Archiwa tagu: wypracowanie

Człowiek wobec śmierci. Refleksje oparte na znanych Ci dziełach literackich i filmowych


Śmierć jest wpisana w każde ludzkie życie. Nikt przed nią nie umknie. A łacińska sentencja memento mori – pamiętaj, że umrzesz – towarzyszy nam od najmłodszych lat. Od dzieciństwa bowiem stykamy się z problemem śmierci. Umierają znajomi naszych dziadków i rodziców. Umierają nasi najbliżsi, członkowie naszych rodzin: babcia, dziadek, wujkowie, ciotki. Jeśli są to ludzie starzy, to śmierć ich uważamy za bolesną, ale normalną kolej rzeczy. Jeśli natomiast umiera nasz rówieśnik lub ktoś jeszcze młodszy, to nie możemy się z tym faktem pogodzić. Od razu mamy pretensje do losu. Zadajemy retoryczne pytanie: dlaczego umarł tak młody człowiek? Normalne jest, gdy umiera kolejno dziad, ojciec, syn wnuk, ale sprzeczna z prawami natury wydaje się śmierć syna czy córki, gdy jeszcze żyją rodzice. Los osieroconych rodziców jest moim zdaniem najgorszy z najgorszych, jaki może spotkać człowieka. Ich ból jest nieporównywalny z żadnym innym. Jaką tragedię przeżywają ci ludzie, ukazują wiersze Jana Kochanowskiego i Władysława Broniewskiego. Chociaż obu poetów dzielą bez mała cztery wieki, w ich dziełach odczytujemy ten sam ból, smutek, rozpacz i bunt przeciw spotykającej ich tragedii. Obaj kochali swoje córki. Jeden Urszulkę, drugi Joasię.

Urszula-Orszula umarła, mając zaledwie dwa i pół roku, Joanna-Anka była już mężatką. Jak widać, dla osieroconego ojca wiek dziecka nie ma znaczenia. O pustce i niemożności pogodzenia się z tragicznymi faktami pisał w Trenie VIII Kochanowski:

„Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,

Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim.

Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:

Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło (…)

Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,

A serce swej pociechy darmo upatruje.”

  Podobne uczucia odnajdujemy w wierszu Broniewskiego pt. „Obietnica”:

„Córeczko moja daleka,

pusto, pusto koło mnie,

serce krwawi i czeka,

ono nie umie zapomnieć.”

I wiersz pt. „Moje serce”:

„…o jedną osobę jest mi

za mało w pustym pokoju”.

Ten ostatni utwór jest wstrząsającym portretem psychologicznym osieroconego ojca. Poeat mówi w nim, że fizyczny ból serca można leczyć, ale bólu serca wywołanego rozpaczą nie sposób uśmierzyć. Kochający rodzic, dla którego życie w jednej chwili straciło sens, bo los nagle odebrał mu dziecko, gotów byłby oddać za nie życie.

„niech sobie śpiewa słowik

dla innych wieczory i ranki,

ja bym skonał za zmrużenie powiek

Anki.”

Jakże tragiczne i pełne bezmiernego cierpienia jest zawołanie Kochanowskiego w trenie XIII:

„Moja wdzięczna Orszulo, bodaj ty nie była

albo nie umierała, lub się nie rodziła!”

  Jak ogromne wrażenie robią na czytelniku słowa wiersza Broniewskiego pt. „Anka”:

„Zawsze piękna, choć nie żyjąca,

choć taka na pozór daleka,

jedyna spośród tysiąca –

a ojciec czeka…”

Ten mężczyzna nigdy nie pogodził się ze stratą, będzie czekał do końca swoich dni.

Osieroconych rodziców odnajdujemy również w powieści Marii Dąbrowskiej „Noce i dnie” oraz w filmowej adaptacji tego utworu przez Jerzego Antczaka. Bogumił i Barbara Niechcicowie tracą swego pierworodnego synka Piotrusia. Chłopiec umiera na skutek zapalenia płuc w wieku zaledwie czterech i pół roku. Zrozpaczona matka przez cztery dni i noce leży bez zmysłów w gorączce. Później biega codziennie na grób dziecka. Samotnie przesiaduje na śniegu przy mogile po kilka godzin. Ojciec traci panowanie nad sobą, usiłuje nawet popełnić samobójstwo. Rozpacz tych młodych ludzi jest przejmująca.

A jaka jest postawa człowieka wobec perspektywy własnej śmierci? Pewna amerykańska lekarka wyodrębniła pięć stopni intelektualno-emocjonalnych, przez które przechodzi na ogół osoba umierająca:

  • zaprzeczenie i izolacja,
  • złość i oburzenie,
  • pertraktowanie i odwlekanie,
  • depresja i poczucie zatracenia,
  • akceptacja nieuchronności śmierci.

Wydawać by się mogło, że nieuchronną śmierć zaakceptował Stanisław, bohater opowiadania „Brzezina” Jarosława Iwaszkiewicza. Ten młody człowiek, od lat chory na gruźlicę, przyjechał z zagranicznego sanatorium do leśniczówki brata po to, aby u niego spędzić ostatnie tygodnie życia i tam umrzeć. Mając już niewiele dni przed sobą, pragnie ten czas odpowiednio wykorzystać. Zaczyna zachłannie, mocno i szczęśliwie żyć. Wszystkimi swoimi zmysłami chłonie urodę świata. Cieszy go nawet niepogoda. Wszystko zaczyna być dla niego ogromnie ważne, piękne i cenne. Każde nowe wyzwanie urasta do rangi wydarzenia. I wreszcie w ostatnich dniach życia wyznaje bratu, że nie chce umierać tak młodo, że nie może się z perspektywą śmierci pogodzić.

