„Być czy mieć?” – rozważania na temat kondycji współczesnego człowieka końca XX wieku


„Być czy mieć” – pytanie, które chyba po raz pierwszy tak silnie zostało zaakcentowane właśnie dziś, pod koniec dwudziestego wieku. Oddaje ono całą głębie problemów człowieka naszej ery. Przed podjęciem dyskusji na ten temat, należy zastanowić się, co jest przyczyną, że pytanie to, dotyczy każdego bez wyjątku człowieka świata „kultury zachodu”. Dlaczego tak się dzieje, że człowiek, żyjący właśnie w centrum Europy, boi się jasno i otwarcie powiedzieć – „chcę mieć, nie ważne kim jestem i kim się stanę”. Prawda jest szokująca. Wystarczy sięgnąć do rocznika statystycznego – konsumpcja w krajach europejskich i bogatych państwach świata znacznie przekracza zapotrzebowanie ludności tych krajów. To ona jest przyczyną problemu, który przejawia się zagubieniem wartości intelektualnych, kosztem masowego podporządkowania jednostki wobec kultu przedmiotu. Koniec wieku XIX i początek XX przyniósł ludzkości, erę przemysłu masowego, ciągłego obniżania kosztów produkcji i unifikację i jednolitość samego przedmiotu, który stawał się, z jednej strony ciągle doskonalszy jakościowo, z drugiej zaś nieodróżnialny od innego. Przedmiot, który do tej pory, posiadał coś, co nazwałbym „duszą”, ponieważ rzemieślnik wkładał w jego produkcję nie tylko swój czas i wysiłek, ale był z nim związany, czymś na kształt więzi nawet uczuciowej, stał się zupełnie bezpodmiotowy. Nie ma już produkcji rzemieślniczej. Automat produkuje kolejny, seryjny model samochodu, swetra, dzbanka (być może to jest powodem sentymentu do starych przedmiotów). Przedmiot kupowany w sklepie nie posiada wartości „duchowej”, trudniej się do niego jest przywiązać, wszystko staje się jednorazowe, do wyrzucenia. To z kolei rodzi inne zjawisko, a mianowicie kult pieniądza.

Człowiek XX wieku to jednostka bardzo rozdwojona. Mam tu na myśli dwa aspekty życia we współczesnym społeczeństwie, które także może być oskarżone o sprzyjanie tworzenia „ludzi – portfeli”, a na pewno o kreowanie i popieranie modelu konsumpcyjnego życia. Jednostka ludzka w dzisiejszym społeczeństwie ma rozległe prawa, które dają bardzo duże poczucie pseudowolności. Demokracja jest systemem, który doskonale zapewnia spektakularne poczucie współrządzenia swoim państwem, a więc kierowania całym społeczeństwem. Człowiek czuje się jak władca, kiedy w czasie kampanii wyborczych padają slogany podkreślające słowo „Ty”. Człowiek dzisiejszy ma ogromne poczucie prywatności. Nikt nie jest mu w stanie zabronić, by posiadał, by miał. W myśl zasady „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” tworzy własne „miniaturowe państewko”, otacza się stertą automatycznie wyprodukowanych, bezwartościowych duchowo przedmiotów, dzięki którym staje się ich panem i władcą. Wydaje mu się, że jest ich jedynym panem i za wszelką cenę usiłuje nie dostrzegać tego, że obok niego setki ludzi postępuje tak samo. Powoli staje się poddanym tychże przedmiotów. Nie jest w stanie bez nich żyć – bo one dają mu władzę. I tak toczy się dramat każdego człowieka, który staje się i królem, i poddanym jednocześnie. Całe to przekonanie staje się iluzją, gdy uświadomimy sobie, że wszystko to jest jedynie pozorem prawdziwej wolności, gdyż całością steruje jedynie nieokiełznana chęć posiadania, a całość stosunków międzyludzkich opiera się na zimnej kalkulacji. Przejawy bezinteresowności są tępione już w zarodku, gdyż mogłyby zachwiać misterną równowagę. Kiedy nawet coś takiego się stanie, to najczęściej kręci się o tym film, aby pokazać „tak się powinno robić”, aby wytłumaczyć się z tego, że sami nic nie robimy, albo też traktuje się tego człowieka jako indywiduum i zamyka go w „klatce” obojętności. Społeczeństwo nie jest wolne, stwarza jedynie mit o własnych zasługach dla jednostki.

Każdy teraz będzie się usprawiedliwiał, że on nie, on się temu nie podaje, jest z boku. Błąd. To jest właśnie umiejętne propagowanie tych ideałów pseudowolności. Ktoś kto zrozumie, że właśnie takim człowiekiem jest i odważnie się do tego przyzna – on wyzwoli się z konwenansów, i będzie w stanie naprawdę zrozumieć „czy być, czy mięć”. Dlatego należy od razu powiedzieć – tacy jesteśmy, taka jest ludzka natura. To, że człowiek chce posiadać nie jest niczym nowym. Kiedy tysiące lat temu pierwotni ludzie po raz pierwszy zrozumieli czym jest posiadanie (Na marginesie należy zaznaczyć, że właśnie pierwsi ludzie zostali odróżnieni od małp człekokształtnych wg. teorii Darwina, kiedy raz użyte narzędzie, nie wyrzucili, lecz pozostawili by posłużyć się nim jeszcze raz), od tej pory każdy człowiek coś miał. Z czasem przypisywał przedmiotom moce magiczne. Stąd wzięły się talizmany, które miały dawać szczęście, tylko dla tego kto je posiadał. Pierwotne religie bazowały na przedmiocie, który symbolizował bóstwo i należał do określonej grupy społecznej. I tak rozwiała się historia. Ludzie zaczęli walczyć aby posiąść, aby dostać, aby mieć. I tak do chwili obecnej toczy się walka , by mieć jak najwięcej, nie ma specjalnego znaczenia, czy akurat jest to potrzebne.

Niektórzy stan nadmiernego posiadania nazywają luksusem. Lecz słowo to ma zbyt pozytywne, przynajmniej dla współczesnego człowieka, zabarwienie. Do tej pory mówiłem głównie o przedmiotach, ale człowiek jest zbyt pomysłowy, by ograniczyć swą chęć posiadania jedynie do przedmiotów. Dlaczego by nie można posiadać innych ludzi (patrz: niewolnictwo), posiadać władzy nad nimi (czyt.: polityka), krępować im umysły (propaganda). Wydaje się, że tylko jedno niechcący gubi się podczas wymieniania co chcielibyśmy – to rozum i myślenie. Był człowiek, który jednak chciał mądrości – nazywał się Salomon i całe wydarzenie opisane jest w Biblii w Drugiej Księdze Kronik (2 Krn – 1) – Bóg obdarowuje go nie tylko mądrością, ale również bogactwami. Świadczy to o tym, że by posiadać trzeba nie tylko chcieć, ale również umieć wybrać mądrość, o czym często się zapomina. Mądrość opiera się na myśleniu, a stąd już nie daleko do maksymy „myślę więc jestem”. Człowiek zapomina, będąc częścią społeczeństwa, że należy myśleć, by nie zagubić własnego bytu. Wspólnota, zwłaszcza współczesna „zwalnia” często z myślenia, ktoś inny podejmuje decyzję, ktoś inny martwi się z mnie, ja tylko żyje. Lecz cóż to jest – to ma być życie – przecież życie wymaga odpowiedzialności za samego siebie, tymczasem tajemnicza siła pozbawia nas często prawa do odpowiedzialności, zrzucając winę na „obiektywne trudności…”.

Świat się zmienia bardzo dynamicznie i niestety, co trzeba ze smutkiem stwierdzić, ludzie nigdy już nie „dorosną” do sytuacji. Kiedy jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności, kiedy wytwory naszych umysłów, podejmują za nas decyzję, kiedy one zaczynają naprawdę myśleć, człowiek przestaje, zanika u nas właśnie możliwość swobodnego myślenia (znów teoria biologiczna – narząd nieużywany zanika). Jesteśmy skażeni kapitalistycznym przekonaniem o wyższości pieniądza nad autentycznymi wartościami. Powoli pieniądz staje się wyznacznikiem wartości wszystkiego, nawet myślenia. Jedyną „nieskażoną”, zresztą być może nie całkiem, sferą pozostają uczucia.

I tak jak romantycy stawiali ją ponad wszystko, być może dzisiaj staną się one ratunkiem dla tego, co zostało z człowieka współczesnego. Nie chodzi tu jednak bynajmniej o wszystkich ludzi, są przecież tacy, którzy rozumieją, jakie zagrożenie niesie współczesny świat dla humanizmu – tego prawdziwego. Nadal jednak ogromne rzesze ludzi pozostają pod wpływem nieokiełznanej chęci posiadania. Swe zagubienie intelektualne tłumaczą przymusem zdobycia środków do luksusowego życia, lub też wzbogacenia się w celu poznania „wielkiego świata”, który może być utożsamiany ze światem elit intelektualnych. Gdy jednak tacy ludzie, „dorobkiewicze” staną się elitą to kim staną się ludzie z robotniczych slumsów, którzy nie mają innych wzorów. Media „karmią” nas znaczną ilością informacji, których jednak nie każdy potrafi krytycznie ocenić i zrozumieć ich sens. Co więcej informacja staje się przedmiotem pożądania, tak jak pieniądze, gdyż posiada ona już obecnie realną wartość. Gdzie więc wolność wypowiadania się, i dostępu do informacji. Człowiek przestaje myśleć – przestaje żyć. To wcale nie jest slogan. Jego ciało nie ginie. On umiera zupełnie inną śmiercią – on umiera sam dla siebie.

Byt, egzystencja jest jedyną pewną rzeczą dla człowieka, póki żyje, jest w stanie oceniać i kształtować świat, swoje otoczenie. Tymczasem mamy do czynienia we współczesnym świecie z czymś zupełnie nowym – chorobą cywilizacyjną. Byt człowieka, jednostki jest zagrożony, i to wcale nie w sposób fizyczny (choć i w taki również), poprzez ukształtowane przez wieki stosunki społeczne oraz sytuację materialną jednostki, diametralnie różniącą się od jakichkolwiek wcześniejszych. Człowiek dopiero uczy się jak żyć z wytworami własnego umysłu i z innymi ludźmi, z którymi musi przestać walczyć, by opanować swą własną psychikę. Człowiek współczesny musi wyzbyć się chęci posiadania, by lepiej poznać samego siebie gdyż inaczej zostanie wplątany w wir materialistycznej ideologii absurdu.

Posiadanie musi zostać ograniczone, gdyż jednostka zagubi się w tłumie identycznych ludzi, pragnących tego samego, robiących to samo, zagubi swą indywidualność. Oczywiście te wskazówki są marzeniem ściętej głowy. Na razie wszystko wskazuje, że ludzie są zbyt słabi, aby stawić czoło wyzwaniom nowej epoki. Popadają w obsesję posiadania, gdyż jest to najłatwiejszy sposób przetrwania w dzisiejszym świecie. Umiera duch ludzkości. Czy uda się go komukolwiek uratować?

Moim zdaniem kondycja współczesnego człowieka jest zła, stoimy na skraju przepaści, i co gorsze, nie wiemy co zrobić. Trudno jest odbierać prawo do posiadania, gdyż nikt nie jest w stanie przeżyć bez własności (W Związku Sowieckim Stalin prowadził na wielomilionowej rzeszy ludzi takie „badania” – których owocem było zniewolenie ich na trzy pokolenia i utratę tożsamości przez wiele narodów). Jest ona decydującym elementem zachowania prywatności i w pewnym sensie również celem życia. Jedynym sposobem na wyrwanie się z niewoli jest zmiana mentalności społeczeństwa już teraz ogólnoświatowego i wyrównanie dysproporcji. Myślę, że nie nastąpi to jednak szybko.Zniszczona pozostaje również sfera duchowa człowieka. Przesadne traktowanie pieniędzy jako celu – a nie środka prowadzi do zniszczenia marzeń, które nagle przybierają realną postać ilości zer po jedynce na koncie w szwajcarskim banku. Jaką więc dać odpowiedź na początkowe pytanie? Powiem tak: trudno jest być nie mając nic, lecz mając wszystko przestajemy być. Umiejmy ocenić swe potrzeby i do nich dostosować nasze posiadanie!

