Bohater romantyczny albo tragiczny


Okres romantyzmu to czas ciągłego buntu bohaterów wobec zastanej rzeczywistości. Polska rzeczywistość jest zupełnie inna od Europejskiej. To czas niewoli narodowej, martyrologii narodu, stąd kreowani bohaterowie są istotami tragicznymi , są buntownikami z rozdartymi sercami, samotnikami. Takim bohaterem był Konrad Wallenrod A.Mickiewicza który stworzył postawę wallenrodyczną. Cechą tej postawy jest żarliwa miłość do ojczyzny, dla której bohater poświęca się i samotnie podejmuje walkę z zakonem krzyżackim. Niszczy go metodą podstępu i zdrady, a więc obiera sposób moralnie naganny. Konrad wybiera tę drogę świadomie, bowiem wychowany na dworze komtura krzyżackiego zdawał sobie sprawę że słaba Litwa nie ma szans zwycięstwa w walce otwartej z militarną potęgą Krzyżaków. Bohater jest świadomy amoralności jakiej się dopuszcza, jednak wie, że nie ma innej drogi dlatego też przeżywa konflikt racji. Jako chrześcijanin i rycerz łamie zasady etyczne, plami honor rycerski. Czyni to z miłości do ojczyzny w celu ratowania swego narodu, jest więc bohaterem tragicznym. Konrad Wallenrod nie tylko przeżywa konflikt z samym sobą ale wyrzeka się szczęścia osobistego, opuszcza Aldonę, Litwę i skazuje się na wieloletni pobyt wśród znienawidzonych wrogów jako mistrz krzyżacki. Misję swoją wypełnia, niszczy potęgę zakonu, jednak, jak mówi Aldona, nie ma szans na powrót do normalnego życia i ludzkiego szczęścia. Dlatego też Konrad popełnia samobójstwo, nie chce ginąć z ręki sądu kapturowego, który go oskarża o zdradę zakonu. Wypija truciznę, sam siebie karze za amoralny chociaż zbawienny dla ojczyzny czyn.

Prometeizm jest to postawa indywidualnego buntu przeciwko Bogu i zgody na cierpienie za ideę i szczęście ludzi. Wyrasta ona z mitu o Prometeuszu, który skradł Zeusowi ogień i obdarzył nim ludzi, za co został skazany na wieczną mękę. Prometeizm stał się jedną z charakterystycznych cech bohatera romantycznego. Przykładem tej postawy jest Konrad z III cz. „Dziadów” Konrad jako wybitna indywidualność, poeta-geniusz o niemal nadludzkiej wrażliwości jest przede wszystkim żarliwym patriotą:

Nazywam się Milion

bo za miliony

Kocham i cierpię katusze

W imieniu cierpiącego narodu samotnie podejmuje walkę z Bogiem. Nazywa Boga mądrością, bo wątpi w dobroć Opatrzności. Domaga się rzędu dusz, bo wierzy, że siłą swojego uczucia przezwycięży tyranię wroga i uszczęśliwi naród. Jednak opętany przez szatana Konrad dopuszcza się bluźnierstwa wobec Bogu, grzeszy pychą i ponosi klęskę. Konrad więc prezentuje postawę prometeizmu bo podobnie jak mityczny Prometeusz walczy z Bogiem o dobro ludzi, poświęca się i cierpi . Jest wręcz romantycznym bohaterem tragicznym.

Motyw cierpienia i ofiary, winy i kary są elementami wchodzącymi do struktury tragicznej którą upatrywać możemy w literaturze romantyzmu. Źródłem tego są ideowe założenia epoki, która była opozycją wobec oświeceniowego racjonalizmu i zrodziła się na fali ruchów wolnościowych. Na ludowym wyobrażeniu oparli romantycy koncepcję światopoglądową i etyczną. Ten tragiczny motyw cierpienia łączy Mickiewicz również z tradycją ludową i przykładem tego może być Karusia, która popadła w obłęd po śmierci kochanka Jasia.

Tragiczny los w który wpisane jest cierpienie to nieodzowna cecha bohatera-patrioty. Mickiewicz w III cz. „Dziadów” prezentuje zbiorowego bohatera romantycznego jakim jest cały naród. Nawiązuje do historycznego procesu filomatów i filaretów w 1823 roku. W poszczególnych scenach: więziennej, Salon Warszawski pokazuje martyrologię narodu polskiego. Wprowadza autentyczne postacie – swych przyjaciół np. Tomasza Zana, Adolfa Januszkiewicza, oraz tworzy portret wroga w osobie senatora. Ukazuje tragiczne cierpienia młodzieży, wywożenie nawet dzieci na Sybir. W obrazie młodzieży eksponuje poeta poświęcenie, wierność idei, bohaterstwo. Ofiarę młodzieży zestawia z ofiarą Chrystusa. Mówi o tym Sobolewski, który był świadkiem wywożenia polskich dzieci na Sybir. Jest to metafizyczne ujęcie cierpienia i ofiary młodzieży, która stanie się wedle Mickiewicza siłą i źródłem odrodzenia narodu a także źródłem zwycięstwa idei wolności.

Osobowość tragicznego bohatera romantycznego zaprezentował J.Słowacki w dramacie „Kordian”. Niezwykle wrażliwy, skupiony na sobie, przechodzący metamorfozę. Autor nadał mu imię Kordian co bohatera od razu charakteryzuje (z łac. cors –serce). Będzie to ktoś, kto w działaniu kieruje się emocjami, uczuciami a nie rozumem. Przykładów na to jest w biografii Kordiana dużo: przegrany pojedynek z Prezesem, w którym podchorąży Kordian reprezentuje racje serca a Prezes rozumu. Bohater jest osobą o ogromnej wrażliwości. Jest czuły na uroki natury stąd monolog wygłasza na szczycie Mont Blanc w otoczeniu pięknej i dzikiej przyrody Alp. Wszystkie stany jego ducha są jednak krótkotrwałe. Kordian cierpi na chorobę wielu. Aż do monologu na górze Mont Blanc cierpi z powodu braku w życiu idei. Modli się biedaczysko:

Boże! Zdejm z mego serca jaskółczy niepokój,

daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj”

i dlatego tej idei mieć nie będzie: ani jako piętnastoletni chłopiec, ani podróżujący po Europie młodzieniec. A przecież powinien być szczęśliwy. Jednak nie jest. Nie wiemy czy wynika to z faktu, że dla niego życie polega na konfrontacji rzeczywistości ze światem lektur. Możemy z łatwością odtworzyć co Kordian czyta. W Dover – „Króla Lira” Szekspira. Słowa „żyć – alboli nie żyć?” Szekspira. Kordian jest osobowością hamletyczną: niezdecydowany, chwiejny emocjonalnie, bardzo łatwo przechodzi od melancholii do niezwykłego ożywienia i zapału. Takim tragicznym bohaterem romantycznym pozostanie do końca dramatu, skazany na rozterki duchowe wiedzie bój sam ze sobą, jest osobowością neurasteniczną. Największa walka, jaką będzie musiał stoczyć Kordian sam ze sobą jest odtworzona w scenie jego wędrówki do sypialni cara – dramat rozgrywa się wówczas we wnętrzu bohatera. Strach i Imaginacja są wytworami jego chorej duszy. Jak przystało na bohatera romantycznego Kordian odbył podróż po Europie, która w jego przypadku stanowiła konfrontację marzeń i lektur z rzeczywistością. Z człowieka nie mającego w życiu celu zmienił się w patriotę, bojownika, dla którego najwyższym dobrem jest szczęście ojczyzny. Myślę, że w Kordianie odbijają się tendencje epoki romantyzmu, epoki w której miały miejsce wszelkie dokonania i nie mniej wielkie rozczarowania. Nurt romantyczny pozostał w mentalności Polaków. Dowodem na to jest II wojna światowa kiedy to brylantami strzelaliśmy do wroga. Przypomina mi się scena z baru hotelowego w której Maciej Chojnicki wraz z Andrzejem Kosseckim podpalali szklanki ze spirytusem niczym znicze składając tym hołd poległym przyjaciołom w powstaniu warszawskim. To tylko tragiczny duch romantyczny popychał niemalże dzieci do tego by butelkami z benzyną obrzucali czołgi niemieckie.