O własnej śmierci pisały poetki: Ewa Lipska i Halina Poświatowska. Obie żyły z piętnem śmierci. Ewa Lipska była bardzo młodą dziewczyną, kiedy przyszło jej się zmierzyć z myślą o własnej śmierci. W pierwszych wierszach ukazuje ona wyraźnie swój własny dramat, żal, smutek, pretensje do losu, swoje zagubienie i świadomość, jak mało znaczy ludzkie istnienie. W wierszu pt. „Nieczętnie” pisze:

„A gdybym umarłą naprawdę – nic by się nie działo.

Zebrałyby się rodzina (…)

Może by się im nawet przez chwilę płakać udało(…)

Nikt nie przerwałby dzwonków spotkań telefonów…”

Bardzo ciekawym wierszem tej poetki jest utwór pt. „Ucz się śmierci”. Od poprzedniego dzieli go olbrzymi skok myślowy. Nie znajdziemy w nim bezpośredniego lęku o własne istnienie. Widać wyraźnie, że poetka zaakceptowała nieuchronność śmierci, pisze bowiem:

„Ucz się śmierci. Na pamięć.

Zgodnie z zasadami pisowni

Wyrazów martwych.(…)

Przepytaj siebie.

Przepytaj na żywo.”

Poetka Halina Poświatowska, z wykształcenia filozof, żyła krótko, bo zaledwie trzydzieści dwa lata. Ale żyłą bardzo intensywnie. Chciała wykorzystać do maksimum wszystkie dane jej dni. O swoim życiu pisała tak:

„Halina Poświatowska to jest podobno człowiek

i podobno ma umrzeć jak wielu przed nią ludzi

Halina Poświatowska właśnie teraz się trudzi

Nad własnym umieraniem…”

W swoich wierszach usiłowała zdefiniować zjawisko śmierci. Zadawała pytanie, czym jest jednostkowe życie, czy gdy przeminie, zostaje po nim ubytek we wszechświecie.

Pisała:

„A jednak miło jest pomyśleć

że świat umrze trochę kiedy ja umrę”

Biografię tej poetki jeszcze bardziej dramatyczną czyni fakt, że jej mąż – który też był chory na serce – zmarł po kilku miesiącach małżeństwa. Los zatem nie oszczędził Poświatowskiej i tego doświadczenia, doświadczenia osieroconej małżonki. Samotna, nieutulona w bólu kobieta tak pisała o swoim ukochanym:

„ Znaleźć ciebie – spojrzeć na ciebie – to zaledwie przedsionek

wyobraźni – ale już niedostępny moim oślepionym przez żal

zmysłom. Nie potrafię przypomnieć rysów twojej twarzy…

I ręce twoje pogubiłam i usta i wszystko to co było tobą odeszło

Żeby zrodzić się na nowo w nagłym ostrym bólu po tobie.”

Jakie uczucia targają osieroconym mężem, zobaczyć możemy w wierszu Władysława Broniewskiego „Do umarłęj”:

„Marychna!

Modlę się do Ciebie.

Jesteś w jakimś (…) niebie,

A ja sobie tu chodzę po tym życiu, (…)

Kocham się w mojej żonie,

Płaczę w ukryciu…”

Ileż ciepła odnajdujemy w tych strofach. Ile samotności kochającego serca. Ile skrywanych, męskich łez.

O umierającym mężu napisał Bolesław Prus przepiękne opowiadanie „Kamizelka”. Młody małżonek, chory na gruźlicę, obawia się najgorszego. Nie chcą jednak martwić żony złym stanem zdrowia i ciągłym chudnięciem, co dzień przesuwa sprzączkę w kamizelce, by udowodnić żonie, że przybiera na wadze, a więc czuje się coraz lepiej. Ona zaś, choć wie od lekarza o śmiertelnej chorobie ukochanego, skraca pasek kamizelki, aby dostarczyć mężowi namacalnych dowodów na to, że zdrowieje. Chce dać mu nadzieję i wiarę. Opowiadanie to pokazuje, ze nawet wobec śmierci oddani sobie i kochający się ludzie nie opuszczają rąk, że nawet niewinnymi kłamstwami można dodawać sobie otuchy w godzinach próby.

O umierającej żonie traktuje powieść Ericha Segala „Love story” i nakręcony według niej film o tym samym tytule. Młodzi ludzie – Olivier i Jenifer – niemal na początku swego wspólnego życia dowiadują się, że ona jest nieuleczalnie chora na białaczkę. Wiadomość ta spada na nich niczym grom z jasnego nieba, gdy właśnie zaczynają marzyć o dziecku. Zamiast realizować swe plany życiowe, zwiedzać świat, muszą stawić czoło dniom przepełnionym chorobą i niemocą. Wobec nadchodzącej śmierci są bezsilni, z mimo to wiele się od siebie uczą. On daje jej poczucie bezpieczeństwa. Opna do końca swych dni stara się pogodzić męża z jego ojcem. Uczy Oliviera dawanie uczuć i ciepła.

Wychowani w chrześcijańskiej kulturze europejskiej, odczuwamy strach przed śmiercią, uważamy ją za ostateczność. A jeśli nawet godzimy się z losem, to nie do końca. Czy zatem w imię sprawiedliwości mamy prawo domagać się kary śmierci dla innego człowieka?

 „Dekalog V – czyli krótki film o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego zmusza do refleksji na ten właśnie temat. Reżyser ukazuje najpierw bezwzględny mord, którego przestępca z zimną krwią dokonuje na taksówkarzu. Potem morderca skazany zostaje na karę śmierci i pokazana jest jego egzekucja, równie odrażająca jak wcześniejsze zabójstwo. Komentarz autorskiego w filmie brak. To sam widz – człowiek żyjący współcześnie – ma odpowiedzieć w swoim sumieniu, jaki jest jego stosunek do takiej śmierci.