Dialog z Bogiem w utworach literatury polskiej


Początki literatury polskiej, jak wszyscy wiemy, sięgają początkom epoki średniowiecza. Jednym z pierwszych, a jednocześnie najlepiej znanym utworem o którym informacja zachowała się do dzisiejszych czasów jest pieśń (czy może modlitwa) „Bogurodzica”. Już w tym utworze możemy zauważyć próby zwracania się do Boga. Twórca utworu zwraca się do Matki Boskiej o pośrednictwo między ludźmi, a jej synem, Chrystusem, a także kieruje prośbę o zbawienie pośmiertne bezpośrednio do Jezusa. Jest to chyba pierwszy ze znanych nam utworów, w których występuje pewnego rodzaju dialog między autorem (podmiotem lirycznym) a Bogiem – w tym przypadku jego synem.

W utworze tym możemy zauważyć ogromny dystans, z jakim człowiek odnosi się do Boga. Bóg jest istotą praktycznie nieosiągalną przeciętnemu człowiekowi (jak powiedział Jan Chrzciciel o Chrystusie: „nie jestem godzien zawiązać mu rzemyka u sandała”). Podobny dystans, a oprócz tego pełne podporządkowanie wyrokom Bożym, możemy zauważyć w pieśni Jana Kochanowskiego „Czego chcesz od nas Panie…”. W pieśni tej poeta wychwala świat stworzony przez Boga, zachwyca się pięknem i ogromem wszechświata, wysławia Boga jako stwórcę i artystę. Postawa Kochanowskiego charakteryzuje się dużym optymizmem i pełną akceptację porządku rzeczy. Niestety, w niedługim czasie poetę spotyka ogromne nieszczęście, jakim jest dla niego śmierć córki. Urszula miała być spadkobierczynią talentu Kochanowskiego, jej śmierć zostawiła trwałe piętno w duszy poety. W napisanych po śmierci córki „Trenach”, nie spotykamy się już z taką akceptacją wyroków Opatrzności, i chociaż poeta nie zwraca się przeciwko Bogu, to jednak bardzo niewiele go od takiej postawy dzieli.

O ile w przedstawionych do tej pory przypadkach dialogi z Bogiem były praktycznie monologami, w których albo zwracano się do Boga z prośbą (tak jak w „Bogurodzicy”, ale także w wielu innych utworach religijnych i modlitwach), albo też dziękowano mu za doznane łaski, tak w III części „Dziadów” Adama Mickiewicza spotykamy się z czymś zupełnie odmiennym. Chodzi tu oczywiście o Małą Improwizację Gustawa. Pomijając występujący w niej motyw mesjanizmu polskiego narodu (jak można pominąć coś, co stanowi główny sens tej sceny?!), występuje tutaj prawowanie się z Bogiem, Gustaw żąda pomocy dla narodu, a gdy Bóg milczy, obraca się przeciwko Niemu porównując Go z carem, i ukazując mu jak wiele zła panuje na świecie: tu by się przydał jakiś cytat, poszukaj, proszę… Jest to fragment na temat którego powstało już chyba co najmniej tyle różnych opracowań, interpretacji, wypowiedzi ludzi literatury, ile na temat pozostałych dwóch części „Dziadów”. (Szczególnie często był dyskutowany problem powtarzającej się liczby 44, na szczęście ostatnio zaprzestano dyskusji na ten słynny temat „Co poeta miał na myśli” a jeśli chodzi o 44, to przecież to jest numer mojego mieszkania). Ostatnio wspaniałą interpretację Małej Improwizacji (a także pozostałych części „Dziadów”) przedstawił Tadeusz Konwicki w filmie „Lawa – opowieść filmowa o ‚Dziadach’ A. Mickiewicza”, gdzie w roli Gustawa wystąpił (nomen omen) Gustaw Holoubek, a w scenę dialogu z Bogiem włączono sceny z obozów koncentracyjnych, mające ukazać Bogu świat, do jakiego On (oczywiście zdaniem Gustawa) doprowadził.

Kolejnym znanym utworem w którym podmiot liryczny zwraca się bezpośrednio do Boga, jest hymn Juliusza Słowackiego „Smutno mi Boże”. Utwór ten jest wyrażeniem tęsknoty za ojczyzną poety, który zmuszony sytuacją polityczną musiał opuścić swój kraj i osiąść na emigracji. Poeta kieruje swój smutek do Boga, między innymi dlatego, że jest On ostatnią bliską mu osobą do jakiej może się zwrócić.

Można by jeszcze długo wymieniać utwory, zarówno te bardzo znane, zaliczane do klasyki literatury, jaki i te nie znane praktycznie przez nikogo, w których możemy spotkać się z dialogiem między podmiotem lirycznym a Bogiem. Nie chodzi tutaj jednak o stworzenie indeksu takich dzieł literackich. Zastanówmy się raczej, skąd w ogóle bierze się coś takiego jak dialog z Bogiem. Przecież z logicznego punktu widzenia, równie dobrze można by rozmawiać ze ścianą albo obrazem na ścianie (gadał dziad do obrazu…). Warto jednak zwrócić uwagę na początki literatury. Zarówno w Polsce, jak i na świecie, pierwszymi utworami były właśnie utwory religijne (Biblia ma już przecież ile? lat). Jak widać, pytanie zostało źle sformułowane. To nie w literaturze pojawiły się słowa skierowane do Boga, to ze słów kierowanych do Boga wywodzi się literatura.

Skąd jednak biorą się u człowieka tego typu skłonności, dlaczego księgi starego testamentu przetrwały tyle wieków, podczas gdy na temat historii tamtych czasów nie wiemy praktycznie nic? Moim zdaniem wynika to z nadprzyrodzoności Boga. Poezja jest sztuką, która nie zajmuje się rzeczami normalnymi i w sposób normalny (Miron Białoszewski i inni jemu podobni wcale nie są tutaj wyjątkami – on co prawda pisze o rzeczach zwyczajnych, ale nie traktuje ich normalnie). Poeci i pisarze zawsze starali się przekazywać czytelnikom swoje odczucia, swoje doświadczenie. Nie można jednak robić tego w zwyczajny sposób (np. wypisując wszystko w puntkach), bo wtedy powstaje traktat naukowy albo kodeks karny, a nie utwór literacki. Zwracając się do Boga, możemy popatrzeć na świat z innego punktu widzenia, oderwać się od ziemi i spojrzeć na nią z pewnego dystansu. Czasami patrząc na coś z bliska, nie możemy tego zobaczyć, dlatego oddalenie się i ogarnięcie wzrokiem większego obszaru ułatwia nam uchwycenie pewnych szczegółów. Podobnie, gdy usiłujemy nawiązać dialog z Bogiem, jednocześnie możemy sami poczuć się Jemu równi. Patrzymy na świat z punktu widzenia kogoś, kto nie bierze w tym bezpośredniego udziału, i dzięki temu możemy dostrzec o wiele więcej rzeczy niż z punktu widzenia zwykłego człowieka. Oczywiście taka sytuacja ma miejsce, gdy poeta próbuje nawiązać równorzędny dialog z Bogiem.

W przypadku takich utworów jak pieśń Kochanowskiego „Czego chcesz od nas Panie…” (no czego!?) takie spojrzenie nie jest raczej możliwe. Pozostaje nam zatem jeszcze drugie wyjaśnienie tego typu „Boskich” inspiracji. Jest to po prostu tkwiąca w każdym człowieku potrzeba posiadania Boga. Jest to cecha głęboko tkwiąca w naturze ludzkiej i dotycząca wszystkich bez wyjątków, chociaż nie wszyscy w to wierzą. Faktem jednak jest, że każdy ma jakiegoś Boga, tylko nie każdy zdaje sobie sprawę z tego czym on jest. I dlatego próby dialogu z Bogiem pojawiały się w literaturze od jej samych początków (właściwie to jeszcze przed początkiem!), i będą się pojawiały jeszcze bardzo, bardzo długo – zapewne tak długo, jak długo będzie istnieć rasa ludzka.

Czy poświęcić się zdobywaniu pieniędzy, czy też poświęcić się dla idei służebnej wobec ludzkości…


Czy poświęcić się zdobywaniu pieniędzy, czy też poświęcić się dla idei służebnej wobec ludzkości np. nauce, wynalazkom. W jakim stopniu można odpowiedzieć na to pytanie na podstawie „Lalki” Bolesława Prusa, a w jakim z wiedzy dotyczącej życia

Lalka” Prusa dostarcza nam do rozważania na ten temat w miarę bogaty materiał. Trzej bohaterowie tej powieści są bowiem bezpośrednio związani z problemem poświęcenia się dla, w tym wypadku niemal symbolicznej, mistycznej, nauki, a przyziemną sferą interesów, pieniędzy, które wydają się być złem koniecznym. Ci ludzie to Wokulski, Ochocki i Geist. Wywodzą się oni z różnych środowisk, z różnych kultur, ale cel, który wyznaczyli sobie w młodości jest jeden – poświęcenie dla nauki. Ich losy układają się różnie. Ochocki pozostaje idealistą szukającym ciągle swej życiowej szansy i przedkładający te poszukiwania nad wszystko. Geist, który swą szanse wykorzystuje, nie jest jeszcze do końca pewien swego sukcesu. I wreszcie Wokulski, który jest najbardziej chyba odpowiednią postacią dla naszych rozważań. Jest to człowiek, który odszedł od swych ideałów z młodości. Człowiek, który ciągle zmaga się z myślą o powrocie do ideałów młodości. Osobiście odniosłem wrażenie, że nauka, o której jest tu mowa, jest raczej pewną wartością intelektualną, nieskażonym pojęciem, oznaczającym ciągłe dążenie do ideału, poprzez doskonalenie własnego umysłu. Nauka, w takim rozumieniu staje się symbolem utylitaryzmu, skupia w sobie pewien zasób wartości ponadczasowych. I niczym Faust przepełniony chęcią poznania, gotów jest zaprzedać duszę diabłu, tak i ten idealny bohater powinien poświęcić się całkowicie, bez reszty żądzy posiadania wiedzy i jej wykorzystania dla dobra ogółu. Ale czy Wokulski jest w stanie spełnić taką życiową misję.

Wokulski jest człowiekiem, który takiemu zadaniu nie jest w stanie sprostać, jego bowiem życie, bardziej przecież dojrzałe niż Ochockiego, czy Geista, którzy są ucieleśnieniem niezrealizowanych marzeń Wokulskiego z młodości, uzależnione jest od świata realnego, którego niemoc i pokusy znacznie bardziej odziaływują na Stacha Wokulskiego, niż na niedojrzałych zapaleńców. Tu pojawia się zasadnicza płaszczyzna porównawcza. Wokulski to człowiek z jednej strony wyznający idee scientyzmu, z drugiej zaś strony człowiek opanowany przez romantyczne rządze, które powodują, że ich realizację Wokulski widzi w zdobywaniu pieniędzy. Zauroczenie w Izabeli jest silniejsze od przekonania o słuszności scientyzmu. Jeszcze większą rolę w zerwaniu z ideałami młodości pełni kariera, której pieniądze są niewątpliwym sprawcą.

