz jako motyw literacki – przedstaw jego funkcjonowanie w twórczości pisarzy różnych epok


 Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej Gdzie ogród się odbija i błękit czysty Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy Wstążkę i mandolinę – instrument piosenny. To słowa Leopolda Staffa z wiersza Jak czytać wiersze, w których melancholia uschłych kwiatów, pożółkłych listów, wstążek – wypłowiałych zapewne, przesyconych zapachem wspomnień, równoważona jest przez przywołanie motywu wody – odwiecznego symbolu życia; wody czystej, przezroczystej, w której jak w zwierciadle odbija się ludzka egzystencja – ta najprostsza, a może najbardziej wysublimowana – nie jest to ważne; ludzka w każdym razie – moja i Twoja również… W wodzie odbija się również ogród – specyficzna forma realizacji krajobrazowej przestrzeni w utworze literackim; motyw ponadczasowy, bardzo mocno zakodowany w ludzkiej świadomości ( czy raczej podświadomości) jako odpowiednik tej pierwotnej przestrzeni, w której człowiek kiedyś się narodził – Raju, edenu, Arkadii – a której drżąca kopia lśni za fontanny krawędzią kamienną.

Rozważania na temat funkcji krajobrazu w literaturze warto rozpocząć właśnie od przykładu przestrzeni roślinnej, do której człowiek wbrew pozorom dąży, z którą czuje nieodparty związek (tłumiony zresztą dość skutecznie przez cywilizację). To krajobraz ogrodu. Nikt nie zaproponował dotychczas piękniejszej organizacji roślinnej przestrzeni niż Anglicy w XVIII wieku. Tak zwany ogród angielski, sprawiający wrażenie dzikiego, nietkniętego ludzką ręką, odpowiada chyba najpełniej tym, którym zew natury, sentymentalizm i melancholia jednocześnie nie pozwalają zapomnieć o korzeniach, źródło, Raju chyba również – o rajskim ogrodzie – motywie literacko spenetrowanym przez anonimowych pisarzy biblijnych, średniowiecznych, potem Dantego, Miltona. Właśnie taki ogród – dziki, naturalny – pojawia się w utworze Frances Hoggson Burnett – Tajemniczy ogród – książce przeznaczonej dla młodzieży, której ukryte sensy przesłania, symbolizm (również samego krajobrazu) sprawiają, że wbrew pozorom jest to lektura w pełni możliwa do zrozumienia już raczej tylko przez osobę dorosłą, dojrzałą (literacko w szczególności). Ogród… ale nie ten, który znamy ze średniowiecznej symboliki. Nie jest to ogród rozkoszy, wręcz przeciwnie to ogród milczenia, a może nawet śmierci.

Pamiętający cudowną miłość małżonków, teraz wydaje się być skazany ostatecznie na zapomnienie, na cichą egzystencję za murem, za bramą zamkniętą przez wdowca – nieodwołalnie (klucz zakopany na zawsze). Będąc ogrodem smutku i milczenia, wydaje się przestrzenią krajobrazową, w którą wkroczyć można jedynie po to, by „(…) liście zrywać kolejno / jakby godziny istnienia (…)” (Edward Stachura Jesień). Ogród jesienny – poważny, dostojny, nie tak doskonale kamienny i monumentalny jak zimowy wydaje się jeszcze smutniejszy – zawieszony między witalizmem lata a ostatecznym (pomijając cykliczność zmian) zimowym skostnieniem. Może pogrążyć człowieka psychicznie, pogłębić depresję, odzwierciedlić stan ducha.

Podmiot liryczny zanurzający się w ogrody rudej jesieni jawi się człowiekiem kontemplującym swoją sytuację jako kogoś, kto najpiękniejsze chwile życia ma już za sobą, kto zbliża się ku drugiemu brzegowi, który każdy z nas musi kiedyś osiągnąć… „Chodzić od drzewa do drzewa Od bólu i znów do bólu (…) I liście zrywać kolejno z uśmiechem ciepłym i smutnym A mały listek ostatni Zostawić komuś i umrzeć (…)” (Edward Stachura Jesień) Mały listek ostatni wydaje się pozostawionym komuś wspomnieniem, tą cząstka nas, która pozostając w czyjejś pamięci nie pozwala nam umrzeć do końca, ostatecznie zapaść się w nicość, zbawia nas od totalnej śmiertelności. Może pozostać jako fragment bolesnego krajobrazu naszej duchowej samo świadomości lub jako strzęp niedookreślonego wspomnienia, obrazu, ogrodu jesiennego lub wiosennego – odzwierciedlającego symbolicznie nas samych… Mary z Tajemniczego ogrodu staje na początku, a nie na końcu swojej życiowej wędrówki, co znajduje wyraz w symbolicznej (jak prawie wszystko w utworze) kreacji krajobrazowej przestrzeni. Otwierając samowolnie ogród, uczestniczy w całości cyklu wegetacyjnego przyrody – to symbol ewolucji, przekształcanie się wewnętrznego, samopoznania… Sama kształtuje ten krajobraz – początkowo samotnie okopując grządki, później już z przyjaciółmi, których ogród łączy, scala, integruje. Dla nich zawsze pozostanie w słonecznym blasku, będzie symbolem dzieciństwa, młodości, będzie przypominał najpiękniejsze chwile życia.

Cóż z tego, że „Ogród w słonecznym blasku stygnie już krzepnie w zmierzch, Nie zamkniesz chwil w więzieniu Ich własnych złotych wież (…)” (L.Mc Neice***) Nie ma sensu błagać czasu o łaskę, gdyż nikt i nic naszych próśb nie wysłucha. Warto skupić się na wspomnieniach, ich nikt nam nie odbierze, nikomu na to nie pozwolimy. Pamięć o krajobrazie lat dziecinnych (rozumianym oczywiście w bardzo szeroki sposób) pozwoli nam na komfort wyboru, możliwość powrotu tam, gdzie czas się zatrzymał.

Co prawda możliwość ta, wybór, tkwi między dwoma żywiołami – naturą i transcedencją (Jaspers) – jednak samo zwycięstwo nad przemijaniem, zapomnieniem, śmiercią tkwi w tym, że …żyliśmy, mieliśmy świadomość najwyższą – świadomość człowieka po tysiącach lat rozwoju gatunku… (Mieczysław Jastrun Wolność wyboru) „Nie oczekując łaski, wiem – W sercu skrzepnie zmierzch, Lecz dobrze, że choć razem mieliśmy grzmot i deszcz I ogród też i ogród w słonecznym blasku” (L.Mc Neice***) Krajobraz w deszczu, w ulewie, w słońcu, upale, zimnie. Ogród, przez który z głuchym pomrukiem przetaczają się grzmoty, to zapewne literackie ujęcie wielkich emocji, uczuć, być może miłości; zapomnianej co prawda, wygasłej, po której pozostało jednak wspomnienie. Ono jest najwyższe. Emocje towarzyszą także bohaterom powieści Burnett. Co prawda są to tylko kilkunastoletnie dzieci, lecz rodzi się między nimi coś na kształt wielkiej fascynacji – prawie pierwsza miłość. Współgra z nią przestrzeń, którą odkryli. Patrząc z tej perspektywy – ogród, misterium wykopywania klucza otwierającego drzwi ku jednemu w swoim rodzaju z wszystkich ziemskich krajobrazów (freudowska symbolika inicjacji seksualnej) poszerza możliwości interpretacyjne utworu. Wspólne odkrywanie ziem zakazanych – przekształca tych dwoje wewnętrznie.

Ogród rozkwita, świadomość dzieci ewoluuje pod jego wpływem. Kontakt z przyrodą, odkrywanie misterium życia sprawia, że Mary przestaje myśleć tylko o samej sobie, a Colin z histerycznego hipochondryka zmienia się w normalnego chłopca wolnego od egotycznych pretensji. O ile ogród to subtelna, złożona tajemnicza struktura, o tyle druga wersja krajobrazu w utworze – wrzosowiska – to symbol naturalności, swobody, prostoty równej prostocie (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu) chłopca z wrzosowisk – Dicka. Warto wspomnieć, że angielskie moors (wrzosowiska) stanowią nieodłączny element wiejskiego krajobrazu. Zgodnie z angielską mentalnością – trudno wyobrazić sobie bezludne wiejskie przestrzenie w jakiś inny sposób wykreowane (wiatr od wrzosowisk w Wichrowych Wzgórzach Emily Bronte). Jak niezwykle trafnie spostrzega Andrzej Sulikowski (Otworzyć ogród, pracować w ogrodzie), ogród stanowi dla Mary i Dicka coś na kształt przyrodniczego wszechświata, przez który dzieci te poznają całość stworzenia.

To krajobraz ocalający dziecięcą świadomość – świadomość jedności z otaczającą przyrodą. Trudno w tym momencie nie przypomnieć sobie pięknego utworu Edwarda Stachury Wszechświat „Cudu wszechświata, nocny ład Niewysłowiony bukiet gwiazd. Każda z gwiazd samotna (…) Wszystkie razem zaś- Wiszący Ogród! Promienny Park!” Gwiezdny krajobraz nad naszymi głowami, to przestrzeń będąca marzeniem wielu -spokój, jedność, wieczność…Szkoda tylko, że my – zapatrzeni w te światy tam – na górze – nie jesteśmy w stanie pojąć tej metafizycznej struktury jedności gwiezdnych punktów, pozostajemy samotni… „Każdy z nas samotny Każdy z nas samotny Czemuż, czemuż więc my, Gwiezdne dzieci, w krajobraz piękny przepiękny wręcz Nie skupimy serc?” (E.Stachura Wszechświat) Krajobraz ogrodu to symbol pierwotnej, metafizycznej, doskonałej integracji z samym sobą – ciała z duszą, duszy z ciałem, świadomości z transcedencją, specyficznego wewnętrznego ułożenia, uładzenia, tak potrzebnego człowiekowi od zawsze, odkąd stał się istotą myślącą.