I nasuwa się tu pytanie: czy śmierć, postrzegana przez nas tak negatywnie, może mieć również jakieś pozytywne aspekty? Moim zdaniem – tak, gdy staje się dla człowieka wyzwoleniem od bezmiernego cierpienia zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Gdy kładzie kres bólowi w ciężkiej, nieuleczalnej chorobie.

Uważam także, iż w obliczu śmierci czy innego zagrożenia ludzie zdejmują ze swych twarzy maski i ukazują swe prawdziwe oblicza. Często stają się do tego stopnia innymi ludźmi, że sami siebie by o to nie podejrzewali. Bardzo ciekawie ten problem ukazał Albert Camus w „Dżumie”. Zaraza w tym utworze jest metaforą zła i śmierci. Epidemia w mieście Oran stawia mieszkańców przed trudnymi wyborami: zamknięcie w sobie, izolacja, nieczułość i obojętność lub otwarcie na potrzeby innych, zaangażowanie i praca z narażeniem własnego życia. Ludzie tacy jak doktor Bernard Rieux, Jean Tarrou czy Raymond Rambert wybrali tę drugą drogę. Można powiedzieć, że wyszli zwycięsko z potyczki ze śmiercią. Zachowali swe życie, ale przede wszystkim ocalili albo odnaleźli w sobie pełnię człowieczeństwa.

Na zakończenie tej pracy chciałbym przytoczyć cytat z wiersza Haliny Poświatowskiej:

„Kto potrafi pomiędzy miłość i śmierć wpleść anegdotę o istnieniu?” Fragment ten jest piękny i mądry. Uważam bowiem, że jeśli komuś to się uda – pomimo że boi się śmierci, bo jest wielką niewiadomą – w ostatniej swej godzinie będzie mógł powiedzieć, iż godnie przeszedł przez dane mu życie i odejdzie z podniesionym czołem.

Człowiek w świetle poznanych utworów literatury antycznej i Biblii


Czym jest człowiek? Kim jest człowiek? Były to pytania stawiane od zarania ludzkości, a właściwie od czasu, kiedy nasi przodkowie nauczyli się pisać. Stało się to 4000 tys. lat temu w Mezopotamii. Właściwie od tego momentu, od poznania umiejętności pisania, możemy liczyć nasza historię a co za tym idzie także literaturę. Okres ciągnący się przez te tysiąc lat aż do roku 476, daty upadku Rzymu, nosi nazwę antyku. Były to lata budowania cywilizacji, często oderwanych od siebie, żyjących własnym życiem z własnymi bogami, własną tożsamością i wreszcie z własnym obywatelem. Człowiek był ważnym ogniwem, przegrywał jednak w walce z bogami, półbogami i herosami. Istota ludzka była bardzo rzadko bohaterem mitów, legend czy podań ludowych będących podstawą wierzeń danej społeczności. Ówczesna istota przegrywała w walce z ideałami, żyła za skromnie, w jej egzystencji było mało ponadczasowości przynależnej bogom. Istota nie mogła rządzić z samej siebie, miała władze od bogów. Król był pomazańcem bożym, kimś wyższym, kimś z cząstką świętości, czystości.

Człowiek od początku był tylko zbędnym dodatkiem, kierowanym przez bogów, którego egzystencja uzależniona była od ich woli. Najlepiej uwidacznia się to w twórczości antycznych poetów tworzących w Grecji. Sama „Biblia” Greków, czyli ich Mitologia obfitowała w trafne dowody na powyższą tezę: np. za sprzeciwienie się bogom zginąć musiał Dedal, który sprzeciwił się ojcu, w tym miejscu symbolowi władzy rodzicielskiej. Jego śmierć była zdeterminowana już wcześniej… słońce i wilgoć spełniła tylko przeznaczenie. Szczególne znaczenie mają archetypy, wzory zachowań, aktualne do dzisiaj. Podany tutaj przykład ma akurat w sobie bardzo łatwe przesłanie: jeśli sprzeciwisz się ojcu, a twoim prawdziwym ojcem jest Bóg, to poniesiesz zasłużoną karę. Postać i ideały  Prometeusza  poświęcającego się w imię dobra ludzkości i spełniają poważną rolę nawet w naszym „wymiętym” z zasad świecie.

W mitach człowiek jest postacią prawie bez znaczenia. Decydującą rolę spełniają wyidealizowani bogowie, będący utopią, do której dąży bezwolna istota ludzka.

Osobną pozycję w literaturze greckiej, prawie na równi z mitologią, zajmuje twórczość przypisywana Homerowi. Jego „Iliada” i „Odyseja” to arcydzieła epiki wzbudzające zachwyt również dzisiaj. W sferze stosunku do człowieka, dzieła te nie miały charakteru czegoś przełomowego: były kontynuacją filozofii znanej nam z Mitów. Los był zdeterminowany przez przeznaczenie, któremu musieli się poddać nawet bogowie. Rewolucyjne jest za to podejście do bohaterów. Pierwszoplanowymi aktorami są w „Iliadzie” Achilles i Hektor a w „Odysei” Odys. Achilles był półbogiem, ale Hektor był najnormalniejszym królewiczem. Przewartościowanie ideału Boga jako nieomylnego strażnika ludzkości najlepiej widać w postawie „szybkonogiego”, który nie postępował jak potomek Zeusa. Wręcz przeciwnie, był mściwy, porywczy i dumny. Jego okrucieństwo i dzikość najlepiej widać przy skontrastowaniu tych cech z postawa syna Priama, którego odwaga i szlachetność rodzi naszą sympatię.

