Archiwa tagu: liceum

Czy warto zajmować się sztuką współczesną?


Stawiający takie pytanie liczy prawdopodobnie na odpowiedz jednoznaczną czyli tak lub nie (ewentualnie raczej tak, raczej nie lub zdecydowanie nie, i tak i nie, zdecydowanie tak, trudno powiedzieć, etc. – to pozostałości po niedawno rozwiązywanych ankietach). Odpowiedz, moim zdaniem, jest jedna. Tak. Sztuka współczesna to wszystek tego co dookoła nas jest, żyje, czym my żyjemy, czego dotykamy, co oglądamy. Jak można byłoby „przejść” obok Niej nie zwracając uwagi?

Przygotowując się do napisania pracy przeczytałem wstęp do dziesiątego tomu „Sztuki Świata” wydawnictwa Arkady. Po czym zacząłem czytać i przeglądać kolejne rozdziały bogato ilustrowane przykładami różnych dzieł. Począwszy od „Gmatwaniny białych linii” Marka Tobeya przez „Elektryczny budzik firmy Braun” zaprojektowany przez Dietera Ramsa, aż po Wielki Łuk inżyniera Otto Josepha von Spreckelsena wybudowany w nowoczesnej dzielnicy La Defense w Paryżu. Publikacja ta wydaje się być jedną z najpoważniejszych i zarazem najlepiej tego typu opracowanym dziełem dostępnym na polskim rynku (szczególnie pod względem graficznym). Dlatego, szczerze przyznaję, zaskoczyło mnie zdjęcie budzika firmy Braun (na całą stronę) w jednym z rozdziałów. Budzik – Sztuka (przez duże „Sz”, jak śpiewa jeden z popularnych piosenkarzy rockowych…) trochę mi nie pasowało. Postanowiłem napisać o tym co mnie pasjonuje, a zarazem bardzo cieszy. Od razu przyznaję – do zawężenia tematu natchnął mnie (a zarazem usprawiedliwia) …budzik firmy Braun w „Sztuce Świata”.

Twórczość ludzi współczesnych można uznać za sztukę we wszystkich jej przejawach (z wyjątkiem MacGyvera i reklam proszków do prania). Natomiast mnie osobiście fascynuje inne zagadnienie. Może nie będę zbyt oryginalny, kiedy napiszę, że chodzi mi o Internet a może raczej o jego część…

W jednym z miesięczników dla maniaków komputerowych przeczytałem ostatnio obszerny artykuł zatytułowany „Świątynia nieskrępowanej komunikacji”. Pozwolę sobie na zacytowanie pierwszego akapitu:

„Burzliwy rozwój techniki komputerowej zapoczątkowany pod koniec lat sześćdziesiątych ma swój epilog we wszystkich aspektach życia człowieka. Korzystają z niej również artyści. Może zresztą właśnie oni pierwsi uchwycili jej polimorfizm i nie zwracając uwagi na aspekt wykorzystania przestrzeni cyfrowej, nie dopuszczają do odhumanizowania komunikacji międzyludzkiej.”

Pół roku temu zainstalowałem (własnymi siłami) w domu Internet. W tej chwili mam praktycznie nieograniczony dostęp do każdej informacji opublikowanej w jakimkolwiek z mediów a część z nich jest dostępna tylko i wyłącznie w sieci. W tej „Świątyni nieskrępowanej komunikacji” jest niestety mnóstwo nikomu niepotrzebnych śmieci (np. streszczenia ostatnich i zapowiedzi nowych odcinków MacGyvera lub projekty nowych opakowań proszków do prania). Wiele nocy poświęcam na wędrowanie po cyberprzestrzeni. Wiele rzeczy przeczytałem, mnóstwa wysłuchałem, najwięcej obejrzałem. Z satysfakcją stwierdzam, że największą przyjemność sprawia mi oglądanie „graficznej” twórczości ludzi „niezależnych”. Dzisiaj każdy może (naprawdę za darmo) stworzyć swoją stronę w Internecie, na której może zamieścić to co mu się rzewnie podoba (filmy, obrazki, zdjęcia, teksty lub dźwięki). W ten sposób miliony ludzi z całego globu na swoich prywatnych komputerach może obejrzeć np. film z moich urodzin, lub zdjęcie mojej dziewczyny albo posłuchać szczekania psa mego sąsiada…