Pozbawiony kontaktu z samym sobą i ze światem staje się martwy, pusty wewnętrznie. Krajobraz jego duszy staje się pustynią, jak w innym wierszu Leopolda Staffa Deszcz jesienny” Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie i zmienił go w straszną, okropną pustelnię z ponurym na piersi zwieszonym szedł czołem i kwiaty kwitnące posypał popiołem. Trawniki zarzucił bryłami kamienia i posiał szał trwogi i śmierć przerażenia. Aż strwożon swym dziełem – brzemieniem ołowiu położył się na tym kamiennym pustkowiu (…)” Pustka, szarość, próżnia.

Szatan, który wielokrotnie pojawiał się w twórczości okresu Młodej Polski jako postać dynamiczna, uwikłana często w konflikt dobra i zła (wiersze i poematy prozą Tadeusza Micińskiego) tutaj jest smutny śmiertelnie, strwożon swym dziełem – śmiercią złem, przerażeniem, które posiał na ziemi. Ta kamienna pustka to w moim przekonaniu odzwierciedlenie duszy autora. Krajobraz tchnie typowo młodopolską melancholią. Nie ma w sobie, na szczęście, nic z katastroficzno – przerażającej wizji poetów późnego dwudziestolecia międzywojennego. To nie jest ta potworna, sucha pustynia drugiego przejścia Wiliama Buttlera Yeatea. Tutaj nie zrodził się bestia o oku pustym jak słońce, pełznąca w stronę „Betlejem by tam się narodzić” „Dwadzieścia stuleci kamiennego snu rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka”. W koszmar naszej epoki, realizacji odwiecznego ludzkiego barbarzyństwa. Nie piszemy jednak o tej pustyni, w którą zmieniło się pół Europy w połowie wieku, zbyt boli… Sięgnijmy po doświadczenia krajobrazowe Młodej Polski. Zamki, podziemia, bezkresne łąki, wulkany, grożący katastrofą świat planet – różne były sposoby organizowania krajobrazowej przestrzeni tego okresu. Istniała jednak wspólna cecha łącząca – pustka – przerażająca, klaustrofobiczna lub uspokajająca święta.. Krajobrazy młodopolskie z reguły pozbawione są ludzi.

W zamian pojawiają się różnego typu postaci quasi – ludzkie widma, upersonifikowane pojęcia, szybujące w przestworzach, których zapatrzone w wieczność, nie dostrzegają. Próżnia natomiast jest wszechobecna, świat spowity jest w mgły jak w utworze Oeconomia divina Czesława Miłosza czy kreacyjnych światach Tomasza Stearnsa Eliota. „To nie jest pstka, to jest głusza Ja tu własnego głosu nie słyszę” pisał młodopolski poeta. Młodopolska pustka to także krajobraz wegetacyjnej klęski. W okresie pozytywizmu pojawia się niwa chętnie orana. Teraz nic – ugór – jałowa ziemia jak w utworze Leopolda Staffa pod tym tytułem. Jeżeli pojawia się ziemia uprawna (w formie motywu), to pozbawiona jest ona najważniejszego wyznacznika płodności – zboża – pozostają jedynie puste kłosy, jak w utworach Jana Kasprowicza „a jęk się niesie po pustych zagonach na rżyskach rusza rozrzucone kłosy”. Kompletny ugór, klęska, pustka – wyraz dekadenckich nastrojów. Krajobraz może stanowić również obszar przytłaczająco klaustrofobiczny, przygniatający człowieka: „Niebo ciemne, strop się chmurzy ale burza i orkan daleko” S.Wyspiański Wesele strop pozbawiony epitetu niebieski ewidentnie zamyka, ogranicza przestrzeń. Człowiek czuje się uwięziony. Szary, zamglony krajobraz wydaje się nieruchomy śmiertelnie – żadnego ożywczego wiatru, nawet powiewu… Człowiek jest jak zwierzę pochwycone w pułapkę, samotne Sam już na wielkiej pustej scenie S.Wyspiański Wyzwolenie Pustka może mieć jednak inny wymiar – może wyrażać spokój i absolut niemalże. Pustka gór …święta, przeczysta pustka… jak pisał Kazimierz Przerwa- Tetmajer. Podobna przestrzeń wyzwalająca do lotu, czysta świeża ukazana jest w Albatrosie tegoż autora. To wolność – chmury, niebo, morze, przestrzeń. Bezludna, ale dzięki temu ocalająca skołataną świadomość człowieka końca wieku. Góry i morze – antynomie jak mogłoby się wydawać a jednak… Pusty młodopolski krajobraz, to samotność ludzka jej symbol i wyraz.

To samotność genialnej jednostki – to wymarzona, stawiająca utalentowanego twórcę ponad innymi i ta stanowiąca więzienie z odwróconych pleców jak w wierszach Marii Konopnickiej czy jej utworze prozatorskim napisanym wespół z Wacławem Nałkowskim Forpoczty. To także samotność człowieka na świecie, gdzie „(…) niebo nad wodami zda się być bez Boga (…)” K. Przerwa-Tetmajer Młodopolscy poeci są pewni, że są w duszy głębie i otchłanie (L.Staff). Krajobrazy górskie – szczyty, jeziora inspirowały twórców. Pojawiają się również motywy ocalające – kładki, mosty – ratujące człowieka przed całkowitą próżnią, przed górskimi przepaściami i otchłaniami. Z czasem pojawiają się tendencje odrodzeńcze – krajobraz ulega zmianie – impresjonizmu Melodia mgieł nocnych…Tetmajera najdobitniej o tym świadczy. W miejscu uschłych, chorych, spróchniałych drzew (Próchno W.Berenta) pojawia się pustka, ale co najważniejsze skrysztalona jak w Albatrosie Tetmajera (zważmy na ponadczasową dodatnią wykładnię kryształu). W miejscu ugoru pojawia się żyzna ziemia – Bierzcie, dla was pracowałem… pisze Leopold Staff. Krajobraz ożywa, człowiek rezygnuje z chorej mizantropii… Pustką wciąż nieoswojoną pozostaje natomiast dom w Tajemniczym ogrodzie.

O chorej wyobraźni świadczyłoby nazwanie jego komnat – pustych, zduszonych – krajobrazem nawet w cudzysłowie. Ja jednak nazwę krajobrazem po klęsce emocjonalnej, której wielokrotnie doświadczały dzieci rodzin mieszkających w domach, gdzie posłuszeństwo i przywiązanie do bogactwa liczyło się bardziej niż okazanie choć w minimalnym stopniu uczuć, miłości w szczególności… Ten dom, to symbol labiryntu (kolejnego odwiecznego motywu, archetypu wręcz). Odpowiada on zagmatwanym drogom rzeczywistości, po których musi poruszać się człowiek – gubić, odnajdywać swój szlak. Na szczęście istnieje przestrzeń ocalająca: „… te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą” E.Stachura Dookoła mgła Krajobraz rodzinnych stron – bliski sercu – ucieczka od szarej, okrutnej często rzeczywistości, która nie jest tą prawdziwą, autentyczną Jest obca nieznośnie ciasna, pełna pułapek, nieprzyjazna. Człowiek dąży ku temu, aby drogę dostrzec tam: „na drzewach owoce i strąca je wiatr do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat” E.Stachura Dookoła mgła To cudowna przestrzeń, kojarząca się z domem, miłością, ciszą i spokojem. Nie warto z niej rezygnować. Leopold Staff również chce powrócić tam, gdzie kwitną niebem dziecinne niezapominajki (Niedziela). Taka przestrzeń potrzebna jest człowiekowi tych czasów, w których relatywizm moralny, ludzkie tragedie, śmierć, okrucieństwo, doprowadziły do sytuacji najpotworniejszej z możliwych – człowiek zagubił gdzieś w zgiełku i pomieszaniu życia (Desiderata XVI w.) swoje własne ja, swoją tożsamość. „Po nocach szalonych mordem i grabieżą… …obudzić się w godzinie wschodu I na słońce, na zieleń niewinną i świeżą.

Otworzyć drzwi do OGRODU” (L.Staff W tych czasach) Otworzyć drzwi, pochłonąć niemalże wzrokiem tę przestrzeń, ten krajobraz – żywy, pełen witalizmu, radości. Nie pozwolić jednocześnie, aby ktokolwiek wrzucił do niego kamień i zmącił naszą rozmowę z ptakami (Leopolda Staff Jesień) – ratując człowieka przed okrucieństwem, przed odwiecznym ludzkim vae victis. Krajobraz to pojęcie bardzo szerokie – mające wiele znaczeń – rzeczywistych, prawdziwych lub ukrytych, symbolicznych. W mojej pracy starałam się ukazać, na przykładzie utworów pisarzy – tak poetów, jak i ludzi wiernych epickim formom twórczości, w jaki sposób ludzkie wnętrze odnajduje swój wyraz na papierze, w ramach krajobrazowych kreacji (w których kształt ewoluuje, jak zresztą i świadomość samego człowieka). W twórczości średniowiecznej i renesansowej wielokrotnie pojawiała się przestrzeń ogrodu różanego, doliny lilij ,które zostały określone przez Tomasza z Kempis jako miejsce, gdzie człowiek doświadcza samotności. Pozostaje sam ze sobą, wsłuchany w wewnętrzny głos – głos absolutu. Tej przestrzeni warto było poświęcić więcej uwagi, co też uczyniłam… Od wieków pozwalała ona ludziom odczuwać jedność z przyrodą, powstałą tak jak my z tej pierwotnej, czystej siły, z którą człowiek po raz pierwszy zetknął się tam, gdzie: „…promień za promieniem cały winograd uplótł, a gdy wiatr blask pchnął dalej, stał się jednym (promieniem) Promieniejący ogród” K.I.Gałczyński Noctes aninenses

Literatura walcząca o niepodległość Polski


Burzliwe dzieje naszej ojczyzny sprawiły, że walka o niepodległość stała się trwałym, powracającym tematem literatury. W czasach zagrożenia i katastrof narodowych odżywa nurt poezji tyrtejskiej, zagrzewającej do boju, porywającej do czynu. Najpełniejszą realizację tych motywów przyniósł romantyzm. Epoka romantyzmu zrodziła się z buntu przeciwko światu, który nie rozwiązał problemów politycznych i społecznych, przeciwko wszelkim więzom ograniczającym wolność. Prawo człowieka do wolności uznano za najważniejszą zasadę. Skoro jednostka ma prawo być wolna, tym bardziej stosuje się to do narodów. W Polsce, dźwigającej brzemię niewoli i dążącej za wszelką cenę do wyzwolenia, nuta patriotyczna zabrzmiała ze szczególną mocą.