Podobnie jak los tych bohaterów spod Troi, zdeterminowany jest los Odysa, głównego bohatera „Odysei”. On wie, że musi wypełnić się przepowiednia, iż będzie usiał podrózować20 lat, aby dotrzeć do  rodzinnej Itaki. Dla bogów jest ten podróżnik swego rodzaju królikiem doświadczalnym, za jego plecami rozgrywają się walki pomiędzy władcami ziemskiego padołu.

Homer traktował człowieka przedmiotowo. W przeciwieństwie do tego Arystoteles twierdził, że to właśnie człowiek jest odbiorcą jego twórczości a bogowie tylko dają natchnienie. Był on jednak pomysłodawcą  dramatu antycznego, zakładającego na wstępie ukazywanie świata fałszywego, co było wbrew religii. W tym „świecie” występowali bogowie, jednak przez swoja fikcyjność przestrzeń ta, nie poddawała się ich wpływowi. Wynikało to z prostego rozumowania: jeśli bogowie istnieją, to znajdują się w świecie realnym, a że są istotą idealną to nie mogą mieć swojej kopii w świecie fantastycznym. Wniosek: dramat, chociaż był poświęcony bogom był w sumie sztuką dość niezależna z elementami bardzo kontrowersyjnymi, jak na tamte czasy.

Autorem, który czerpał z ideałów dramatu wyzwolonego, będącego jednak dla nas teatrem „antycznym”, był Sofokles. Napisał wiele dzieł, ale jego twórczość łatwo scharakteryzować na przykładzie „Antygony”. Istotą utworu jest konflikt pomiędzy prawami boskimi a ziemskimi, wskazuje na rozłam pomiędzy tymi światami, ukazuje sprzeczność ideałów i bezsens śmierci. Szczególna uwaga położona jest na przeżycia bohaterów, samo postawienie na równym poziomie praw króla i boga jest rewolucją w filozofii. Istota tego zjawiska jest jednak zaprzepaszczona, ponieważ Król ponosi karę za sprzeciwienie się bogom. Pozornie wracamy do schematu kary za błędy, tym razem jednak jest ona wymierzana z ręki ludzi, którzy popełniają samobójstwo. Możemy powiedzieć, że tak chciał los, nie jest to jednak prawda, ponieważ człowiek zabiera część kompetencji Boga, który daje i odbiera życie. Bunt zakończony jest więc sukcesem a prometeizm w imię ideałów Boga oprócz kary, przynosi też wyzwolenie człowieka.

Zupełnie inna wizję rzeczywistości miał Wergiliusz, poeta wywodzący się z Rzymu. W swojej twórczości nawiązywał do utopijnej wizji miejsca wiecznej szczęśliwości. W swoich krótkich utworach takich jak bukoliki i georgiki sławił życie prostych pasterzy, jego zdaniem, najszczęśliwszych ludzi na Ziemi. Nie brał on jednak pod uwagę tematu przemijania, nie zaznacza w swojej poezji jej ponadczasowości, uniwersalności. To czynił jego przyjaciel, Horacy dla którego rzeczą najważniejszą był człowiek. To dla niego tworzył i to w jego pamięci chciał zostawić jakiś ślad. Był on mistrzem satyry, w poglądach filozoficznych bliski był stoikom. Przekonanie o nieśmiertelności ideałów zawartych w swoich wierszach i idei człowieka jako dziecka bogów zawarł w swojej odzie „Exegi manumentum aere perennius”. Opowiada on o twórczości poetyckiej, jest świadomy swojej wyjątkowej roli jako twórcy, nauczyciela wzniosłych ideałów. „Nie wszystek umrę” jest hasłem przewodnim, jest sensem jego życia, daje mu siły i zdolności do tworzenia. Podmiot liryczny uznaje jednak zwierzchność poezji greckiej nad rzymską, oddając hołd poprzednikom. 

Utworem mającym największy wpływ na późniejszy rozwój cywilizacji była jednak Biblia. Nie wiadomo ilu miała autorów, jest jednym wielkim zbiorowiskiem najróżniejszych stylów i typów literackich. Stosunek do człowieka w tym dziele jest bardzo trudny do zdefiniowania. Z jednej strony Biblia jest przesiąknięta duchem miłości, duchem z którego czerpał późniejszy humanitaryzm, z drugiej jednak pełno w niej nienawiści i fanatyzmu. Bóg jest miłością, ale to on stworzył diabła, jak więc może uważać się za dobrego??

Pierwsza księgą jest Genesis, „Księga Rodzaju”. Opowiada ona o stworzeniu świata, zasiedleniu go przez zwierzęta, o kosmosie… W tygodniu tworzenia człowieka zostawiono na ostatni moment: jedni tłumaczą to tak, że chciano pokazać, iż jest on najdoskonalszy, ukształtowany z dobrych cech istot stworzonych wcześniej, urodził się, aby panować. Mnie osobiście wydaje się, że można to też interpretować na opak: człowiek jest tylko dodatkiem do stworzonego wcześniej świata, jest kaprysem Boga, który sprawuje nad nim piecze.

Niezaprzeczalne jest jednak to, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Istota ludzka narażona jest na walkę pomiędzy dwoma żywiołami: dobrem a złem. W tej walce nikt nie może wygrać, wszyscy przegrywają i wygrywają zarazem.