Poezja K.K.Baczyńskiego wtopiła się w okrutną rzeczywistość nocy okupacyjnej, która rozpoczęła się we wrześniu 1939r. Wrażliwy dziewiętnastoletni chłopiec wychowany w tradycji patriotycznej i poszanowania praw człowieka, nie mógł stać z boku, kiedy nagle runął świat marzeń i uznawanych przez niego wartości. Talent Baczyńskiego inspirowany był romantyczną poezją Słowackiego i nastrojowością Norwida. Wiersze jego oddają klimat okrutnego czasu zagłady, który miała miejsce w Warszawie. Rzeczywistość okupacyjna przerosła katastroficzne wizje apokalipsy biblijnej to obrazuje w wierszu „Pokolenie” z 1941r. W nim to poeta teraźniejszość widzi przez pryzmat historii. W innym z utworów pt. „Historia” dochodzi do wniosku, że historia powtarza się, tyle że bez rekwizytów przeszłości, nie nadąża wysychać od krwi mazowiecki piasek, nie nadążają zabliźniać swych ran poszarpane drzewa tak mówi wierszu „Mazowsze”. Okrucieństwo i bezwzględność czasów pogardy niszczy ludzkie serca, zabiera czas młodości, kiedy marzenia są najpiękniejsze stwierdza w liryku „Z głową na karabinie”. Młodych poetów walczących w czasie okupacji nazywano pokoleniem Kolumbów. Wszyscy zginęli. Tadeusz Gajcy i Zdzisław Stroiński – na barykadach w powstaniu warszawskim, Andrzej Trzebiński został rozstrzelany wraz z grupą więźniów na Nowym Świecie w Warszawie. Wacław Bojarski zginął od kul gestapowców po akcji składania kwiatów pod pomnikiem Kopernika. K.K.Baczyński przekonany, że obowiązki poety nie mogą go zwolnić od udziału w walce a więc przystąpił do powstania. Poległ 4 sierpnia 1944 roku na terenie pałacu Blanka. Spoczywa razem z żoną Barbarą, która zginęła kilkanaście dni po nim w kwaterze powstańczej batalionu „Parasol”, na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim. Realizując ten temat zastanawiam się czy tragiczni bohaterowie romantyczni nie wytworzyli pojęcia pokoleniowego przeznaczenia do śmierci o czym pisze S.Żeromski w „Echach leśnych”. Mit bohatera romantycznego jest głęboko zakodowany w naszym narodzie czego dowodem są także tragiczne lata osiemdziesiąte kiedy to Polakom zgotowano stan wojenny.