Z dramatycznym okresem naszych dziejów, gdy po klęsce powstania kościuszkowskiego nastąpił III rozbiór Polski, łączy się powstanie „Pieśni Legionów”. Słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” znaczą, że ludzie zdolni są przedłużyć byt ojczyzny  niezależnie od warunków politycznych i dążyć do jego przywrócenia. Pieśń ta stała się symbolem jedności narodowej, wartością ogólnonarodową, a zrodziły ją uczucia miłości, nadziei i buntu. Pieśń Wybickiego utwierdza w przekonaniu, że ojczyzna żyje, dopóki żyją przechowujący ją w swoich sercach jej synowie.

Słowa: „… to, co nam obca przemoc wzięła, siłą odbierzemy” brzmią jak testament. Idea ta realizowana była w literaturze począwszy od okresu romantyzmu. Twórcy kreowali bohatera, którego celem i sensem życia była walka o wolność.

„Szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie”. Te słowa wypowiada Mickiewiczowski bohater – Konrad Wallenrod. Pod płaszczem mistrza krzyżackiego krył się, pojmany jako dziecko, Litwin, który skruszył potęgę Zakonu. Ale zwycięstwo nad Krzyżakami okupił Wallenrod męką całego życia. Porzucił dom, rozstał się na zawsze z ukochaną żoną. Jego dramat moralny pogłębiało życie w obłudzie, gwałcenie godności własnej, samotność w walce prowadzonej podstępem i zdradą. Konrad Wallenrod swoje życie, szczęście osobiste, honor rycerski i spokój sumienia poświęca ojczyźnie. Ta poetycka opowieść o cenie miłości ojczyzny przynosi także pochwałę pieśni podtrzymującej ducha walki o wolność narodu: „Z tej pieśni wstaje mściciel naszych kości”.

Przedstawicielem uciemiężonego, zniewolonego narodu jest Konrad z III części „Dziadów”. Niezwykła wrażliwość pozwala mu identyfikować się z cierpieniami wszystkich Polaków. Gigantyczna miłość Konrada wiodła do prometejskiego buntu przeciw bożej obojętności, do żądzy odebrania Bogu władzy nad światem. Konrad pragnie szczęścia narodu, ale chce je wywalczyć sam i dlatego ponosi klęskę

Innym samotnym bojownikiem o wolność jest tytułowy bohater dramatu J. Słowackiego. Kordian jest subtelnym, wrażliwym młodzieńcem, który szuka jakiegoś celu, jakiejś wartości wielkiej. Dopiero na szczycie Alp objawia mu się idea patriotyczna, której warto życie złożyć w ofierze. Sam chce dokonać zabójstwa cara, jednak załamuje się. Ponosi klęskę. Mimo tego, ocena bohatera nie prowadzi do zupełnej negacji, bo Kordian przezwycięża pustkę bezwartościowego życia i śmierć idzie w przeświadczeniu, że jest godny dawnych Polaków.

Zapowiedzią nowego sposobu walki o niepodległość jest Jacek Soplica – ks. Robak. Z warcholskiego Sarmaty, który szablą dochodził swych osobistych praw, przeradza się na żołnierskim szlaku w nowoczesnego Polaka, emisariusza, agitującego wśród szlachty. Jacek jest działaczem niepodległościowym, ale nie takim jak Konrad czy Kordian. Miejsce samotnego bojownika o wolność zajmuje działacz polityczny, organizator przygotowujący walką całego narodu.

Zarówno Mickiewicz, jak i Słowacki głosili przekonanie, że walka o wolną ojczyznę jest moralnym obowiązkiem Polaka, a zagrzewać do boju, przewodzić w walce ma poeta.

O roli poezji i jej ożywczej sile mówił także C. K. Norwid w wierszu „Do obywatela Johna Brown”. Tekst przepaja niezłomne przekonanie:

„Bo pieśń nim dojrzy, człowiek nieraz skona,

A niźli skona pieśń, naród wpierw  wstanie”.

Tak więc pieśń ma być iskrą pobudzającą do czynu. Zacytowane słowa okazały się prorocze. W następnych latach naród wstawał niejednokrotnie. I w każdym ze zrywów miał swojego poetę.

W latach drugiej wojny światowej, kiedy narodowi polskiemu groziła zagłada „Mazurek Dąbrowskiego” przypominał Polakom w kraju i tym rozproszonym na wszystkich frontach, że  „jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. We wrześniu 1939 r. J. Przyboś napisał wiersz  będący aluzją do tekstu „Pieśni Legionów”. Wyraża w nim pełną gotowość do walki, patriotyczną przysięgę, zobowiązanie wobec ojczyzny:

„z jeszcze żywych ostatniego tchu |

odtworzyłbym nasz hymn narodowy”.

Piewcą polskiego żołnierza stał się Wł. Broniewski, dla którego miarą najwyższą była poezja romantyczna. W roku 1943 wydał tomik wierszy pt.”Bagnet na broń” sławiący nieustępliwą walkę Polaków o wolność w kraju i na obczyźnie, na dalekich lądach i morzach. Jest w tych wojennych wierszach i tragizm polskiego żołnierza. Bohater liryczny wierszy Broniewkiego, to przede wszystkim polski żołnierz, pragnący walczyć, świadomy konieczności wyrzeczeń i najwyższych ofiar w imię odzyskania niepodległości:

„Ja jestem żołnierz piechoty! |

Ja wiem, że jedyna droga |

do Polski – to droga Golgoty”.

Nie tylko poeci starszego pokolenia ogłaszali alarm, którego nikt nie odwoła, dopóki kraj jest zagrożony. Także młodzi, urodzeni około roku 1920, określani mianem „Kolumbów”, byli poetami czynu – swoim życiem udowodnili głoszoną przez siebie prawdę. Jednym z nich był K.K. Baczyński, który w wierszu pt. „Z głową na karabinie” chce wyznaczyć rolę swemu pokoleniu w ówczesnym świecie. Okazuje się, że ci młodzi ludzie  muszą stać się żołnierzami. Mają oni wprawdzie prawo wyboru, ale i tak są skazani na śmierć. Dlatego powinni oni nadać tej śmieci jakiś sens moralny – najlepiej poprzez walkę. K.K. Baczyński zginął w czwartym dniu powstania warszawskiego. Właśnie wokół powstania warszawskiego osnuta jest powieść Romana Bratnego pt. „Kolumbowie rocznik 20”. Bohaterowie utworu mając 18 – 20 lat musieli stawić czoło okrutnej rzeczywistości wojennej. nie byli już dziećmi i musieli wziąć na siebie część ciężaru prowadzenia wojny. Są konspiratorami, należą do Armii Krajowej, walczą, organizują zamachy, akcje odwetowe. Łączy ich przyjaźń, ale przede wszystkim wspólny cel – walka o wolność Polski.

Po roku 1945 nasz dom – ojczyzna płonie od wewnątrz. W dniach najważniejszego polskiego zrywu, po sierpniu 1980 roku świat dał Polsce „nowego poetę”. Nobel dla Czesława Miłosza przywrócił nam jego twórczość w czasie, gdy społeczeństwo znów żądało poety walczącego. W wierszu „Który skrzywdziłeś” autor porusza zagadnienie odpowiedzialności poety za dobro i zło, wie, że życie niesie krzywdę i cierpienie, ale wówczas zadaniem poety jest opwiedzene się po stronie sprawiedliwości, upomnienie się o skrzywdzonych.

Polacy nigdy nie ugięli się pod ciężarem  przemocy. Wraz z walczącym narodem walczy także poeta. Program poezji walczącej wyznacza poecie niezwykle ważną rolę. Literatura przechowuje w sobie pamięć o tragicznych wydarzeniach, pielęgnuje legendy o bohaterach i jest inspiratorką buntu przeciw bezsensownej śmieci i wszelkiej tyranii.

Jakie wartości literatury staropolskiej pozostają aktualne także dzisiaj – polemika z tematem


Prawie każdy młody chłopak czytał kiedyś „Potop” czy „Pana Wołodyjowskiego” i zachwycał się bohaterstwem Małego Rycerza. Przez lata był on ideałem żołnierza: odważny, pełny poświęcenia – po prostu patriota. Ale czy te piękne obrazy XVII wiecznych wiktorii oddziaływają jeszcze na umysły ludzi końca XX wieku? Nie wydaje się żeby czytanie dzieł Kochanowskiego, Reja, Sępa-Szarzyńskiego czy Naborowskiego było dzisiaj szczególnie popularne. Czy popadliśmy w zupełną tandetę książek, które czyta się wieczorem, aby ich rano już ich nie pamiętać? Czy może w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca na ideały Małego Rycerza, ks. Kordeckiego czy Piotra Skargi? Wiele na to wskazuje. Ludzie powoli stają się egoistami żyjącymi w swoim małym i zamkniętym świecie. Najważniejszy staje się pieniądz i ten rządzi człowiekiem od urodzenia aż do śmierci. Zejście z tego padołu także pozbawione jest całej swojej tajemniczości – medycyna wyjaśniła już dużo z procesu umierania ciała. Szczególnie brutalna jest prawda, że po śmierci człowiek staje się towarem, trzeba mu kupić trumnę, wyprawić pogrzeb; nawet na martwym ciele można zarobić judaszowe pieniądze. Czy wiec w takim świecie jest miejsce na Boga i wiarę w jego dobroć? Czy jest miejsce na zmiany, kiedy każdy chce jak najwięcej na nich zyskać, a jeśli jest to niemożliwe to je blokuje? Otóż wydaje mi się że tak, ponieważ człowiek ma jeszcze swoją duszę, która odpowiednio chroniona i doskonalona może wydać doskonałe owoce. Ducha nie da się zabić, dopóki dopóty człowiek zdaje sobie sprawę, że go jeszcze posiada. Można go zniewolić, ale mimo tego będzie cały czas istniał. Polegając na duszy i na umyśle możemy dojść do stanu szczęśliwości, prawie Nirwany, kiedy to zrozumiemy istotę człowieczeństwa. Taką mini-przemianę przeżywamy za każdym razem, gdy widzimy głowy ucięte dzieciom, ludzi, którzy ćwiartują meczetami jeszcze oddychających pobratymców, czy 6 letnich „bojowników” wypuszczonych na pole minowe w charakterze żywych wykrywaczy, a raczej detonatorów, min przeciwpiechotnych. Czy to jest dobre? Oczywiście że nie ale mimo wszystko żyjemy w świecie, w którym to wszystko ma miejsce. Przez setki lat ludzie chcieli ten świat zmienić, zrozumieć i obronić. Czy im się to udało? Chyba nie ale mimo wszystko próbowali.