Dla Wokulskiego nauka była w młodości celem życia. Wszystko chciał jej podporządkować, ale los chciał, by to nie wynalazki uczyniły go szczęśliwym, lecz szczęście to odnalazł (tak mu się przynajmniej wydawało) w zauroczeniu do kobiety. Kiedy Wokulski wkracza w dojrzałe życie na pierwszy plan wysuwa się czysto materialistyczne dążenie do posiadania stabilnej sytuacji majątkowej. Kiedy taką już posiada (po ślubie z Minclową), jego ideały młodości znów ustępują na rzecz kariery, której celem ma być zdobycie awansu społecznego, a co najważniejsze zdobycie serca Izabeli. Wokulski jednak często powraca wtedy do swych marzeń o podboju świata nauki. Ale jest to już nieco sztuczne i raczej jest tylko próbą oderwania się od emocjonalnego związku z Izabelą. Tak dzieje się w Paryżu. I nawet cudowny metal Geista, dla którego jest najwspanialszym odkryciem naukowym, w efekcie „ląduje” na szyi Izabeli jako wisiorek podarowany przecież w imię miłości, jako talizman. Tak oto można najlepiej podsumować starcie duszy romantyka z umysłem scientysty, czyli wewnętrzny pojedynek Wokulskeigo.

Pozostaje jednak pytanie, czy w takim razie można uznać Wokulskiego za człowieka, który jest dorobkiewiczem i popada w manię zbierania pieniądza. Myślę, że tak jak nie był w stanie poświęcić się do końca idei, tak na pewno nie można go uznać za człowieka kochającego pieniądze i gotowego dla nich zrobić wszystko. Świadczą o tym najlepiej sceny związane z jego działaniami filantropijnymi. Potrafi Wokulski pomóc ludziom ubogim, nie mającym życiowej szansy. Nie znamy dalszych losów Wokulskiego. Otwarta kompozycja utworu pozwala nam jednak na pewne przypuszczenia dotyczące jego dalszych losów. Czy Wokulski mógł powrócić do pracy w imię nauki? Chyba nie. Myślę, że życie Wokulskiego właśnie nie może w pełni posłużyć odpowiedzi na pytanie z tematu zadania, lecz jeszcze bardziej i dobitniej akcentuje jego sens. Przedstawia bowiem człowieka, którego działania, niczym wahadło, które napędzane porażkami i niepowodzeniami w miłości, podąża raz w kierunku skrajnego materializmu i zażartej walki o pieniądze, dającej prestiż, a raz w kierunku powrotu do idealistycznego widzenia świata przez pryzmat nauki.

Postać Wokulskiego jest przykładem osoby, której wybory życiowe są zdeterminowane przez własną słabość. Jest ciągłym zmaganiem pomiędzy dwiema siłami, które są nie do pogodzenia: egoizmem i utylitaryzmem. Wokulski jest człowiekiem, który żył w realiach końca wieku. Podobnie jak my zapewne był przepełniony niepokojem związanym z rozwojem cywilizacyjnym. Co dziwniej to zjawisko jest znakomicie dostrzegalne i dziś. Koniec wieku XIX to okres bardzo dziwny w historii. Bunty i rewolucje lat 40-60 wygasały. W tym samym czasie wynalezione zostają rzeczy, o których jedynie marzono jeszcze na początku wieku. Co najważniejsze, stają się one dostępne dla dużej części społeczeństwa, zwłaszcza zaś zamożniejsi podnoszą jeszcze bardziej swój standard życiowy. To powoduje ogromne zainteresowanie nauka i wynalazkami wśród ludzi bogatych. Często rodzi to szarlatanów, ale pozostaje faktem, że wtedy po raz pierwszy nauka komercjalizuje się. Wynalazek nie tylko może służyć dobru ludzkości, lecz można za niego dostać dużo pieniędzy. Mitem jest, że wtedy ludzie pracowali jeszcze wyłącznie dla dobra ogółu. Ten właśnie okres zmienia ludzi, bo wtedy zaczyna się liczyć nie tylko status społeczny, urodzenie, ale również intelekt, za który można było jeszcze sto lat wcześniej otrzymać ekskomunikę. To, co jest głównym problemem „Lalki” zaczyna powoli znikać. Wokulski, Ochocki, którzy chcą służyć nauce w imię dobra ludzkości są zbyt idealistycznie przedstawieni. Natomiast postać Geista, moim zdaniem, jest już przeniknięta materialistycznym wiedzeniem nauki, poprzez pryzmat korzyści, nie tylko dla ogółu, lecz także dla siebie. To, co dostarcza nam historia znacznie lepiej, moim zdaniem objaśnia zasadę funkcjonowania nauki i jej roli dla ludzkości. Oto w latach 70 wieku XIX powstają największe fortuny przemysłowe Niemiec: Krupp, Bayer, Simens to nazwiska ludzi, którzy bez wątpienia uczynili wiele dla nauki, a tym samym dla dobra ludzkości, zarabiając przy tym ogromne fortuny. Tu należało by wymienić kilkunastu innych wynalazców, którzy zupełnie inaczej podchodzili do nauki, niekoniecznie stawiając na pierwszym miejscu szczytne cele. Często odkrycia, czy wynalazki miały charakter przypadku, w większości jednak były efektem bardzo żmudnych poszukiwań. Ja, osobiście, bardzo wątpię, czy Daimler, Benz i Maybach pracowali nad silnikiem benzynowym wyłącznie w imię dobra ludzkości, nie wspominając już o Samuelu Colcie i jego wynalazku, który na pewno nie mógł przyczynić się temu celowi, choć na pewno odegrał dużą rolę w rozwoju mechaniki, pozostając do dziś w użyciu.

Pozostaje się zastanowić, czy tak często używane słowa: „służba ludzkości”, „idea służebna” w odniesieniu do nauki nie są często przesadzone i nie powodują błędnej oceny historii. Absolutnie nie chcę i nie mogę zaprzeczać, że ludzie, którzy obecnie zaliczani są do sławnych wynalazców, myśleli o zastosowaniu swych dzieł dla dobra ludzkości. Alfred Nobel zdawał sobie sprawę ze skutków działania dynamitu i całe swe dochody przeznaczył na fundację rozdającą dziś naukowe Nagrody Nobla. Wynalazca, nie może być traktowany jak zwykły człowiek i każdy z nich posiada swoją indywidualność. Służenie ludzkości, stawiane jako nadrzędny cel, nie jest moim zdaniem w obecnych czasach wystarczającym pretekstem dla zajmowania się nauką i nie wolno, moim zdaniem, utożsamiać, w kontekście obecnych czasów, nauki jako idei służebnej. Moim zdaniem, nauka powinna być oderwana od wszelkiej ideologii, nawet słusznej. Sądzę, że nauka powinna być motorem postępu, który to jest w związany z dobrem ogółu. Nie można go jednak osiągnąć za wszelką cenę.

Dziś nauka stanowi bardzo odrębną dziedzinę życia człowieka i w odróżnieniu od innych epok, nie ma jednostki będącej w stanie opanować całość wiedzy naukowej. Idea scientyzmu, jako swoistego kultu nauki, w obecnych czasach pozostaje jedynie odległą ideologią. Raczej marzeniem niż realną ideologią. Scientyzm nie może istnieć, bo nauka nie może przejąć sfery duchowej człowieka, a wprost przeciwnie, powinna pozostawać jak najdalej od tej sfery. Ten margines bezpieczeństwa powinien pozostawać z jednej prostej przyczyny: technika dehumanizuje, wytwarza przekonanie, o podejściu do człowieka jako machiny, która nawet przy założeniu że jest to machina doskonała, będzie zawsze dawała możliwość odejścia od moralności, od duchowej sfery życia. Scientyzm jest bardzo niebezpieczny, choć nie oznacza to wcale, że nie należy zajmować się nauką, wystarczy widzieć człowieka, cały czas, jako obiekt nadrzędny wobec wszystkiego, co stworzył. Wierzę, że nauka może uczynić człowieka i ludzkość szczęśliwszą.

Pieniądz, często jest otaczany przez ludzi pewnego rodzaju mistycyzmem. Jako obiekt pożądania przez tych, którzy mają go dużo i cel dla tych, którzy go nie mają. Często w codziennej pogoni za „szczęściem doczesnym” zapominamy o tym, że pozostaje on jedynie ekwiwalentem za wykonaną pracę. Szczególnie niebezpieczny jest pieniądz, nie dla tych, którzy go nie mają, lecz dla tych, którzy nagle odczują jego siłę. Spójrzmy w świat biznesu. Jest to dla mnie najgorsze, co może spotkać człowieka: oddać się błędnemu, często pozbawionemu celu, zdobywaniu pieniądza. Przypomina to trochę sztukę dla sztuki. Osobiście uważam, że pieniądz jest po to by go wydać i wydaje mi się, że bardziej cieszą, rzeczy, które można sobie kupić za te pieniądze, niż one same. Pieniądz, w przeciwieństwie od przedmiotu, który posiadać może duszę, nawet wimaginowaną, nigdy czegoś takiego nie będzie miał, pozostanie pojęciem matematycznie abstrakcyjnym, jak suma na koncie, czy ilość zer na banknocie.

Podsumowując, sytuacja społeczna w końcu XIX wieku znacznie różniła się od obecnej. Ludzie dopiero wchodzili w epokę liberalizmu i kapitalizmu. Dla człowieka tamtej epoki, znacznie bardziej liczyły się ideały. W obecnym świecie zatraciliśmy część duchowej głębi. Sto lat zmieniło ludzi, zmieniło ich spojrzenie na świat, który stał się mały i znacznie lepiej poznany. Dziś, nie nurtują nas już problemy natury technicznej, nie marzymy o wymyślaniu metali lżejszych od powietrza, bo nie są nam potrzebne i wiemy, że nie można tego dokonać. W XIX wieku wszystko było jeszcze możliwe. Dziś jesteśmy jednak nadal pod wpływem pewnego dziedzictwa duchowego tej epoki. Powstały inne problemy, dotyczące w większym stopniu psychiki człowieka. Czy poświęcić się zdobywaniu pieniędzy, czy służebnej idei nauki?

„Lalka” moim zdaniem nie dostarcza odpowiedzi na to pytanie, a wprost przeciwnie wręcz stawia ten problem. Otwarta kompozycja utworu pozwala odnieść wrażenie podświadomie, że to autor nas o to pyta.

Myślę, że w obecnych czasach pod koniec XX wieku, poświęcenie się zdobywaniu pieniędzy, wcale nie przeczy poświęceniu dla służebnej idei. Nie można doprowadzić do sytuacji, w której człowiek oddaje wszystko dla nauki, nie mając w zamian nic. Źródłem satysfakcji człowieka może być jedynie realizacja celu życiowego. Jeżeli dla kogoś tym celem jest zdobywanie pieniędzy, trudno, oznacza to tylko jego niewielkie horyzonty i ograniczonośc intelektualną . „Pieniądze rzecz nabyta” mówi porzekadło. Poświęcić się nauce. Tak, to dobry pomysł, ale wcale nie oznacza, że trzeba uszczęśliwić ludzkość. Zakończę trochę egoistycznie: ważne by zrealizować swoje marzenia, najlepiej nie przeszkadzając innym, a jeszcze lepiej im w tym pomagając.

Bohater romantyczny jako wielka indywidualność


Bohater romantyczny to najprościej mówiąc bojownik, rycerz walczący o wolność narodu. Postać romantyczna zmienia się w zależności od potrzeb chwili, w bardzo różny sposób potrafi realizować swoje zamierzenia, zmienia poglądy, pokazuje swoje dążenia. Na podstawie kilku polskich utworów z okresu romantyzmu postaram udowodnić indywidualność bohaterów romantycznych. „Konrad Wallenrod” Adam Mickiewicz Konrad – Litwin, który w dzieciństwie został porwany przez Krzyżaków, jego rodzina zginęła podczas najazdu.