Małżeństwa literackie. Od św. Aleksego do Ziembiewiczów


Rodzina to podstawowa i zapewne najważniejsza komórka społeczna. W małżeństwie człowiek szuka miłości, życiowej stabilizacji, szczęścia. Postawa człowieka wobec życia kształtuje się właśnie w rodzinie, ale też na łonie rodziny powstają pierwsze konflikty między małżonkami czy też między rodzicami a dziećmi. Losy małżeństw są bardzo częstym tematem literackim i te szczęśliwe, a także skomplikowane i pogmatwane, spowo­dowane zdradą, brakiem wzajemności, nietolerancją.  Jeżeli przegląd i charakterystykę literackich małżeństw mamy rozpo­cząć od świętego Aleksego od razu należy stwierdzić, że było to małżeńst­wo bardzo nietypowe. Aleksy urodził się w Rzymie, jako syn bogatego patrycjusza Eufamijana i jego żony Aglijas. Kiedy Aleksy miał 24 lata pojął za żonę cesarską córkę, królewnę Famijanę. Jednak w noc poślubną opuścił swą młodą żonę, pozostawiając ją w dziewictwie, a sam wyruszył w świat, aby służyć jedynie Bogu, żyjąc w ascezie, jako żebrak. Po wielu latach takiego życia powrócił do Rzymu i resztę życia spędził pod schodami własnego pałacu, skazując się dobrowolnie na chłód, spiekotę i poniżenie, gdyż „każdy nań pomyje lał.” Tak żył jeszcze szesnaście lat, patrząc na swych najbliższych, którzy nie wiedzieli, kim jest ten żebrak leżący pod schodami. Tajemnica pochodzenia św. Aleksego wydała się dopiero po jego śmeirci, gdyż żonie zmarłego udało się wyjąć z jego zaciśniętej ręki kartkę z imieniem i nazwiskiem. Niezwykła siła woli i samozaparcie to cechy charakteru godne podziwu, ta wytrwałość w dąże­niu do celu, której niejednokrotnie brakuje nam, ludziom współczesnym. Natomiast motywy tych poczynań są dla nas niezrozumiałe, tak jak za tysiąc lat nasi potomkowie nie będą rozumieli nas. Budzi też nasz sprzeciw egoizm Aleksego, gdyż myślał on jedynie o swym zbawieniu, a los najbliższych był mu w zasadzie obojętny. Pozostawił w rozpaczy ojca i matkę, opuszczając ich na zawsze, skazał na samotne życie swą młodą żonę. Społeczne funkcje rodziny dostrzegali pisarze odrodzenia. Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”, chwaląc życie szlacheckie ziemiani­na, widział je na łonie rodziny, w otoczeniu przyjaznych sąsiadów i życzliwej czeladzi. Praca w sadzie i w ogrodzie jest źródłem wielu przyjemności, gdyż zawsze wykonywana jest w towarzystwie żonki. Zimą zaś niezwykle miło jest posiedzieć w ciepłej izbie, porozmawiać z żoną, popatrzeć, jak małe dzieci się bawią. Podobny model życia został przedstawiony w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego. Po zebraniu plonów nadchodzi czas błogiego i zasłużonego odpoczynku, pora towarzyskich, zimowych spot­kań przy ciepłym kominku. Ten model życia przekazuje ziemianin swym synom i wnukom, ucząc ich, że spokój sumienia i radość życia osiąga się przez uczciwą pracę: „A niedorośli wnukowie, Chyląc się ku starszej głowie, Wykną przestawać na mgle Wstyd i cnotę chować w cale.” Niestety często też w dawnych czasach małżeństwa były zawierane ze względów materialnych, przy czym decyzję podejmowali zazwyczaj rodzi­ce, nie pytając wcale młodych o zdanie. Względami materialnymi kierował się autor „Pamiętników” Jan Chryzostom Pasek, kiedy postanowił się ożenić. Nie znał on w ogóle swej przyszłej żony, zdecydował się pojechać do wdowy Anny z Remiszowskich Łąckiej, gdyż polecił ją Paskowi mąż stryjeczny siostry. Najważniejszym atutem owej wdowy było posiadanie przez nią sporego majątku. Spodobała się ona Paskowi, toteż przystąpił do oględnych oświadczyn, wpraszając się na służbę, nie przewidział jednak, ani nie odgadł, że Anna z Remiszowskich Łącka, decydując się na powtórne zamążpójście była od niego piętnaście lat starsza:  „A już mi się przecie podobała była, i że to z młodu bywała gładka, mnie się też i natenczas widziała młoda, i nigdy bym nie rzekł, żeby miała te lata, czegom potem doszedł: w czter­dziestu sześć za mnie szła, a ja supponebam, że nie ma nad 30 lat.”  Szuka posażnej żony również pan Piotr, bohater satyry „Żona modna” Ignacego Krasickiego. Sam przyznaje się, że ożenił się z uwagi na „owe wsie dziedziczne”. Małżeństwo to także nic nie wiedziało o uczuciach, jakie powinny łączyć dwoje ludzi, lecz oparte było na przedślubnej intercyzie. Modna żona okazała się kobietą oschłą, egoistką, rozrzutną, której jedyną troską było sprostanie cudzoziemskiej modzie. Zgodziła się wyje­chać z miasta na wiei jedynie na okres letni, w angielskiej karecie na resorach, w której pan Piotr z trudem znalazł dla siebie miejsce, gdyż owa dama zabrała ze sobą niezliczoną ilość pudełeczek, a także kanarka w klatce, mysz na łańcuszku, srokę, kotkę z kociętami i suczkę faworytkę. Zwolniła szybko starą, oddaną służbę, szlachecki dworek zamieniła w pałac, wyśmiała męża, który pokazał jej wspólną sypialnię. W końcu urządziła wielki bal, na który zjechali liczni goście z miasta, wśród których nieszczęsny pan Piotr musiał się uganiać „jako jaki sługa”, a żona bawiąc gości łaskawie na niego spoglądała i uśmiechała się. W czasie pokazu fajerwerków spaliły się stodoły pełne zboża, lecz pożar gasił sam pan Piotr, gdyż reszta gości traktowała to jako dodatkową atrakcję. Mimo wszystko nie żal nam pana Piotra, gdyż pamiętamy, że ożenił się on z uwagi na wsie dziedziczne swej żony.  Podobnie miało wyglądać małżeństwo Szarmanckiego, jednego z boha­terów „Powrotu posła”, z Teresą. Szarmancki po przetrwonieniu własnego majątku na zagranicznych wojażach szukał posażnej kandydatki na żonę. Do małżeństwa na szczęście nie doszło, gdyż jej ojciec starosta Gadulski, który chciał ożenić córkę nie dając posagu, mylnie odczytał intencje Szarmanckiego. Natomiast syn Podkomorzego Walery, który od dawna kochał Teresę, z radością pojął ją za żonę, nie żądając żadnego posagu, a chciwemu Gadulskiemu tylko o to chodziło. Należy jednak przypusz­czać, że te perypetie majątkowe i uczuciowe rzadko znajdywały tak pozytywne, jak w tej komedii, zakończenie.  Małżeństwa romantyczne także nie były niestety szczęśliwe, tak jak i miłość romantyczna, która była zawsze tragiczna, przy czym często prowadziła bohaterów do samobójczej śmierci. Jednak miłość traktowali romantycy jako sprawę najważniejszą w ludzkim życiu. Zawsze jednak na drodze do szczęścia stawały jakieś przeszkody: różnice klasowe, mająt­kowe, sprzeciw rodziców, zdrada, wreszcie cele ważniejsze niż miłość i rodzinne szczęście. Gustaw, bohater IV części „Dziadów” nie może pojąć za żonę swej ukochanej, którą „oślepiło złoto”, gdyż wyszła za mąż za bogacza. Młody Walter Alf, bohater Mickiewiczowskiego „Konrada Wallen­roda”, pokochał z wzajemnością córkę księcia Kiejstuta- Aldonę, pojął ją za żonę, lecz małżonkowie niedługo cieszyli się szczęściem rodzinnym, gdyż Walter „szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie”. Pozostawił więc w rozpaczy młodą żonę, powrócił do Krzyżaków, został ich mistrzem, aby doprowadzić znienawidzony zakon do zguby. Mimo wielu lat rozłąki miłość ich przetrwała, gdyż Aldona poprzez umówiony znak odgadując, że jej mąż został zdemaskowany przez Krzyżaków i wypił truciznę także umarła z żalu. Tak bardzo się kochali, tak niedługo byli szczęśliwi. Romantyczny poeta w ten sposób uświadamiał swym czytelnikom, że celem nadrzędnym jest zawsż~ -dobro ojczyzny, a nie swoje własne.  Literatura epoki pozytywizmu, dając szeroki i obiektywny obraz ów­czesnego społeczeństwa dostarcza wiele przykładów małżeństw zarówno szczęśliwych, jak i kojarzonych z czystego wyrachowania.  Jedna z najpiękniejszych małżeńskich historii została opowiedziana przez Elizę Orzeszkową w legendzie o Janie i Cecylii, zamieszczonej w powieści „Nad Niemnem”. Jan i Cecylia byli to legendarni przodkowie Bohatyrowiczów, którzy przybyli za czasów ostatnich Jagiellonów z cent­ralnej Polski. Chociaż Jan był chłopem, a Cecylia pochodziła z wysokiego rodu młodzi pokochali się i pragnęli spędzić życie razem. Przewidując reakcję swych środowisk przywędrowali na Litwę i schronili się przed resztą świata w nadniemeńskiej puszczy. Byli szczęśliwi nawet wówczas, gdy sypiali w dziupli drzewa, gdy ciężko pracowali przy karczowaniu lasu, zakładając piękną i samowystarczalną osadę. Doczekali się licznego potomstwa i dożyli w szczęściu i miłości 100 lat. Na wzór tego właśnie małżeństwa skojarzone zostaje w powieści małżeństwo Justyny Orzelskiej i Jana Bohatyrowicza. Cieszy nas odważna, podyktowana nakazami serca decyzja Justyny, która zdecydowanie odrzuca propozycję małżeństwa bogatego ziemianina Teofila Różyca i decyduje się wyjść za mąż za Janka. Minęły wieki, a więc nie musi lękać się reakcji swego środowiska, chociaż jej ciotka Emilia Korczyńska nie może pojąć decyzji Justyny, jednak inni bohaterowie powieści z szacunkiem przyjmują decyzję Orzelskiej, która woli pracować, ale spędzić życie u boku kochanego człowieka, czuć się kochaną i dowartościowaną. Wzrusza czytelnika wielkie uczucie i praw­dziwe oddanie Jana, który zakochał się w Justynie, nie mając początkowo żadnej nadziei, a potem nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Czytelnik cieszy się, że Justyna Orzelska postąpiła tak jak przed wiekami Cecylia,  natomiast nie powtórzyła błędu swej ciotki Marty Korczyńskiej, która dwadzieścia kilka lat wcześniej także pokochała chłopa z zaścianka Anzelma Bohatyrowicza, jednak lękała się reakcji swego szlacheckiego środowiska, a także czekającej ją w gospodarstwie Anzelma ciężkiej pracy. Zarówno Anzelm jak i Marta przeżywali resztę życia samotnie, przy czym ciężka praca wcale nie ominęła Marty, gdyż zajmowała się ona prowadzeniem domu Benedykta.  Są także w powieści „Nad Niemnem” małżeństwa bardzo niedobrane, w których jedno z małżonków dźwiga ciężar utrzymania całej rodziny. Żona Benedykta Korczyńskiego Emilia, to kobieta ustawicznie niezado­wolona z życia, której obce są troski i kłopoty związane z utrzymaniem majątku Korczyn, obciążonego przez rząd carski podatkami i kontrybuc­jami wojennymi. Jej życie toczy się w obrębie salonu, wypełnione czytaniem francuskich romansów, uskarżaniem się na „globusa” oraz na męża, żąda wypłaty procentów od wniesionego w posagu majątku na własne potrzeby. Benedykt postanawia jednak za wszelką cenę utrzymać rodzinny Korczyn, chociażby dlatego, że w korczyńskim lesie znajduje się zbiorowa mogiła powstańców, w której spoczywa także jego brat Andrzej.  