Literatura staropolska daje nam kilkanaście doskonałych przykładów utworów, które podjęły temat ideałów filozoficznych jednostki i społeczeństwa. Okres odrodzenia i baroku to apogeum Rzeczypospolitej szlacheckiej, państwa, które szczyciło się tolerancją religijną i potęgą militarną.

Wybitnym twórcą polskiego renesansu był Jan Kochanowski, który w ciągu swojego życia drastycznie zmienił zapatrywania na problemy życia i śmierci. Początkowo, co ukazane jest w pieśniach, propagował postawę klasyczną, czerpiącą wartości z filozofii Epikura i Stoików. Na przykład w pieśni IX propagował stoicyzm i rozwagę w życiu, nieuleganie namiętnościom. Jednocześnie daleki był od postawy pasywnej, wręcz przeciwnie, przywołując filozofię epikurejską wzywał do aktywizmu i rozumnego korzystania z uciech życia doczesnego. Można powiedzieć, że ta zręczna kompilacja rozwagi i odwagi sprawdzała się i sprawdza nadal w życiu. Współczesny człowiek nie może odcinać się od świata ale jednocześnie musi zachować swoją prywatność, własną „świątynię dumania”. O tym jak żyć mówi też pieśń „Serce rośnie” ukazująca zmianę pór roku jako cudowny mechanizm, dzieło nieomylnego Stwórcy. Przyroda daje szczęście, gwarantuje człowiekowi choć odrobinę prawdziwej wolności.

Pieśń V „O spustoszeniu Podola” opowiada o tragicznych losach kresów wschodnich. Utwór jest wyrazem troski Jana Kochanowskiego o losy Rzeczypospolitej, zagrożonej ze wszystkich stron i dodatkowo targanej wewnętrznymi sporami, które tak tragicznie miały zapisać się w późniejszej historii narodu. Podmiot liryczny wzywa do czynu, postuluje postawę aktywną. Głównym jednak przesłaniem ideowym utworu jest patriotyzm – bezinteresowne poświęcenie się ojczyźnie.

W dzisiejszych czasach często zapominamy, że żyjemy w wolnym kraju. Dla nas jest to tak naturalne, że nie zdajemy sobie sprawy, jak egzystować można w kraju okupowanym. Zniewolone ciało będzie powoli pociągało za sobą duszę, ta jednak nie powinna zginąć. Nie bez powodu mówi się o człowieku, że jest „bezduszny” a nie „ze złą duszą”, po prostu w naszym pojmowaniu świata brak jest miejsca na zdradę ostatniej prawdziwej wartości. Patriotyzm wywodzi się bezpośrednio z ducha, jest jego najbliższą pochodną. Człowiek końca XX wieku zapomina powoli czym jest wolność duszy, on goni tylko za swobodą doczesną, którą mają zapewnić pieniądze. Materializm przenika wszystko i wszystkich, czasami ma to jednak swoje dobre strony, ponieważ kult posiadania dystansuje nas od świata i w pewnym stopniu może być utożsamiany ze stoicyzmem. Jest to naturalnie dość karkołomne porównanie niemniej posiada w sobie ziarnko prawdy.

Wspomniana na początku przemiana Jana Kochanowskiego z optymisty na swego rodzaju dekadenta dokonała się po roku 1578(9), kiedy to w krótkim okresie czasu zmarła jego córka Urszulka, później jej siostra Helena a jeszcze wcześniej ojciec poety i jego brat Kacper. To spowodowało, że zniknął gdzieś entuzjazm podmiotu lirycznego, który od tej chwili stał się krytykiem Boga i jego czynów. Treny są genialnym połączeniem klasycznej formy z rewolucyjną treścią, negującą miejscami istnienie Stwórcy. Tęsknota po śmierci bliskich jest uczuciem uniwersalnym, ale sposób radzenia sobie z nim, znacznie się przez wieki zmienił. Jak łatwo zauważyć Kochanowski zamknął się w sobie, we własnej duszy szukał odpowiedzi na postawione pytania. W dzisiejszych czasach obserwujemy tendencję odwrotną szczególnie w krajach anglosaskich, znajdujący się w dołku nerwowym ludzie chodzą do psychoanalityków, którzy teoretycznie mają lekarstwo na wszystkie dolegliwości z puszki Pandory. Czy więc lekarz spełnia rolę duszy? Jeśli tak to gdzie podział się duch człowieka? „Gdziekolwiek jesteś, jeśli jesteś” wydaje się, że nie ma już niestety dla ciebie miejsca w ludzkich sercach.

Siła, która sprawiła, że poeta przeżył kryzys to połączenie humanizmu i religii, cudowna mieszanka tolerancji, wynikającej z połączenia różnorodnych filozofii i teologii. Wydaje się, że jest to narzędzie uniwersalne. Jeśli potrafimy zaakceptować innych to na pewno uczynimy to samo w stosunku do nas samych.

Z twórczości Kochanowskiego wyziera obraz poety, który dzięki swym zasadom niczym Feniks z popiołu dźwignął się z kryzysu nie tracąc swoich ideałów. W dzisiejszych czasach jest to bardzo trudne, ponieważ często jesteśmy za słabi, żeby pozostać przy swoich ideałach, popadamy w zależność od innych, stajemy się bezwolnym tłumem.

Kolejnym wybitnym przedstawicielem polskiego odrodzenia był Mikołaj Rej. Swoje credo życiowe wyłożył w utworze „Żywot człowieka poczciwego”, opisującym 3 etapy życia człowieka: dzieciństwo i młodość, wiek dojrzały oraz starość. Przekonania autora klasyfikują człowieka jako część przyrody, ogniwo biologicznego łańcucha życia i śmierci. Najważniejsza dla ludzkości jest więc natura, źródło życia i podmiot, który ustalił podstawowe prawa obowiązujące wszystkie stworzenia. Pod koniec XX wieku możemy zauważyć nawrót do filozofii Gai-Ziemi, regulującej cykl przemijania. Kult przyrody, ze względu na zanieczyszczenie środowiska, stał się sprawą bardzo ważną i objął wszystkie kontynenty. Okazało się, że człowiekowi nie wystarcza żelbetonowa przestrzeń miasta, potrzebuje lasu, gór i łąk, które przywrócą mu zatracone poczucie piękna i pozwolą odpocząć od trudów codziennego życia. Jak się wydaje przekonania Reja nabrały znaczenia ponadczasowego, a mówiąc dokładniej to poeta opisał ponadczasowy ideał, przyrodę, której człowiek ponad wszelką wątpliwość jest częścią.

Epoka, która nastała po oświeconych czasach odrodzenia, dla wielu była czasem upadku. Wysunąć jednak można dość dyskusyjną tezę, że koniec XX wieku przypomina jednak bardziej czasy baroku niż renesansu. Dlaczego? Wydaje mi się, że współczesny świat pełen jest swoistego naturalnego chaosu, wyniku drastycznych zmian w mentalności ludzkiej. Życie jest ciągłą walką, pogonią za pieniędzmi, w której nie ma miejsca na sentymenty. Śmierć jest wybawieniem, ostateczną ucieczką. Niebo tak naprawdę trudno jest osiągnąć, a to dzięki istnieniu „naturalnego zła” zakorzenionego w człowieku, i o którego istnieniu nawet nie wiemy, to zaś jest potwierdzeniem niedoskonałości istoty ludzkiej. Prawie identyczną filozofię wyznawał Sęp-Szarzyński, jeden z najwybitniejszych twórców polskiego baroku. Preferował on model poezji metafizycznej, głoszącej ważną rolę Boga, jedynej ostoi człowieka w świecie bez zasad, kierowanym szatańskimi rozkazami. Autor odszedł zupełnie od optymizmu, tak charakterystycznego dla renesansu, w zamian pojawił się specyficzny pesymizm, podkreślony dodatkowo przekonaniem o nieważności życia doczesnego. Sam tytuł wiersza „O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem” obrazuje przekonanie poety o rzeczywistości, która jest ciągłą walką dobra ze złem. Jedyną nadzieją jest niebo, jedyne miejsce gdzie człowiek może być szczęśliwy.

Wydaje się, że przekonania Sępa-Szarzyńskiego są bardzo aktualne także dzisiaj. Zupełnie inaczej jest z kanonami piękna wyznawanymi przez Jana Andrzeja Morsztyna. Przerost formy nad treścią, acz obecny we współczesnym świecie, nie jest chyba przez nikogo pochwalany. Wiersze takie jak „Nagrobek Perlisi” czy „Cuda miłości” nie mogą wywołać odpowiedniego wrażenia na ludzkości końca XX wieku. I to nie tylko dla tego, że nie jesteśmy sentymentalni. Po prostu te wiersze nawet dla romantyków byłyby zbyt pretensjonalne.

Trochę inny charakter ma sonet „Do trupa” będący realizacją założeń artystycznych baroku. Szokujący koncept uwydatniający szczęście nieboszczyka w porównaniu z niedolą kochanka, miał i ma swoich naśladowców nawet we współczesnej poezji.

