Archiwum kategorii: wypracowania

wypracowania szkolne

Antygona, Hektor, Leonidas, Roland, Zawisza Czarny… – wcielenie wierności


Człowiek jako istota ludzka od wieków był głównym tematem rozważań w literaturze. Zastanawiano się nad jego celem i sensem istnienia. Już w starożytności możemy zauważyć utwory opisujące życie człowieka, jego motywację postępowania, jego wartości moralne. Tak wielcy pisarze antyczni jak Sofokles, Homer, Wergiliusz ukazują typowe wzorce osobowościowe. „Iliada” Homera przedstawia dzieje Hektora jako człowieka wiernego swoim ideałom. Hektor był odważny, dzielny i honorowy. Te właśnie cechy jego osobowości sprawiły, że mimo znanej prawdy o jego klęsce w boju z Achillesem przystąpił do niej. Ten fakt świadczy o wierności Hektora wobec ojczyzny, narodu i własnych wartości.

Sofokles natomiast w „Antygonie” ukazuje konflikt pomiędzy prawami boskimi a ziemnymi. Antygona jako osoba mądra, wierna Bogu i w pełni mu oddana grzebie swojego brata Polineikesa wbrew prawu ziemskiemu ustalonym przez władcę Teb – Kreona. Za ten czyn czeka ją kara śmierci, ale mimo to Antygona się nie boi, jest wierna swoim ideałom.

Postacią tragiczną w tym utworze jest również Kreon, który pomimo tego, że ma władzę, to cierpi gdyż na skutek skazania Antygony zabija się jego syn i żona. Jest wzorcem nieugiętego władcy, u którego raz podjęte decyzje są nieodwracalne.

Inną postawą doskonałego władcy jest Leonidas król Sparty, który poległ w walce z Persami. Jest wzorcem odwagi i męstwa oraz króla-rycerza walczącego na czele swoich wojsk dając im przykład heroicznej walki.

Innym przykładem wielkiego rycerza jest Roland z „Pieśni o Rolandzie”, który był wodzem Karola Wielkiego. Wykazuje się honorem i wiernością wobec Boga, króla walcząc do ostatniej kropli krwi w czasie zasadzki na tylną straż.

Mitologia przekazuje szereg wzorców osobowościowych. Bohaterowie, herosi i ludzie pełni są heroizmu i wypełniają swoje przeznaczenia życiowe. Postawą godną w tym dziele jest postać Prometeusza, twórcy człowieka. Elementami, które służyły mu do powstania jednostki ludzkiej, były łzy i ziemia. Tak ubogi materiał nie mógł dać szczęścia istocie żyjącej na ziemi. Prometeusz, przyjaciel bogów, obserwując nędzną wegetację postanowił pomóc tej biednej istocie. Skradł iskrę z rydwanu słońca po to by człowiek ziemski mógł żyć godnie. Wyboru swojego istnienia dokonał sam. Z całą świadomością poświęcił się za ludzką sprawę. Za to bogowie przykuli go do skały Kałkazu i znosił niekończące się cierpienia. Do historii przeszła jego postawa zwana prometejską. Jest ona szczególnie bliska naszemu narodowi, który w przeszłości historycznej skazany był na męki. Taką filozofię życiową przyjął bohater Mickiewiczowski – Konrad z III cz. „Dziadów”.

Epoka średniowiecza realizowała hasło „Bóg, honor, władca”. To obligowało doskonałych rycerzy do wierności wobec rycerskiej przysięgi. Takim argumentem jest postawa Zawiszy Czarnego, którego słowo rycerskie było niepodważalne.

Obraz doskonałego władcy-rycerza który był wcieleniem wierności wobec własnego narodu i Boga prezentuje literatura historiograficzna w „Kronikach” Galla Anonima. Bolesław Chrobry był monarchą bezwzględnie zdyscyplinowanym, znakomitym strategiem, obdarzony był umiejętnością sprawiedliwego osądzania poddanych. Ceniony był za rozum i rozwagę.

Zastanawiając się nad pojęciem wierności doszedłem do wniosku, że jest to dar umiejętności poświęcania dla innych w tym dla narodu, Boga, ojczyzny chociaż ten termin w okresie średniowiecza nie funkcjonował ze względu na istnienie pojęcia uniwersalizmu średniowiecznego. W pracy swojej usiłowałem zaprezentować bohaterów, dla których honor jest najwyższą wartością moralną. Fakt ten dowodzi o tym, że zarówno twórcy antyczni i średniowieczni wytworzyli model bohatera-człowieka, który godny jest naśladowania we współczesności wyzbytej zasad moralnych. Myśl, że poznawanie literatur wymienionych epok stwarza szansę współczesnemu pokoleniu na uszlachetnienie własnej egzystencji.

Analiza i interpretacja wybranych wierszy Leśmiana


 BOLESŁAW LEŚMIAN: ur. 22 stycznia 1877 w Warszawie, zm.5 listopada 1937 roku tamże, poeta, prozaik, eseista, tłumacz. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził na Ukrainie; w Kijowie ukończył studia prawnicze. W czasie I w.  św. mieszkał w Łodzi, gdzie był kierownikiem literackim Teatru Polskiego. Autor zbiorów wierszy: Sad rozstajny, Łąka, Napój cienisty, Dziejba leśna. Nie należał do żadnego z ugrupowań poetyckich dwudziestolecia międzywojennego.

„DZIEWCZYNA” – to ballada ukazująca metaforyczny obraz ludzkiego życia, marzeń, wysiłków i dążeń człowieka do celów, które nie są w stanie zapewnić satysfakcji. W optymistycznej interpretacji utworu na plan pierwszy wysuwa się czyn, działanie, które stanowi zasadniczy sens ludzkiego życia.

„DUSIOŁEK” – to stylizowana ballada w duchu romantycznym:                                                   

analogie między utworem Leśmiana, a balladą romantyczną

      1-fantastyka oparta na motywach ludowych,

      2-gwarowe słownictwo),                    

  • odrębność ballady Leśmiana

            1-dystans autora wobec przedstawionych wydarzeń,

            2-humorystyczne potraktowanie treści,

            3-komizm słowny np.: „zmajstrować Dusiołka„                       

  • filozoficzny sens utworu stanowi myśl, że za zło i brzydotę świata odpowiedzialny jest Bóg,       

„W MALINOWYM CHRUŚNIAKU” – cykl erotyków stanowiący przykład zainteresowania mikropejzażem i wprowadzenia do poezji zjawisk niekonwencjonalnych („rdzawe guzy na liściu”) oraz ukazania miłości jako doznania zmysłowego,  – „ ZMORY WIOSENNE „ – jest to wiersz, który aż kipi radością życia, aż tętni gorącym, rozgrzanym oddechem wiosny. Utwór pisany jest dystychem, strofą dwuwersową, każda zwrotka zawiera po dwa – trzy zdania wykrzyknikowe lub rozkazujące. Sprawia to, że całość jest niezwykle dynamiczna, zarówno od strony formy jak i treści. W wierszu bezustannie przeplata się marzenie senne z jawą, nierealność z rzeczywistością. Jest maj, cały las aż faluje od gorąca. Jest również pora budzenia się uczuć, powietrze pełne jest zapowiedzi miłości, kochania, rozkoszy.

Bohater w literaturze XIX wieku


Bohater literatury XIX wieku to głównie bohater romantyczny i pozytywistyczny.