Dziecku Krzyżacy nadali imię Walter Alf, mały chłopiec stał się wkrótce ulubieńcem krzyżackiego mistrza Winrycha. W zamku krzyżackim znajdował się litewski wajdelota (wędrowny pieśniarz), służący Krzyżakom za tłumacza. To on właśnie uświadomił chłopcu kim właściwie jest, śpiewał litewskie pieśni opowiadał o ojczyźnie. Walter wielokrotnie chciał powrócić do ojczyzny, ale Halban tłumaczył mu, że jeszcze nie nadeszła odpowiednia pora, Alf miał najpierw poznać wszelkie arkana sztuki rycerskiej, wszelkie tajemnice wroga. Kiedy Walter wziął udział w walce od razu, wraz z Halbanem, dał się wziąć do niewoli. Przybył do Kowna wraz z innymi Krzyżackimi jeńcami, ale Książę dał wiarę opowieściom Waltera i Halbana. Alf pozostał na dworze księcia, uczył Litwinów nowoczesnych metod walki, wkrótce też pojął za żonę córkę księcia Aldonę.

Młodzi kochali się, ale Waltera dręczyła wciąż sytuacja rodzinnego kraju, który był zagrożony i nękany krzyżackimi najazdami. Jako średniowieczny rycerz ceniący sobie honor, podobnie jak całe rzesze innych rycerzy, wzdragał się przed zdradliwymi i podstępnymi metodami walki, wiedział jednak, że nie ma innego sposobu. Stał się indywidualistą, gdyż widział, że Litwini nie są w stanie pokonać wroga w otwartej walce. Alfowi udaje się podszyć pod postać Konrada Wallenroda, zostaje wybrany po śmierci Winrycha mistrzem Zakonu. Rządzi nieudolnie, Krzyżacy często przegrywają. Niestety Konrad zostaje zdemaskowany i aby uniknąć krzyżackiego sądu popełnia samobójstwo. Jest postacią indywidualną i tragiczną, musi dokonywać wyboru pomiędzy wolnością i szczęściem osobistym a wolnością i szczęściem swego narodu. Tragiczna dla bohatera konieczność wstąpienia na drogę podstępu i zdrad rodzi u niego konflikt wewnętrzny, wyciska nieodwracalne piętno na jego psychice. „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza Jacek Soplica jest głównym bohaterem „Pana Tadeusza”.

W młodości był ulubieńcem okolicznej szlachty, typowym warchołem i zabijaką. Bywał nawet zapraszany przez miejscowego magnata Stolnika Horeszkę. Jacek był potrzebny Horeszce, gdyż miał wpływ na głosy okolicznej szlachty. Córka Stolnika, Ewa, zakochała się z wzajemnością w Jacku. Dumny magnat nie zgodził się oddać ręki córki ubogiemu szlachcicowi. Ewa została wydana za mąż za bogatego człowieka, z którym podążyła na zesłanie, pozostawiając w kraju, pod opieką Telimeny córkę Zosię. Jacek zaś ożenił się z „pierwszą napotkaną na drodze kobietą”, która urodziła mu syna Tadeusza i w niedługim czasie zmarła. Urażona ambicja Jacka Soplicy doprowadziła go do krwawej zemsty. Często błąkał się w pobliżu zamku Horeszków, nie mogąc pogodzić się ze stratą ukochanej. Pewnego razu był więc mimowolnym świadkiem triumfalnego odpierania przez Horeszkę ataku Moskali na zamek. Emocje spowodowane wyrządzoną przez Horeszkę krzywdą zwyciężyły. Jacek mimowolnie wymierzył, a oddany strzał niestety okazał się celny. To wydarzenie spowodowało przełom w życiu Jacka. Staje się on wielkim indywidualistą pod przebraniem księdza.

Stało się to tym bardziej, że niesłusznie wzięto go za stronnika Moskali (Soplicowie otrzymali nawet część skonfiskowanych ziem Horeszki). Jacek wyjechał, udał się do Legionów, był kilkakrotnie ranny, aż wreszcie jako ksiądz Robaka powrócił na Litwę ze specjalną misją – miał organizować powstanie na Litwie. Jacek z narażeniem życia wędrował od dworu do dworu, w karczmach wiejskich agitował też chłopów do powstania. Nawet własnemu synowi Tadeuszowi nie wyjawił kim jest, chociaż niejednokrotnie bardzo tego pragnął. Jacek zostaje ciężko ranny w bitwie z Moskalami i umiera, uzyskawszy przedtem przebaczenie Gerwazego. Wątek sporu o zamek między Soplicami, a przedstawicielem rodu Horeszków Hrabią zostaje rozwiązany w sposób tradycyjny – zwaśnione rody godzą się dzięki małżeństwu Zosi (córki Ewy Horeszkówny) z Tadeuszem (synem Jacka Soplicy). Indywidualność bohatera, Jacka, paradoksalnie polegała na tym, że Jacek nie działał samotnie, tak jak jego wielcy poprzednicy (Konrad Wallenrod, Konrad z „Dziadów”), lecz szukał poparcia dla swej idei niepodległościowej wśród szerokich mas szlacheckich oraz wśród ludu. Ta przemiana polskiego bohatera romantycznego obserwowana na przykładzie Jacka jest znamienna dla całego pokolenia polskich rewolucjonistów, którzy po klęsce powstania listopadowego zrozumieli jak wielkim błędem była idea samotnej walki szlachty, która nie zdecydowała się szukać poparcia i pomocy wśród polskiego ludu.

Typowe cechy charakterystyczne dla bohatera romantycznego to nieszczęśliwa miłość, jest pełen wewnętrznego rozdarcia, przeżywa konflikty, jest postacią dynamiczną, jego charakter kształtuje się w trakcie trwania akcji utworu. Żarliwy patriotyzm i poświęcanie się dla ojczyzny stanowi powód do przebaczenia wszystkich jego win i postawienia go w rzędzie wzorców osobowych. „Kordian” Juliusz Słowacki Kordian dojrzewa do bycia patriotą, przeżywa przemianę, której przyczyną nie jest tylko nieszczęśliwa miłość do Laury, ale również dostrzeżenie faktu, że ludzkimi uczuciami mogą rządzić pieniądze. Ojczyzna jego jest osamotniona, nawet papież odmawia swego błogosławieństwa i wstawiennictwa. Kordian podejmuje walkę, ale walkę samotną.

Dla niego zwycięstwo to likwidacja cara i jego rodziny. Walka wewnętrzna jaką przeżywa przed pokojem carskim stawia Kordiana na równi z innymi bohaterami indywidualistycznymi i doprowadza do tragedii, jaką jest jego śmierć. „Nie-boska komedia” Zygmunt Krasiński Hrabia Henryk najpierw występuje jako Mąż, poeta romantyczny oderwany od życia, rozdarty pomiędzy nim a uprawianą przez siebie poezją. Żonę doprowadza najpierw do obłędu a później do śmierci, ta tragedia go zmienia. Działa później jako indywidualny przywódca obozu arystokratów, wierny czynami do końca swojej klasie ginie śmiercią samobójczą, myślami bowiem gotów jest przyznać rację swoim wrogom – rewolucjonistom pod wodzą Pankracego.

Myślę, że przytoczone losy bohaterów dzieł trzech wieszczów polskiego romantyzmu ukazują indywidualność tych postaci jako wielkich patriotów, przeżywających moment przełomowy, przez który stawali się osobliwi, zdolni do olbrzymich poświęceń i walczący w obronie ojczyzny, dla dobra ogółu.