Barok to jednak przede wszystkim sarmatyzm – retoryka narodowa, przypominająca w zarysach tą stosowaną dzisiaj przez niektórych przedstawicieli prawej strony sceny politycznej. Taki utwór jak „W obozie” Jana Chryzostoma Paska dzisiaj może być tylko obiektem żartów. Nie znaczy to jednak, że barok nie zajmował się tematyką narodową, pomijającą chociaż w jakimś stopniu sarmatyzm. Zajmował się tego typu twórczością Wacław Potocki, umiejętnie łącząc patriotyzm z obowiązującym wówczas kultem życia szlacheckiego. „Wojna Chocimska” to naprawdę udana próba oceny Polski i Polaków. Ten poemat homerycki, mimo podniosłego stylu pisany językiem prostym, pełen jest wiary w naszą narodową dumę. Mimo wszystko autor postuluje szereg zmian, mających usprawnić idealny system polityczny, czyli republikę szlachecką.

Patriotyzm w ówczesnym tego słowa znaczeniu nie ma odpowiednika dzisiaj. Pod koniec XX wieku większym, według opinii wielu, patriotą jest tak naprawdę ten, który kupi polski produkt a nie zagraniczny. Dochodzi powoli do niebezpiecznego zjawiska zamykania się Polski, stajemy się powoli coraz bardziej ortodoksyjni, zapominamy o dziedzictwie wieków reformacji.

Ludzie się zmieniają i ideały też się zmieniają. Może nie chodzi tu o poszczególne słowa lecz raczej o ich zrozumienie. Przyroda kiedyś, to uroki sielankowego życia na wsi, dzisiaj to kampania, w której najpiękniejsze kobiety świata występują nago, gdyż „nie będą chodzić w futrach”. Patriotyzm kiedyś, to walka z orężem w ręku, pod koniec XX wieku to zapłata plastikową kartą kredytową z polskiego banku, bynajmniej nie w zachodnim supermarkecie, za jajko z Pcimia Dolnego. Bóg kiedyś, to najlepszy przyjaciel człowieka, Stwórca dziś, to obiekt ataków ze wszystkich stron, od naukowców aż po lewicujących robotników. Jednocześnie jednak Kościół zmienił się z instytucji walczącej o wiernych z chwalebnych czasów reformacji, na teokratyczną władzę kontrreformacji, aż do czasów współczesnych, kiedy to postrzegany jest jako instytucja prawie świecka.

Kiedyś Mały Rycerz prawie sam pokonał Szwedów. Dzisiaj byłby on tylko nieszkodliwym wariatem. Kiedyś kupowano coś co było dobrej jakości, dziś dobre jest to co polskie.

Ideały same się nie zmieniają, to ludzie je źle rozumieją.

Literatura współczesna wobec otaczającej rzeczywistości, o zmaganiu się człowieka z losem, ze złem, ocalająca człowieczeństwo


Nikt nie rodzi się bohaterem, ale ważne jest to, jak człowiek zachowa się wobec otaczającej rzeczywistości, w momencie próby. Nie można zapomnieć o wpływie na indywidualny los ludzki rzeczywistości, szczególnie wtedy, kiedy przybiera ona konkretne historyczne kontury. Jest to problem, na który literatura od zawsze żywo reagowała, niejednokrotnie odwoływała się do wolnej woli człowieka. Do pierwszej, a nawet do drugiej wojny światowej wierzono, że dokonuje się postęp cywilizacyjny i moralny. Rok 1939 zniszczył tę nadzieję. Ludzkość dokonała zbrodni na samej sobie. W świecie zapanował chaos, nastąpił upadek dotychczasowych wartości, stąd wielu twórców podjęło trud wypowiedzenia prawdy o ludzkim losie.

Zadumę nad „czasem kalekim” odnajdujemy w wielu utworach K. K. Baczyńskiego. Utwór zatytułowany „Ten czas” obejmuje syntezę tragedii wojennej. „Mroczny czas” nie pozwala realizować osobistych uczuć, pragnień i zamierzeń, bo „głowy dudnią po ziemi”. Nie ma w tym wierszu żadnej nadziei, dominuje przekonanie, że pokolenie, któremu przyszło żyć w takim czasie, to pokolenie stracone, skazane na klęskę, na śmierć. Bardzo tragicznym w swej wymowie jest utwór „Pokolenie”. To obraz pokolenia, którego psychika została spustoszona i wypaczona przez wojnę. Rzeczywistość wojenna zabrała im marzenia, miłość, sumienie i pamięć. Pozostały senne koszmary, katastroficzne wizje świata. W wierszu „Z głową na karabinie” czasowi Apokalipsy poeta przeciwstawia arkadyjską krainę dzieciństwa. Baczyński stoi przed trudnym wyborem, który za niego rozwiązuje nieuchronny los – walka o wolność. Poeta próbował odnaleźć sposób na godne życie – poświęcił je ojczyźnie, w ten sposób ocalił swoje człowieczeństwo.

Innym poetą, który też ze szkolnej ławki poszedł na wojnę i dał świadectwo tragedii pokolenia jest Tadeusz Różewicz.

„Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź”.

Podmiot liryczny przeżył wojnę, ocalał jednak tylko fizycznie, stracił cały dotychczasowy świat wartości. Wyrazy takie jak: „człowiek i zwierzę”,”miłość i nienawiść” stały się wyrazami „pustymi” i „jednoznacznymi”. Wojna wywołała chaos w sferze wartości moralnych. Różewicz poszukuje ratunku: „szukam nauczyciela i mistrza”. Pragnie poskładać sobie świat, odtworzyć wartości, jakimi powinien się w swym życiu kierować każdy człowiek – miłości, wiary, nadziei.

Problem obojętności wobec czyjejś tragedii i samotności człowieka skazanego na śmierć porusza Czesław Miłosz w wierszu „Campio di Fiori”. Śmierć uczonego i rzeź mieszkańców getta nie wzbudziła żadnego zainteresowania ani współczucia. Poeta nie chce pogodzić się z tym faktem i wyraża przekonanie, że jego słowo „bunt wznieci”. Ma więc ważną rolę do spełnienia w tak bezwzględnym świecie. W „Piosence o porcelanie” stwierdza, że jego zadaniem jest ocalenie człowieka, ocalenie kruchych i ulotnych wartości jak: szczęście, miłość, zaufanie, ludzkie życie.

Najokrutniejszym doświadczeniem z lat wojny były obozy koncentracyjne. Machina śmierci stworzona przez hitleryzm i stalinizm zmierzała do całkowitego wyniszczenia broniącego się człowieczeństwa. Wiedzę o świecie bezwzględnym, o tym, że to „ludzie ludziom zgotowali ten los” daje nam między innymi T. Borowski, Z. Nałkowska, G. Herling – Grudziński.

Bohaterami opowiadań Borowskiego są zwyczajni ludzie poddani okupacyjnemu terrorowi, torturowani i zabijani w obozach w tych nieludzkich warunkach usiłowali przeżyć, przetrwać nieliczni sprzeciwiali się, buntowali, jednak ci najszybciej ginęli, godni szacunku, ale martwi. Inni nie potrafili przeciwstawić się losowi, stawali się muzułmanami, jeszcze inni starali się przystosować do warunków obozowych. Zanikały zasady moralne obowiązujące w normalnym świecie. Człowiek, by przeżyć, popycha ojca do komory gazowej, wyrzeka się własnego dziecka, zabija syna, który ukradł chleb. Obozowe piekło sprawia, że ludzie stają się nieczuli, gotowi krzywdzić innych, zadawać ból. Pytanie postawione w jednym z opowiadań: „czy jesteśmy ludzie dobrzy?” nurtuje całą twórczość Borowskiego. Jego utwory są przede wszystkim oskarżeniem faszyzmu, ale także  i gorzkim rozpoznaniem granic człowieczeństwa.

„Inny świat” G. Herlinga – Grudzińskiego można zestawić z „Kamiennym światem” Borowskiego. Metody, jakie stworzyli sowieccy komuniści, nie różniły się od metod hitlerowskich. Sowieci nie mieli jedynie krematoriów. Więźniowie byli traktowani okrutnie, musieli ciężko pracować w trudnych warunkach klimatycznych, można ich było bezkarnie zabić, zagłodzić na śmierć. Gwałty, rozboje, kradzieże i donosy na współwięźniów to zjawiska powszednie. Autor  rejestruje fakty, ale nie ogranicza się do tego. Interpretuje je w kategoriach filozoficznych. Książka – dokument staje się traktatem moralnym, gdyż Grudziński zastanawia się, czy od człowieka żyjącego w warunkach ekstremalnych, można żądać przestrzegania norm etycznych. Tylko niewielu zachowało swoje człowieczeństwo, było zdolnych do postaw humanitarnych. Natalia Lwowna, Kostylew odzyskują godność dzięki dobrowolnemu cierpieniu. Narrator nigdy nie zgodził się na obozową moralność opartą na instynkcie przetrwania za wszelką cenę. Zło nie może być usprawiedliwione. Człowiek powinien zachować swoją godność – nawet w sowieckich łagrach, w innym świecie.

Tak więc człowiek przyjmuje wobec otaczającej rzeczywistości różne postawy; albo ulega złu, albo się aktywnie mu przeciwstawia. Także bohaterowie „Początku” Andrzeja Szczypiorskiego są skazani na ciągłe dokonywanie wyborów, bo w żaden sposób nie mogą uciec od okropności wojny. Jedni stawali po stronie najeźdźcy, żeby ocalić swoje życie, inni przeciwstawiali się okupantowi. Na przykład siostra zakonna wbija dzieciom żydowskim do głowy ich nowe życiorysy, błagając Boga o wybaczenie, że uczy kłamstwa. Adam Korda, filolog klasyczny, powraca do rzeczywistości, bo życie sąsiadki okaże się ważniejsze niż całe wieki kultury greckiej. Müller, członek hitlerowskiej partii, ratuje panią Irmę, bo jest człowiekiem niezwykłej odwagi. Wśród bohaterów książki „o porządnych ludziach” jest bandyta Wiktor Suchowiak, który za wysoką opłatą wyprowadza ludzi z getta. Ta najprawdziwsza wojna nie toczy się na frontach czy ulicach miasta. To walka o wartości; jej terenem jest sumienie ludzi postawionych w sytuacji dramatycznego wyboru, zmuszonych do konfrontacji z brutalną rzeczywistością. Ocalenie własnej godności jest dominującą potrzebą wielu spośród bohaterów „Początku”.