Psychika romantycznego bohatera jest wielowymiarowa, nie sposób go oceniać w tradycyjnie rozumianych kategoriach dobra i zła. Bohater romantyczny odrzuca powszechnie wyznawane wartości widząc w nich nieczystość, obłudę, oszustwo. Nie godzi się na bierność, wygodnictwo, nijakość, skłonny jest do skrajnych sądów i reakcji, a swoich przekonań gotów jest obronić do upadłego. Zawsze chce pozostać sobą, odrzuca wszelkie reguły krępujące indywidualność. Bohater taki jest często egocentrykiem, człowiekiem skupionym na sobie i niechętnie odnoszącym się do innych. Mimo to posiada jednak wielką wrażliwość, która powoduje, iż miotają nim gwałtowne uczucia. Jeśli już kogoś pokocha, zwiąże się bliżej- staje się najwierniejszym kochankiem i przyjacielem. Daje z siebie dużo, więc wymaga tego samego od partnera w miłości, czy też przyjaźni. Wrażliwość ta powoduje też, iż zainteresowany jest sztuką, czasem nawet sam ją tworzy. Żyje również w bliskim kontakcie z naturą. Za bohatera romantycznego można uznać np. Giaura- tytułową postać byronicznej powieści poetyckiej, Kordiana – tytułowego bohatera dramatu J. Słowackiego. Giaur to człowiek budujący trwogę, skrywający w swym sercu mroczną tajemnicę. Ukazany jest w ruchu, nigdzie nie może zagrzać miejsca. Miłość dla niego jest świętością. W polskiej literaturze romantycznej typ bohatera stworzony przez Byrona szybko uległ przekształceniu. Zachował swój charakter buntownika, indywidualisty, wybitnej jednostki, lecz ambicje osobiste poświęcił dla walki o wolną ojczyznę. Taki charakter cechuje m.in. Konrada Wallenroda- tytułowego bohatera powieści A. Mickiewicza. Porwany i wychowywany przez wrogów, nie uległ wynarodowieniu. Już jako dorosły mężczyzna uciekł do swoich. Udało mu się zapomnieć o tragicznych przejściach, ułożyć życie osobiste. Ożenił się z Aldoną i chciał żyć z nią w spokoju i szczęściu. Jednak szczęścia w domu nie zaznał, bo go nie było w ojczyźnie. Wobec zagrożenia ze strony wojsk krzyżackich Konrad zmuszony jest do złożenia najwyższej ofiary. Obmyślił sprytny plan, opuścił żonę i ojczyznę, przedostał się do krzyżackich szeregów, zdobył tam władzę i uznanie właśnie jako Konrad Wallenrod. Prowadził bitwę tak, żeby krzyżacy ją przegrali . Dokonując swej zemsty na wrogu, ma swój moment satysfakcji, ale zapłacił za nią osobistą porażką. Wiedząc, że stracił wszystko co miał cennego, popełnił samobójstwo.

Bohaterem literackim XIX wieku jest także bohater pozytywistyczny. Nowa epoka wymagała nowego typu bohatera, a za takiego uznany został, w miejsce romantycznego marzyciela- człowiek pracy. Na pierwszy plan wychodzą ci, którzy dotąd na kartkach dzieł ukazywali się tylko w tle. Tak więc znaczącym albo wręcz głównym bohaterem utworu może się okazać zarówno wybitna osobowość wyprzedzająca swoją epokę (Wokulski), jak i człowiek zupełnie przeciętny, typowy, jednak obdarzony często wrodzonym instynktem moralnym, umiejący rozpoznać dobro i zło (Joanna Lipska). Często jest to przedstawiciel szczególnie wówczas cenionego zawodu- inżynier, naukowiec, lekarz czy kupiec (np. Ochocki, Rzecki), ale także światły ziemianin (Zasławska w Lalce”, Benedykt Korczyński w Nad Niemnem”), często kształcący się, by lepiej gospodarować (syn B. Korczyńskiego- Witold). Bohaterem może być też zwyczajny, niepiśmienny chłop (Ślimak w Placówce” Prusa) lub nawet zupełny nędzarz (opowiadania i wiersze Konopnickiej). Na kartach pozytywistycznych dzieł pojawia się też piękna plejada bohaterów dziecięcych (Janko Muzykant” Sienkiewicza, Nasza szkapa” Konopnickiej, Dobra pani” Orzeszkowej, Antek”, Anielka” Prusa i wiele innych).Jak widać w czasie zaledwie jednego stulecia powstały dwa, całkowicie różne typy bohaterów. Romantyk penetrował sferę ducha, pozytywista sferę materii. Romantyk odwoływał się do wiary – pozytywista do wiedzy. Romantyk chciał walczyć- pozytywista pracować.

Celem życia ludzkiego jest szczęście, tylko jak je osiągnąć. Rozwiń w oparciu o dowolnie wybrane postacie różnych epok


Czym jest szczęście, że stawiamy je jako najważniejszą sprawę w naszym życiu? Według jednych jest to wyzbycie się wszelkich trosk – gdzie nie ma nieszczęścia, tam musi być szczęście. Nie ma stanów pośrednich. Inni zaś twierdzą, że aby być szczęśliwym należy korzystać z uroków życia do granic możliwości – trafne będzie przytoczenie w tym miejscu sloganu reklamowego „żyj na max”. Lecz która z tych postaw jest bardziej prawidłowa, jeśli chodzi o osiągnięcie szczęścia? A może należy uwzględnić tu jeszcze inny przejaw szczęścia – to po śmierci? W niniejszej pracy spróbuję pokrótce omówić te postawy i podać moją teorię szczęścia.

W pierwszej kolejności należy przedstawić myślicieli starożytnych, bo od nich wszystko wzięło początek. I tak oto mamy Heraklita z Efezu, który to stwierdził, że świat cały czas się zmienia, nic nie jest stałe. Panta rhei – czas niczym rzeka zabiera ze sobą wszystko, nie pozwalając niczemu pozostać w miejscu. Skrajnym przejawem tej postawy możemy zauważyć w wierszu Szymborskiej „Rzeka Heraklita”, w którym autorka twierdzi, że nawet Bóg nie jest najwyższą wartością, lecz że został stworzony przez ludzi. Ale wracając do Heraklita – uważał on, że należy rozkoszować się każdą chwilą, czerpać życie całymi garściami, aby nic z niego nie stracić. Podobną postawę prezentował Epikur – choć uważał, że należy zachować rozsądek w wyborze, żeby nie popadać w skrajności. Mógłbym go określić jako stosującego zasadę złotego środka, ale z tendencją do szczęścia. Natomiast jego następcy z czasem odrzucali umiarkowane życie i w ten sposób powstała postawa zwana ?hedonizmem. Według mnie jest ona zdecydowanie niepoprawna; zresztą większość współczesnych filozofów krytykuje ją jako półśrodek – szczęście chwilowe jest bardzo ulotne, więc gdy ustanie jego źródło, możemy popaść w wielkie nieszczęście. Nie twierdzę, że należy całkowicie odrzucić te postawę, ale nie można traktować uzyskania tego rodzaju szczęścia jako celu naszego życia. Trzeba szukać czegoś bardziej stabilnego, „długodystansowego” – można by powiedzieć.

Wydaje mi się, że można tu także przedstawić jako częściowego przedstawiciela św. Franciszka, który uznał, że dobra materialne są przyczyna wszelkiego zła, że ich posiadanie powoduje spory i konflikty międzyludzkie, dlatego właśnie należy się ich pozbawić i żyć w zgodzie z naturą, ze wszystkimi ludźmi. Znany jest moment przełomowy w jego życiu, kiedy to publicznie na rynku wyrzekł się swego majątku po rodzicach, zrzucił nawet całe swe odzienie i przywdział skromny strój. Kochał wszystkich i wszystko, przez to wypełniał Boże przykazanie miłości. Gdy sobie pomyślę o nim, to przed oczyma wyobraźni staje mi małe, wesołe i ufne dziecko, cieszące się wszystkim i ze wszystkiego, wszystkiemu zawierzające. Nie mówię tego bynajmniej z cynizmem czy też z ironią – po prostu podoba mi się ta – właściwie najprostsza postawa. Cieszyć się z czego tylko można, choćby tym, że żyjemy i że jesteśmy zdrowi. Nie należy szukać negatywnych tron życia czy też rozczulać się nad sobą. Jeszcze wracając do mojego wyobrażenia – widzę św. Franciszka biegającego wesoło po łące, zdumionego wspaniałością świata, jego doskonałością; przyglądającego się choćby źdźbłu trawy czy biedronce. On umiał cieszyć się tym, co miał dane, umiał to wykorzystać.

Przeciwnym – wydawołoby się – przejawem rozumienia szczęścia jest osoba św. Aleksego. Miał on charakterystyczny sposób rozumienia szczęścia (powt.) – nikomu sposobu owego nie polecam, a tym bardziej sam nie zamierzam go stosować.

Św. Aleksy urodził się jako szlachcic, a więc dostatek życia miał zapewniony. Pomimo tego w noc poślubną oświadczył swej żonie, że nie jest to życie dla niego i że opuszcza ją. Przywdział strój pokutny i przez całe swe życie umartwiał się. Uważał, że skoro Bóg poświęcił swego syna; poddał go wielkim cierpieniom, to należy odpłacić Bogu za jego wielką miłość i miłosierdzie, a w tedy będziemy mieli zapewnione szczęście w życiu wiecznym. Według Aleksego na tym świecie należy żyć skromnie i pokutnie, wyrzekać się wszelkich rozkoszy tym bardziej rozpusty – za cel życia postawić sobie osiągnięcie ogrodów Edenu. Była to zresztą dosyć popularna postawa w Średniowieczu.

Jako ostatni przykład przytoczę tu postawę trochę bliższą naszym czasom, która jednak zdążyła odcisnąć swój ślad w historii. Chodzi mi mianowicie o Artura Schopenchauera.
Ten niemiecki filozof miał wspaniałą młodość (i dzieciństwo), które ukształtowały całą dalszą jego twórczość. Ojciec jego uważał, że nauka w wydaniu szkolnym nie może dać prawdziwego wykształcenia i mądrości, dlatego też młodego Artura uczyli prywatni korepetytorzy, a jako młodzieniec przez kilka lat jeździł po Europie i poznawał ludzi, ich obyczaje, sposoby myślenia. Jest to niewątpliwie bardzo owocna metoda nauki.