Odmienne role pełnią w małżeństwie Bolesław i Maria Kirłowie. Cały ciężar utrzymania rodziny spoczywa właśnie na niej, zaś mąż Bolesław spędza czas w okolicznych salonach, losy dość licznej rodziny w ogóle go nie obchodzą. Dziwi nas obojętność pani Emilii, ale całkowity brak odpowiedzialności za losy rodziny ze strony pana Bolesława jest po prostu szokujący.  Nie mogą z pewnością potoczyć się pomyślnie dalsze losy małżeństwa Zygmunta i Klotyldy Korczyńskich. Zygmunt, syn poległego powstańca Andrzeja wychowywany był przez matkę, która marzyła o tym, aby syn wyrósł także na patriotę, a jako malarz upamiętnił kiedyś bohaterski czyn ojca. Niestety Zygmunt zawiódł wszystkie jej nadzieje. Powstańczy zryw określił, jako patriotyczne mrzonki, wyrósł na bezwzględnego egoistę i kosmopolitę. W młodości zainteresował się Justyną Orzelską, ale zgodnie z życzeniem matki ożenił się z bogatą arystokratką. Mało jednak interesował się żoną, natomiast Justynie zaproponował niedwuznaczną rolę kochanki. Biedna Klotylda przeżywała męki niepewności i zazdrości, chociaż Justyna z oburzeniem odrzuciła niedwuznaczną propozycję Zygmunta. Jednym z najbardziej popularnych literackich małżeństw jest Bogumił i Barbara, bohaterowie „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Autorka skupia uwagę na ukazaniu ich życia w kręgu rodzinnym, wśród zwykłych, podobnych do siebie dni, wypełnionych pracą i codziennymi troskami, najczęściej pozbawionego wydarzeń niezwykłych i zaskakujących. Barbara i Bogumił poznali się w Borku u państwa Ładów, dalekich krewnych Barbary. Bogumił zakochał się w Barbarze od pierwszego wejrzenia, gdy zadał sobie pytanie, kim jest ta panienka w sukni w kwiaty, wiedział wówczas, że zobaczył kobietę swego życia. Wyznał jej to później, mówiąc: „Gdyby nie ty (…) nigdy nie wróciłbym do normalnego życia, nigdy już nie pokochałbym nikogo.” Natomiast o decyzji Barbary w dużej mierze zadecydował fakt, że Bogumił był powstańcem, a więc człowiekiem godnym największego szacunku. Pierwsze lata małżeństwa Niechcicowie spędzili w Krępie, dość dużym majątku, którego Bogumił był administratorem. Pani Barbara większość czasu spędzała w domu, zajmując się z pełnym poświęceniem wujem Klemensem Kuckim, także powstańcem. Krępa wiąże się głównie z narodzeniem ich pierwszego syna Piotrusia, który stał się oczkiem w głowie obojga rodziców. Szczególnie matka pani Barbara poza synem nie widziała świata, poświęcała mu wszystkie swe uczucia, tak że zabrakło ich dla męża. W Krępie małżonkowie przeżyli też największą tragedię, gdyż Piotruś zmarł na zapalenie płuc. Barbara całe dnie spędzała na grobie syna, oddając się bez reszty wspomnieniom, zaś Bogumił stoczył najtrud­niejszą walkę z samym sobą, aby nie popełnić samobójstwa. Małżonkowie nie mogli dłużej tu zostać, nie mogli wiecznie żyć bolesnymi wspo­mnieniami o jedynym synu. Toteż gdy siostra Barbary Teresa Kociełłowa zawiadomiła ich, że jest możliwość administrowania dużym majątkiem w okolica Kalińca, wówczas Niechcicowie bez żalu opuścili Krępę i przenieśli się do Serbinowa. Tu mógł Bogumił w pełni realizować swoje zamiłowanie do pracy na roli. W Serbinowie przyszła na świat Agnieszka, nieco później Emilka i Tomaszek. Dni płynęły dość jednostajnie, Barbara ożywiała się, kiedy przyjeżdżała Teresa z dziećmi lub inni członkowie jej rodziny. Małżonków łączyła wspólna praca, troska o dobre wychowanie dzieci i zapewnienie im przyszłości. O życiu małżeństwa Niechciców można powiedzieć to, co dotyczyć może każdego, zwyczajnego małżeńst­wa, że bywają w nim „noce, bywają dni powszednie, ale czasem bywają też niedziele.” Duży wpływ na losy ich małżeństwa miało przeniesienie się pani Barbary z dorastającymi dziećmi do Kalińca, kupno Pamiętowa, rozstanie z Bogumiłem i śmierć męża. Pani Barbara przeżyła swe życie z jednym mężczyzną, chociaż pojawił się w nim oprócz Bogumiła najpierw Józef Toliboski, a potem młody nauczyciel z Krępy. Żadnego z nich nie kochała, chociaż całe życie wmawiała sobie, że uczuciem obdarzyła Toliboskiego. Był pierwszym, który ją zauważył i zaczął adorować, a także pierwszym, który ją zlekceważył. Pozostał na zawsze mitem młodzieńczej miłości i utraconego szczęścia. Ilektroć czuła żal do Bogumiła tylekroć myślą i marzeniem uciekała do Toliboskiego, zaś Bogumił wytrwale ją kochał, mimo iż była taka zimna i nieczuła. Często też rozmyślał:  „Tyle rzeczy było w tej Basi, które mogą uprzykrzyć człowie­kowi urodę najpiękniejszej kobiety. Tymczasem co na nią spojrzał, wszystko to wydawało mu się pomyłką. Prawdą była tylko ta twarz i te w niej zapowiedzi, które się nigdy nie spełniły. Nie wierzył ni słowom, ni uczynkom. Wierzył tej twarzy, tej gorzkiej urodzie.”  Jakże ociężały i pozbawiony wdzięku jest Bogumił w porównaniu z uwodzicielskim, pełnym czaru Toliboskim. Był jednak człowiekiem, któremu się wierzy, zarówno wtedy, gdy wyznaje swoją miłość pani Barbarze i gdy razem z nią rozpacza po stracie Piotrusia. Bogumił bardzo kochał Barbarę, chociaż zdawał sobie sprawę, że była to miłość nieodwza­jemniona. Jak zwykle w życiu tak i w tym wypadku próbował pocieszyć się, spojrzeć optymistycznie na ich związek, mówiąc:  „Czyż można przestać kochać niebo i ziemię za to, że deszcz i niepogoda?”  O małżeństwie Niechciców nie można powiedzieć, że było całkowicie nieudane, chociaż oboje małżonkowie reprezentowali całkowicie odmien­ne postawy wobec życia. Bogumił Niechcic reprezentuje postawę współ­brzmiącą z życiem, główną cechą jego osobowości jest afirmacja życia, umiejętność cieszenia się nim w każdym momencie, a także wielka życzliwość do ludzi, budząca zaufanie: „Patrząc na jego twarz spoglądało się niby w czysty, prze­stronny dziedziniec, wiodący do bezpiecznego domu”. Życie nie szczędziło mu ani pokus, ani trudnych doświadczeń, ani chwil zniechęcenia. Nigdy jednak nie załamywał się, doświadczając złego losu, opanowywał sytuację i pokonywał trudności. Pani Barbara jest postacią bardziej skomplikowaną psychicznie, gdyż reprezentuje postawę nie harmonizującą z życiem. Jest to „niezgoda na życie” będąca wynikiem niezaspokojonych aspiracji, niewygasłych na­dziei i zawiedzionej miłości. Charakterystyczny jest jej lęk przed uczest­nictwem w życiu, nieufność do ludzi, ciągłe przeżywanie na nowo porażek i nieszczęść, rodzące „wieczny niepokój”. Na zakończenie rozważań należy zastanowić się jakie było małżeństwo Ziembiewiczów. Miało szansę być udanym, gdyby nie całkowity brak odpowiedzialności Zenona Ziembiewicza, bohatera powieści „Granica” Zofii Nałkowskiej. Jest on synem Waleriana Ziembiewicza, rządcy mająt­ku hrabiego Tczewskiego w Boleborzy. Zenon jeszcze w czasie pobytu w gimnazjum poznaje swoją przyszłą żonę Elżbietę Biecką, której poma­gał w nauce matematyki. Elżbietą opiekowała się ciotka Cecylia Kolicho­wska, gdyż jej matka prowadziła życie światowej damy. Wówczas Elżbieta nie odwzajemniała jeszcze uczuć Zenona, gdyż zainteresowana była przystojnym rotmistrzem Awaczewiczem, którego spotkała u swej nauczycielki języka francuskiego.  Natomiast Zenon w czasie ostatniego wakacyjnego pobytu w Boleborzy nawiązuje romans z młodziutką córką kucharki Justyną Bogutówną. Jest to w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż Zenon potępiał liczne i tolerowane przez matkę romanse ojca z młodymi służącymi, tymczasem sam bardzo szybko wszedł w boleborzański schemat. Po ukończeniu studiów w Paryżu Zenon zostaje redaktorem „Niwy”. Rozpoczyna wówczas starania o rękę Elżbiety, co nie przeszkadza mu w kontynuowaniu romansu ze spotkaną przypadkowo na ulicy Justyną, którą Zenon wielokrotnie zaprasza do hotelowego pokoju. Jednocześnie oświadcza się Elżbiecie i zostaje przyję­ty, chociaż narzeczona próbuje zerwać zaręczyny, dowiedziawszy się o istnieniu Justyny i jej ciąży, wyjeżdżając do matki do Warszawy. Uczucia jednak są tym razem silniejsze od rozsądku i poczucia moralno­ści, toteż Zenon uzyskuje przebaczenie Elżbiety. Justyna zaś wyznając ukochanemu, że jest w ciąży dowiaduje się w końcu, że nigdy nic jej nie obiecywał i że od dawna związany jest z Elżbietą Biecką. Zrozpaczona Justyna decyduje się na przerwanie ciąży, po czym nigdy już nie powraca do równowagi psychicznej. Przeciwnie jej depresja wciąż się pogłębia. Zenon mógłby bez przeszkód cieszyć się miłością swej żony i małym synkiem Walerianem, gdyby nie Justyna, która dla Ziembiewiczów staje się bardzo sekretnym ciężarem, żąda znalezienia jakiegoś miejsca pracy, które niemal natychmiast porzuca.  Kiedy próbuje popełnić samobójstwo Zenon zapewnia jej opiekę lekarską, lecz zawiedziona kochanka wdziera się do gabinetu prezydenta Ziem­biewicza i oblewa jego twarz żrącym kwasem. Oślepiony i skompromito­wany Zenon popełnia samobójstwo.  Został ukarany za to, że własne szczęście chciał budować na krzywdzie drugiego człowieka. Bez skrupułów przekraczał wszelkie granice od­powiedzialności moralnej. Swym postępowaniem głęboko zranił zarówno Justynę jak i Elżbietę. Uważał przy tym, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Nic przecież nie obiecywał Justynie, potem zaś nigdy nie odmówił jej pomocy, Elżbiecie też w końcu powiedział o istnieniu Justyny. Chociaż obiecał jej, że natychmiast zakończy ten romans, nadal spotykał się z Justyną, gdyż była taka samotna i nieszczęśliwa po śmierci swej matki. Granicę odpowiedzialności moralnej przekroczył w pewnym niedostrze­galnym momencie, a jej istnienie uświadomiła mu dopiero żona Elżbieta, kiedy już oboje nie mogli zapanować nad piętrzącymi się trudnościami, mówiąc: „Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.”  Tragiczna historia małżeństwa Ziembiewiczów uświadamia nam, że nie można budować własnego szczęścia na cudzej krzywdzie, tak jak to pragnął uczynić Zenon.  Opierając się na przytoczonych przykładach można zaryzykować stwie­rdzenie, że literackie małżeństwa dość rzadko bywają szczęśliwe. Wy­gląda na to, że fabuła staje się bardziej ciekawa, jeśli przed bohaterami piętrzą się różnorodne przeszkody i kłopoty. Jeśli perypetie te zostają pokonane wówczas losy bohaterów te szare, codzienne, zwyczajne prze­stają być obiektem zainteresowania literatury. Jednak sam temat jest niezwykle częstym motywem literackim, gdyż małżeństwo jest niewątp­liwie najważniejszym wydarzeniem w ludzkim życiu, a rodzina to najważ­niejsza, choć najmniejsza komórka społeczna.