Powieścią o postawach ludzkich, o człowieku wobec zagrożeń, zła, o wartościach ocalających człowieczeństwo jest „Dżuma” Alberta Camusa. Powieść ta wyrasta z założeń filozofii egzystencjonalnej. Camus uważa, że człowiek, mimo poczucia zagrożeń, poczucia samotności, ma żyć z godnością, żyć godziwie. Człowieka nic nie zwalnia z odpowiedzialności za swoje czyny. Główny bohater powieści, dr Rieux, wie, że chociaż nie uda mu się pokonać epidemii dżumy, to jednak decyduje się na walkę, staje po stronie słabszych, chorych. Doktor nie ma żadnych wahań, jest przekonany o słuszności wyboru, o konieczności udzielania pomocy potrzebującym. Etyka lekarska łączy się z głębokim humanizmem tej postaci. Podobnie Tarrou celem swojego życia uczynił walkę ze złem. Zawsze stawał po stronie ofiar. Był przekonany że człowiek może zmienić swoją postawę na lepszą, że w jego mocy pozostaje „walczyć przeciwko światu takiemu jaki jest. Tarrou także twierdzi, że każdy człowiek nosi w sobie bakcyl dżumy, ale powinien on czuwać bezustannie, żeby „nie tchnąć jej w twarz drugiemu człowiekowi”. Te słowa świadczą o parabolicznym charakterze powieści. Dżuma jest symbolem zła, z którym trzeba walczyć, niezależnie od tego, jaką postać to zło przyjmuje. Bohaterowie walcząc aktywnie z dżumą, nadali sens swojemu istnieniu. Także w eseju pt.: „Mit o Syzyfie” Camus stwierdza, że sensem życia ludzkiego jest zmaganie się z losem. Poczucie absurdu świata wyzwala w Syzyfie gotowość do działania. Trud i wysiłek, który będzie podejmował każdego dnia, pozostanie dla niego jedyną drogą ocalenia własnego człowieczeństwa.

Rozważanie egzystencjonalne o ludzkim losie podejmuje również Wisława Szymborska. Poczucie absurdalności świata, przypadkowości losu przenika wiersz pt.: „O śmierci bez przesady”. Choć narratorowi towarzyszy przekonanie o tym, że wszystko, co żyje, musi umrzeć, nie do przyjęcia jest dla niego postawa kompromisu. Działanie staje się jedyną drogą pozostania człowiekiem. Egzystencjonaliści akcentowali, że zadaniem człowieka jest wykroczyć poza siebie i dźwigać się ustawicznie ponad siebie. Przykładem takiej postawy może być nauczycielka z utworu „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”, która uratowała cudze dzieci i zapłaciła za to życiem. Nie myślała o sobie, wiedziała, że trzeba ratować zagrożone życie.

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”.

Poetka dostrzega we współczesnym świecie zbyt pośpieszny rytm życia, brak czasu na chwilę zastanowienia, na zadawanie sobie pytań, na myślenie. W wierszu „Nic dwa razy” mówi, że nie ma ani czasu, ani miejsca na poprawki: „żaden dzień się nie powtórzy”. My, ludzie „schyłku wieku”, nie potrafimy się porozumiewać, skazujemy się na samotność. Szymborska często w swych wierszach pyta o wzajemne relacje między jednostką a zbiorowością. Odpowiedzi wprost – jak zwykle – brak. Wobec pytań i wątpliwości czytelnik musi się określić, sam znaleźć odpowiedź. Dla poetki życie to istnienie sprzeczności, a umiejętność życia to zdolność ich godzenia. Podobnie jak u Pascala, w wierszach Szymborskiej siła człowieka tkwi w świadomości jego miejsca w świecie oraz wśród innych ludzi.

Na zakończenie swoich rozważań przytoczę kilka refleksji wynikających z utworu Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”. Istotą tego utworu jest przekonanie, że tylko za cenę najwyższej ofiary można zachować nieskażoną godność ludzką. Poeta pisze o największych wartościach warunkujących nasze człowieczeństwo, są to według niego: godność, odwaga, wierność wyznawanym zasadom. Człowiek powinien iść „wyprostowany wśród tych co na kolanach”. Wiem, że nikt nie zdobywa raz na zawsze świadectwa szlachetności i dobroci, ale w świecie zła człowiek nie może przechodzić obojętnie wobec niegodziwości. Nie wolno rezygnować z własnego człowieczeństwa, nawet jeśli trzeba będzie zapłacić za to wysoką cenę.

Artysta nie może oddzielić się od niedoli świata


„Artysta nie może oddzielić się od niedoli świata”. Rozwiń myśl A.Camusa odwołując się do XX – wiecznych utworów literatury polskiej i obcej.

Literatura wyrasta z przeżyć i doznań człowieka, rejestruje jego reakcję, postawy wobec rzeczywistości. Sztukę tworzą konkretne jednostki, mające rozmaite doświadczenia życiowe, obdarzone indywidualną wrażliwością. Pojmowanie zadań literatury i pisarza zmieniało się na przestrzeni wieków. Romantycy wierzyli w wielką moc słowa, poeta stawał się wierszem, przewodnikiem narodu. Współcześni twórcy są bardziej pokorni, doświadczenia – szczególnie wojenne – zaciążyły na kształcie literatury XX wieku. Łączy ich podobne traktowanie pisarstwa – – jako świadectwa i filozoficznego dialogu. Funkcją sztuki jest pomaganie bliźniemu, stąd artysta nie może być obojętny na człowieczy los, „nie może oddzielić się od niedoli świata”.

Do pierwszej, a nawet do drugiej wojny światowej ludzie żyli w przekonaniu, że dokonuje się postęp cywilizacyjny i  moralny. Rok 1939 zniszczył tę nadzieję. Ludzkość dokonała zbrodni na samej sobie. W świecie zapanował chaos, nastąpił upadek dotychczasowych wartości, stąd wielu twórców podjęło trud wypowiedzenia prawdy o ludzkim losie, o świecie opanowanym przez zbrodnię.

Przykładem artysty, który nie mógł stać z boku, kiedy nagle runąć świat marzeń i uznanych przez niego wartości jest Kamil Krzysztof Baczyński, Zadumę nad „czasem kalekim”, konieczności pisania o nim odnajdujemy w wielu utworach poety. W wierszu „Z głową na karabinie” czasowi Apokalipsy, okrucieństwu i bezwzględności niszczącej ludzkie serca przeciwstawia arkadyjską krainę dzieciństwa, która odeszła na zawsze. Wiersz „Pokolenie” to obraz świata, w którym  rządzą nie ludzkie, lecz wilcze prawa. Rzeczywistość wojenna zniszczyła marzenia, miłość, sumienie i pamięć. Ale stawiała ona przed artystą także zadania poezji tyrtejskiej – wzywającej do walki.  Poezja Baczyńskiego oddała cały tragizm pokolenia, które próbowało odnaleźć sposób na godne życie. Ocalenie swojego człowieczeństwa znalazło ono w walce o wolną ojczyznę. Baczyński przekonany, że obowiązki poety nie mogą go zwolnić od udziału w walce przystąpił do powstania, poległ 4 sierpnia 1944 roku.

Innym poetą, który ze szkolnej ławki poszedł na wojnę, który dał świadectwo tragedii własnej i tragedii pokolenia jest Tadeusz Różewicz.

„Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź”

 („Ocalony”).

Podmiot liryczny przeżył wojnę, ocalał jednak tylko fizycznie, stracił cały dotychczasowy świat wartości. „Cnota” i „występek”, „prawda i kłamstwo” – to kontrastowe zestawienie potwierdza załamanie wiary w sens podstawowych pojęć moralnych. Poeta  pragnie poskładać na nowo świat: „szukam nauczyciela i mistrza”, aby „jeszcze raz nazwał rzeczy i pojęcia”, odtworzył wartości, jakimi powinien w swoim życiu kierować się każdy człowiek – miłości, wiary, nadziei.

Tak jak T. Różewicz i Cz.Miłosz uważa, że zadaniem poety jest ocalanie człowieka, kruchych i ulotnych wartości takich jak: szczęście, przyjaźń, miłość, zaufanie, ludzkie życzenia, także dostrzeganie nieszczęścia, jakie spotyka drugiego człowieka. Problem samotności człowieka skazanego na śmierć porusza Cz. Miłosz w wierszu „Campio di Fiori”. Zestawia tu dwie sytuacje: śmierć Giordano Bruno i tragedię powstańców w getcie. Tak jak nikt nie interesował się śmiercią uczonego, tak i rzeź Żydów nie wzbudziła żadnego zainteresowania ani współczucia. Ludzie nie chcą albo nie potrafią dostrzec właściwego wymiaru cierpienia innych. Poeta nie chce pogodzić się z tym faktem i wyraża przekonanie, że w przyszłości jego słowo „bunt  wznieci”.

Wiedzę o świecie bezwzględnym, okrutnym, o życiu w obozach koncentracyjnych, o tym, że to „Ludzie ludziom zgotowali ten los” daje nam między innymi proza Tadeusza Borowskiego, Zofii Nałkowskiej, Gustawa Herlinga – Grudzińskiego.

Centralnym motywem opowiadań T. Borowskiego z tomu „Kamienny świat” staje się obraz degeneracji moralnej, upadku człowieka. Obóz to dla Borowskiego miejsce, w którym nie tylko się umiera, ale także trzeba żyć. Narrator Tadek jako jeden z wielu, którzy walczą o przeżycie, obserwuje z niepokojem przemiany, jakie zaszły w psychice człowieka. Powoli    wyzbywa się on   zasad moralnych, wrażliwości. Obozowe piekło sprawia, że ludzie stają się nieczuli, gotowi krzywdzić innych, zadawać ból. Pytanie postawione w jednym z opowiadań: „czy my jesteśmy ludzie dobrzy?” nurtuje całą twórczość Borowskiego.