Otóż Schopenchauer uważał, że należy żyć rozsądnie, zachowując umiar we wszystkim (zasada złotego środka) i raczej należy unikać błahych powodów do radości, żyć umiarkowanie, a szczęści samo przyjdzie (na początku pracy już o tym pisałem) – szczęście i nieszczęście dopełniają się nawzajem.

Według tego filozofa najprostszym przepisem na szczęście jest unikanie wszelkich nieszczęść i smutków. Osobiście jest to dla mnie zbyt monotonny i do pewnego stopnia nudny sposób, ale być może wynika to z mojego wieku i jego cech charakterystycznych – chęć zmieniania wszystkiego, kiedy wszystko, co trwa długo, staje się nudne. Ale trzeba zauważyć, że poglądy te wyraził już jako kilkudziesięcioletni starzec, a więc na pewno doświadczył życia.

Na zakończenie pragnę dodać, że w niniejszej pracy nie przedstawiłem paru interesujących postaci i ich poglądów (jak choćby Kant czy też inni filozofowie lub pisarze), ale byłoby to omówienie powierzchowne i płytkie, a wolałem skupić się na mniejszej liczbie osób i przedstawić je dokładniej.W tym miejscu powinienem dokonać przedstawienia mojej teorii i dokonać wyboru. Nie wydaje mi się, aby poprawne było zamykać się na jeden określony kierunek i żyć tylko według niego, nie uznając innych sposobów. Jeśli chodzi o mnie, to dokonałbym syntezy tych najbardziej odpowiadającyh mi teorii. Połączyłbym razem umiarkowanie z tendencją do unikania problemów (choć nie można tego uogólnić – czasem potrzebne nawet lub niezbędne jest przyjęcie cierpienia) oraz z przejawem do używania życia, lecz także stosując tu zasadę złotego środka. Jednak ciężko mówić jest o ogóle, wszystko trzeba dostosować do sytuacji.

Człowiek nie może żyć bez miłości – rozwiń myśl JP II


Rozwiń myśl Jana Pawła II, odwołując się – do utworów literackich i własnych przemyśleń

Drodzy Państwo!

Mottem mojego dzisiejszego wystąpienia będą słowa naszego wielkiego rodaka, człowieka będącego autorytetem moralnym nie tylko dla katolików – papieża Jana Pawła II. Otóż w jednej ze swoich homilii stwierdził on, że „człowiek nie może żyć bez miłości”. Zastanawiając się nad słowami Ojca Świętego, spytacie Państwo zapewne: jak to, nie można? Nie można żyć bez powietrza, na pewno, bez wody, bez jedzenia, to też nie ulega wątpliwości. Ale bez miłości można żyć! Przecież wokół nas jest wielu ludzi, którzy się bez niej obywają. Czyżby? A skąd to Państwo możecie wiedzieć? Czy potraficie zajrzeć w głąb cudzego serca? Spójrzcie lepiej w głąb własnego. Czy naprawdę nikogo i niczego nigdy nie kochaliście?

Gdy słyszycie Państwo słowo „miłość”, najczęściej chyba myślicie o uczuciu, jakie łączy kobietę i mężczyznę. I nie chodzi tu o zwykłe pożądanie, ale o bardzo złożone uczucie, opisywane w tak wielu utworach literackich, przedstawiane w tak wielu filmach. Uczucie, któremu w każdej kulturze towarzyszą liczne konwencje, rytuały, obyczaje. Przejawów miłości jest chyba tyle, ilu kochających. Dlatego kolejni twórcy wciąż podejmują ten temat, sądząc, że potrafią ukazać go w nowy sposób, przedstawić swoje oryginalne wizje. Pisanie o miłości jest chyba wewnętrzną potrzebą bardzo wielu osób. Na pewno wśród Państwa też są autorzy miłosnej poezji, zapewne nigdy nie publikowanej, zlegającej dna jakichś szuflad czy dawno wyrzuconej do kosza. Ale człowiek zakochany chce często na cały świat wykrzyczeć, jakie spotkało go szczęście, uwiecznić swoje uczucie, unieśmiertelnić je. Niektórym udaje się znaleźć odpowiednie słowa i stworzyć arcydzieła, które poruszają serca milionów czytelników. W utworach tych przekonują nas każdym wersem, że „nie można żyć bez miłości”; że nie może żyć Romeo bez Julii, Werter bez Lotty, Gustaw bez Maryli. I każdy – gdy jest zakochany – przyzna im rację. Nawet jeśli później stwierdzi, tak jak w jednym ze swoich wierszy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska:

Nie widziałam cię już od miesiąca.

I nic. Jestem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,

lecz widać można żyć bez powietrza.”

Bo bez miłości żyć nie sposób, ale nie można też żyć samą miłością. Nieraz przysłania nam ona wszystko, nieraz każe zapomnieć o obowiązkach, o podstawowych życiowych potrzebach. Potrafi też być siłą niszczącą. A jednak „miłość jest własny bieg bycia naszego”, jak pisze w jednym ze swoich sonetów Mikołaj Sęp-Szarzyński, polski poeta manierysta z końca XVI wieku. Może więc człowiek stworzony jest do miłości? Może jest ona jego wewnętrzną nieprzepartą potrzebą, nieodłącznym atrybutem człowieczeństwa? Z punktu widzenia religii chrześcijańskiej na pewno powinna być treścią jego życia. Wszak dekalog poprzedzony jest znamiennym wezwaniem: „Będziesz miłował Pana Boga swego, ze wszystkiego serca swego, ze wszystkich sił swoich, ze wszystkiej duszy swojej, a bliźniego swego jak siebie samego”. Ale czy miłość to uczucie, które ogranicza się tylko do Boga i drugiego człowieka? A miłość do innych istot żywych, do całej przyrody, do ojczyzny, do rodzinnego miasta…Jak widzicie, miłość niejedno ma imię. Czy można więc żyć bez najmniejszych nawet porywów serca? Może i można, ale życie bez miłości to po prostu wegetacja. Jest taka choroba psychiczna, nazywana autyzmem, która charakteryzuje się – upraszczając nieco – zamknięciem się chorego w sobie, brakiem emocjonalnego kontaktu a otoczeniem i co za tym idzie, nieumiejętność kochania kogokolwiek, okazywania uczuć drugiej osobie. Ludzie dotknięci autyzmem mogą czasami wykazywać ponadprzeciętne zdolności pamięciowe, a nawet intelektualne, ale także wtedy ich zachowanie, ich reakcja bardziej są podobne do działań robota niż człowieka. Osobowość autystyczna znakomicie odtworzył Dustin Hoffman w filmie „Rain man”. Jeśli widzieliście Państwo ten film, musieliście zapamiętać scenę, gdy dziewczyna jego brata całuje bohatera w windzie. Na pytanie: „Jak było?”, odpowiada on: „Mokro”. Pocałunek, będący wszak dowodem uczucia, odbiera jako czynność zupełnie mechaniczną. Jego reakcja świadczy  tym, że nie tylko nie potrafi okazywać miłości, lecz również nie umie odebrać sygnałów świadczących o uczuciach okazywanych mu przez innych.

Właśnie, dotychczas mówiliśmy o potrzebie kochania kogoś lub czegoś; a może papieżowi chodziło o potrzebę bycia kochanym? Przecież to najbardziej naturalna potrzeba pod słońcem, potrzeba, którą – może zupełnie instynktownie – odczuwa już chyba każde nowo narodzone dziecko. Potrzeba tak silna, że nie kochanych, odrzuconych może nawet pchnąć do samobójstwa, że wspomnę tylko romantycznych kochanków: Gustawa, Kordiana…Potrzeba, która każe łamać konwenanse, zasady moralne lub wręcz popełniać przestępstwa, a nawet zbrodnie, by zasłużyć sobie na czyjeś uczucie. A z drugiej strony może wyzwolić w każdym człowieku pokłady poświęcenia i oddania, jakich istnienia sam nie podejrzewa, czy skłonić do heroicznych czynów i niebywałych wyrzeczeń. Miłość jest siłą napędową tak wielu ludzkich działań, że chyba nie sposób sobie wyobrazić bez niej rozwoju naszej cywilizacji i kultury. I tu przytoczę może jeden znamienny przykład. Na północy Indii, w mieście Agra, stoi jedna z najpiękniejszych budowli świata, świątynia-grobowiec Tadż Mahal. Mongolski cesarz Szahdżehan zbudował to mauzoleum z białego marmuru dla ukochanej żony, Mamtaz Mahal, której śmierć, pogrążyła go w nieutulonym żalu. Tafdż Mahal jest niezrównanym materialnym symbolem poświęcenia mężczyzny dla kobiety. Stało się tradycją, że gdy zjawia się tam dwoje ludzi, kobieta pyta swego partnera: „Czy kochasz mnie tak bardzo, że wybudowałbyś dla mnie taki pomnik, gdybym umarła?”.