Indywidualista – istota społeczna. Bohater literacki szuka tożsamości


Człowiek jest istotą społeczną czy też indywidualistą? Bohaterowie literaccy na przestrzeni epok prezentują różne postawy. Jedni szukają miejsca dla siebie w społeczeństwie, w środowisku. Uznanie otoczenia staje się dla nich miarą własnej wartości, potwierdzeniem sensu własnych dokonań. Nie chcą czuć się wyobcowani, niezrozumiani czy też wyśmiani. Często mamy do czynienia z postawą zupełnie odmienną, gdy bohater literacki dąży do niezależności, swobody, dostosowanie się do wymogów życia społecznego traktuje jako zniewolenie. Jednoznaczne ustalenie czy lepiej jest być istotą społeczną czy indywidualistą nie jest możliwe. Wielokrotnie tendencje społeczne i indywidualne ścierają się w osobowo­ści jednego bohatera literackiego. Poszczególne epoki literackie także kształtują pewien model bohatera. Na przykład literatura staropolska kreuje model obywatela, aktywnie ucze­stniczącego w życiu społeczeństwa i narodu, a więc istoty całkowicie uspołecznionej, romantyzm zaś czci wszelką niezależność, swobodę, in­dywidualizm, a mimo to bohater tej epoki to patriota występujący w obronie zniewolonego narodu. Tak więc można powiedzieć, że ścieranie się tenden­cji społecznych i indywidualnych obserwujemy nie tylko w osobowości poszczególnych bohaterów, ale także w różnych epokach literackich. Bohaterów indywidualistów nie trudno odnaleźć już w literaturze starożytnej. Antygona, tytułowa bohaterka tragedii Sofoklesa udowodniła, że jest osobą całkowicie niezależną, która potrafi przeciwstawić się bezdusznemu nakazowi króla Kreona, zabraniającemu grzebania zwłok Polinika, uznanego za zdrajcę. Postępowanie Antygony uczy nas, że człowiek ma prawo do wolności osobistej i niezależności, a postępować w życiu powinien przede wszyst­kim zgodnie z nakazami własnego sumienia. Minęły wieki a my wciąż podziwiamy tę wspaniałą córę Edypa, która poświęciła swe młode życie w obronie własnych ideałów, niezależności i wolności osobistej. Natomiast Kreona można potraktować jako człowieka, który tak bardzo utożsamiał się z własnym narodem, tak bardzo pragnął być wyrazicielem i obrońcą tej społeczności, na której czele stanął, że pragnienie to zagłuszyło u niego głos rozsądku, w oczach czytelnika stał się bez­dusznym tyranem, sprawcą tragedii swych najbliższych. Był królem Teb, pragnął przykładnie ukarać Polinika, który wprowadził do kraju obce wojska, przy tym nie chciał, aby go posądzono o to, że w swym postępowaniu kieruje się względami osobistymi, rodzinnymi. Tak bardzo przejął się społeczną rolą króla, że zapomniał o racjach uczuciowych. Ten konflikt między jednostką a władzą państwową przedstawiony w „An­tygonie” może też być traktowany jako starcie się postawy indywidualis­tycznej, niezależnej z postawą uspołecznioną. Literatura staropolska kształtowała przede wszystkim postawy obywatelskie, człowiek traktowany był jako istota społeczna. Zadaniem szkoły było właśnie przygotowanie młodego człowieka do pełnienia funkcji społecznej, do uczestnictwa w życiu politycznym kraju. Jak Kochanowski w znanej pieśni „O dobrej sławie” stwierdza wręcz, źe na wdzięczną pamięć potomnych może zasłużyć sobie tylko ten, kto „jako może, ku pożytku dobra wspólnego pomoże”. Wszystkie swoje umiejętności i talenty należy spożytkować dla kraju. Tak więc ludzie obdarzeni darem wymowy powinni uczyć poczucia sprawiedliwości, umiłowania wolności, przestrzegania dobrych obyczajów, zaś odważni i silni powinni walczyć z wrogami ojczyzny z bronią w ręku. Model obywatela i patrioty ustawicznie zatroskanego o losy swej ojczyzny ukazał Jan Kochanowski także w „Odprawie posłów greckich”. Jest nim Antenor, którego nadaremnie próbuje przekupić Aleksander. Kiedy rada trojańska wbrew ostrzeżeniom Antenom postanawia zatrzymać Helenę w Troi bohater ten nie obraża się, lecz natychmiast zastanawia się, jak skutecznie bronić się przed atakami Greków. Bohater renesansu jest więc człowiekiem mocno osadzonym w realiach życia społecznego, obywatelem uczestniczącym w wydarzeniach polity­cznych, kształtującym oblicze państwa i narodu, jest po prostu istotą społeczną. Zupełnie odmiennie kształtują się osobowości bohatera literackiego epoki romantyzmu. Romantyzm przyniósł bowiem kult uczucia, oryginal­ności twórczej oraz indywidualizmu. Bohater literacki tej epoki nie integruje się ze środowiskiem, w którym żyje, przeciwnie buntuje się przeciwko konwenansom i sztywnym regułom życia społecznego. Jest indywidualistą stojącym ponad szarym tłumem, jednostką wybitną, wyob­cowaną ze swego środowiska. Czy jednak jest w tej sytuacji człowiekiem szczęśliwym? Oczywiście tak nie jest, wyobcowanie i bunt rodzi poczucie tragizmu. Polski bohater romantyczny był także indywidualistą, jednostką nie­przeciętną, ale mimo to działał, walczył w obronie wolności swego narodu. Powstaje więc sytuacja wręcz paradoksalna, gdyż bohater jest indywidualistą, stojącym ponad tłumem, a jednak działającym w imię interesów własnego narodu, przedstawicielem konkretnej społeczności, zniewolonej przez wroga. Przejawem romantycznego indywidualizmu jest monolog Konrada, bohatera „Dziadów” cz. III, zwany Wielką Improwizacją. Bohater od­czuwa cierpienia swego narodu w sposób zwielokrotniony, szuka ratunku w ufności religijnej, w modlitwie, a widząc obojętność Stwórcy buntuje się przeciwko jego potędze. Postawa indywidualistycznego buntu przeciwko Bogu w imię szczęścia ludzkości była bardzo bliska polskim romantykom. Funkcjonował wówczas wśród udręczonych niewolą i kolejnymi klęskami narodowych powstań mit jednostki niezwykłej, zbuntowanej, o wybitnej indywidualności, działającej w osamotnieniu, mającej przynieść uprag­nioną wolność uciemiężonemu narodowi.  Ulega on pewnej demitologizacji już w późniejszej twórczości samego Mickiewicza, który w „Panu Tadeuszu” kreuje postać przeciętnego polskiego szlachcica, mającego na sumieniu wiele grzechów burzliwej młodości, który ostatecznie staje się patriotą całe życie poświęcającym ojczyźnie. Integruje się także ze swym szlacheckim środowiskiem, gdyż nie wierzy już w skuteczność samotnego działania. Wędruje wytrwale od wsi do wsi, od karczmy do karczmy, od dworu do dworu, powtarzając że należy „oczyścić dom ze śmieci” czyli usunąć Moskali z kraju. Jacek Soplica nie jest już indywidualistą na miarę Konrada lecz istotą społeczną szukającą porozumienia ze swym narodem. Pozytywiści zdecydowanie przeciwstawiający się romantycznej uczu­ciowości, tendencjom indywidualistycznym stworzyli także nowy model bohatera. Była to istota całkowicie społeczna, działająca na tle społe­czeństwa, czy też własnego środowiska. Bohater romantyczny to najczęś­ciej jakaś tajemnicza, na dodatek skłócona ze środowiskiem jednostka, którą wielokrotnie trudno było osadzić w konkretnych realiach history­cznych i społecznych. Natomiast bohater pozytywistyczny działał zawsze w konkretnych realiach, był przedstawicielem konkretnej grupy społecz­nej, której interesy reprezentował. Jego konkretna i wymierna praca miała przynosić korzyść nie tylko jemu samemu ale także społeczeństwu. W ten właśnie sposób narodził się pozytywistyczny kult pracy, która nadaje sens ludzkiemu życiu, przynosząc korzyść nie tylko jednostce, ale także krajowi. Tak działający bohater był całkowicie zintegrowany ze środowis­kiem, w którym, a przede wszystkim dla którego pracował. Tak pojęty pozytywistyczny sens pracy wyjaśnia „Legenda o Janie i Cecylii” zamieszczona w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem”, legendarnych przodkach Bohatyrowiczów, którzy wykarczowali kawał nadniemeńskiej puszczy i założyli osadę, a okoliczna ludność nauczyła się od nich wielu umiejętności. Nie lęka się też wejścia w środowisko chło­pów z zaścianka Justyna Orzelska, decydując się wyjść za mąż za Janka Bohatyrowicza. Wierzy, że praca nada sens jej życiu, pragnie też – jeśli umie coś więcej od prostych chłopów – wiedzę tę przekazać im właśnie. Justyna jest bohaterką, która pragnie poczucia więzi ze społeczeństwem, z własnym środowiskiem, a ponieważ we własnym środowisku szlache­ckim czuje się wyobcowana z ufnością i nadzieją zwraca się do prostego, wiejskiego Ludu, czując instynktownie, że tu zostanie lepiej przyjęta. Na takiego społecznika i demokratę wolnego od przesądów klasowych wyrośnie jej kuzyn Witold Korczyński, student szkoły agronomicznej, częsty gość w zaścianku, który swą praktyczną wiedzą, zdobytą w szkole pragnie się podzielić z tymi, którzy nie mieli szansy jej zdobywać. Podobnie jak Justyna zapewnie nie będzie czuł się obco w środowisku, z którym od młodych lat szuka porozumienia i integralnej więzi. W literaturze młodopolskiej daremnie by szukać tak jednolitej koncep­cji bohatera literackiego. Pogłębia się analiza psychologiczna działań bohaterów, którzy stają przed coraz bardziej skomplikowanymi prob­lemami moralnymi, a nawet egzystencjonalnymi. Wśród bohaterów Żeromskiego należy zwrócić uwagę przede wszyst­kim na doktora Tomasza Judyma, bohatera „Ludzi bezdomnych”, chociaż bardzo trudno będzie rozstrzygnąć czy był on indywidualistą, czy istotą społeczną. Z jednej strony uznany został za wybitnego społecznika, nazwisko jego stało się symbolem uspołecznienia jednostki. Judym bo­wiem całe swe życie poświęcił spłacaniu „tego przeklętego długu”, jaki pozostał mu do spłacenia wobec własnej klasy w momencie, gdy udało mu się zdobyć wykształcenie i dzięki temu przekroczyć granice klasowe. Cały czas Judym konsekwentnie występuje w obronie najbiedniejszych, po­krzywdzonych i wyzyskiwanych. Odważnie atakuje warszawskich lekarzy na spotkaniu u doktora Czernisza, oskarżając ich o znieczulicę społeczną, walka o osuszenie stawów w Cisach kończy się wepchnięciem administ­ratora Krzywosąda do błotnistego, malarycznego stawu, równie konsek­wentny jest Judym w swych poczynaniach w Zagłębiu. Tak więc misja Judyma ma charakter zdecydowanie społeczny, natomiast metody jego działań są całkowicie indywidualne, pozwalające porównać Judyma z wie­lkimi bohaterami romantycznymi, którzy także buntowali się przeciwko światu w imię szlachetnych idei i stawali przed koniecznością dokonywa­nia tragicznego wyboru między szczęściem rodzinnym i osobistym a wy­branym posłannictwem. Judym przecież dokonuje wyboru na miarę Konrada Wallenroda, gdyż odrzuca miłość Joasi w obawie, że będzie ona stanowiła przeszkodę w realizacji jego idei. Natomiast bohaterowie „Chłopów” Reymonta to istoty społeczne, ukazane nie tylko na tle przyrody, ale także we własnym chłopskim środowisku. Pisarz starał się ukazać całą społeczność wiejską, typowe cechy chłopskiej zbiorowości, a każdy z bohaterów indywidualnych ma ściśle wyznaczone miejsce w tym środowisku. Na czele w tej hierarchii stoją najbogatsi gospodarze wójt, kowal, młynarz, Maciej Boryna. Mimo dużych różnic majątkowych w sprawach, dotyczących całej wsi bohatero­wie czują się bardzo zintegrowani. W bitwie o las występują gromadnie i solidarnie, podobnie niestety się zachowują, kiedy zapada decyzja o wywiezieniu Jagny ze wsi na kupie gnoju, będąca straszliwą zemstą zdradzanych kobiet i zatroskanych o los swych synów matek. Nawet Antek, kochanek Jagny, mimo napomnień Mateusza, nie decyduje się stanąć w jej o bronie, mówiąc: „W gromadzie żyję, to z gromadą trzymam”. Poczucie więzi z wiej­skim środowiskiem jest dla Antka ważniejsze niż względy osobiste i uczuciowe.” Bohaterem, który uporczywie poszukuje dla siebie miejsca w społeczeń­stwie jest Cezary Baryka, główna postać „Przedwiośnia” Stefana Żeroms­kiego. Działa on w nowej rzeczywistości politycznej, gdyż Polska po wielu latach niewoli odzyskała niepodległość. Na tę doniosłą chwilę czekały całe pokolenia Polaków. Czy ziściły się ich marzenia, czy tak wyobraźali sobie nową ojczyznę. Cezary Baryka jest reprezentantem całego pokolenia Polaków, którzy pragnęli służyć swej ojczyźnie pracą i energią. Trudno jednak było odnaleźć właściwą drogę. Młody bohater „Przedwiośnia” znajduje się w samym centrum wydarzeń rewolucji rosyjskiej, w Chłodku, uczestniczy w zebraniu komunistów, prowadzi dyskusje z Szymonem Gajowcem, koniecznie chce znaleźć dla siebie miejsce w społeczeństwie. Nie jest też indywidualistą, a raczej typowym przedstawicielem ówczesnego młodego pokolenia Polaków. Wybór właś­ciwej drogi wcale nie był łatwy, nowe państwo było w najtrudniejszym okresie i rozwijało się metodą prób i błędów. Młody Baryka także ostatecznie nie odnajduje dla siebie miejsca. Chociaż w końcowym fragmencie powieści widzimy go na czele robotniczej manifestacji masze­rującej na Belweder, jednak znalazł się tam przypadkowo, a nie z racji swych ideowych przekonań, nie identyfikował się też chyba całkowicie z manifestującym tłumem, gdyż „parł oddzielnie” na „mur żołnierzy” zagradzający w okolicach Belwederu drogę manifestantom.  Zupełnie inny charakter ma powieść Witolda Gombrowicza „Ferdydur­ke”. Dla tego artysty wszelkie formy życia społecznego, do których jednostka musi się dostosować są zniewalaniem człowieka, ograniczaniem jego wolności osobistej, niezależności, indywidualizmu. Na określenie tych zjawisk używa Gombrowicz sugestywnych neologizmów takich jak „upu­pianie” i „ugębianie”. Bohater Gombrowicza nie szuka dla siebie miejsca w społeczeństwie, przeciwnie chce od niego za wszelką cenę uciec, ale niestety nie jest to możliwe. Tak więc bohater powieści Gombrowicza jest istotą aspołeczną, za wszelką cenę chce on wyzwolić się z formy. Człowie­kowi jednak wciąż od najmłodszych lat narzuca się ustalone formy życia. Nie jest to rzeczą trudną, przecież bohaterem „Ferdydurke” jest trzydziesto­letni Józio, który został siłą przez profesora Pimkę doprowadzony do szkoły. Tutaj gra rolę ucznia tak doskonale, że ani koledzy z ławy szkolnej, ani profesorowie nie zauważyli jego dorosłości. Witold Gombrowicz przed­stawił w swej powieści niezwykle ważny i często dyskutowany przez artystów problem wolności człowieka w konfrontacji z ograniczeniami, jakie niesie kultura, tradycja i uznane wzory zachowań. Oczywiście pisarz broni wolności jednostki, uznaje bezwzględne prawo człowieka do obrony przed wszelkim zniewoleniem. Niestety wnioski z lektury nie są optymis­tyczne, gdyż społeczeństwo narzuca każdemu pewne role i niejako zmusza do ich odgrywania. Człowiek powraca wtedy do stereotypowych zachowań, niszcząc swoją osobowość. Niestety życie w społeczeństwie jest sfor­malizowane, a ucieczki przed formą nie ma, co uświadamia sobie w końcu Józio, który za wszelką cenę chciał wyzwolić się z formy, mówiąc: „Nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowie­kiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki.” Podobny problem został też przedstawiony w „Tangu” Sławomira Mrożka. Rodzice głównego bohatera Artura w młodości walczyli o wy­zwolenie z okowów moralności i religii, czyli o możliwość zatańczenia tanga. Można powiedzieć, że walczyli o tę samą niezależność, której tak bardzo pragnęli bohaterowie Gombrowicza. Rodzicom Artura Stomilowi i Eleonorze w pewnym sensie się to udało. Są na pewno indywidualistami. Stomil, protestując przeciwko konwenansom, posiadł swą narzeczoną w teatrze, wywołując tym niemały skandal. Ich salon sprawia wrażenie „niechlujstwa, pomylenia i przypadkowości”. W niesamowicie zagraco­nym wnętrzu nikt nie pomyślał o usunięciu katafalku, chociaż od śmierci dziadka minęło dziesięć lat. Na ogół bohaterowie są zadowoleni z panują­cej anarchii, babcia zamiast umrzeć wciąż gra w karty, wuj Eugeniusz zaniedbuje pisanie pamiętników. Stomil toleruje obecność w domu jakie­goś podejrzanego typa półinteligenta Edka, który siorbie przy jedzeniu i romansuje z jego żoną, gdyż wszelki protest byłby nienowoczesny. Pozornie więc jest to świat o jakim marzył dla swoich bohaterów Gombrowicz. Tym bardzo indywidualnym formom życia przeciwstawia się Artur, nie podoba mu się taki świat, który całkowicie wyszedł z formy. Nie udaje mu się jednak ten zamiar, gdyż Edek w walce o władzę wykańcza go paroma ciosami. Wszyscy będą musieli dostosować się do nowej formy – dyktatury.  Podobnie jak w życiu tak i w literaturze nikt nie zdołał jednoznacznie ustalić, czy lepiej być indywidualistą, a więc człowiekiem wyalienowa­nym ze swego środowiska, czy też istotą uspołecznioną, człowiekiem w pełni zintegrowanym ze środowiskiem jednocześnie skrępowanym pewnymi ustalonymi formami życia społecznego. Zawsze każda skrajność budzi zastrzeżenia. Tak więc postawy skrajnie indywidualne, choć niewąt­pliwie oryginalne i bardzo cenione w sztuce mogą prowadzić do alienacji, a w ślad za nią do frustracji. Jednak bez takich ludzi oryginalnych, twórczych świat nigdy nie wkroczyłby na drogę postępu i wspaniałego rozwoju. Tak więc zdając sobie sprawę z tego, że jesteśmy integralną cząstką środowiska i społeczeństwa, w którym przyszło nam żyć, idźmy jednak przez życie odważnie, broniąc ludzkiego prawa do wolności osobistej i niezależności.