Chłop i wieś w znanych utworach XIX i początku XX wieku


Na przełomie XIX i XX wieku w Polsce panowało głębokie niezadowolenie z istniejących stosunków społeczno-politycznych i kulturalnych, które przenikało wszystkie dziedziny życia.

Niektórzy poeci i pisarze skupiali swoje zainteresowania na osobistych przeżyciach, nastrojach oraz problemach moralnych. Inni, mimo bronienia swojej niezależności artystycznej, angażowali się w dążenia społeczeństwa, wyrażali uczucia patriotyczne i protestowali przeciw niesprawiedliwości społecznej. Pisarze ci przedstawiali wstrząsający, naturalistyczny obraz życia chłopów na wsi, ujawniając przerażającą prawdę, że przeludniona wieś żyła w warunkach graniczących ze skrajną nędzą. Chłopi byli traktowani jak zwierzęta, a głodni i wyczerpani pracowali do upadłego.

Literatura polska okresu pozytywizmu była przesiąknięta głębokim współczuciem dla cierpiących i wyzyskiwanych. W utworach Orzeszkowej, Konopnickiej, Prusa i Sienkiewicza pojawiali się bohaterowie z najniższych warstw społecznych, a autorzy mieli głęboką wiedzę o psychice ludzkiej. E. Orzeszkowa ujawniła nędzę i poniżenie człowieka w ustroju kapitalistycznym, protestując przeciwko krzywdzie ludzkiej. W swoich utworach ukazywała nędzę, zacofanie gospodarcze i kulturalne polskiej wsi, opowiadając się przede wszystkim za uwłaszczeniem chłopów i zwalczając przesądy klasowe.

Maria Konopnicka była drugą powieściopisarką, która stała się bojowniczką o prawa dla ludzi pokrzywdzonych przez ustrój kapitalistyczny. Konopnicka darzyła największą sympatią lud i domagała się dla chłopów ziemi oraz oświaty, nie popierając rewolucji, ale głosząc solidaryzm społeczny. W swoich wierszach ukazywała tragedię dziecka wiejskiego w utworze „Jaś nie doczekał”, dowodząc, że kiedyś na świecie istniała równość społeczna, bez panów i poddanych. Konopnicka uważała, że głównym źródłem występków bywa nędza i brak oświaty. W swoim utworze „Wolny najmita” z sarkazmem stwierdzała, że wolność osobista chłopów przy panującej dalej niewoli gospodarczej sprowadzała się do wolności umierania z głodu. Przedstawiała wstrząsający obraz nędzy proletariatu z Powiśla, uważając, że wyzysk pojawił się wraz z ustrojem feudalnym.

Bolesław Prus również krytykował zróżnicowanie społeczne w swoich utworach i zwalczał pozostałości feudalizmu oraz przesądy stanowe. Pisarz przedstawiał ciężką dolę dzieci chłopskich i ludzi dorosłych z plebsu. W swojej powieści „Lalka”, uznawanej za najpiękniejszą powieść realizmu krytycznego okresu pozytywizmu, Prus ukazywał biedotę warszawską skazaną na wieczną wegetację na Powiślu – najuboższej dzielnicy Warszawy. Prus stawał w obronie chłopów, rolników i nawoływał do solidaryzmu społecznego, popierając wprowadzenie mechanizacji oraz oświaty do najniższych warstw społeczeństwa. Był głęboko wstrząśnięty brakiem wspólnego języka chłopów i inteligencji.

Henryk Sienkiewicz był czwartym pisarzem pozytywizmu, który był wrażliwy na los najniższych warstw społecznych – proletariatu. Stawał w obronie pokrzywdzonych chłopów i ostro krytykował pozostałości feudalizmu, podobnie jak jego poprzednicy. W noweli „Szkice węglem” przedstawiał nam obraz wsi pouwłaszczeniowej, ukazując ciemnotę i zacofanie panujące na wsi, które w pełni wykorzystywane były przez polską szlachtę. Sienkiewicz krytykował ludzi, którzy obojętnie patrzyli na wyzysk chłopa i był wstrząśnięty brakiem zrozumienia w społeczeństwie. Przejawiał swój głęboki patriotyzm i zgodny z ideologią pozytywistyczną kult hasła „pracy u podstaw”, domagając się od szlachty i duchowieństwa interwencji w sprawy własnej wsi.

Sienkiewicz napiętnował ciemnotę panującą po wsiach w noweli „Janko Muzykant”, przedstawiając w niej wrażliwe, muzykalne dziecko chłopskie, które zginęło w zaniedbanej, nędznej wiosce polskiej. Talent Janusza mógłby wyrosnąć w wielkiego artystę, ale został zmarnowany z powodu braku warunków.

W literaturze polskiej nastąpił odwrót od realizmu i pozytywizmu, a rozpoczął się nowy okres zwany Młodą Polską. W tym okresie pojawili się również pisarze, którzy ukazywali w swych utworach nędzę i wyzysk polskiego chłopa.

Jan Kasprowicz był poetą, który protestował przeciwko wszelkim formom wyzysku. Był on człowiekiem postępowym, zainteresowanym rzeczywistością i problematyką społeczną. Jego utwory, takie jak „Z chłopskiego zagonu” i „Z chałupy”, świadczą o tym.

W cyklu sonetów „Z chałupy” Kasprowicz przedstawił realistyczny obraz życia biednej wsi kujawskiej, ukazując rozwarstwienie klasowe wśród chłopów, ich wyzysk przez kułaków i księży, nędzę, ciemnotę i przesądy klasowe oraz trudną drogę dzieci wiejskich do oświaty. Kasprowicz, który sam wyszedł z ludu, w swojej poezji przedstawia pełny, realistyczny i zwarty obraz życia wsi, oparty na faktach o wielkiej sile oskarżycielskiej. Staje się poetyckim kronikarzem życia wiejskiego, wybierając te elementy, które są protestem przeciwko panującym stosunkom.

Jego poezja przedstawia wstrząsający obraz życia chłopa, jego nędzę i wyzysk. Kasprowicz był poetą, który interesował się problematyką społeczną i wykorzystywał swoją sztukę, aby wyrażać sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości.

„Płot się wali, piołun na podwórkach…”

Jego wiersze wstrząsają czytelnikiem i wzbudzają w nim współczucie.

„Dzbanek i garnki z żelaza

W połowie sadzą pokryte

Na ziemi woda we wiadrze

O zardzewiałych poręczach…”

Stanisław Wyspiański był drugim człowiekiem, który wypowiedział się na temat chłopa. W swoim dramacie „Wesele” poeta przez usta Gospodarza osądził chłopów i wyróżnił ich jako najstarszą, najsilniejszą i najważniejszą warstwę w narodzie polskim. Poeta opisał ich powagę, przywiązanie do ziemi ojczystej i tradycji oraz wielką religijność. Wyspiański stwierdził, że chłop jest gotowy do walki i nie chce być bierny, lecz czynnie brać udział w życiu politycznym.

W dramacie poeta dzieli chłopów na młodych, których oskarża o zmaterializowanie i brak patriotyzmu oraz na chłopów starych, którzy pragną za pomocą walki odzyskać niepodległość. Wyspiański udowodnił, że nie mogło dojść do sojuszu pomiędzy dwoma warstwami społecznymi – inteligencją i chłopami. Chłopi garnęli się do inteligencji i pragnęli, aby im przewodziła, ale wyczuwali, że panowie traktowali ich z góry, jak ubogich krewnych. Między inteligencją a chłopstwem panowała wielka przepaść, która uniemożliwiała porozumienie i współpracę w walce o wolność.

„Wyście sobie, a my sobie”

Dodatkowo warto zaznaczyć, że powieść „Chłopi” przyniosła Reymontowi Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w 1924 roku. Uważa się ją za jedno z najważniejszych dzieł polskiej literatury, a także za jedno z najważniejszych dzieł literatury światowej dotyczących życia na wsi i problemów społecznych związanych z tym środowiskiem. Powieść przyczyniła się do zwrócenia uwagi na sytuację chłopów i ich wyzysk, a także do podniesienia ich rangi jako ważnej i szanowanej warstwy społecznej.

Żeromski w swoich utworach podejmował także temat walki chłopów o ziemię, a w szczególności temat przemian, jakie zachodziły w polskiej wsi pod wpływem rosnącej industrializacji. W powieści „Przedwiośnie” opisał on losy młodego chłopa, Antka Srebrnego, który po powrocie z emigracji do swojej wsi zaczyna działać na rzecz przeciwdziałania wyzyskowi i niesprawiedliwości społecznej. Antek zakłada koło robotnicze i stara się organizować chłopów przeciwko zaborcom, którzy chcą im odebrać ziemię. Ostatecznie ginie z rąk carskich żołnierzy, ale jego działalność przyczynia się do podniesienia świadomości społecznej i zwrócenia uwagi na problemy chłopów i robotników.