Znamy też inne wspaniałe pomniki miłości, choć nie z kamienia ani ze spiżu, jednak równie trwałe. Czyż nie jest takim wspaniałym pomnikiem cykl sonetów skierowanych do Laury, autorstwa Francesco Petrarki, czy setki innych dzieł literackich, które nigdy nie powstałyby bez gorących i namiętnych uczuć? Czyż nie jest niezrównanym pomnikiem ojcowskiej miłości cykl trenów Jana Kochanowskiego poświęcony zmarłej przedwcześnie córeczce Urszulce? W wierszach tych znajdziemy odbicie dominującej pustki, która ogarnia duszę i serce człowieka po stracie ukochanej istoty. Kochanowski uświadamia nam, że całe dotychczasowe życie rozsypuje się w gruzy, gdy zabraknie kogoś, kogo kochaliśmy i kto nas kochał. W ostatnich utworach cyklu autor godzi się jednak ze śmiercią Orszuli, przekonany przez ukazującą mu się we śnie matkę, że ujrzy swą córeczkę w przyszłym, lepszym świecie, o ile oczywiście zasłuży sobie na zbawienie duszy. Dla ludzi wierzących pozostaję więc zawsze ta nadzieja, że miłość nie kończy się tu, na ziemi, że jest uczuciem sięgającym poza grób. Pięknym tego symbolem jest zakończenie opowieści o Tristanie i Izoldzie. Kiedy po śmierci zostali pochowani obok siebie przez króla Marka, z grobu Tristana wyrósł krzak głogu, który kładł swe gałęzie na mogile Izoldy. Gdy głóg wycinano, odrastał na nowo i znów jego gałęzie pochylały się nad grobem jasnowłosej królewny.

Jan Paweł II, mówiąc, że „człowiek nie może żyć bez miłości”, nie mógł nie myśleć o miłości bożej. Wszak – jak głosi Pismo Święte – z miłości do ludzi zesłał Bóg na ziemię swego syna Jezusa Chrystusa, by przybrawszy postać człowieka, cierpiał i zginął za nas na krzyżu. Cały Nowy Testament przepełniony jest duchem miłości. Weźmy choćby przypowieść o synu marnotrawnym, w której ojciec – symbolizujący Boga – z otwartymi ramionami przyjmuje syna, mimo iż ten porzucił wcześniej dom rodzinny i roztrwonił powierzony mu majątek. Co więcej, wydaje ucztę, by świętować powrót swego dziecka. Podobną wymowę ma przypowieść o pasterzu i zabłąkanej owieczce. Każdy, nawet najgorszy zbrodniarz, jeśli zrozumie swe grzechy i będzie za nie żałował, może liczyć na boską wyrozumiałość, na przebaczenie. Ale umiejętność wybaczania powinna cechować także człowieka. Chrystus nauczył: „Milujcie nieprzyjacioły wsze” i przekonywał: „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek twój, nastaw mu i drugi”. Mówił o miłości tak silnej, że zdolna jest zwalczyć nienawiść: „Zło dobrem zwyciężaj”. Lecz czy jesteśmy zdolni do takiej miłości? Wydaje się, że jest ona przeciwna naszej naturze i tylko niewielu potrafi wyzbyć się nienawiści, wznieść ponad urażoną dumę, godność, zapomnieć o doznanej krzywdzie. Literackim przykładem takiej postawy może być Kryspus, jeden z bohterów „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, który wybaczył Chilonowi Chilonidesowi to, że przez swój donos przyczynił się do śmierci całej rodziny Krypsusa. Ale to przypadek wyjątkowy. Nie takie uczucie miał zapewne na myśli Jan Paweł II. W życiu codziennym nikt chyba nie liczy na przebaczenie ze strony wroga, a tym bardziej na jego miłość.

Ale czy możemy liczyć na miłość „bliźniego swego”, zwykłego przechodnia, przypadkowo spotkanego człowieka? Czy sami jesteśmy w stanie obdarzyć go uczuciem? Wiem, proszę Państwa, że słowo miłość może się tu wydać zbyt duże. Może raczej należałoby powiedzieć: życzliwość, przychylność, bo w praktyce chyba to właśnie oznacza owa ewangeliczna miłość bliźniego. Przypominajcie sobie Państwo, na pewno były w waszym życiu takie chwile, gdy wypełniała was bezinteresowna życzliwość do otaczających was ludzi, gdy skłonni byliście każdemu nieba przychylić, ustąpić zmęczonej kobiecie miejsca w tramwaju, przeprowadzić niewidomego przez ulicę, uśmiechnąć się do kogoś, dodać komuś otuchy. A z drugiej strony z pewnością oczekiwaliście nieraz ludzkiego odruchu ze strony drugiego człowieka, bezinteresownej pomocy, pocieszenia. I w związku z tym rodzi ię pytanie. Czy można żyć w ciągłym przekonaniu, że świat to dżungla, gdzie każdy ma na względzie tylko własny interes i jeśli nie jest wrogi, to co najmniej obojętny, że nie można liczyć nawet na odrobinę bezinteresowności? Czy można żyć w uczciwej pustce? Czy można żyć bez wiary w miłość? Wydaje się, że nawet ludzie okrutnie doświadczeni przez los, którzy niczego dobrego w życiu nie doznali, starają się zachować tę iskierkę nadziei, że świat nie jest do końca zły, że mogą się spodziewać choć odrobiny zwykłego, ludzkiego uczucia. A ci, którzy wierzą w Boga, również i Jego miłość. Bo gdyby nie ta wiara, to czy warto byłoby żyć? Nie wiem, czy znacie Państwo wiersz Broniewskiego „Grób Tamerlana”. Otóż w nim poeta, człowiek ciężko doświadczony przez los, który siedział już w niejednej celi, w samym środku najokrutniejszej z wojen daje wyraz swemu przekonaniu, że „Człowiek jest dobry, mądry, spokojny”, a więc bardziej skłonny do miłości niż do nienawiści. Bo czymże jest wiara w człowieka, jak nie przekonaniem, że jest on istotą zdolną do miłości.

Jedną jeszcze odmianą miłości należałoby – jak sądzę – wziąć pod uwagę. To ją właśnie miał na myśli Norwid, pisząc w „Promethidionie”: „Cóż wiesz o pięknem?…/ Kształtem jest miłości”. Chodziło  mu o miłość twórcy do swego dzieła. Uważa bowiem, że nie można stworzyć czegoś pięknego, nie wkładając w swą pracę choć odrobiny uczucia. I dotyczy to nie tylko dzieła sztuki, ale również wszelkich użytkowych przedmiotów, wszelkich przedsięwzięć, które prowadzą do powstania czegoś, co ma ludziom służyć, ma ich cieszyć, ma być przydatne. Rozejrzyjcie się Państwo wokół siebie. Nie otaczają nas tylko piękne przedmioty. Jakże często mamy do czynienia z fuszerką, brakoróbstwem, tandetą, jednym słowem – z obiektami tworzonymi bez miłości. Dla „wyrobienia planu”, jak to często bywało za socjalizmu, czy po prostu dal zysku, co najczęściej zdarza się obecnie. Ale jeśli ktoś wkłada w swą pracę całe swoje serce, jeśli tworzy dzieło, które ma być realizacją jego marzeń, to zależy mu na tym, by było ono niepowtarzalne, jedyne, piękne. Tylko wtedy może, choć wcale nie musi, powstać prawdziwe arcydzieło. A więc otaczające nas piękno będące dziełem człowieka zawdzięczamy właśnie miłości.

Zmierzając do konkluzji, zadam Państwu jeszcze jedno pytanie: czy jest wśród was choć jedna osoba, która nigdy nie kochała lub nie była kochana? Ale proszę odpowiedzieć szczerze! No proszę, śmiało! Cóż to, nie ma nikogo takiego…? I to jest chyba najlepsze świadectwo, jak głęboko słuszne są słowa Jana Pawła II. Miłość nie musi co prawda wciąż towarzyszyć, nie sposób jednak nie spotkać jej w życiu choć raz na swojej drodze. I jest to najpiękniejszy dar, jaki otrzymaliśmy od Boga, jak mówią jedni, czy też od natury, jak twierdzą drudzy. Bo słusznie mówi święty Paweł w I Liście do Koryntian: „Choćbym posiadł całą wiedzę i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”.