O tych zmaganiach opowiada „Księga Hioba”. W niej opisana jest sytuacja, kiedy to człowiek dostaje się we władanie jednej z mocy wszechświata: zła. Czy wytrzyma tę próbę??? Nie jest to takie oczywiste, biorąc pod uwagę to, że Homo Sapiens w tym wypadku jest tylko pionkiem. Nawiązywałoby to, do filozofii wyrażanej przez Homera, o determinacji losu ludzkiego. Nie jest tak jednak. Hiob sam podejmuje decyzje, chociaż to, że jest gorliwym wyznawcą Jahwe, wskazuje na silne oddziaływanie Boga. W tym przypadku zasada kija i marchewki, tak powszechna w użyciu w końcu XX wieku, nie zdała egzaminu. Od tej chwili bohater księgi stał się symbolem cierpienia w imię wiary, ideałem dla fanatycznych ascetów, nie rozumiejących, że to nie Hiob sam się umartwiał, ale zesłał to na niego Bóg. To jednak ludziom, w rodzaju Szymona Słupnika, nie przeszkadzało, jeśli nie ma „próby” boskiej trzeba ja sobie samemu stworzyć. „Księga Hioba” nawiązuje do arystotelowskiej koncepcji losów: występują dramatyczne zmiany psychiki bohatera, od przerażenia do szczęścia, Obok tego ważną rolę spełnia heroizm, wyzwolony przez cierpienie, jest ukazany jako rzecz jak najbardziej sensowna, ucząca człowieka godności i cierpliwości.

Postawę opozycyjną do powyższej można zaobserwować w IIX Psalmie, wchodzącym w skład „Księgi Psalmów”. Tam, człowiek przedstawiony jest jako „władca nad dziełami rąk Twoich”, w tym przypadku bożych. Ludzie to istoty „niewiele mniejsze od niebieskich mocy”… czyżby byli oni tylko „niewiele mniej” potężni od Boga??? W świetle Biblii i tej interpretacji jest to bluźnierstwo. Oczywiście psalm kończy się „standartową” formułką wyrażającą zachwyt nad dziełami Boga.

„Nową falę” w Biblii reprezentują przypowieści. Są to praktycznie spisane kazania wygłaszane przez Chrystusa, który na prostych przykładach wyjaśnia skomplikowane problemy natury moralnej i psychologicznej. Człowiek przedstawiony jest jako niezależny twór boży, pragnący przenieść ideały zaczerpnięte z własnej religii do codziennego życia. Dogmatem staje się twierdzenie, zawarte w przypowieści „O Siewcy”, że nie należy oceniać człowieka od razu, trzeba mu dać czas, inaczej wśród tych odrzuconych znajdą się też ci dobrzy. Z kolej syn marnotrawny staje się symbolem błędu, ale i jednocześnie odwagi, aby ten błąd naprawić. Miłosierny Samarytanin jest zaś jedynym, który nawet wrogom udziela pomocy.

W przypowieściach widzimy obraz człowieka wolnego, niezależnego, któremu jednak religia jest niezbędna do życia, do uporządkowania świata.

Kolejną częścią składową Biblii jest „Księga Kohleta”  podejmująca motyw rozważań na temat życia, szczęścia i egzystencji. Mottem księgi jest hasło: „venitas venitatum et venitas”. Człowiek jest istotą kruchą i przemija, podczas gdy Ziemia trwa wiecznie. Prawo przemijania powoduje, że człowiek nie zaznaje szczęścia, a życie jest tylko „gonieniem za wiatrem”.

Krańcem drogi, jaką przebyła literatura antyczna, jest „Apokalipsa św. Jana”. Opowiada ona o sądzie ostatecznym, ostatnich chwilach materialnej części naszej planety. Motywem dominującym jest śmierć, będąca zakończeniem egzystencji, wybawieniem albo zagładą. Człowiek nie ma określonej pozycji. Z jednej strony jest głównym bohaterem, podsądnym, z drugiej jednak, to Bóg decyduje a człowiek może tylko słuchać. Sam mistycyzm i tajemniczość przytłacza, jest czymś szokującym dla przedmiotowo myślącego mieszkańca Ziemi.

            Antyk był dziwnym okresem, pełnym zarówno kultury, jak i monumentalnych budowli wznoszonych przez pokolenia niewolników. Stosunek do człowieka ewoluował wraz z czasem. Początkowo człowiek był uzależniony od bogów, później stał się wolny dzięki swojemu sprzeciwowi wobec dogmatów religii. Biblia jest tylko powrotem do źródeł, monoteistyczna wiara w swoim podstawowym założeniu musiała pochodzić od Boga. Kwestią sporną pozostaje nasz stosunek do Niego. Czy jesteśmy mu równi, stworzeni na jego podobieństwo,  a może  tylko jesteśmy wynikiem jakiegoś błędu w ostatnim dniu stworzenia?

Czytając utwory pochodzące z Rzymu czy z Grecji patrzymy na nie przez pryzmat 2000-3000 tysięcy lat. Nie jest rzeczą łatwą zrozumieć mentalność tamtego człowieka. Większość tzw. „wartości ponadczasowych” jest dla mnie już całkowitą utopią. Oczywiście nie można wykluczyć, że w wyniku jakiegoś zbiegu okoliczności powrócimy do epoki średniowiecza. Jest to jednak mało prawdopodobne. Np. Biblia, powoli ale stopniowo, zatraca swój wyjątkowy charakter. Nie wiem czy jest to spowodowane naszą powiększającą się wiedzą o otaczającym nas świecie, czy może tym, że my Ziemianie zawsze wolimy czuć twardy grunt pod nogami. Ucieczka w mistycyzm jest różnie interpretowana: człowiek jako tchórz, albo człowiek jako wybitny myśliciel. Ta droga była zawsze otwarta.

Jedna rzecz jest zastanawiająca: mimo wielu lat my wcale się tak od siebie nie różnimy, jakby mogło wynikać z powyższych faktów. Po prostu Homo Sapiens jest prawie niezniszczalne, zmieniają się religie, władcy i zwyczaje, człowieka jeszcze nikt nie unicestwił, chociaż wielu próbowało to czynić. W miarę upływu lat i zachodzących zmian w roli i znaczeniu człowieka, na przestrzeni tysięcy lat antyku i kultury biblijnej, poznana literatura przedstawia jego drogę do pozyskania głównej roli w tworzących się formacjach społecznych średniowiecza.