W swojej twórczości Żeromski podejmował również temat walki o niepodległość Polski oraz rolę inteligencji w walce o sprawiedliwość społeczną. W powieści „Ludzie bezdomni” opisuje on losy młodego chłopaka, który wraz z matką przemierza Polskę w poszukiwaniu pracy i schronienia. Autor ukazuje trudną sytuację bezdomnych i wykluczonych społecznie, którzy nie mają szans na poprawę swojego losu bez pomocy inteligencji. Żeromski stawia pytania o rolę literatury i sztuki w walce o sprawiedliwość i wolność, oraz o odpowiedzialność artysty wobec swojego narodu i jego problemów.

Dzięki literaturze polskiej XIX i początku XX wieku mamy dziś wgląd w realia życia społecznego tamtych czasów, poznamy historie ludzi, którzy zmieniali rzeczywistość w swoim kraju i protestowali przeciwko niesprawiedliwości społecznej. Wielu pisarzy podejmowało temat walki o lepsze życie dla chłopów, robotników i biedoty wiejskiej. W swoich dziełach ukazywali oni okrucieństwo wyzysku, biedę i nędzę ludzi żyjących w niehumanitarnych warunkach. Literatura ta pomogła zwiększyć świadomość społeczną i uświadomić ludziom, że mają prawo do lepszego życia i wolności. Dzięki pisarzom takim jak Kasprowicz, Wyspiański, Reymont i Żeromski, którzy wykorzystywali swoje talenty i niesłabnący zapał do walki z krzywdą społeczną, dzisiaj możemy lepiej zrozumieć historię Polski i drogę, jaką przeszliśmy, by osiągnąć to, co mamy dziś.

Motyw Arkadii i szczęścia domu rodzinnego


zgrabnie napisane wypracowanie z języka polskiego

Arkadia była krainą pierwotnie dosyć ubogą, położoną w Grecji. To literatura nadała jej wymiar krainy wiecznej szczęśliwości. W antyku Teokryt w sielankach, Wergiliusz w „Bukolikach” pokazywał przyrodę piękną, bajecznie kolorową a w niej człowieka – kobietę i mężczyznę, których łączyło uczucie miłości. Stanowili oni zaczątek rodziny. Biblijni pierwsi rodzice Adam i Ewa umiejscowieni zostali przez Boga również w miejscu szczęścia wiecznego Edenie. To także Arkadia, która miała przynieść im dobre życie pod opieką wszechmogącego Boga, który nie przewidział faktu, że Ewa zapragnie zerwać jabłko zakazanego drzewa. Szatan, który skusił oboje spowodował ich nieszczęście i wygnanie z raju. Ci pierwsi ludzie żyli na ziemi doznając kłopotów i tworząc rodzinę.

Mit arkadyjski wielokrotnie przywoływany jest w literaturze, która tworzy miejsca odosobnienia ojczyźnianego, domu rodzinnego – może nim być rodzina lub też wytęskniona ojczyzna. W okresie romantyzmu A.Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” stworzył taką krainę arkadyjską, nazwał ją Soplicowo. Był to dom rodzinny rodu Sopliców a także kraj lat dziecinnych poetów wysublimowanych przez niego na paryskiej obczyźnie w zwaśnionym świecie emigracyjnym. To miejsce jawi się nam jako świątynia Polskości, rodzina w której prawo najstarszego wiekiem i rodem członka jest rzeczą świętą. Miejscowość ta wyizolowana jest od świta, leży w dalekiej krainie Litewskiej, wśród malowniczego krajobrazu przez poetę „słowem malowany”. Na kartach epopei idziemy przez barwne pole, tajemnicze i bajecznie puszcze. Jesteśmy świadkami opisów ponad 25 wschodów i zachodów słońca. Argumenty, które przedstawiłem dowodzą, że arkadyjskie Soplicowo jest miejscem odosobnienia do którego docierają tylko echa wielkich wydarzeń politycznych. Sędzia Soplica to ojciec niemalże chociaż nieprawdziwy serdecznie dbający o patriotyczne wychowanie Tadeusza i dobrą opiekę nad Zosią córką Ewy Stolnikowej. W tym kraju wiecznej szczęśliwości tradycja jest najwyższą racją rodziny zaś pamiątki narodowe są motywem przewodnim do działań współczesnych. Sędzia jest tradycjonalistą szlacheckim, który dba o polski obyczaj zarówno w stroju jak i zachowaniu. Codzienny rytm życia Soplicowa jest może monotonny ale przybliża obraz spokoju, miłości, szczęścia rodzinnego. Posiłki, grzybobranie, polowania, spacery stwarzają ład i porządek tego ojczystego domu w którym każdy ma swoje miejsce i czuje się bezpiecznie. Oddziaływanie Mickiewiczowskiego dworku ma wielki wpływ na polską literaturę.

W okresie pozytywizmu dom rodzinny prezentuje E.Orzeszkowa w „Nad Niemnem”. To Korczyn a w nim dawny powstaniec Benedykt Korczyński pełen żalu do współczesności, w której musi żyć. Przegrana powstania styczniowego zmieniło jego stosunek do Bohatyrowiczów z którymi walczył ramię w ramię. Mogiła to symbol konsolidacji społecznej między szlachtą a chłopami. Szczęście rodzinne Korczyna jest zakłócone ponieważ przyszło im żyć w niewoli narodowej. Wielkie kontrybucje, spłata długów to problemy z jakimi boryka się Benedykt. Nie ma oparcia w żonie, która jest sentymentalistką i nie interesują ja sprawy majątkowe męża. Tym trudniejsza jest sytuacja, że skłócony jest z synem Witoldem. Oparcie znajduje w siostrze Marcie Korczyńskiej. Korczyn jest rodziną, ponieważ utrzymuje Polskość. Główny bohater nie sprzedaje majątku chociaż jest mu trudno. Orzeszkowa prowadzi nas przez Nadniemeńskie pola pokazując tradycję i obyczaj i szczęście arkadyjskie płynące z wytężonej pracy, która stanowi kryterium oceny poszczególnych bohaterów. Finalna część powieści przywraca ład w rodzinie ponieważ następuje pogodzenie ojca z synem. Udowadnia to, że rodzina jest zawsze ostoją, że w niej człowiek odnajduje potwierdzenie własnej wartości.

Lata 1918 to czasy wolnej ojczyzny, to wówczas Żeromski pisze powieść „Przedwiośnie” a w niej zawiera polską Arkadię i rodzinę Wielosławskich. To Nawłoć, która przypomina nam Mickiewiczowskie Soplicowo – piękne krajobrazy, tradycję szlachecką, obyczaj: posiłkowanie, rozmowy towarzyskie, bale, romanse – to codzienne sprawy dziejące się w Nawłockiej Arkadii. Żeromski jest zaniepokojony, że szlachta polska nie zmieniła się od czasu romantyzmu:

„Ojczyzna moja wolna, wolna więc zrzucam z ramion płaszcz Konrada”

Etos romantyczny dobry był na czas niewoli narodowej, ale gdy ojczyzna odzyskała niepodległość po 123 latach to czas najwyższy by chłopi mogli godnie egzystować jak ich pan z Nawłoci. Rodzina Wielosławskich obserwowana z boku na pewno natchnie nas tęsknotą do spokoju, sielankowości, ale równocześnie wzbudzi naszą niechęć wynikającą z obojętności Wielosławskich na chłopską nędzę.

Księgą domu polskiego są „Noce i dnie” M.Dąbrowskiej. Bogumił i Barbara Niechcicowie to ludzie, którzy stworzyli rodzinę w której nie zawsze istniała pełnia miłości, ale przywiązywali ogromną wagę do tego że rodzina z jej ciepłem, troską o dzieci jest rzeczą najważniejszą. Miejsce arkadii w tej powieści to Serbinów wybudowany od zera przez Bogumiła, który umiłował ziemię i pracował na niej nie dla pieniędzy ale z miłości do niej. Był wspaniałym ojcem, kochającym, troskliwym. Ten dawny powstaniec kocha polską ziemię i cały trud codzienny wkłada w nią chociaż nie jest ona jego własnością. Widzimy go przechadzającego się po kolorowych arkadyjskich miejscach, okolicach Serbinowa wraz z Barbarą. To bohaterka ogromnie skomplikowana, żyjąca przeszłością u której mit miłości do dawnego narzeczonego Tolibowskiego ciągle egzystuje. Jej sny o białych nenufarach, pięknym mężczyźnie, wysublimowanym uczuciu przeszkadzają jej w codziennym życiu, ale i mobilizują do zwiększonej troski o codzienne, szare potrzeby.  To ona maca kury, uprawia ogród i to stanowi elementy arkadyjskie Serbinowa. To ona rozpacza po śmierci Piotrusia, a także kocha bezkrytyczną miłością Tomaszka – złodzieja, krętacza, kłamcę. Rodzina to kłopoty, troski, które rozwiązywane są przy pomocy miłości, dobra, życzliwości.