Małżeństwa literackie. Od św. Aleksego do Ziembiewiczów


Rodzina to podstawowa i zapewne najważniejsza komórka społeczna. W małżeństwie człowiek szuka miłości, życiowej stabilizacji, szczęścia. Postawa człowieka wobec życia kształtuje się właśnie w rodzinie, ale też na łonie rodziny powstają pierwsze konflikty między małżonkami czy też między rodzicami a dziećmi. Losy małżeństw są bardzo częstym tematem literackim i te szczęśliwe, a także skomplikowane i pogmatwane, spowo­dowane zdradą, brakiem wzajemności, nietolerancją.  Jeżeli przegląd i charakterystykę literackich małżeństw mamy rozpo­cząć od świętego Aleksego od razu należy stwierdzić, że było to małżeńst­wo bardzo nietypowe. Aleksy urodził się w Rzymie, jako syn bogatego patrycjusza Eufamijana i jego żony Aglijas. Kiedy Aleksy miał 24 lata pojął za żonę cesarską córkę, królewnę Famijanę. Jednak w noc poślubną opuścił swą młodą żonę, pozostawiając ją w dziewictwie, a sam wyruszył w świat, aby służyć jedynie Bogu, żyjąc w ascezie, jako żebrak. Po wielu latach takiego życia powrócił do Rzymu i resztę życia spędził pod schodami własnego pałacu, skazując się dobrowolnie na chłód, spiekotę i poniżenie, gdyż „każdy nań pomyje lał.” Tak żył jeszcze szesnaście lat, patrząc na swych najbliższych, którzy nie wiedzieli, kim jest ten żebrak leżący pod schodami. Tajemnica pochodzenia św. Aleksego wydała się dopiero po jego śmeirci, gdyż żonie zmarłego udało się wyjąć z jego zaciśniętej ręki kartkę z imieniem i nazwiskiem. Niezwykła siła woli i samozaparcie to cechy charakteru godne podziwu, ta wytrwałość w dąże­niu do celu, której niejednokrotnie brakuje nam, ludziom współczesnym. Natomiast motywy tych poczynań są dla nas niezrozumiałe, tak jak za tysiąc lat nasi potomkowie nie będą rozumieli nas. Budzi też nasz sprzeciw egoizm Aleksego, gdyż myślał on jedynie o swym zbawieniu, a los najbliższych był mu w zasadzie obojętny. Pozostawił w rozpaczy ojca i matkę, opuszczając ich na zawsze, skazał na samotne życie swą młodą żonę. Społeczne funkcje rodziny dostrzegali pisarze odrodzenia. Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”, chwaląc życie szlacheckie ziemiani­na, widział je na łonie rodziny, w otoczeniu przyjaznych sąsiadów i życzliwej czeladzi. Praca w sadzie i w ogrodzie jest źródłem wielu przyjemności, gdyż zawsze wykonywana jest w towarzystwie żonki. Zimą zaś niezwykle miło jest posiedzieć w ciepłej izbie, porozmawiać z żoną, popatrzeć, jak małe dzieci się bawią. Podobny model życia został przedstawiony w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego. Po zebraniu plonów nadchodzi czas błogiego i zasłużonego odpoczynku, pora towarzyskich, zimowych spot­kań przy ciepłym kominku. Ten model życia przekazuje ziemianin swym synom i wnukom, ucząc ich, że spokój sumienia i radość życia osiąga się przez uczciwą pracę: „A niedorośli wnukowie, Chyląc się ku starszej głowie, Wykną przestawać na mgle Wstyd i cnotę chować w cale.” Niestety często też w dawnych czasach małżeństwa były zawierane ze względów materialnych, przy czym decyzję podejmowali zazwyczaj rodzi­ce, nie pytając wcale młodych o zdanie. Względami materialnymi kierował się autor „Pamiętników” Jan Chryzostom Pasek, kiedy postanowił się ożenić. Nie znał on w ogóle swej przyszłej żony, zdecydował się pojechać do wdowy Anny z Remiszowskich Łąckiej, gdyż polecił ją Paskowi mąż stryjeczny siostry. Najważniejszym atutem owej wdowy było posiadanie przez nią sporego majątku. Spodobała się ona Paskowi, toteż przystąpił do oględnych oświadczyn, wpraszając się na służbę, nie przewidział jednak, ani nie odgadł, że Anna z Remiszowskich Łącka, decydując się na powtórne zamążpójście była od niego piętnaście lat starsza:  „A już mi się przecie podobała była, i że to z młodu bywała gładka, mnie się też i natenczas widziała młoda, i nigdy bym nie rzekł, żeby miała te lata, czegom potem doszedł: w czter­dziestu sześć za mnie szła, a ja supponebam, że nie ma nad 30 lat.”  Szuka posażnej żony również pan Piotr, bohater satyry „Żona modna” Ignacego Krasickiego. Sam przyznaje się, że ożenił się z uwagi na „owe wsie dziedziczne”. Małżeństwo to także nic nie wiedziało o uczuciach, jakie powinny łączyć dwoje ludzi, lecz oparte było na przedślubnej intercyzie. Modna żona okazała się kobietą oschłą, egoistką, rozrzutną, której jedyną troską było sprostanie cudzoziemskiej modzie. Zgodziła się wyje­chać z miasta na wiei jedynie na okres letni, w angielskiej karecie na resorach, w której pan Piotr z trudem znalazł dla siebie miejsce, gdyż owa dama zabrała ze sobą niezliczoną ilość pudełeczek, a także kanarka w klatce, mysz na łańcuszku, srokę, kotkę z kociętami i suczkę faworytkę. Zwolniła szybko starą, oddaną służbę, szlachecki dworek zamieniła w pałac, wyśmiała męża, który pokazał jej wspólną sypialnię. W końcu urządziła wielki bal, na który zjechali liczni goście z miasta, wśród których nieszczęsny pan Piotr musiał się uganiać „jako jaki sługa”, a żona bawiąc gości łaskawie na niego spoglądała i uśmiechała się. W czasie pokazu fajerwerków spaliły się stodoły pełne zboża, lecz pożar gasił sam pan Piotr, gdyż reszta gości traktowała to jako dodatkową atrakcję. Mimo wszystko nie żal nam pana Piotra, gdyż pamiętamy, że ożenił się on z uwagi na wsie dziedziczne swej żony.  Podobnie miało wyglądać małżeństwo Szarmanckiego, jednego z boha­terów „Powrotu posła”, z Teresą. Szarmancki po przetrwonieniu własnego majątku na zagranicznych wojażach szukał posażnej kandydatki na żonę. Do małżeństwa na szczęście nie doszło, gdyż jej ojciec starosta Gadulski, który chciał ożenić córkę nie dając posagu, mylnie odczytał intencje Szarmanckiego. Natomiast syn Podkomorzego Walery, który od dawna kochał Teresę, z radością pojął ją za żonę, nie żądając żadnego posagu, a chciwemu Gadulskiemu tylko o to chodziło. Należy jednak przypusz­czać, że te perypetie majątkowe i uczuciowe rzadko znajdywały tak pozytywne, jak w tej komedii, zakończenie.  Małżeństwa romantyczne także nie były niestety szczęśliwe, tak jak i miłość romantyczna, która była zawsze tragiczna, przy czym często prowadziła bohaterów do samobójczej śmierci. Jednak miłość traktowali romantycy jako sprawę najważniejszą w ludzkim życiu. Zawsze jednak na drodze do szczęścia stawały jakieś przeszkody: różnice klasowe, mająt­kowe, sprzeciw rodziców, zdrada, wreszcie cele ważniejsze niż miłość i rodzinne szczęście. Gustaw, bohater IV części „Dziadów” nie może pojąć za żonę swej ukochanej, którą „oślepiło złoto”, gdyż wyszła za mąż za bogacza. Młody Walter Alf, bohater Mickiewiczowskiego „Konrada Wallen­roda”, pokochał z wzajemnością córkę księcia Kiejstuta- Aldonę, pojął ją za żonę, lecz małżonkowie niedługo cieszyli się szczęściem rodzinnym, gdyż Walter „szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie”. Pozostawił więc w rozpaczy młodą żonę, powrócił do Krzyżaków, został ich mistrzem, aby doprowadzić znienawidzony zakon do zguby. Mimo wielu lat rozłąki miłość ich przetrwała, gdyż Aldona poprzez umówiony znak odgadując, że jej mąż został zdemaskowany przez Krzyżaków i wypił truciznę także umarła z żalu. Tak bardzo się kochali, tak niedługo byli szczęśliwi. Romantyczny poeta w ten sposób uświadamiał swym czytelnikom, że celem nadrzędnym jest zawsż~ -dobro ojczyzny, a nie swoje własne.  Literatura epoki pozytywizmu, dając szeroki i obiektywny obraz ów­czesnego społeczeństwa dostarcza wiele przykładów małżeństw zarówno szczęśliwych, jak i kojarzonych z czystego wyrachowania.  Jedna z najpiękniejszych małżeńskich historii została opowiedziana przez Elizę Orzeszkową w legendzie o Janie i Cecylii, zamieszczonej w powieści „Nad Niemnem”. Jan i Cecylia byli to legendarni przodkowie Bohatyrowiczów, którzy przybyli za czasów ostatnich Jagiellonów z cent­ralnej Polski. Chociaż Jan był chłopem, a Cecylia pochodziła z wysokiego rodu młodzi pokochali się i pragnęli spędzić życie razem. Przewidując reakcję swych środowisk przywędrowali na Litwę i schronili się przed resztą świata w nadniemeńskiej puszczy. Byli szczęśliwi nawet wówczas, gdy sypiali w dziupli drzewa, gdy ciężko pracowali przy karczowaniu lasu, zakładając piękną i samowystarczalną osadę. Doczekali się licznego potomstwa i dożyli w szczęściu i miłości 100 lat. Na wzór tego właśnie małżeństwa skojarzone zostaje w powieści małżeństwo Justyny Orzelskiej i Jana Bohatyrowicza. Cieszy nas odważna, podyktowana nakazami serca decyzja Justyny, która zdecydowanie odrzuca propozycję małżeństwa bogatego ziemianina Teofila Różyca i decyduje się wyjść za mąż za Janka. Minęły wieki, a więc nie musi lękać się reakcji swego środowiska, chociaż jej ciotka Emilia Korczyńska nie może pojąć decyzji Justyny, jednak inni bohaterowie powieści z szacunkiem przyjmują decyzję Orzelskiej, która woli pracować, ale spędzić życie u boku kochanego człowieka, czuć się kochaną i dowartościowaną. Wzrusza czytelnika wielkie uczucie i praw­dziwe oddanie Jana, który zakochał się w Justynie, nie mając początkowo żadnej nadziei, a potem nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Czytelnik cieszy się, że Justyna Orzelska postąpiła tak jak przed wiekami Cecylia,  natomiast nie powtórzyła błędu swej ciotki Marty Korczyńskiej, która dwadzieścia kilka lat wcześniej także pokochała chłopa z zaścianka Anzelma Bohatyrowicza, jednak lękała się reakcji swego szlacheckiego środowiska, a także czekającej ją w gospodarstwie Anzelma ciężkiej pracy. Zarówno Anzelm jak i Marta przeżywali resztę życia samotnie, przy czym ciężka praca wcale nie ominęła Marty, gdyż zajmowała się ona prowadzeniem domu Benedykta.  Są także w powieści „Nad Niemnem” małżeństwa bardzo niedobrane, w których jedno z małżonków dźwiga ciężar utrzymania całej rodziny. Żona Benedykta Korczyńskiego Emilia, to kobieta ustawicznie niezado­wolona z życia, której obce są troski i kłopoty związane z utrzymaniem majątku Korczyn, obciążonego przez rząd carski podatkami i kontrybuc­jami wojennymi. Jej życie toczy się w obrębie salonu, wypełnione czytaniem francuskich romansów, uskarżaniem się na „globusa” oraz na męża, żąda wypłaty procentów od wniesionego w posagu majątku na własne potrzeby. Benedykt postanawia jednak za wszelką cenę utrzymać rodzinny Korczyn, chociażby dlatego, że w korczyńskim lesie znajduje się zbiorowa mogiła powstańców, w której spoczywa także jego brat Andrzej.  