Czy warto zajmować się sztuką współczesną?


Stawiający takie pytanie liczy prawdopodobnie na odpowiedz jednoznaczną czyli tak lub nie (ewentualnie raczej tak, raczej nie lub zdecydowanie nie, i tak i nie, zdecydowanie tak, trudno powiedzieć, etc. – to pozostałości po niedawno rozwiązywanych ankietach). Odpowiedz, moim zdaniem, jest jedna. Tak. Sztuka współczesna to wszystek tego co dookoła nas jest, żyje, czym my żyjemy, czego dotykamy, co oglądamy. Jak można byłoby „przejść” obok Niej nie zwracając uwagi?

Przygotowując się do napisania pracy przeczytałem wstęp do dziesiątego tomu „Sztuki Świata” wydawnictwa Arkady. Po czym zacząłem czytać i przeglądać kolejne rozdziały bogato ilustrowane przykładami różnych dzieł. Począwszy od „Gmatwaniny białych linii” Marka Tobeya przez „Elektryczny budzik firmy Braun” zaprojektowany przez Dietera Ramsa, aż po Wielki Łuk inżyniera Otto Josepha von Spreckelsena wybudowany w nowoczesnej dzielnicy La Defense w Paryżu. Publikacja ta wydaje się być jedną z najpoważniejszych i zarazem najlepiej tego typu opracowanym dziełem dostępnym na polskim rynku (szczególnie pod względem graficznym). Dlatego, szczerze przyznaję, zaskoczyło mnie zdjęcie budzika firmy Braun (na całą stronę) w jednym z rozdziałów. Budzik – Sztuka (przez duże „Sz”, jak śpiewa jeden z popularnych piosenkarzy rockowych…) trochę mi nie pasowało. Postanowiłem napisać o tym co mnie pasjonuje, a zarazem bardzo cieszy. Od razu przyznaję – do zawężenia tematu natchnął mnie (a zarazem usprawiedliwia) …budzik firmy Braun w „Sztuce Świata”.

Twórczość ludzi współczesnych można uznać za sztukę we wszystkich jej przejawach (z wyjątkiem MacGyvera i reklam proszków do prania). Natomiast mnie osobiście fascynuje inne zagadnienie. Może nie będę zbyt oryginalny, kiedy napiszę, że chodzi mi o Internet a może raczej o jego część…

W jednym z miesięczników dla maniaków komputerowych przeczytałem ostatnio obszerny artykuł zatytułowany „Świątynia nieskrępowanej komunikacji”. Pozwolę sobie na zacytowanie pierwszego akapitu:

„Burzliwy rozwój techniki komputerowej zapoczątkowany pod koniec lat sześćdziesiątych ma swój epilog we wszystkich aspektach życia człowieka. Korzystają z niej również artyści. Może zresztą właśnie oni pierwsi uchwycili jej polimorfizm i nie zwracając uwagi na aspekt wykorzystania przestrzeni cyfrowej, nie dopuszczają do odhumanizowania komunikacji międzyludzkiej.”

Pół roku temu zainstalowałem (własnymi siłami) w domu Internet. W tej chwili mam praktycznie nieograniczony dostęp do każdej informacji opublikowanej w jakimkolwiek z mediów a część z nich jest dostępna tylko i wyłącznie w sieci. W tej „Świątyni nieskrępowanej komunikacji” jest niestety mnóstwo nikomu niepotrzebnych śmieci (np. streszczenia ostatnich i zapowiedzi nowych odcinków MacGyvera lub projekty nowych opakowań proszków do prania). Wiele nocy poświęcam na wędrowanie po cyberprzestrzeni. Wiele rzeczy przeczytałem, mnóstwa wysłuchałem, najwięcej obejrzałem. Z satysfakcją stwierdzam, że największą przyjemność sprawia mi oglądanie „graficznej” twórczości ludzi „niezależnych”. Dzisiaj każdy może (naprawdę za darmo) stworzyć swoją stronę w Internecie, na której może zamieścić to co mu się rzewnie podoba (filmy, obrazki, zdjęcia, teksty lub dźwięki). W ten sposób miliony ludzi z całego globu na swoich prywatnych komputerach może obejrzeć np. film z moich urodzin, lub zdjęcie mojej dziewczyny albo posłuchać szczekania psa mego sąsiada…

Jeżeli chodzi o „graficzną twórczość ludzi niezależnych”, której oglądanie daje mi tak wiele przyjemności…Czasami można napotkać na naprawdę niesamowite rzeczy. Jest to Sztuka (najbardziej) Współczesna ! W cybergalerii Państwa Donajskich, która nosi nazwę Centrum Sztuki Współczesnej, jest mnóstwo kompozycji…niesamowitych, zaskakujących dzieł artystów, którzy publikują tylko w tego rodzaju galeriach. Jedną z kompozycji, którą najlepiej zapamiętałem jest obraz Ulay’a i Abramovicia pt. „The world is my country: The sex Life of Flowers”. Niestety nie mogłem zamieścić żadnego z opisywanych dzieł, ponieważ we wszystkich galeriach autorzy proszą, aby ich prace nie „opuszczały” pamięci komputera. Natomiast zadaniem bezcelowym byłoby opisywanie tych tworów za pomocą tekstu. Trudno też byłoby przenieść na kartkę „wideoinstalacje” publikowane w sieci przez Chrisa Dodge’a, jednego z najbardziej znanych animatorów cybersztuki.