Dobro i zło muszą istnieć obok siebie a człowiek musi dokonać wyboru


Jak rozumiesz słowa Mahatmy Ghandiego: „dobro i zło muszą istnieć obok siebie a człowiek musi dokonać wyboru”? Oprzyj się na poznanych tekstach literackich.

Dobro i zło. Biały i czarny. Prawda i fałsz. Na początku te pojęcia wydają się być przeciwieństwami, ale gdy przyjrzymy się im głębiej, dochodzimy do wniosku, że w rzeczywistości są one bardzo podobne. Czemu? Ponieważ wszystkie są wartościami względnymi, nie można ich zdefiniować empirycznie. Nie oznacza to, że dana osoba nie rozróżnia bieli i czerni, pokazuje tylko, że w określonej sytuacji czerń zamienia się w biel i odwrotnie. Ten przykład pokazuje jedną rzecz: niedoskonałość ludzkiej percepcji, a zatem i ludzkiego rozumienia świata. W tych rozważaniach ignorujemy istnienie szarości, czegoś między skrajnościami, czegoś, co znacznie ułatwia patrzenie na świat.

Dobro i zło z pewnością istnieją na tym świecie i często nie możemy powiedzieć, co jest czym. W literaturze poszczególnych epok można spotkać różne synonimy słów dobro i zło: od romantyzmu, gdzie dobro było synonimem patriotyzmu, przez pozytywizm, w którym praca była najwyższą wartością, po współczesną literaturę wychwalającą zachowanie własnej tożsamości.

Podobnie jest z definicją zła. W romantyzmie zło utożsamiano z niewolnictwem, z rozbiorami, przez Młodą Polskę, w której krytykowano populizm i szarość istnienia, oraz z literaturą wojenną utożsamiającą okupanta z diabłem.

Przez te wszystkie lata musieliście wybierać między „czernią a bielą”, czasami nie wiedząc, co jest dobre, a co złe.

Tę niepewność wyboru można łatwo zilustrować w twórczości Słowackiego i Mickiewicza i ich stosunku do powstania listopadowego.

Słowacki w „Kordianie” skrytykował powstanie listopadowe. W ramach przygotowań piekielne mocarstwa tworzą przywódców przemówienia: generałów i cywili. Sam fakt, że zostały stworzone przez diabła, jest ich jednoznaczną cechą, a więc zaprzeczeniem sensu buntu. Z kolei Mickiewicz w „Dziadach III”, a konkretnie w trzeciej scenie tego dramatu (Wizja księdza Piotra), nazywa naród polski, w tym liderów przemówienia, Mesjaszem cierpiącym za innych. Wspiera powstanie, a nawet usprawiedliwia potomstwo, dlaczego nie brał w nim udziału. Łatwo zauważyć, że pojęcie dobra i zła jest względne i po prostu niemożliwe jest dokonanie wyboru między nimi.

Innym przekonaniem, które okazuje się mitem, jest wiara w dobroć Boga. Istota nadprzyrodzona była najważniejszą rzeczą w średniowieczu. Kolejne epoki stopniowo wycofywały się z tej filozofii, sprzyjając stopniowej ateizacji literatury. Przełomem okazał się romantyzm. Sygnały tego procesu można dostrzec w pracach Mickiewicza. W Dziadach III cz. Porównuje się Boga do cara, nazywany jest mądrością, a nie miłością. To odbiera mu aureolę tajemniczości, wyjątkowości i nieomylności. Sam ksiądz Piotr, jako przedstawiciel Królestwa Niebieskiego na ziemi, wątpi w dobroć Opatrzności, choć swoje własne wyobrażenia o chrześcijańskiej pokorze przeciwstawia apokaliptycznym wizjom Konrada.

Z kolei w balladzie „Romantyzm” Bóg jako sprawca śmierci powoduje cierpienie niewinnych ludzi. Jest zaprzeczeniem nieomylności Opatrzności, podważeniem sensu poszukiwania w niej najczystszych intencji i dobra. Oczywiście czasami, jak pokazał Dziady Część II, grzech jest dobrem, bramą do pełnego poznania świata ciała i ducha. Ta sprzeczność jest widoczna, jeśli nie pomieszamy logiki scholastycznej i filozofii z romantycznym podejściem do tych tematów. W tym momencie prawda i fałsz, dobro i zło mieszają się razem i rozpoznają to, co zależy tylko od naszego subiektywnego systemu wartości. Praktycznie nie mamy wyboru, nasze życie wybiera za nas, pozbawiając nas przyjemności poszukiwania prawdy, wszystko staje się zbiegiem okoliczności, kompilacją wielu zmiennych, prowadzących do jednej, do utraty własnej tożsamości.

W romantyzmie bohaterem dramatów jest ten, kto szuka „siebie”. Konrad Wallenrod odnajduje sens życia w walce, której podstawą ideologiczną jest poezja. Gustaw / Konrad z „Dziadów” w miejsce miłości do kobiet znajduje patriotyzm. Kordian, indywidualista, sam szuka swojej filozofii i znajduje w niej miłość do ojczyzny. Poezja Mickiewicza staje się skarbnicą nowych i najlepszych dawnych wartości. Słowacki chce wyruszyć w przyszłość i propaguje poezję patriotyczną, wzywając do walki. Zło zabijania jest uzasadnione ideą, dla której się morduje. Czasami jednak to nie wystarcza i np. Kordian, nie zabijając cara, przezwycięża nowe ideały, wracając do starych, niby już przestarzałych.

W romantyzmie istnieje konflikt między filozofiami poszczególnych artystów. Generalnie jednak dobro czerpało siłę z patriotyzmu, a zło z upokarzających czasów popowstaniowych. Człowiek został pozbawiony wyboru, ponieważ nie był przygotowany na nową sytuację. Przejawia się w tragicznym indywidualizmie bohaterów literackich, którzy szukają własnej drogi przez życie.
Kolejną erę literacką, czyli pozytywizm, cechuje ciągłe poszukiwanie definicji dobra i zła, pokazywania, że ​​dobro może być złem i odwrotnie. Istotą literatury jest uświadomienie czytelnikowi przed jakim wyborem staje i pokazanie wszystkich aspektów decyzji.

Niejednoznaczność wielu decyzji najlepiej ilustruje twórczość Marii Konopnickiej. W swoim wierszu „Free Rent” opisuje sytuację chłopów we wsi po wywłaszczeniu. Oddanie ziemi chłopom było dobrą rzeczą, ale jej skutki uboczne są bezużyteczne. Podobną sytuację przedstawia powieść „Miłosierdzie gminy”. Tam prawo zapewniające osobom starszym spokojną starość stało się bramą do nadużyć na tym tle. Kunz Wunderli był ofiarą niezrozumienia dobra. Mendel Gdański to opowieść o sytuacji Żydów w Polsce i społeczeństwie polskim, pełnym antysemityzmu, ale z drugiej strony ludzi, którzy bronią wyznawców wiary mojżeszowej. Ale wszyscy oni, łącznie z Żydami, żyją w jednej społeczności, która jest wyjątkowa pod każdym względem.

Z trudnej sytuacji na wsi skorzystała także Eliza Orzeszkowa. Historia „Tadeusz” opisuje trudną sytuację dzieci na wsi, które pozbawione opieki rodziców, zmuszone do ciężkiej pracy, dorastają samodzielnie. Ojciec i matka tytułowego bohatera nie podlegają drastycznej krytyce, autorka raczej starała się ich uzasadnić w oczach czytelników. Znamienne jest, że i tutaj dochodzi do pewnego rodzaju dramatycznego konfliktu, wyboru między wychowywaniem dziecka z widmem śmierci głodowej, a pracą i pozostawieniem chłopca bez opieki. Każda decyzja ma swoje zalety i wady i ostatecznie prowadzi do tragicznego rozwiązania. Dlatego nie sposób powiedzieć, co jest dobre, a co złe, a każdego z rodziców Tadeusza trzeba oceniać osobno.