Współczesną rodzinę jakże inną od poprzednich zaprezentował Mrożek w „Tangu”. Jest ona w opozycji do poprzednich obrazów. Wyzbyta jest mitu arkadyjskiego. Babcia w długiej sukni, trampkach, kaszkietówce nie przynosi spokoju, ukojenia. Mrożek jest przekonany, że nie ma możliwości we współczesnej rodzinie stworzenia szczęścia. Brutalność, chamstwo to cechy nowoczesności.

W pracy swojej usiłowałem zaprezentować mit arkadyjski, który daje podstawy do szczęśliwej rodziny. Bardzo pragnę by te wspaniałe wzorce o których pisałem zaistniały kiedyś w moim życiu dorosłym. Te akcenty są w moim domu rodzinnym w którym troska, życzliwość, zrozumienie pozwalają na godne dorastanie i kształtują życzliwy stosunek do innych ludzi. Człowiek nie może żyć bez miłości, która jest podstawą szczęśliwego domu rodzinnego. Święty Paweł w I Liście do Koryntian mówi: „Choćbym posiadł całą wiedzę i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”.

Bohater tragiczny w literaturze antycznej, romantycznej i współczesnej


Bohater tragiczny to postać, która doświadcza wielkiego cierpienia lub niepowodzenia, często prowadzącego do tragicznego końca. To pojęcie było powszechnie stosowane w literaturze antycznej, romantycznej i współczesnej, chociaż rola i charakterystyka bohatera tragicznego różniły się w zależności od okresu.

W literaturze antycznej, bohater tragiczny był zwykle postacią szlachetną i wybitną, którego upadek był wynikiem tragicznej wady (tzw. hamartia), przeznaczenia lub nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Na przykład w „Królu Edypie” Sofoklesa, Edyp jest królem, który, mimo iż jest mądry i sprawiedliwy, staje się ofiarą swojego tragicznego losu. Jego wada, pycha, prowadzi go do samozniszczenia. To samo można powiedzieć o Antygonie, innej postaci Sofoklesa, której upór i nieugięte przestrzeganie zasad moralnych prowadzi do jej zguby.

Romantyzm, z drugiej strony, przyniósł nowe spojrzenie na bohatera tragicznego. W tej epoce bohaterowie tragiczni byli często buntownikami, którzy walczyli z ustalonym porządkiem społecznym lub moralnym. Na przykład, postać Konrada w „Dziadach” Adama Mickiewicza jest romantycznym bohaterem tragicznym, który buntuje się przeciwko niesprawiedliwości i uciskowi, ale ostatecznie doświadcza osobistego cierpienia i porażki. Kordian Juliusza Słowackiego to kolejny przykład, gdzie młody bohater, pełen idealizmu, zderza się z brutalną rzeczywistością, prowadząc do tragedii.

W literaturze współczesnej bohater tragiczny jest często postacią skomplikowaną i wielowymiarową, która zmaga się z problemami osobistymi, społecznymi lub moralnymi. Na przykład, w „Śmierci sprzedawcy” Arthura Millera, Willy Loman jest bohaterem tragicznym, którego marzenia o sukcesie prowadzą do jego upadku i samobójstwa. Jest to postać, która, mimo że nie jest szlachetna ani wybitna, doświadcza tragedii na bardzo osobistym i dotkliwym poziomie.

Podsumowując, bohater tragiczny to postać, która doświadcza wielkiego cierpienia lub porażki, zwykle prowadzącej do tragicznego końca. Charakterystyka tego bohatera różni się jednak w zależności od epoki literackiej, od szlachetnego i wybitnego bohatera antycznego, poprzez buntowniczego bohatera romantycznego, po skomplikowanego i wielowymiarowego bohatera współczesnego.

Bohater literacki i filmowy jako człowiek poszukujący drogi w labiryncie świata


Wypracowanie z języka polskiego

Czym jest labirynt? Banalne pytanie. Któż z nas nie widział labiryntu? Czasopisma wśród różnych łamigłówek zamieszczają często wizerunki mniej lub bardziej skomplikowanych labiryntów, gdzie trzeba odnaleźć drogę do skarbu, do wyjścia lub zbadać, która droga do jakiego prowadzi celu. Wodząc ołówkiem po papierze, wcześniej lub później znajdujemy właściwe rozwiązanie. Wyobraźmy sobie jednak, że znaleźliśmy się we wnętrzu labiryntu. Nie musimy zresztą używać wyobraźni. Istnieją wszak labirynty z ceglanego muru, drewnianych przepierzeń czy z żywopłotu. Sam byłem kiedyś w parkowym labiryncie królewskiej rezydencji Hampton Court pod Londynem. Jak więc czuje się człowiek we wnętrzu labiryntu? Na ogół widzi równoległe ściany po obu swoich stronach, a przed sobą kawałek wolnej drogi ograniczony poprzeczną ścianą. Nie wie nawet, w którą stronę poprowadzi go kolejny zakręt. Po przejściu kilku kroków staje na rozdrożu. Musi wybierać: w prawo czy lewo; czasem można jeszcze iść prosto, a czasem, gdy wejdzie się w ślepą uliczkę, pozostaje tylko jedyna ewentualność – do tyłu. Dopiero teraz łatwo uświadomić sobie różnicę między wędrówką ołówkiem po papierze a błądzeniem w prawdziwym labiryncie, często jeden rzut oka wystarczy, by wybrać właściwą drogę; tu zdani jesteśmy na intuicję, poruszamy się niemal jak ślepcy. Najczęściej zaraz po wyjściu tracimy orientację, mylimy kierunki.

Jeżeli więc porównujemy świat do labiryntu, to zadajmy sobie pytanie: jaka jest sytuacja człowieka w labiryncie świata? Czy porusza się w nim po omacku, nie widząc, dokąd zaprowadzi go każdy krok, czy też zmierza do celu wedle zawczasu wytoczonej drogi, przezornie omijając „ślepe uliczki”? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Świat jest bardzo skomplikowanym labiryntem i nikt chyba nie ośmieli się przyznać, że choćby w ogólnym zarysie poznał jego tajniki. Jednak doświadczenie życiowe pozwala nam zgromadzić pewną wiedzę o drobnym jego fragmencie, jakim jest środowisko, w którym przyszło nam, żyć. Kiedy jednak, rodząc się, wchodzimy do „naszej części labiryntu”, zaczynamy ją poznawać od zera. Przypomina mi to trochę komputerową grę, z jaką miałem okazję zapoznać się ostatnio. Pojazd kosmiczny wysyłany z ważną misją musi tam pokonywać skomplikowaną plątaninę korytarzy w kolejnych stacjach kosmicznych. Przyciśnięcie jednego z przycisków klawiatury pozwala uzyskać plan stacji, ale zaznaczone na nim są tylko te korytarze, które nasz pojazd już przemierzył. Analogia z życiem jest oczywista. Przebyte przez nas ścieżki życia są nam już znane, ale te, które jeszcze przed nami, i te, które pominęliśmy po drodze, pozostają niewiadomą. Możemy jednak skorzystać z doświadczeń innych i w ten sposób zdobyć jakieś wyobrażenie o nie znanych na korytarzach labiryntu świata.

I jeszcze jedno ważne pytanie. Czego szukamy w labiryncie świata? Nie wyjścia przecież, bo każdy wcześniej czy później do niego dotrze, a na imię mu śmierć. Więc właściwej drogi, niekoniecznie najkrótszej, ale takiej, na której znajdziemy upragniony cel: szczęście, radość życia, satysfakcję, sukces, bogactwo wrażeń… I tu nasuwa się refleksja, że ta „właściwa droga” dla każdego może być inna. Co więcej, że w trakcie wędrówki przez życie można zmienić zdanie, dojść do wniosku, że dotąd szliśmy niewłaściwą drogą.

Po tym teoretycznym wstępie pora przejść do rzeczy i prześledzić, jak dają sobie radę w labiryncie świata wybrani bohaterowie literaccy i filmowi. Zacznę trochę nietypowo, bo nie tyle od bohatera, ile od podmiotu lirycznego, ale któż w liryce jest bohaterem utworu, jak nie podmiot liryczny waśnie. W tym konkretnym przypadku można utożsamić go z samym twórcą. Jan Kochanowski, o niego bowiem chodzi, to poeta, któremu zdawało się, że znalazł sposób na życiowy labirynt. Wyposażony w mądrość antycznych filozofów, odpowiedzialność za swoje losy złożył w ręce Fortuny, ewentualnie, myśląc bardziej po chrześcijańsku, Boga. Drogę w labiryncie świata wyznaczyła nam siła wyższa, od której wyroków nie ma odwołania. Po co więc zaprzątać sobą głowę tym, co nadejdzie. Należy tylko być gotowym na wszystko, ze stoickim spokojem przyjmować zarówno triumfy, jak i klęski, zarówno radości, jak i smutki. Poeta idzie więc przez świat-labirynt, zachwycając się jego harmonią, celowością i pięknem, przyjmując boskie dobrodziejstwa, „który nie masz miary”, ufny, że „już to dawno B og obmyślił w niebie”, co ma się stać na ziemskim padole, zdać się więc trzeba na Jego mądrość i nie próbować samemu szukać właściwej drogi. I wszystko jest w porządku, dopóki droga w labiryncie jest usłana różami. Jednak gdy poetę dotyka nieszczęście, gdy umiera ukochana Orszulka, ów labirynt świata zdaje się zmieniać w chaotyczną plątaninę korytarzy, z której nie sposób znaleźć wyjścia. Ani cnota, ani mądrość, ani nawet wiara nie są tu pomocnym drogowskazem. W „Trenach” ujawnia się bezradność Kochanowskiego: oto zagubił się w labiryncie świata, bo zamiast szukać samemu, zdał się na ślepy los.