Uważam, że sztuka elektroniczna swe podłoże ma w buncie przeciwko układom mecenackim i polityce słynnych galerii, nie dopuszczających do głosu młodych twórców i tworzących pewnego rodzaju rankingi artystów, których „warto” wystawiać.

Mechanizmy udostępniane artystom przez technikę komputerową dają im nieograniczone możliwości samorealizacji. Przede wszystkim dzięki symulacji nie istniejących światów. Takie możliwości rozbudzają wyobraźnię młodych ludzi. Galerie, strony gdzie można oglądać twórczość niezależnych artystów są wielkim krokiem w dziedzinie upowszechniania sztuki. Dzięki temu istnieje możliwość odkrywania talentów, które same nie potrafiłyby się przebić przez szczelną skorupę układów mecenackich.

W czasie wakacji mam zamiar razem z kilkoma kolegami z różnych stron Polski (poznałem ich za pomocą poczty elektronicznej – jednej z gałęzi Internetu) stworzyć stronę. Jest grafik, muzyk mamy mnóstwo pomysłów, kontaktów z innymi ludźmi, podobnie jak my myślącymi. Chcemy stworzyć coś niezależnego, pokazać światu co myślimy, jaki mamy stosunek do MacGyvera i reklam proszków do prania…

Czy warto zajmować się Sztuką Współczesną? Dla każdego z nas przedstawia Ona coś innego. Dlatego, że żyjemy „razem z Nią”, nie jesteśmy w tej komfortowej sytuacji i nie możemy oceniać Jej z perspektywy czasu. Dla mnie Sztuką Współczesną są zarówno obrazy, rzeźby „wziętych” artystów wystawiane na Manhattanie, jak i grafitti tworzone w „nocnym pośpiechu” na murach, czy na stacjach metra. Ale najbliższą mi formą (przede wszystkim z powodu moich zainteresowań i możliwości dostępu) jest „wirtualna sztuka”.

Tam, w świecie cyfrowym mogę znaleźć wszystkie te dzieła. W jednej chwili przenieść się z Luwru, czy Montparnasse na Dolny Manhattan lub Cedar Tavern w międzyczasie zahaczając o wystawę grafitti ze stacji metra w Londynie (swoją drogą te londyńskie są, brzydko mówiąc, prymitywnymi rysuneczkami w porównaniu z warszawskimi, naprawdę, dziełami sztuki).

Niektórzy twierdzą, że nie należy się zajmować „tymi nowymi pseudo artystami”. Mówią: pociapa taki płótno farbą i wystawiają go w galerii” (proponuję stanąć przy wystawie Awangardy we Wrocławiu i posłuchać wypowiedzi przypadkowych przechodniów…) Osobiście też nie przepadam za studium np. „faktury czarnej farby olejnej w artystycznym nieładzie”. Może tego nie rozumiem…

” Wszyscy chcą zrozumieć malarstwo – dlaczego nie próbują
zrozumieć śpiewu ptaków ? „
Picasso

Bo to jest trudniejsze…

Bohater chłopski w utworach Żeromskiego, Reymonta i Wyspiańskiego


Stefan Żeromski

„ZMIERZCH”: tematem są dzieje bezrolnego chłopa, Walka Gibały i jego żony. Nie ma własnej ziemi ani domu, musi podjąć ciężką pracę przy kopaniu torfu, żeby nie umrzeć z głodu. Nowy dziedzic przy pomocy rządcy zaczął coraz mocniej wykorzystywać bezrolnych wyrobników. Obniżał zapłatę za pracę. Wówczas Gibałowie postanowili pracować szybciej i dłużej, do późnego zmierzchu; pozostawiali bez opieki niemowlę. Matka ciągle niepokoiła się o los dziecka, ale mąż nie pozwolił jej przerwać pracy. Opis zmierzchu staje się impresjonistyczny, malarski, ciągle zmienny pod wpływem światła i mroku. Zmierzch staje się symbolem ludzkiej niedoli. Przykład niedoli bezrolnej biedoty wiejskiej łączy się z obrazem zapadającego zmierzchu, z grą świateł i cieni, z opisami kojarzącymi się z pięknymi płótnami malarzy impresjonistów. Nastrój pogłębia prawem kontrastu prawda o życiu wiejskich najemników. Żeromski wskazał na przeobrażenia w życiu wsi polskiej jakie miały miejsce wkrótce po uwłaszczeniu.  

„ROZBIÓBIĄ NAS KRUKI, WRONY” – jest to opowiadanie przesycone tragizmem. Bohater, Szymon Winrych (To nazwisko przybrane w powstaniu; prawdziwe – Andrzej Borycki), przewozi broń walczącej jeszcze grupie powstańców, jest już jesień, powstanie styczniowe wygasa i nie ma już szans na zwycięstwo. Winrych ukrywa broń w drabiniastym wozie, powstaniec wygląda na biednego chłopa, w rzeczywistości jest wykształconym szlachcicem, któregoś dnia dostrzega w oddali rosyjski oddział zawraca wóz, aby ukryć się w lesie. Zostaje jednak zauważony.  Otaczają go carscy żołnierze. Znajdują na wozie broń.  Szymon Winrych skłuty lancami, pada na ziemię, przed śmiercią odzyskuje przytomność na chwilę, zdaje sobie sprawę z tego, że umiera. Rano nad martwym ciałem powstańca i nad jego koniem, który padł od przypadkowej ku li, krążą wrony. Ubogi wieśniak zakrada się do wozu.  Znajduje broń, zmawia modlitwę za zmarłego, ale cieszy się swoim szczęściem. Odziera zwłoki Winrycha z ubrania i butów, bierze broń. Po południu powraca na pole i zdziera skórę z konia. Bronią się ostatni powstańcy, tropieni przez wroga, głodni i przemarznięci, samotni. Chłopi trzymają się z daleka. To jest „ pańskie „ powstanie, nie ich. Zupełny brak świadomości narodowej, obojętność wobec wojny z zaborcą wynikają z wielu przyczyn. Żeromski jako główną podaje zlekceważenie warstwy chłopskiej przez szlachtę. W sugestywnych obrazach pokazuje dramatyczne skutki braku porozumienia między szlachtą i pańszczyźnianą wsią. Ciemnego chłopa, zajętego własną biedą, interesuje tylko martwy powstaniec, którego można ograbić.