Odmienne role pełnią w małżeństwie Bolesław i Maria Kirłowie. Cały ciężar utrzymania rodziny spoczywa właśnie na niej, zaś mąż Bolesław spędza czas w okolicznych salonach, losy dość licznej rodziny w ogóle go nie obchodzą. Dziwi nas obojętność pani Emilii, ale całkowity brak odpowiedzialności za losy rodziny ze strony pana Bolesława jest po prostu szokujący.  Nie mogą z pewnością potoczyć się pomyślnie dalsze losy małżeństwa Zygmunta i Klotyldy Korczyńskich. Zygmunt, syn poległego powstańca Andrzeja wychowywany był przez matkę, która marzyła o tym, aby syn wyrósł także na patriotę, a jako malarz upamiętnił kiedyś bohaterski czyn ojca. Niestety Zygmunt zawiódł wszystkie jej nadzieje. Powstańczy zryw określił, jako patriotyczne mrzonki, wyrósł na bezwzględnego egoistę i kosmopolitę. W młodości zainteresował się Justyną Orzelską, ale zgodnie z życzeniem matki ożenił się z bogatą arystokratką. Mało jednak interesował się żoną, natomiast Justynie zaproponował niedwuznaczną rolę kochanki. Biedna Klotylda przeżywała męki niepewności i zazdrości, chociaż Justyna z oburzeniem odrzuciła niedwuznaczną propozycję Zygmunta. Jednym z najbardziej popularnych literackich małżeństw jest Bogumił i Barbara, bohaterowie „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Autorka skupia uwagę na ukazaniu ich życia w kręgu rodzinnym, wśród zwykłych, podobnych do siebie dni, wypełnionych pracą i codziennymi troskami, najczęściej pozbawionego wydarzeń niezwykłych i zaskakujących. Barbara i Bogumił poznali się w Borku u państwa Ładów, dalekich krewnych Barbary. Bogumił zakochał się w Barbarze od pierwszego wejrzenia, gdy zadał sobie pytanie, kim jest ta panienka w sukni w kwiaty, wiedział wówczas, że zobaczył kobietę swego życia. Wyznał jej to później, mówiąc: „Gdyby nie ty (…) nigdy nie wróciłbym do normalnego życia, nigdy już nie pokochałbym nikogo.” Natomiast o decyzji Barbary w dużej mierze zadecydował fakt, że Bogumił był powstańcem, a więc człowiekiem godnym największego szacunku. Pierwsze lata małżeństwa Niechcicowie spędzili w Krępie, dość dużym majątku, którego Bogumił był administratorem. Pani Barbara większość czasu spędzała w domu, zajmując się z pełnym poświęceniem wujem Klemensem Kuckim, także powstańcem. Krępa wiąże się głównie z narodzeniem ich pierwszego syna Piotrusia, który stał się oczkiem w głowie obojga rodziców. Szczególnie matka pani Barbara poza synem nie widziała świata, poświęcała mu wszystkie swe uczucia, tak że zabrakło ich dla męża. W Krępie małżonkowie przeżyli też największą tragedię, gdyż Piotruś zmarł na zapalenie płuc. Barbara całe dnie spędzała na grobie syna, oddając się bez reszty wspomnieniom, zaś Bogumił stoczył najtrud­niejszą walkę z samym sobą, aby nie popełnić samobójstwa. Małżonkowie nie mogli dłużej tu zostać, nie mogli wiecznie żyć bolesnymi wspo­mnieniami o jedynym synu. Toteż gdy siostra Barbary Teresa Kociełłowa zawiadomiła ich, że jest możliwość administrowania dużym majątkiem w okolica Kalińca, wówczas Niechcicowie bez żalu opuścili Krępę i przenieśli się do Serbinowa. Tu mógł Bogumił w pełni realizować swoje zamiłowanie do pracy na roli. W Serbinowie przyszła na świat Agnieszka, nieco później Emilka i Tomaszek. Dni płynęły dość jednostajnie, Barbara ożywiała się, kiedy przyjeżdżała Teresa z dziećmi lub inni członkowie jej rodziny. Małżonków łączyła wspólna praca, troska o dobre wychowanie dzieci i zapewnienie im przyszłości. O życiu małżeństwa Niechciców można powiedzieć to, co dotyczyć może każdego, zwyczajnego małżeńst­wa, że bywają w nim „noce, bywają dni powszednie, ale czasem bywają też niedziele.” Duży wpływ na losy ich małżeństwa miało przeniesienie się pani Barbary z dorastającymi dziećmi do Kalińca, kupno Pamiętowa, rozstanie z Bogumiłem i śmierć męża. Pani Barbara przeżyła swe życie z jednym mężczyzną, chociaż pojawił się w nim oprócz Bogumiła najpierw Józef Toliboski, a potem młody nauczyciel z Krępy. Żadnego z nich nie kochała, chociaż całe życie wmawiała sobie, że uczuciem obdarzyła Toliboskiego. Był pierwszym, który ją zauważył i zaczął adorować, a także pierwszym, który ją zlekceważył. Pozostał na zawsze mitem młodzieńczej miłości i utraconego szczęścia. Ilektroć czuła żal do Bogumiła tylekroć myślą i marzeniem uciekała do Toliboskiego, zaś Bogumił wytrwale ją kochał, mimo iż była taka zimna i nieczuła. Często też rozmyślał:  „Tyle rzeczy było w tej Basi, które mogą uprzykrzyć człowie­kowi urodę najpiękniejszej kobiety. Tymczasem co na nią spojrzał, wszystko to wydawało mu się pomyłką. Prawdą była tylko ta twarz i te w niej zapowiedzi, które się nigdy nie spełniły. Nie wierzył ni słowom, ni uczynkom. Wierzył tej twarzy, tej gorzkiej urodzie.”  Jakże ociężały i pozbawiony wdzięku jest Bogumił w porównaniu z uwodzicielskim, pełnym czaru Toliboskim. Był jednak człowiekiem, któremu się wierzy, zarówno wtedy, gdy wyznaje swoją miłość pani Barbarze i gdy razem z nią rozpacza po stracie Piotrusia. Bogumił bardzo kochał Barbarę, chociaż zdawał sobie sprawę, że była to miłość nieodwza­jemniona. Jak zwykle w życiu tak i w tym wypadku próbował pocieszyć się, spojrzeć optymistycznie na ich związek, mówiąc:  „Czyż można przestać kochać niebo i ziemię za to, że deszcz i niepogoda?”  O małżeństwie Niechciców nie można powiedzieć, że było całkowicie nieudane, chociaż oboje małżonkowie reprezentowali całkowicie odmien­ne postawy wobec życia. Bogumił Niechcic reprezentuje postawę współ­brzmiącą z życiem, główną cechą jego osobowości jest afirmacja życia, umiejętność cieszenia się nim w każdym momencie, a także wielka życzliwość do ludzi, budząca zaufanie: „Patrząc na jego twarz spoglądało się niby w czysty, prze­stronny dziedziniec, wiodący do bezpiecznego domu”. Życie nie szczędziło mu ani pokus, ani trudnych doświadczeń, ani chwil zniechęcenia. Nigdy jednak nie załamywał się, doświadczając złego losu, opanowywał sytuację i pokonywał trudności. Pani Barbara jest postacią bardziej skomplikowaną psychicznie, gdyż reprezentuje postawę nie harmonizującą z życiem. Jest to „niezgoda na życie” będąca wynikiem niezaspokojonych aspiracji, niewygasłych na­dziei i zawiedzionej miłości. Charakterystyczny jest jej lęk przed uczest­nictwem w życiu, nieufność do ludzi, ciągłe przeżywanie na nowo porażek i nieszczęść, rodzące „wieczny niepokój”. Na zakończenie rozważań należy zastanowić się jakie było małżeństwo Ziembiewiczów. Miało szansę być udanym, gdyby nie całkowity brak odpowiedzialności Zenona Ziembiewicza, bohatera powieści „Granica” Zofii Nałkowskiej. Jest on synem Waleriana Ziembiewicza, rządcy mająt­ku hrabiego Tczewskiego w Boleborzy. Zenon jeszcze w czasie pobytu w gimnazjum poznaje swoją przyszłą żonę Elżbietę Biecką, której poma­gał w nauce matematyki. Elżbietą opiekowała się ciotka Cecylia Kolicho­wska, gdyż jej matka prowadziła życie światowej damy. Wówczas Elżbieta nie odwzajemniała jeszcze uczuć Zenona, gdyż zainteresowana była przystojnym rotmistrzem Awaczewiczem, którego spotkała u swej nauczycielki języka francuskiego.  Natomiast Zenon w czasie ostatniego wakacyjnego pobytu w Boleborzy nawiązuje romans z młodziutką córką kucharki Justyną Bogutówną. Jest to w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż Zenon potępiał liczne i tolerowane przez matkę romanse ojca z młodymi służącymi, tymczasem sam bardzo szybko wszedł w boleborzański schemat. Po ukończeniu studiów w Paryżu Zenon zostaje redaktorem „Niwy”. Rozpoczyna wówczas starania o rękę Elżbiety, co nie przeszkadza mu w kontynuowaniu romansu ze spotkaną przypadkowo na ulicy Justyną, którą Zenon wielokrotnie zaprasza do hotelowego pokoju. Jednocześnie oświadcza się Elżbiecie i zostaje przyję­ty, chociaż narzeczona próbuje zerwać zaręczyny, dowiedziawszy się o istnieniu Justyny i jej ciąży, wyjeżdżając do matki do Warszawy. Uczucia jednak są tym razem silniejsze od rozsądku i poczucia moralno­ści, toteż Zenon uzyskuje przebaczenie Elżbiety. Justyna zaś wyznając ukochanemu, że jest w ciąży dowiaduje się w końcu, że nigdy nic jej nie obiecywał i że od dawna związany jest z Elżbietą Biecką. Zrozpaczona Justyna decyduje się na przerwanie ciąży, po czym nigdy już nie powraca do równowagi psychicznej. Przeciwnie jej depresja wciąż się pogłębia. Zenon mógłby bez przeszkód cieszyć się miłością swej żony i małym synkiem Walerianem, gdyby nie Justyna, która dla Ziembiewiczów staje się bardzo sekretnym ciężarem, żąda znalezienia jakiegoś miejsca pracy, które niemal natychmiast porzuca.  Kiedy próbuje popełnić samobójstwo Zenon zapewnia jej opiekę lekarską, lecz zawiedziona kochanka wdziera się do gabinetu prezydenta Ziem­biewicza i oblewa jego twarz żrącym kwasem. Oślepiony i skompromito­wany Zenon popełnia samobójstwo.  Został ukarany za to, że własne szczęście chciał budować na krzywdzie drugiego człowieka. Bez skrupułów przekraczał wszelkie granice od­powiedzialności moralnej. Swym postępowaniem głęboko zranił zarówno Justynę jak i Elżbietę. Uważał przy tym, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Nic przecież nie obiecywał Justynie, potem zaś nigdy nie odmówił jej pomocy, Elżbiecie też w końcu powiedział o istnieniu Justyny. Chociaż obiecał jej, że natychmiast zakończy ten romans, nadal spotykał się z Justyną, gdyż była taka samotna i nieszczęśliwa po śmierci swej matki. Granicę odpowiedzialności moralnej przekroczył w pewnym niedostrze­galnym momencie, a jej istnienie uświadomiła mu dopiero żona Elżbieta, kiedy już oboje nie mogli zapanować nad piętrzącymi się trudnościami, mówiąc: „Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą.”  Tragiczna historia małżeństwa Ziembiewiczów uświadamia nam, że nie można budować własnego szczęścia na cudzej krzywdzie, tak jak to pragnął uczynić Zenon.  Opierając się na przytoczonych przykładach można zaryzykować stwie­rdzenie, że literackie małżeństwa dość rzadko bywają szczęśliwe. Wy­gląda na to, że fabuła staje się bardziej ciekawa, jeśli przed bohaterami piętrzą się różnorodne przeszkody i kłopoty. Jeśli perypetie te zostają pokonane wówczas losy bohaterów te szare, codzienne, zwyczajne prze­stają być obiektem zainteresowania literatury. Jednak sam temat jest niezwykle częstym motywem literackim, gdyż małżeństwo jest niewątp­liwie najważniejszym wydarzeniem w ludzkim życiu, a rodzina to najważ­niejsza, choć najmniejsza komórka społeczna.