Innym pisarzem, który swą twórczością spełniał podstawowe zadania artysty  jest Gustaw Herling – Grudziński. Jego powieść „Inny świat” można zestawić z opowiadaniami T.Borowskiego. Metody, jakie stworzyli sowieccy komuniści, nie różniły się od metod  hitlerowskich. Więźniowie łagrów byli traktowani okrutnie, musieli ciężko pracować w trudnych warunkach klimatycznych, co również prowadziło do wycieńczenia i śmierci. Sowieci nie mieli jedynie krematoriów. Życie ludzkie nie przedstawiało żadnych wartości. Gwałty, rozboje, kradzieże i donosy na współwięźniów to zjawiska powszednie. Autor rejestruje fakty, ale nie ogranicza się do tego. Interpretuje je w kategoriach filozoficznych. Książka – dokument staje się traktatem moralnym, gdyż Grudziński zastanawia się, czy od człowieka żyjącego w warunkach ekstremalnych, można żądać przestrzegania norm etycznych. Tylko niewielu zachowało swoje człowieczeństwo. Narrator nigdy nie zgodził się na obozową moralność. Zło nie może być usprawiedliwione. Zdaniem pisarza, człowiek powinien zachować swą godność – nawet w sowieckich łagrach, w innym świecie.

Warto przytoczyć jeszcze przykład innego twórcy, któremu nie jest obojętna niedola świata – Alberta Camusa. Znakomita jego powieść pt. „Dżuma” nazywana jest parabolą, przypowieścią o losach ludzkich. Powstała w okresie, kiedy pamiętano koszmar cierpienia i zagrożenia w absurdalnym świecie opanowanym przez zbrodnię ludobójstwa. A.Camus wyraża pogląd, że człowiek może się przeciwstawić złu, jeśli prawdziwie angażuje się w sprawy ludzkie. Powieść ta wyrosła z założeń egzystencjalizmu. Kierunek ten głosił, że człowiek jako jednostka ma poczucie ciągłego zagrożenia, lęku, istnienia sił wpływających na ludzkie istnienia, ale ma on wybór w zakresie własnego postępowania. Za wolność tego wyboru odpowiedzialny jest tylko przed samym  sobą. Świadomość zagrożeń, poczucie samotności nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za swoje czyny. Wobec takich problemów Camus stawia bohaterów powieści. Akcja „Dżumy” rozgrywa się w algierskim mieście Oran w latach czterdziestych XX wieku. Kroniki nie potwierdzają, że w tych latach panowała dżuma, jednak historia potwierdza istnienie na świecie „dżumy” – wojny, totalitaryzmu, zniewolenia, a więc zła. Najpełniejszym wyrazicielem poglądów pisarza jest doktor Bernard Rieux. Od początku zagrożenia ma swoją koncepcję walki ze złem. Mówi: „w tym wszystkim nie chodzi o bohaterstwo. Chodzi o uczciwość”. Dotknięty osobistą tragedią, nie myśli o sobie i swoim nieszczęściu, wszystkie siły poświęca walce ze straszliwą zarazą. Podobnie Jean Tarrou celem swojego życia uczynił walkę ze złem, zawsze stawał po stronie ofiar. Twierdził, że człowiek nosi w sobie bakcyl dżumy, ale powinien czuwać bezustannie, żeby „nie tchnąć jej w twarz drugiemu człowiekowi”. Był przekonany, że dobro jest cechą natury ludzkiej, dlatego nie wolno zostawiać ludzi z ich nieszczęściem, trzeba być razem z nimi i, jeśli to konieczne, nieść pomoc. Tarrou to jedna z ostatnich ofiar dżumy. Umiera wtedy, kiedy choroba się cofa. Poświęcił więc swoje życie walcząc ze złem. A. Camus poprzez większość  swych bohaterów wyraża przekonanie o konieczności przyjęcia aktywnej postawy wobec zagrożenia, wobec zła, nieszczęść. Końcowe słowa powieści to przestroga, aby ludzka czujność i solidarność zawsze były w pogotowiu, „bo bakcyl dżumy nigdy nie umiera”.

Nie tylko „Dżuma” jest syntezą przemyśleń pisarza na temat kruchej egzystencji ludzkiej. W eseju „Mit o Syzyfie” A.Camus sens życia widzi w zmaganiu się z losem. Poczucie absurdu świata wyzwala w Syzyfie gotowość do działania. Trud i wysiłek podejmowany każdego dnia jest dla niego jedyną drogą do ocalenia człowieczeństwa. Człowiek posiada zdolność buntu, a więc niezgody na ból, nieszczęście, zło – taką rolę ma do spełnienia również artysta.

Człowiek, jako jednostka, żyjąc w otaczającym świecie musi nieustannie bronić swojego istnienia, gdyż rzeczywistość zmienia się i zagraża jego egzystencji. Nie tylko wojna dokonała spustoszenia moralnego, ostatnie lata historii pokazały, jak tragiczny w swych skutkach może być totalitaryzm. Tadeusz Konwicki w „Małej apokalipsie” daje wyraz swojemu przerażeniu rzeczywistością, w której człowiek nie znaczy nic, bo o wszystkim decyduje urząd, ideologia czy system. Warszawa, gdzie rozgrywa się akcja utworu, podobnie jak cały kraj, rządzona jest przez totalitarny system. Nie ma od niego ucieczki, zniewoleni są wszyscy. Zniewoleni nakazami i zakazami boją się przeciwstawić złu w sposób zdecydowany. W tym świecie bunt jest pozorny albo jest to tylko gest – samo palenie się głównego bohatera. Świat przedstawiony w „Małej apokalipsie” umiera i nie będzie zbawiony. Zło znajduje się wszędzie, świat powoli kona, rozpada się. Bóg nie ocali tak złego świata. Powieść ta jest rozpaczliwym aktem protestu przeciw utracie wolności i tożsamości narodowej oraz przestrogą przed złem tkwiącym wewnątrz człowieka.

W twórczości wielu pisarzy można znaleźć potwierdzenie tezy zawartej w temacie, jednak nie sposób ich wszystkich wymienić. Pod koniec swoich rozważań pragnę zaprezentować kilka utworów polskich poetów, dla których istotą tworzenia jest uczestnictwo we wszystkich sprawach tego świata.

T.Różewicz pisał, że „poezja współczesna to walka o oddech”. Oddech – to symbol ulgi  i wolności. W świecie zła, poczucia obcości, zaniku i przemieszania wartości – poezja musi walczyć o wartości moralne. Poeta pragnie byśmy byli dla siebie ludźmi, nie wilkami. Ludźmi, nie ludożercami pożerającymi się wzajemnie. „Nie zmartwychwstaniemy”, ostrzega poeta, jeśli będziemy się zabijać. A zabijać można również złością, prostacką chciwością. Różewicz uważa, że właśnie poecie przypada rola i obowiązek odpowiedzialności za najistotniejsze ludzkie wartości.

Także Zbigniew Herbert pragnie swoją poezją pomóc odnaleźć się człowiekowi zagubionemu we współczesnym świecie. Wskazuje na podstawowe wartości warunkujące nasze człowieczeństwo. Człowiek musi iść odważnie zawsze, nawet „gdy rozum zawodzi”, powinien iść „wyprostowany wśród tych co na kolanach”. Herbert odrzuca przemoc, ale twierdzi, że w świecie zła człowiek nie może przechodzić obojętnie wobec niegodziwości.

Czesław Miłosz chciał wyzwolić poezję od ciężaru misji, posłannictwa. Nie pozwolił mu płacz Antygony – symbol bólu świata. W utworze pt: „Który skrzywdziłeś” zawiera refleksje dotyczące roli poety w społeczeństwie. Autor wie, że życie niesie krzywdę i cierpienie, ale wówczas zadaniem poety jest opowiedzenie się po stronie sprawiedliwości. Wiersz ten przyznaje poetom bardzo istotne miejsce w historii, gdyż są oni powołani do „pamiętania” krzywd wyrządzonych „człowiekowi prostemu” i przypomnienia ich przyszłym pokoleniom, które osądzą winowajcę i wydadzą wyrok.

„Nie bądź bezpieczny – poeta pamięta”.

Bóg, życie i śmierć w literaturze średniowiecza, baroku i romantyzmu


Bóg, życie, śmierć. Te trzy słowa zawierają w sobie niemal cały sens istnienia człowieka. Nasze życie, to po prostu czekanie na śmierć, która jest końcem wszystkiego, a jednocześnie początkiem nowego życia, już po tamtej stronie, według większości ludzi wyznających jakąkolwiek religię życia z Bogiem. Nic zatem dziwnego, że słowa te tak często pojawiały się na łamach literatury na przełomie wieków. I chociaż słowa te były zawsze takie same, to jednak okoliczności w jakich się one pojawiały były skrajnie różne. Spróbujmy prześledzić zmiany w stosunku ludzkości do tych trzech wartości na przełomie dziejów, korzystając przy tym z dorobku literackiego trzech ważnych epok historycznych: średniowiecza, baroku i romantyzmu.

Średniowiecze nie stanowi epoki, o której współcześni członkowie kościoła katolickiego chcieliby chętnie rozmawiać. Wszyscy dobrze znamy dzieje z tej epoki, nie bez racji określanej często mianem „mrocznego średniowiecza”. Wyroki inkwizycji, palenie na stosach czarownic, niszczenie ksiąg głoszących naukę chociaż tylko minimalnie różniącą się od tej, jaką głosiła Biblia. Jednym słowem nakaz całkowitego podporządkowania się wyrokom Bożym. Duchowieństwo głosiło wśród prostego ludu potrzebę cierpienia za życia ziemskiego, aby potem móc doznawać wiecznego odpoczynku w Królestwie Niebieskim. Bardzo modny w tamtym okresie (ale jedynie wśród tych, którzy go zalecali, nie zaś wśród tych, którzy mieli go stosować) był ideał ascety. Piękny przykład bohatera-ascety mamy w „Legendzie o św. Aleksym”, której bohater, wywodzący się z bogatego domu, postanawia nagle rzucić wszystko i udać się w świat by tam, z dala od dobrobytu, żyć z tego co dostanie od łaskawych ludzi i spędzać większość czasu na modlitwie. Jego cierpienie zostaje w końcu docenione, jednak gdy Matka Boska zaczyna objawiać się w kościele w którym Aleksy się modlił i wstawiać się za nim, nasz bohater natychmiast usuwa się w cień wydarzeń, i wyjeżdża do innego miejsca, gdzie o nim nigdy nie słyszano aby tam cierpieć biedę, głód i zimno, a w końcu umrzeć pod schodami pewnego domostwa, jak najgorszy żebrak i włóczęga. Dopiero po jego śmierci mieszkańcy miasta odkrywają niezwykłą prawdę o pochodzeniu biednego żebraka.