„Kamizelka” Bolesława Prusa porusza problem prawdy i kłamstwa w stosunku do pacjenta. Ponownie nie wiadomo, co jest lepsze: złudzenie powrotu do zdrowia czy surowa prawda o umieraniu. Kamizelka staje się symbolem iluzji, ale i nadziei niesionej pacjentowi. W tym przypadku kłamstwo daje dobre rezultaty, przynajmniej daje chwile szczęścia, co dla niektórych jest największą wartością. Nikt nie patrzy na cenę euforii. Im szybciej wspinasz się na szczyt, tym bardziej bolesne jest upadek.

Dziełem, które mistrzowsko pokazuje cienką granicę między dobrem a złem, normalnością a szaleństwem, jest „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. Główny bohater szuka usprawiedliwienia dla swojej zbrodni i dokładnie analizuje różnice między dobrem a złem. Dochodzi do wniosku, że ocena tych wartości zależy tylko od punktu widzenia. Dla niektórych przestępstwo jest ostatecznością, a odebranie komuś życia może dać innym życie. Można się zastanawiać, czy to pyrrusowe zwycięstwo, ale można przyjąć za pewnik, że nie jest to całkowicie absurdalny pomysł. Jego główną wadą jest to, że patrzymy na ofiarę przestępstwa, a nie ofiarę. Bez wyboru widziałaby nasz „dobry” uczynek zupełnie inaczej.

Zrozumienie błędu jest zdaniem Dostojewskiego podstawą odrodzenia moralnego.
Pozytywizm skupiał się na ukazaniu wewnętrznych sprzeczności w rozumieniu słów „dobro” i „zło”. Działający w tym okresie artyści znakomicie udowodnili przewrotność nawet szlachetnych idei, a także względność i zmienność naszych przekonań, kładąc tym samym podwaliny pod filozofię nowej epoki.

Młoda Polska szukała nowych ideałów w miejsce starych, całkowicie zdyskredytowanych. Tu można szukać analogii z romantyzmem, bo ostatnie lata XIX i początek XX wieku bez powodu nazwano okresem neoromantycznym. Artystyczna bohema zaciekle sprzeciwiała się ideałom pozytywizmu, głosząc artystyczne bale i pogardę dla pracy. Filister – synonim mieszczanina, któremu zależy tylko na swoim majątku i sukcesach zawodowych – stał się przedmiotem złośliwych ataków. Poetów cechowała dekadencka postawa życiowa, modernistyczna wizja współczesności oraz duża poetycka wrażliwość. W ich pracy nie było zdefiniowanego pojęcia dobra i zła. Krótko mówiąc, w zmieniającej się rzeczywistości nikt tak naprawdę nie wiedział, co oznaczają te słowa. Zamiast tego strach był wszechobecny.

Najlepiej pokazuje to hymn Kasprowicza „Dies Irae”. Apokalipsa jest przedstawiana jako punkt zwrotny, koniec i jednocześnie początek. Bóg nie jest miłością, jest sprawiedliwością, strasznym sędzią, obojętnym na ludzką rozpacz i cierpienie. Te tezy podkreśla także hymn „Święty Boże”, w którym wiara jest rodzajem rozmowy ze Stwórcą. Podobnie jak w romantyzmie, istnieją istotne elementy ateizmu, poddanie w wątpliwość dobroci bożej, której zaprzeczeniem jest sąd ostateczny. W tej sytuacji należy postawić znak równości pomiędzy strachem a złem. Czym jest więc dobro? W świetle Tetmajera można powiedzieć, że jest to zdolność twórczości. Np. wiersz „Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej”, gdzie krajobraz Tatr jest przesycony uczuciem spokoju i ukojenia, a góry są konspiracyjnie niezwykłe chociaż ulotnych. Mimo wszystko jest to utopia tylko pozorna, ponieważ podmiot liryczny zatopiony jest w smutku, wyrazie jego wartości. Dla niego nie ma dobra, może istnieć tylko jego namiastka.

Szukając interpretacji „bieli”, można zauważyć ciekawą próbę w „Chłopach”. Reymont nie wskazuje na idealnego bohatera, zarówno Boryn, jak i Jagna mają swoje wady, ale są też widoczne zalety. Przede wszystkim miłość do ziemi, jej produktów i własnej pracy. To nie tylko wytwór chłopstwa, to także naturalistyczny kult przyrody. Docenianie bohaterów w kategoriach dobra i zła zależy bezpośrednio od ich pracowitości, ale każdy ma wybór i każdy z chłopów Reymonta może iść własną drogą.

Jeszcze dalej Wyspiański poszedł w „Weselu”. Oskarżył poetów o szerzenie dekadencji i uważał poetycki pesymizm za przyczynę duchowej stagnacji narodu. Podobnie jak Reymont, autor wyznaje kult chłopstwa jako strażnika wartości zniszczonych przez minione epoki. Dobro w tym sensie kojarzy się z determinacją, otwartością na tradycję i jednocześnie gotowością do walki o nowe. Zło jest wyrazem stagnacji. W Bronowicach te dwa pomysły mieszają się ze sobą, tworząc ostatecznie mieszankę, która zastyga w ruchu, w niedopowiedzeniu.

Przecież neoromantyzm nie stworzył jednolitej wizji dobra i zła. Wieloznaczność i symbolika dzieła nie pozwalały na jego zrozumienie przez zwykłego czytelnika, który mógł zdecydować, jaki pomysł mu się podoba. Ten kult indywidualności i elitarności rozprzestrzenił się nawet w okresie międzywojennym.

Początek dwudziestolecia międzywojennego do okresu euforii po odzyskaniu niepodległości. Szybko okazało się, że walki nie da się przerwać, ale powinna być uniwersalna. Jako pierwszy zauważył to Żeromski z Przedwiośni. Jest to praca konfrontująca romantyczne wizje II RP z rzeczywistością. Utopia wolności i pluralizmu politycznego została szybko przezwyciężona, a kryzys gospodarczy i społeczny zrujnował ducha narodowego. „Przedwiośnie” to utwór „na rozweselenie serc”, który pokazuje problemy Polski, ale także sposoby ich rozwiązywania. Ponownie, podobnie jak w „Kamizelce”, jest wątek tworzenia fałszywych utopii, jest fałszywe przedstawienie choroby, tu nieszczerość ojca wobec syna i „wizja szklanych domów”. Trudno powiedzieć, czy Seweryn wybrał właściwą drogę, opowiadając Cezaremu o „idealnej” Polsce. Niewątpliwie to właśnie skłoniło syna do przyjazdu do ojczyzny, ale jednocześnie poprzez kontrast ukazało rzeczywistą biedę i zacofanie Rzeczypospolitej.

W tym przypadku znowu dobra i zła mieszanka i nikt nie może jednoznacznie udowodnić, na ile kłamstwo zadziałało na korzyść tego pierwszego. Z kolei Zofia Nałkowska w „Granicy” poszła jeszcze dalej, zadając pytanie, czy człowiek powinien być oceniany samodzielnie, czy przez obserwatora. Jest to ważne, ponieważ dobro i zło zależą od twojego punktu widzenia. Zenon Ziembiewicz wybrał własną drogę i, zdaniem większości, stał się biednym aparatczykiem z człowieka o szlachetnych ideałach. Trzeba jednak przyznać, że zejście z tej ścieżki mogło być bardzo przemyślanym i celowym działaniem. Mówiąc najprościej, bohater zdał sobie sprawę, że tylko moc daje możliwości samodoskonalenia. Zenon usprawiedliwiał się, że pomagał robotnikom jak tylko mógł, więc realizował pomysły młodzieży. Jego zdaniem lepiej było trochę zrobić, niż cały czas mówić o czymś dużym.

Nieco inaczej Gombrowicz postrzegał dobro i zło w Ferdydurke, gdzie główną cnotą człowieka nie była fizyczna egzystencja zgodna z normami, ale bogate, duchowe i intelektualne życie wewnętrzne. W rzeczywistości nikt nie może zbuntować się przeciwko społeczeństwu, ponieważ to je zniszczy. Praktycznie nie ma wyboru. Wszechobecna forma zabija indywidualność, powoduje zanik inności i niepowtarzalności. Groteskowy charakter wielu postaci dodatkowo podkreśla iluzoryczne ideały społeczeństwa jako strażnika najwyższych wartości.

Twórcy dwudziestolecia zaprzeczali istocie dobra i zła, pokazując, jak ich poprzednicy nie potrafili tak naprawdę zdefiniować tych pojęć. Co więcej, wielokrotnie pokazywano, że np. Kłamstwo nie musi być złe z pewnego punktu widzenia. Wszystko to pokazało i jedno: w niepodległej już Polsce nie ma prawdziwych trwałych wartości, bo „stare” już umarło, a ludzie nie są jeszcze gotowi na „szklane domy”.

Okres II wojny światowej był jednym z najbardziej tragicznych w całej historii polskiej państwowości. Ogromne zbrodnie totalitarnych systemów wstrząsnęły narodem, zmieniły jego filozofię i przywróciły wiarę we własną wyjątkowość. Wydaje się, że dość łatwo jest sklasyfikować dobro i zło: tj. Niemcy i Rosjanie byli źli, a Polacy i Żydzi byli dobrzy. Jednak nie jest to takie proste. Jak pokazuje Tadeusz Borowski w „Pożegnaniu Marii”, wśród Polaków byli też ludzie porzuceni. Szczypiorski obala kolejny mit, pokazuje ludzkiego Niemca.

Dobro i zło najlepiej znane są w sytuacjach ekstremalnych, a takie sytuacje z pewnością obejmują i należą do rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Borowski w swoich opowieściach obozowych burzy wiarę w humanizm. Dla niego człowiek jest zwierzęciem reagującym na bodźce zewnętrzne ne jak jego leśni pobratymcy. Brak pożywienia rodzi agresję i niszczy wszelakie bariery moralne. Kultura okazuje się za słaba, głód okazuje się silniejszy. Rodzi się moralność człowieka na skraju śmierci, gdzie oznaką łaski jest nie informowanie przyjaciół, że za chwile zginą. Istota ludzka jest w stanie zabić za kromkę chleba. Dla nas jest to zło w postaci postaci, dla ludzi z numerów na przedramieniu była to normalność.

Moim zdaniem nie powinno się osądzać innych ludzi po pozorach, ponieważ w takim przypadku np. Wszystkich, którzy przeżyli Oświęcim można oskarżyć o śmierć milionów tam pomordowanych.

Dobro i zło są Pojęciem względnym. Ghandi propagował dobro, bierny opór złamać agresję. Wiarę w tę utopię przypłacił życiem. Teraz trzeba się zastanowić czy to była utopia. Indie odzyskały niepodległość.

Moim zdania człowiek nie ma nigdy wyboru. Przekonanie o tym, że jest inaczej jest tylko humanistyczną mrzonką. Los ludzki nie jest zdeterminowany, jest po prostu wypadkową siłą na korzyść lub przeciwko. Jednak czy dobro jest dobrem a zło złem nie wiedzieli ani Kordian, ani Tadeusz, ani Boryna, ani Cezary. Co to jest „człowiek” mogli się przekonać ci, którzy byli na policjami, więźniowie łagrów GUŁAGu i obozów SS.
Dobro i zło, cokolwiek by to nie było, musi istnieć obok siebie. Po prostu dlatego, że nikt nie doceniałby nieba gdyby nie wiedzieć jest piekło.

Ideał człowieka i obywatela w literaturze staropolskiej


Stosunek człowieka do świata zmieniał się na przestrzeni wieków. Wiele czynników wpłynęło (i nadal ma) na kształtowanie się poglądów ludzi. Poszczególne epoki, a także tworzona za ich życia literatura i sztuka odzwierciedlają różne światopoglądy. Ukształtowali ludzkie postacie i stworzyli modele do naśladowania. Poszczególne epoki budowały swoje ideologie w oparciu o przeciwieństwo do poprzedniej epoki, często opierając się na epoce wcześniejszej niż poprzednia.