Władysław Reymont                                         

„CHŁOPI„ – za głównego bohatera „ Chłopów „ uważa się Macieja Borynę, z punktu widzenia roli poszczególnych postaci jest to prawda, jednak powieść ma też bohatera zbiorowego – społeczność wiejską. Życie mieszkańców Lipiec toczy się w gromadzie, najważniejsze problemy rozwiązywane są wspólnie. Wobec zagrożenia interesów wsi (np. sprzedaży lasu, przez dziedzica) nieważne stają się codzienne konflikty, chłopi występują soli darnie. Życie tej społeczności wyznaczają prawa natury.  Podział powieści na cztery części odpowiada kolejnym porom roku. Rytm życia ludzi, tak bardzo związanych z ziemią, uzależniony jest od przyrody. To ona wyznacza czas pracy na roli, czas odpoczynku i zabawy. Naturalistyczne spojrzenie na bohaterów ma także głębszy wymiar. Życie na wsi jest ściśle zhierarchizowane. Prawa jednostki są mocno ograniczone – nie wolno wyłamywać się ze społeczności, w której każdy ma swoje miejsce. Wyznacza ją pozycja społeczna i majątkowa, użyteczność dla wspólnoty.  Prawa wyznaczają silniejsi, toteż nie wszyscy są zadowoleni ze swojego miejsca. Niezadowolenie nie oznacza jednak buntu. Kto chce przetrwać musi się podporządkować.

Rządzą prawa gromady, czasem okrutne, ale zawsze przestrzegane (wygnanie Jagny, która sprzeniewierzyła się ustalonym normom moralnym i obyczajowym), „ Chłopi „ to wspaniały, epicki obraz życia wsi, jej obyczajów, codziennego bytowania, problemów społecznych i moralnych. Na tym tle poznajemy dzieje konfliktu Macieja Boryny z jego synem, Antkiem. To konflikt o kobietę – Jagusię – ale także o ziemię, prawo dziedziczenia. Kreśląc losy bohaterów pisarz przekonywająco pokazał, że najsilniejszą namiętnością mieszkańców wsi jest żądza posiadania ziemi. Daje ona podstawę bytu, ale w przesłaniającej wszystko chęci posiadania jest też pewien element irracjonalny, wynikający z instynktu i odwiecznej tradycji, obraz wsi utrwalony przed Reymontem miał charakter fragmentaryczny. Nowele Sienkiewicza, Prusa czy Orzeszkowej alarmowały społeczeństwo w sprawie krzywdy chłopskiej i zacofania wsi („ Antek „, „ Szkice węglem „). Głęboko poruszające opowiadania Żeromskiego „Zmierzch„ i „ Zapomnienie „, czy cykl sonetów Kasprowicza „ Z chałupy „ to dzieła wybitne, ale i one poświęcone były egzystencji wiejskiej biedoty. Reymont natomiast był jednym z nie wielu pisarzy na świecie, którym udało się stworzyć tak pełny i prawdziwy obraz wsi.                            

Stanisław Wyspiański                                      

„WESELE” – na powstanie dramatu Wyspiańskiego miało wpływ autentyczne wesele krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką z Bronowic Jadwigą Mikołajczykówną, na którym to 20 listopada 1900 roku obecny był pisarz, Stanisław Wyspiański w swoim dramacie przedstawia kierunek zachowania społeczeństwa zwany ludomanią, którym kierowali się przedstawiciele inteligencji. Ludomania polegała na tym, że mieszkańcy miast naśladowali warstwę chłopską, byli nią zafascynowani. Próbowali nawiązać z chłopami wiele kontaktów, ale działanie to było z góry przekreślone i skazane na niepowodzenie W społeczeństwie współczesnym Stanisławowi Wyspiańskiemu dochodziło do wielu związków pomiędzy przedstawicielami inteligencji i chłopstwa. Autor w „ Weselu „ rozprawia się z ludomanią, wyszydza ją. Ukazuje dwa światy; świat mieszczaństwa i chłopów, które są bardzo zróżnicowane i odmienne. Niemożliwe jest połączenie się tych dwóch warstw społecznych, gdyż różnice w mentalności i spojrzeniu na świat są przeogromne. Inteligencja ludomanię traktuje jako kolejną modę, kolejny sposób na rozrywki, jej wiadomości o warstwie chłopskiej są bardzo pobieżne i powierzchowne. Opinie inteligencji o chłopach są mylne, okazuje się, że mieszczanie nie znają w ogóle chłopów. Ludność wiejska w zderzeniu ze światem miasta nie czuje się gorsza od inteligencji, a także, co jest ważniejsze nie czuje respektu i nie szanuje jej. Poeta w dramacie zwraca uwagę czytelnika na to, że inteligencja traktuje ludomanię bardziej jako egoistyczne zachowanie niż mające służyć zjednoczeniu społeczeństwa polskiego. Fascynacja ludem jest jednak bardzo powierzchowna i płytka, bohaterami dramatu są przedstawiciele różnych warstw społecznych, chatę, w której odbywało się przyjęcie możemy traktować jako Polskę. Dramat „ Wesele „ porusz problematykę narodowo-wyzwoleńczą, która ukazana jest w sposób realistyczny i symboliczno-fantastyczny.