Chłop i wieś w znanych utworach XIX i początku XX wieku


Na przełomie XIX i XX wieku w Polsce panowało głębokie niezadowolenie z istniejących stosunków społeczno-politycznych i kulturalnych, które przenikało wszystkie dziedziny życia.

Niektórzy poeci i pisarze skupiali swoje zainteresowania na osobistych przeżyciach, nastrojach oraz problemach moralnych. Inni, mimo bronienia swojej niezależności artystycznej, angażowali się w dążenia społeczeństwa, wyrażali uczucia patriotyczne i protestowali przeciw niesprawiedliwości społecznej. Pisarze ci przedstawiali wstrząsający, naturalistyczny obraz życia chłopów na wsi, ujawniając przerażającą prawdę, że przeludniona wieś żyła w warunkach graniczących ze skrajną nędzą. Chłopi byli traktowani jak zwierzęta, a głodni i wyczerpani pracowali do upadłego.

Literatura polska okresu pozytywizmu była przesiąknięta głębokim współczuciem dla cierpiących i wyzyskiwanych. W utworach Orzeszkowej, Konopnickiej, Prusa i Sienkiewicza pojawiali się bohaterowie z najniższych warstw społecznych, a autorzy mieli głęboką wiedzę o psychice ludzkiej. E. Orzeszkowa ujawniła nędzę i poniżenie człowieka w ustroju kapitalistycznym, protestując przeciwko krzywdzie ludzkiej. W swoich utworach ukazywała nędzę, zacofanie gospodarcze i kulturalne polskiej wsi, opowiadając się przede wszystkim za uwłaszczeniem chłopów i zwalczając przesądy klasowe.