ŚREDNIOWIECZE

Cechą charakterystyczną średniowiecza był teocentryzm, czyli stawiając Boga w centrum kultury, literatury, sztuki i filozofii, był najwyższą wartością. Religijny światopogląd miał wpływ na wszystkie dziedziny życia, stąd wątki rozwijane w sztuce najczęściej odwoływały się do Biblii lub działalności Kościoła. Dzieła te wywarły bezpośredni wpływ na czytelnika, prezentując, a nawet zastępując je postaciami godnymi naśladowania lub potępienia, wskazując na konkretne wzorce i ideały prowadzące do świętości.

Największym ideałem w średniowieczu był święty, aw pierwszych wiekach średniowiecza najlepiej było dla niego być świętym – ascetą. Filozofia św. Augustyna, który promował prymat wiary nad rozumem. Ta filozofia postawiła człowieka na granicy bytu między aniołami i zwierzętami. Osoba ludzka jest rozdarta wewnętrznie, ponieważ istnieje konflikt między dobrem a złem, między duszą a ciałem. Augustyn widział szczęście w medytacji, w poznaniu Boga i własnej duszy.

Filozofia św. Tomasza z Akwinu. Pod wpływem tej filozofii w XIII wieku nastąpił przełom w światopoglądzie średniowiecznych ludzi, ich stylu życia. Głosił harmonię, racjonalny porządek świata, strukturę stworzoną przez Boga, w której każdy element ma swoje miejsce (koncepcja drabiny bytów). Najważniejszą rzeczą w tej filozofii jest przezwyciężenie i przezwyciężenie dwoistości ciała i duszy.

Inną filozofię stworzył św. Franciszek, a jej głównymi zasadami były miłość, radość i ubóstwo. Miłość jest podstawą wiary, jest miłością do każdej żywej istoty jako brata i siostry. Twierdził, że człowiek jest wolny i szczęśliwy tylko wtedy, gdy ma tylko to, czego potrzebuje do życia. Ktoś, kto ma fortunę, martwi się o niego, jest jego niewolnikiem. Życie św. Franciszka i jego towarzyszy znane było z anonimowego dzieła Św. Franciszek.

W literaturze świętego np. W Legendzie św. Alexius. Bohater po ślubie składa ślub czystości, oddaje majątek biednym i opuszcza dom. Od 17 lat żyje skromnie, w ascezie, w izolacji, po czym wraca do ojczyzny, ale nie zostaje rozpoznany. Zanim umrze, pisze list, w którym wyjaśnia, kim był, a jego ciało ma cudowne właściwości lecznicze po śmierci.

Najwcześniejsze prace hagiograficzne w Polsce dotyczą świętych – męczenników, m.in. św. Wojciecha, mnicha pochodzenia czeskiego, który zginął podczas podróży misyjnej do Prus. W XIII wieku pojawiły się prace o Stanisławie Szczepańskim, biskupie krakowskim, zamordowanym na rozkaz króla Bolesława Śmiałego w 1079 roku.

Świeckim wzorem bohatera był rycerz, człowiek obdarzony niezwykłymi walorami militarnymi, a jednocześnie wasal oddany swojemu władcy. Ideał rycerski nie był oderwany od ogólnego teocentryzmu. Tutaj jednak na pierwszy plan wysuwa się pojęcie honoru, oczywiście połączone z absolutną wiernością Bogu. Tylny bohater Pieśni Rolanda ginie w bohaterskiej bitwie z niewiernymi Saracenami. Roland jest wierny Bogu i władcy do ostatnich chwil.

W dziełach świeckich znajduje się też moralizatorska praca Słoty O zachowaniu przy stole. Autor zachodnich manier i chciał je wprowadzić w Polsce. Krytykuje „siedzenie jak wół”, brudne ręce, szybkie jedzenie. Szlachta powinna dbać o kulturowe zachowania przy stole, zwłaszcza gdy są w obecności kobiet.

Jednym z wiodących trendów renesansu był humanizm, uznający człowieka za najwyższą wartość. Myślą przewodnią tej epoki nie był już teocentryzm, wręcz przeciwnie – antropocentryzm. Zdolności poznawcze człowieka, jego zachowanie i szczęście stały się podstawą wszystkich systemów ideologicznych. W początkowej fazie głosił takie hasła jak carpe diem czy homo sum – humani nil a me alienum esse puto. Ideały to piękno, harmonia i harmonia. Artystom zależało na doczesnej i pośmiertnej sławie oraz o przełamaniu bezimienności. Potwierdzili życie, byli przekonani, że pełnię życia można osiągnąć w tym życiu (Fajnie jest oszaleć, kiedy trzeba)

Dziennikarstwo renesansowe ma wiele twarzy, prezentuje różne modele myślenia, różne przekonania polityczne. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że każdemu zależy na dobru państwa i szczęściu jego obywateli.

Wieś i życie ziemianina jako przedmiot poezji to przejawy nowych czasów. Średniowieczna poezja i średniowieczne pisma gloryfikowały czyn świętego i czyn rycerza. Taki był też system wartości i hierarchia ważności czasu: służba Bogu i służba rycerska. Od połowy XV wieku wszystko to zaczęło się znacząco zmieniać. Najpierw w ekonomii, potem polityce i kulturze. Rycerz zamienił się w właściciela ziemskiego. Właściciel ziemski stał się nowym człowiekiem, początkowo nowym zawodem, ale wkrótce także nową wartością: społeczną, ideologiczną, kulturową, wreszcie moralną. Literatura szlachecka XVI wieku towarzyszy wszystkim tym przemianom, jest ich świadectwem i obrazem.

Wzorem dobrego gospodarza był Mikołaj Rej. Życie dobrego człowieka to pochwała dobrego życia na wsi, pierwsza część Zwierciadła … Według Reja życie człowieka przebiega zgodnie z biologicznymi cyklami przyrody: wiosna – dzieciństwo, lato – dorastanie, jesień – dojrzałość a potem starość – zima, śmierć. Każdy sezon odpowiada określonym działaniom na polu i w gospodarstwie. Dobry człowiek powinien wypełniać je najlepiej, jak potrafi, ale Rej nie zabrania pełnego korzystania z przyrody i krajobrazu, zachęca do rozrywki, pokazuje, jak wielką przyjemnością jest życie oszczędnego, oszczędnego i uczciwego człowieka.

Rej nie ogranicza się tylko do przedstawienia pozytywnych cech szlachty, ta warstwa społeczna krytykowana jest w Krótkiej rozprawie między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem. Obwinia szlachtę o hazard, zbytki, prywatę, rozrzutność, obojętność wobec ojczyzny.

Kochanowski propagował życie na łonie natury czyli pochwalał życie na wsi ( Pieśń świętojańska o sobótce ). Przedkładał życie wiejskie nad podróżnicze i miejskie. Wieś określano jako miejsce spokoju, stabilizacji i kształtowania się wartości moralnych. Tylko tam osiągalne jest szczęście, wieś umożliwia odnalezienie człowiekowi szczęścia.

Większość idylli idealizowała swoich bohaterów i ich życie, choć nie zawsze. Piosenka Żeńcy Szymona Szymnonowica daje niekonwencjonalny obraz wsi. Oluchna i Pietrucha ciężko pracują i pilnują ich okrutny starosta.

Inny wzorzec, który powstał w okresie renesansu, był związany z życiem dworskim. Pisał o tym Łukasz Górnicki w utworze Dworzanin polski, skomponowanym w formie dialogów między postaciami historycznymi. O ideale dworzanina – rycerza szanującego szlachtę, wykształconego, dbającego o wytworne maniery i piękno mowy, a także znajomość sztuki i muzyki, mówią gwiazdy polskiego dworu. Nie szczędzą jednak krytyki ze strony tych Polaków, którzy łatwo ulegają zagranicznym modom.

Dziełem polskiego renesansu jest także praca O doskonaleniu Rzeczypospolitej, w której autor (Andrzej Frycz Modrzewski) przedstawia swoje refleksje na temat stereotypów myślenia Polaków i rozumienia sensu istnienia. Bronił też praw chłopów, krytykując istniejące stosunki społeczne w kraju. Domagał się równości społecznej i prawnej dla wszystkich państw, ale jego idee nie znalazły poparcia w kraju. Modrzewski znalazł swojego następcę w osobie Piotra Skargi, który w podobny sposób spojrzał na sprawy społeczne i domagał się większych praw dla krajów innych niż szlachta. Przedstawia sześć chorób społecznych i głosi wizję upadku, politycznego nieszczęścia, które grozi Polsce. Idee tych twórców odżyły dopiero w XVIII wieku.

Kolejną pracą krytykującą rzeczywistość i panujące wówczas stosunki jest wspomniana krótka rozprawa … Autorka krytykuje wyzysk chłopa przez Kościół i władzę.

Jan Kochanowski pisze piosenkę V o dewastacji Podola przez Tatarów. Wreszcie poeta mówi o powinności obywatela wobec państwa. Nie powinien żałować pieniędzy na wojsko, powinien być ofiarny, gdy kraj jest w potrzebie. wywołania:

Skujmy talerze na talary, skujmy,

A żołnierzowi pieniądze gotujmy!

Kochanowski w Odprawie posłów greckich przedstawia przeciwstawne wzorce zachowań. Antenor jest przykładem pozytywnego obywatela – patrioty, dbałego o losy państwa. Ten wzór jest pożądany i godny propagowania i naśladowania. Postacią negatywną jest Aleksander, który kieruje się własnym, egoistycznym interesem. Z jego przyczyny dramat kończy się źle, Troja upada, ta historia jest ostrzeżeniem dla Polski.

BAROK

W epoce baroku powraca próżność nad próżnością – Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

Daniel Naborowski w swojej pracy Cnotliwe chrząknięcie na wszystko pokazuje, że różne ziemskie wartości, do których głupi człowiek przywiązuje wagę, są niczym – drogi pałac, pyszne jedzenie, kobiece piękno, bogactwo i szlachetne metale, popularność, pozycja – wszystko to przemija. nietrwałe, wszystko jest marnością.

W baroku ideałem był szlachcic – sarmata. Specyficznym przykładem z okresu baroku jest sam Pasek – autor i bohater Wspomnień. Sarmata kojarzy się z dumną szlachetną, dumną, odważną, ale wojowniczą, skłonną do walki i miodu, kultywującą tradycję.

Model szlachecki był nie tylko modelem świeckim, prawdziwy Sarmata był także dobrym katolikiem. Chrześcijańskie ideały stały się płytkie i prymitywne. Bohater Pamiętników często chodzi do kościoła, uczestniczy w pielgrzymkach, składa ofiary, ale jednocześnie prowadzi karczmy w cudzych domach, pije i dręczy swoich poddanych.

OŚWIECENIE

Nie widać ideału

Chudy literat (Adama Naruszewicza) to biedny uczony, wydawca i twórca ksiąg, który użala się swojemu rozmówcy, że obrał trudne i niedochodowe rzemiosło, gdyż ksiąg nikt nie chce ani czytać, ani kupować. Nic dziwnego, że król przykładał szczególną uwagę do nauki i kultury. Nie chcą czytać ani księża, ani szlachta. Szlachta jest „wszystkowiedząca”, pyszna i dumna ze swojego rodowodu.

Postać Mikołaja Doświaczyńskiego (Ignacego Krasickiego) po powrocie do kraju prezentuje ideał oświeconego człowieka. Jest mądry, życie nauczyło go wiele, własnym doświadczeniem poznał wartość ludzkich postaw, filozofii. Stał się dobry, wrażliwy na krzywdę ludzką, czuje się zobowiązany do dbania o tych, którzy są od niego zależni.