Okazało się, że właściwą drogę każdy sam musi odnaleźć, doświadczając wszystkiego na własnej skórze, znosząc po ludzku „ludzkie przygody”. To właśnie uświadamia mu przychodząca we śnie matka, mówiąc: „Teraz, mistrzu, sam się lecz!”. Bo przecież, zgodnie z chrześcijańską doktryną, człowiek posiada wolną wolę i z niej korzystając, wyznacza sobie cele i priorytety. Stoicki spokój nie wystarczy, trzeba dokonywać wyborów i brać za nie odpowiedzialność! A w tym może pomóc żmudne, często nawet bolesne poznawanie zawikłanych ścieżek labiryntu świata. Pomóc może w tym też sam Bóg, ale tylko jako karzący, choć litościwy ojciec surowo oceniający ludzkie decyzje i postępki. „Treny” dowodzą więc, że Kochanowski przezwycięża światopoglądowy kryzys, by podjąć – teraz już w sposób świadomy i z bagażem nowych doświadczeń – dalszą wędrówkę po labiryncie świata. Teraz już wie, że droga nie jest prosta i łatwa, ale wie również, do jakiego celu dąży.

W niektórych epokach świat wydawał się twórcom szczególnie skomplikowanym labiryntem. Zazwyczaj wtedy, gdy odrzucali oni uporządkowaną, racjonalną wizję rzeczywistości, dopatrując się w niej działania sił nadprzyrodzonych, do końca nie przewidywalnych, w życiu zaś kierowali się uczuciem zaprawionym odrobiną szaleństwa. Taką epoką był romantyzm. Bohaterom powstałym wówczas dzieł niełatwo przychodziło odnaleźć właściwą drogę w labiryncie świata. Weźmy choćby Kordiana. Ten młody człowiek, w którego sercu zagościł „jaskółczy niepokój”, długo szukał życiowego celu. Bardzo wcześnie, zapragnął opuścić splątane drogi swego życiowego labiryntu. Nieudana próba samobójcza była dowodem jego niedojrzałości i bezradności. Żadna z dróg nie wydawała mu się obiecująca, nie wierzył, że zapuszczenie się w którakolwiek z nich zaprowadzi go do właściwego celu; nie zwrócił nawet uwagi na sugestie starego sługi Grzegorza, który z niejednego pieca jadał chleb i przemierzył wiele korytarzy labiryntu świata. Rzecz w tym, że problem Kordiana nie było odnalezienie drogi, lecz określenie celu. Próbuje to zrobić dopiero w drugim akcie dramatu. Drogowskazami są mu uznane autorytety i wartości. Okazuje się jednak, że kolejne podróże prowadzą go w ślepe uliczki. Demokracja, literatura, miłość i religia okazują się wartościami złudnymi. Gorączkowe poszukiwania prowadzą Kordiana na szczyt Mont Blanc. Dopiero stanąwszy – zarówno dosłownie, jak i w przenośni – ponad prozaiczną codziennością, dostrzega właściwy cel w życiu. Jest nim dążenie do niepodległości ojczyzny. Nareszcie czuje w sobie energię, wręcz nadprzyrodzoną siłę potrzebną do działania. Mając już cel, obiera najprostszą – według niego – drogę jego realizacji. Trzeba zabić cara i ofiarować narodowi „tron do rozrządzenia próżny”. Proste i łatwe drogi nie prowadzą jednak w labiryntach do właściwego celu; w życiu zresztą najczęściej też nie. Kordian znów brnie w ślepą uliczkę i nie tylko wybiera błędną drogę, lecz także nie potrafi sprostować postawionemu sobie zadaniu. Dopiero w szpitalu wariatów Doktor-Szatan uświadamia mu, że „poświęcił się za nic”. Bohater Słowackiego odnalazł więc cel, ale nie potrafił dążyć do niego właściwą drogą.

Podobno istnieje jeden niezawodny sposób, aby wydostać się z labiryntu. Należy cały czas trzymać się jednej ściany. Droga będzie co prawda długa i skomplikowana, ale efekt gwarantowany. Sądzę, że w ludzkim życiu analogię będzie stanowić wierność wciąż tym samym zasadom moralnym, niezależnie od okoliczności. Przykładem takiej postawy może być droga życiowa tytułowych bohaterów „Mistrza i Małgorzaty”. W artystyczno-intelektualnych kręgach Moskwy lat trzydziestych, gdzie panuje zakłamanie, oportunizm i serwilizm, są jednymi z nielicznych, którzy pozostają wierni samym sobie. Mistrz w imię prawdy, którą chce przekazać ludziom w swoim dziele, gotów jest zrezygnować z przywilejów, jakimi reżim obdarza posłusznych pisarzy; nie załamuje się, gdy osadzony zostaje w szpitalu dla umysłowo chorych. Wiara w dobro reprezentowane przez Jeszuę Ha-Nocri pozwala mu zachować godność i zasłużyć na wieczysty dom, który otrzymał w nagrodę. Małgorzata zaś dzięki głębokiej i autentycznej miłości do Mistrza nie mogła być skażona złem nawet jako mistrzyni ceremonii na szatańskim balu grzeszników urządzonym przez Wolanda. W środowisku, które zgubiło wszelkie wartości, potrafili oboje dochować wierności swoim ideałom i odnaleźć właściwą, choć niełatwą drogę w labiryncie świata.

Zgoła odmienną postawę prezentuje Zenon Ziembiewicz, bohater „Granicy” Zofii Nalkowskiej. U progu kariery ma nawet wzniosłe ideały, prędko jednak nagina je do aktualnych potrzeb, by zaspokoić oczekiwania otaczających go ludzi. Zamiast konsekwentnie trzymać się w labiryncie świata raz obranej drogi, miota się bezradnie w różne strony, coraz bardziej zagubiony i niepewny siebie. Hołdując zasadzie: jestem takim, jakim mnie widzą inni, zmienia się ciągle niczym kameleon; odmienną twarz pokazuje wobec Elżbiety, odmienną wobec Justyny, jeszcze inną przybiera wobec Czechlińskiego. Zatraca wreszcie swą tożsamość i staje się bezwolną marionetką. Oportunistyczny stosunek do rzeczywistości powoduje, że – stając na rozdrożach życiowego labiryntu – zawsze wybiera drogę krótszą i łatwiejszą, ucieka przed odpowiedzialnością, usiłuje uniknąć konsekwencji swoich czynów. Na dłuższą metę to się jednak nie udaje. Zenon krąży w kółko, nie widząc wyjścia z pułapki, w którą sam się wpędził. Okaleczony przez niezrównoważoną kochankę, skompromitowany jako prezydent miasta i mąż, jedyne rozwiązanie widzi w samobójstwie. Los Ziembiewicza stanowi ostrzeżenie dla tych wszystkich, którzy liczą, że przez labirynt świata można iść, nie znając celu, na skróty, nie trudząc się szukaniem właściwej drogi i ciągle zmieniając marszrutę tak, aby nikomu się nie narazić. Literatura piękna przedstawia wiele różnych sposobów, w jakie bohaterowie przemierzają życiowe drogi i bezdroża. Dzięki niej poznajemy coraz to nowe fragmenty labiryntu świata, zdobywamy wskazówki, jak szukać właściwej drogi. Trzeba jednak wierzyć, że nasza wędrówka ma jakiś sens, nawet jeśli wydaje się, że labirynt jest bezładną plątaniną korytarzy. Tak jak bohater „Małej apokalipsy” Konwickiego, który przekonany o absurdalności świata realnego socjalizmu, w jakim przyszło mu żyć, postanawia jednak dokonać symbolicznego samospalenia, choć nie jest nawet przekonany, że może ono cokolwiek zmienić. Czy jak bohaterowie „Dżumy” Camusa, którzy podejmują walkę ze złem, mimo iż wiedzą o tym, że zawsze będzie się odradzać w coraz to innej postaci. A więc, choć nigdy nie poznamy do końca zawiłości labiryntu, jakim jest otaczająca nas rzeczywistość i nigdy nie będziemy zupełnie pewni, że idziemy właściwą drogą, nie powinniśmy tracić nadziei, iż ją znajdziemy.