Jak widać, mamy tu typowy przykład średniowiecznego ascety. Człowiek, który zostawia wszelkie posiadane przez siebie dobra materialne i udaje się na samotną tułaczkę aby zasłużyć sobie na nagrodę w niebie. Nawet chwilowa szansa na poprawienie swojej sytuacji nie jest dla niego wystarczającym powodem do zmiany postępowania. Natychmiast znajduje sobie nowe miejsce do prowadzenia pokutniczego życia.

Najciekawsze w całej historii średniowiecza jest to, że osoby najbardziej nawołujące do takiego trybu życia, same skromnością nie grzeszyły – stan duchowny należał do najbogatszych stanów w Polsce (i nie tylko w Polsce). Jak wyglądała sytuacja w tamtej epoce doskonale ukazuje film „Imię Róży” Jean-Jacquesa Annauda. W jednej ze scen tego filmu duchowni wyrzucają odpadki z kuchni za mury klasztoru, gdzie natychmiast rozpoczyna się walka na śmierć i życie o każdy kąsek pomiędzy krańcowo wygłodzonymi mieszkańcami okolicznych wiosek. Oczywiście sytuacja taka nie była regułą, ale nie zmienia to faktu, że większość duchownych średniowiecza żyła kosztem biedaków, tłumacząc im że to dla ich dobra.

Pozostawmy jednak sprawę stosunków społecznych historykom i zajmijmy się raczej średniowieczną literaturą. Innym ideałem średniowiecza była postać bohaterskiego, bezgranicznie oddanego swojemu panu rycerza Rolanda. I tu także możemy zauważyć skłonność do podporządkowywania ludzi słabszych osobom silniejszym (jednak ciągle wracamy do stosunków społecznych). W późniejszym okresie postać rycerza została zastąpiona postacią rycerza-nieudacznika, czyli po prostu walczącego z wiatrakami Don Kichota.

Przy tak pełnym cierpienia i poświęceń życiu człowieka średniowiecznego, trudno dziwić się, że śmierć jawiła mu się jako dobrodziejstwo losu, jako nagroda za trud życia i zapowiedź zasłużonego odpoczynku. Stąd też niezwykle barwne i efektowne odejście ze świata rycerza Rolanda czy też św. Aleksego. W opisach ich śmierci zamiast spodziewanego smutku możemy dopatrzyć się radości – opowiadania te pomimo śmierci bohaterów kończą się jednak szczęśliwie.

Kolejna epoka – Barok – nie przyniosła większych zmian, jeśli chodzi o postępowanie kościoła. Próby reformacji spotkały się ze zdecydowanym protestem ze strony kościoła i ostatecznie zwołaniem soboru trydenckiego gdzie ustalono dokładny plan działania mający zlikwidować wszelkie przejawy różnowierstwa. Nieznacznie także zmieniły się poglądy ludzi na życie. Nadal życie jest traktowane jaka rzecz drugorzędna, jako środek służący do osiągnięcia celu jakim jest życie wieczne. Istniało wielu twórców pragnących rozwiązać zagadkę bytu. Tak na marginesie, to jest to odwieczny problem ludzkości:

    „Błogosławiony jesteś Panie

     bo stworzyłeś Niebo i Ziemię

     aby człowiek miał co podziwiać

     i miał gdzie mieszkać

     (…)

     Błogosławiony jesteś Panie…

     Tylko po jaką cholerę stworzyłeś człowieka?!(…)”

(Fragmenty współczesnego wiersza).

W Baroku pojawia się jednak także odmienna postawa. Niektórzy decydują się na przyjemności życia codziennego odkładając sprawę zbawienia na dalszy plan. Należy do nich m.in. Hieronim Morsztyn jeden z tzw. poetów światowych rozkoszy. Wyrażali oni zgodę na świat, który chociaż jest nietrwały to jednak zawiera w sobie głębokie piękno. Jednocześnie podziwiając świat doczesny nie zapominali oni jednak o Bogu, chwaląc Go i dziękując Mu za dzieło stworzenia. Przykład ciekawej postawy wobec Boga zawiera wiersz Daniela Naborowskiego „Marność”:

     „Miłujmy i żartujmy,

       Żartujmy i miłujmy,

     Lecz pobożnie, uczciwie,

       A co czyste, właściwie.

          Nad wszystko bać się Boga –

       Tak fraszką śmierć i trwoga. „

Warto zwrócić uwagę na ostatnie zdanie. Widzimy tam wyraźnie nawiązanie do średniowiecznego poglądu o roli śmierci jako przejścia z jednego życia do innego, lepszego. Różnica polega na tym, że człowiek baroku nie uważał za konieczne życie w ciągłym umartwianiu się i pokucie. Dopuszczał możliwość rozrywek i zabawy, pod warunkiem wszak aby nie przedkładać rzeczy doczesnych ponad wartości wieczne.

Romantyzm, prawdopodobnie także z racji dużego odstępu czasowego jaki dzielił ten okres od dwóch poprzednio omówionych epok, przedstawił już zupełnie odmienną postawę człowieka wobec Boga, życia i śmierci. Nie ma już takiego bezwzględnego podporządkowania się Bogu. Pojawia się nawet bunt przeciw jego panowaniu (to oczywiście Konrad w „Dziadach” cz.III). Ponieważ okres Romantyzmu przypada w Polsce w okresie zaborów, więc decydującą rolę w twórczości tamtego okresu zajmuje problem wyzwolenia narodu z niewoli. Z walką tą wiąże się niezliczona problemów. Dlatego m.in. bohater romantyczny jest szarpany wewnętrznymi sprzecznościami, z jednej strony stoi dobro ojczyzny, z drugiej jego własne życie lub też honor, który w tym okresie był często uważany za coś ważniejszego niż życie (lepiej było zginąć w sposób honorowy niż splamić swój honor).

Śmierć jednostki w takich przypadkach jak dobro ojczyzny staje się rzeczą drugorzędną. Ponadto często śmierć jest łatwiejszym rozwiązaniem niż życie w niewoli (to oczywiście tylko moje zdanie). Problemem przed którym często stawali bohaterowie romantyczni była sprawa dążenia do szlachetnych celów za pomocą wszelkich środków także tych określanych często jako niehonorowe. Takie podejście do sprawy wyzwolenia Ojczyzny doprowadziło Konrada do momentu, w którym odwraca się od Boga śpiewając:

         „(…)

          Zemsta na wrogach,

          z Bogiem i choćby bez Boga.(…)”

W czasach inkwizycji najprawdopodobniej za te słowa Konrad zostałby skazany na spalenie na stosie. Nawet jednak w czasach względnej tolerancji słowa takie wzbudzają mieszane uczucia. Czy można zatem dążyć do celu bez zastanawiania się nad metodami? To kolejne pytanie bez odpowiedzi. Tak wyglądały wartości życia, śmierci i Boga w przeszłości. Zastanówmy się jednak przez chwilę i spróbujmy porównać tamte podejście do tych spraw z postawą dzisiejszych Polaków. Nie da się nie zauważyć, że sytuacja systematycznie się pogarsza. W przeciwieństwie do Średniowiecza, gdzie wartością dominującą był Bóg, a życie było tylko środkiem a nie celem (przynajmniej teoretycznie), w dzisiejszych czasach sytuacja uległa zupełnemu obróceniu. Dzisiaj, mając w Polsce 95% katolików, nie mamy nawet połowy ludzi przestrzegających zasad chrześcijańskich – a to przecież wiąże się bezpośrednio ze stosunkiem do Boga. Życie staje się celem samym w sobie, najważniejsze jest „dorobić się” nowego samochodu, mebli do mieszkania, telewizora. Wystarczy w niedzielę przejść się koło kościoła po mszy św. i posłuchać jakie niesamowite problemy nurtują naszych biednych, prześladowanych Polaków. Nasz naród potrafi wykazywać niesamowitą inwencję w przypadku gdy zagrożony jest z zewnątrz, jednak do normalnego życia Polacy po prostu się nie nadają. Wprawdzie „Lenistwo jest motorem postępu” jak powiedział mój kolega (że niby ja!), ale tylko do pewnych granic. Nasz nowy prezydent, doprowadzając do obecnej sytuacji politycznej popełnił jeden podstawowy błąd. Pozbawił Polaków wroga.

Nasz naród musi mieć kogoś, na kogo można zwalać winy za wszystkie nasze braki i wady, a jednocześnie kogoś kto mobilizował by nas do wspólnej walki. Mógłby to być ktoś fikcyjny, tak jak Goldshmit z „1984” Orwell’a, ale nie można sytuacji pozostawić tak jak jest. Przypomniało mi się opowiadanie, w którym po zakończeniu wojny armie wielu krajów są porozbijane na małe kilkuosobowe grupki, nie mogące nawiązać ze sobą kontaktu. Aby nie stracić gotowości bojowej, na każdy dzień ustala się tzw. „wroga dyżurnego”, którego następnie wszyscy biją, kopią, poniewierają, ćwicząc na nim swoją sprawność fizyczną. Jedyną wadą takiego rozwiązania było to, że taki „wróg dyżurny” z reguły umierał już po kilku godzinach. Mimo wszystko proponuję jednak rozpisać ogólnokrajowy konkurs na „wroga państwowego”. Jako pierwszego kandydata proponuję naszego wychowawcę. To właśnie dzięki niemu przekonałem się jak bardzo wspólny przeciwnik może zjednoczyć grupę początkowo obcych ludzi. I tak oto od mroków epoki średniowiecza, poprzez wzniosłe idee romantyzmu, doszliśmy do rzeczy tak prozaicznej jak konflikt klasa – wychowawca. Najwyższy czas zatem kończyć, bo nie wiadomo co by z tego dalej wynikło.