Maria Konopnicka była drugą powieściopisarką, która stała się bojowniczką o prawa dla ludzi pokrzywdzonych przez ustrój kapitalistyczny. Konopnicka darzyła największą sympatią lud i domagała się dla chłopów ziemi oraz oświaty, nie popierając rewolucji, ale głosząc solidaryzm społeczny. W swoich wierszach ukazywała tragedię dziecka wiejskiego w utworze „Jaś nie doczekał”, dowodząc, że kiedyś na świecie istniała równość społeczna, bez panów i poddanych. Konopnicka uważała, że głównym źródłem występków bywa nędza i brak oświaty. W swoim utworze „Wolny najmita” z sarkazmem stwierdzała, że wolność osobista chłopów przy panującej dalej niewoli gospodarczej sprowadzała się do wolności umierania z głodu. Przedstawiała wstrząsający obraz nędzy proletariatu z Powiśla, uważając, że wyzysk pojawił się wraz z ustrojem feudalnym.

Bolesław Prus również krytykował zróżnicowanie społeczne w swoich utworach i zwalczał pozostałości feudalizmu oraz przesądy stanowe. Pisarz przedstawiał ciężką dolę dzieci chłopskich i ludzi dorosłych z plebsu. W swojej powieści „Lalka”, uznawanej za najpiękniejszą powieść realizmu krytycznego okresu pozytywizmu, Prus ukazywał biedotę warszawską skazaną na wieczną wegetację na Powiślu – najuboższej dzielnicy Warszawy. Prus stawał w obronie chłopów, rolników i nawoływał do solidaryzmu społecznego, popierając wprowadzenie mechanizacji oraz oświaty do najniższych warstw społeczeństwa. Był głęboko wstrząśnięty brakiem wspólnego języka chłopów i inteligencji.

Henryk Sienkiewicz był czwartym pisarzem pozytywizmu, który był wrażliwy na los najniższych warstw społecznych – proletariatu. Stawał w obronie pokrzywdzonych chłopów i ostro krytykował pozostałości feudalizmu, podobnie jak jego poprzednicy. W noweli „Szkice węglem” przedstawiał nam obraz wsi pouwłaszczeniowej, ukazując ciemnotę i zacofanie panujące na wsi, które w pełni wykorzystywane były przez polską szlachtę. Sienkiewicz krytykował ludzi, którzy obojętnie patrzyli na wyzysk chłopa i był wstrząśnięty brakiem zrozumienia w społeczeństwie. Przejawiał swój głęboki patriotyzm i zgodny z ideologią pozytywistyczną kult hasła „pracy u podstaw”, domagając się od szlachty i duchowieństwa interwencji w sprawy własnej wsi.

Sienkiewicz napiętnował ciemnotę panującą po wsiach w noweli „Janko Muzykant”, przedstawiając w niej wrażliwe, muzykalne dziecko chłopskie, które zginęło w zaniedbanej, nędznej wiosce polskiej. Talent Janusza mógłby wyrosnąć w wielkiego artystę, ale został zmarnowany z powodu braku warunków.

W literaturze polskiej nastąpił odwrót od realizmu i pozytywizmu, a rozpoczął się nowy okres zwany Młodą Polską. W tym okresie pojawili się również pisarze, którzy ukazywali w swych utworach nędzę i wyzysk polskiego chłopa.

Jan Kasprowicz był poetą, który protestował przeciwko wszelkim formom wyzysku. Był on człowiekiem postępowym, zainteresowanym rzeczywistością i problematyką społeczną. Jego utwory, takie jak „Z chłopskiego zagonu” i „Z chałupy”, świadczą o tym.

W cyklu sonetów „Z chałupy” Kasprowicz przedstawił realistyczny obraz życia biednej wsi kujawskiej, ukazując rozwarstwienie klasowe wśród chłopów, ich wyzysk przez kułaków i księży, nędzę, ciemnotę i przesądy klasowe oraz trudną drogę dzieci wiejskich do oświaty. Kasprowicz, który sam wyszedł z ludu, w swojej poezji przedstawia pełny, realistyczny i zwarty obraz życia wsi, oparty na faktach o wielkiej sile oskarżycielskiej. Staje się poetyckim kronikarzem życia wiejskiego, wybierając te elementy, które są protestem przeciwko panującym stosunkom.

Jego poezja przedstawia wstrząsający obraz życia chłopa, jego nędzę i wyzysk. Kasprowicz był poetą, który interesował się problematyką społeczną i wykorzystywał swoją sztukę, aby wyrażać sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości.

„Płot się wali, piołun na podwórkach…”

Jego wiersze wstrząsają czytelnikiem i wzbudzają w nim współczucie.

„Dzbanek i garnki z żelaza

W połowie sadzą pokryte

Na ziemi woda we wiadrze

O zardzewiałych poręczach…”

Stanisław Wyspiański był drugim człowiekiem, który wypowiedział się na temat chłopa. W swoim dramacie „Wesele” poeta przez usta Gospodarza osądził chłopów i wyróżnił ich jako najstarszą, najsilniejszą i najważniejszą warstwę w narodzie polskim. Poeta opisał ich powagę, przywiązanie do ziemi ojczystej i tradycji oraz wielką religijność. Wyspiański stwierdził, że chłop jest gotowy do walki i nie chce być bierny, lecz czynnie brać udział w życiu politycznym.

W dramacie poeta dzieli chłopów na młodych, których oskarża o zmaterializowanie i brak patriotyzmu oraz na chłopów starych, którzy pragną za pomocą walki odzyskać niepodległość. Wyspiański udowodnił, że nie mogło dojść do sojuszu pomiędzy dwoma warstwami społecznymi – inteligencją i chłopami. Chłopi garnęli się do inteligencji i pragnęli, aby im przewodziła, ale wyczuwali, że panowie traktowali ich z góry, jak ubogich krewnych. Między inteligencją a chłopstwem panowała wielka przepaść, która uniemożliwiała porozumienie i współpracę w walce o wolność.

„Wyście sobie, a my sobie”

Dodatkowo warto zaznaczyć, że powieść „Chłopi” przyniosła Reymontowi Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w 1924 roku. Uważa się ją za jedno z najważniejszych dzieł polskiej literatury, a także za jedno z najważniejszych dzieł literatury światowej dotyczących życia na wsi i problemów społecznych związanych z tym środowiskiem. Powieść przyczyniła się do zwrócenia uwagi na sytuację chłopów i ich wyzysk, a także do podniesienia ich rangi jako ważnej i szanowanej warstwy społecznej.

Żeromski w swoich utworach podejmował także temat walki chłopów o ziemię, a w szczególności temat przemian, jakie zachodziły w polskiej wsi pod wpływem rosnącej industrializacji. W powieści „Przedwiośnie” opisał on losy młodego chłopa, Antka Srebrnego, który po powrocie z emigracji do swojej wsi zaczyna działać na rzecz przeciwdziałania wyzyskowi i niesprawiedliwości społecznej. Antek zakłada koło robotnicze i stara się organizować chłopów przeciwko zaborcom, którzy chcą im odebrać ziemię. Ostatecznie ginie z rąk carskich żołnierzy, ale jego działalność przyczynia się do podniesienia świadomości społecznej i zwrócenia uwagi na problemy chłopów i robotników.

W swojej twórczości Żeromski podejmował również temat walki o niepodległość Polski oraz rolę inteligencji w walce o sprawiedliwość społeczną. W powieści „Ludzie bezdomni” opisuje on losy młodego chłopaka, który wraz z matką przemierza Polskę w poszukiwaniu pracy i schronienia. Autor ukazuje trudną sytuację bezdomnych i wykluczonych społecznie, którzy nie mają szans na poprawę swojego losu bez pomocy inteligencji. Żeromski stawia pytania o rolę literatury i sztuki w walce o sprawiedliwość i wolność, oraz o odpowiedzialność artysty wobec swojego narodu i jego problemów.

Dzięki literaturze polskiej XIX i początku XX wieku mamy dziś wgląd w realia życia społecznego tamtych czasów, poznamy historie ludzi, którzy zmieniali rzeczywistość w swoim kraju i protestowali przeciwko niesprawiedliwości społecznej. Wielu pisarzy podejmowało temat walki o lepsze życie dla chłopów, robotników i biedoty wiejskiej. W swoich dziełach ukazywali oni okrucieństwo wyzysku, biedę i nędzę ludzi żyjących w niehumanitarnych warunkach. Literatura ta pomogła zwiększyć świadomość społeczną i uświadomić ludziom, że mają prawo do lepszego życia i wolności. Dzięki pisarzom takim jak Kasprowicz, Wyspiański, Reymont i Żeromski, którzy wykorzystywali swoje talenty i niesłabnący zapał do walki z krzywdą społeczną, dzisiaj możemy lepiej zrozumieć historię Polski i drogę, jaką przeszliśmy, by osiągnąć to, co mamy dziś.