Jeżeli chodzi o „graficzną twórczość ludzi niezależnych”, której oglądanie daje mi tak wiele przyjemności…Czasami można napotkać na naprawdę niesamowite rzeczy. Jest to Sztuka (najbardziej) Współczesna ! W cybergalerii Państwa Donajskich, która nosi nazwę Centrum Sztuki Współczesnej, jest mnóstwo kompozycji…niesamowitych, zaskakujących dzieł artystów, którzy publikują tylko w tego rodzaju galeriach. Jedną z kompozycji, którą najlepiej zapamiętałem jest obraz Ulay’a i Abramovicia pt. „The world is my country: The sex Life of Flowers”. Niestety nie mogłem zamieścić żadnego z opisywanych dzieł, ponieważ we wszystkich galeriach autorzy proszą, aby ich prace nie „opuszczały” pamięci komputera. Natomiast zadaniem bezcelowym byłoby opisywanie tych tworów za pomocą tekstu. Trudno też byłoby przenieść na kartkę „wideoinstalacje” publikowane w sieci przez Chrisa Dodge’a, jednego z najbardziej znanych animatorów cybersztuki.

Uważam, że sztuka elektroniczna swe podłoże ma w buncie przeciwko układom mecenackim i polityce słynnych galerii, nie dopuszczających do głosu młodych twórców i tworzących pewnego rodzaju rankingi artystów, których „warto” wystawiać.

Mechanizmy udostępniane artystom przez technikę komputerową dają im nieograniczone możliwości samorealizacji. Przede wszystkim dzięki symulacji nie istniejących światów. Takie możliwości rozbudzają wyobraźnię młodych ludzi. Galerie, strony gdzie można oglądać twórczość niezależnych artystów są wielkim krokiem w dziedzinie upowszechniania sztuki. Dzięki temu istnieje możliwość odkrywania talentów, które same nie potrafiłyby się przebić przez szczelną skorupę układów mecenackich.

W czasie wakacji mam zamiar razem z kilkoma kolegami z różnych stron Polski (poznałem ich za pomocą poczty elektronicznej – jednej z gałęzi Internetu) stworzyć stronę. Jest grafik, muzyk mamy mnóstwo pomysłów, kontaktów z innymi ludźmi, podobnie jak my myślącymi. Chcemy stworzyć coś niezależnego, pokazać światu co myślimy, jaki mamy stosunek do MacGyvera i reklam proszków do prania…

Czy warto zajmować się Sztuką Współczesną? Dla każdego z nas przedstawia Ona coś innego. Dlatego, że żyjemy „razem z Nią”, nie jesteśmy w tej komfortowej sytuacji i nie możemy oceniać Jej z perspektywy czasu. Dla mnie Sztuką Współczesną są zarówno obrazy, rzeźby „wziętych” artystów wystawiane na Manhattanie, jak i grafitti tworzone w „nocnym pośpiechu” na murach, czy na stacjach metra. Ale najbliższą mi formą (przede wszystkim z powodu moich zainteresowań i możliwości dostępu) jest „wirtualna sztuka”.

Tam, w świecie cyfrowym mogę znaleźć wszystkie te dzieła. W jednej chwili przenieść się z Luwru, czy Montparnasse na Dolny Manhattan lub Cedar Tavern w międzyczasie zahaczając o wystawę grafitti ze stacji metra w Londynie (swoją drogą te londyńskie są, brzydko mówiąc, prymitywnymi rysuneczkami w porównaniu z warszawskimi, naprawdę, dziełami sztuki).

Niektórzy twierdzą, że nie należy się zajmować „tymi nowymi pseudo artystami”. Mówią: pociapa taki płótno farbą i wystawiają go w galerii” (proponuję stanąć przy wystawie Awangardy we Wrocławiu i posłuchać wypowiedzi przypadkowych przechodniów…) Osobiście też nie przepadam za studium np. „faktury czarnej farby olejnej w artystycznym nieładzie”. Może tego nie rozumiem…

” Wszyscy chcą zrozumieć malarstwo – dlaczego nie próbują
zrozumieć śpiewu ptaków ? „
Picasso

Bo to jest trudniejsze…