Archiwum kategorii: wypracowania

wypracowania szkolne

Motyw Arkadii i szczęścia domu rodzinnego


zgrabnie napisane wypracowanie z języka polskiego

Arkadia była krainą pierwotnie dosyć ubogą, położoną w Grecji. To literatura nadała jej wymiar krainy wiecznej szczęśliwości. W antyku Teokryt w sielankach, Wergiliusz w „Bukolikach” pokazywał przyrodę piękną, bajecznie kolorową a w niej człowieka – kobietę i mężczyznę, których łączyło uczucie miłości. Stanowili oni zaczątek rodziny. Biblijni pierwsi rodzice Adam i Ewa umiejscowieni zostali przez Boga również w miejscu szczęścia wiecznego Edenie. To także Arkadia, która miała przynieść im dobre życie pod opieką wszechmogącego Boga, który nie przewidział faktu, że Ewa zapragnie zerwać jabłko zakazanego drzewa. Szatan, który skusił oboje spowodował ich nieszczęście i wygnanie z raju. Ci pierwsi ludzie żyli na ziemi doznając kłopotów i tworząc rodzinę.

Mit arkadyjski wielokrotnie przywoływany jest w literaturze, która tworzy miejsca odosobnienia ojczyźnianego, domu rodzinnego – może nim być rodzina lub też wytęskniona ojczyzna. W okresie romantyzmu A.Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” stworzył taką krainę arkadyjską, nazwał ją Soplicowo. Był to dom rodzinny rodu Sopliców a także kraj lat dziecinnych poetów wysublimowanych przez niego na paryskiej obczyźnie w zwaśnionym świecie emigracyjnym. To miejsce jawi się nam jako świątynia Polskości, rodzina w której prawo najstarszego wiekiem i rodem członka jest rzeczą świętą. Miejscowość ta wyizolowana jest od świta, leży w dalekiej krainie Litewskiej, wśród malowniczego krajobrazu przez poetę „słowem malowany”. Na kartach epopei idziemy przez barwne pole, tajemnicze i bajecznie puszcze. Jesteśmy świadkami opisów ponad 25 wschodów i zachodów słońca. Argumenty, które przedstawiłem dowodzą, że arkadyjskie Soplicowo jest miejscem odosobnienia do którego docierają tylko echa wielkich wydarzeń politycznych. Sędzia Soplica to ojciec niemalże chociaż nieprawdziwy serdecznie dbający o patriotyczne wychowanie Tadeusza i dobrą opiekę nad Zosią córką Ewy Stolnikowej. W tym kraju wiecznej szczęśliwości tradycja jest najwyższą racją rodziny zaś pamiątki narodowe są motywem przewodnim do działań współczesnych. Sędzia jest tradycjonalistą szlacheckim, który dba o polski obyczaj zarówno w stroju jak i zachowaniu. Codzienny rytm życia Soplicowa jest może monotonny ale przybliża obraz spokoju, miłości, szczęścia rodzinnego. Posiłki, grzybobranie, polowania, spacery stwarzają ład i porządek tego ojczystego domu w którym każdy ma swoje miejsce i czuje się bezpiecznie. Oddziaływanie Mickiewiczowskiego dworku ma wielki wpływ na polską literaturę.

W okresie pozytywizmu dom rodzinny prezentuje E.Orzeszkowa w „Nad Niemnem”. To Korczyn a w nim dawny powstaniec Benedykt Korczyński pełen żalu do współczesności, w której musi żyć. Przegrana powstania styczniowego zmieniło jego stosunek do Bohatyrowiczów z którymi walczył ramię w ramię. Mogiła to symbol konsolidacji społecznej między szlachtą a chłopami. Szczęście rodzinne Korczyna jest zakłócone ponieważ przyszło im żyć w niewoli narodowej. Wielkie kontrybucje, spłata długów to problemy z jakimi boryka się Benedykt. Nie ma oparcia w żonie, która jest sentymentalistką i nie interesują ja sprawy majątkowe męża. Tym trudniejsza jest sytuacja, że skłócony jest z synem Witoldem. Oparcie znajduje w siostrze Marcie Korczyńskiej. Korczyn jest rodziną, ponieważ utrzymuje Polskość. Główny bohater nie sprzedaje majątku chociaż jest mu trudno. Orzeszkowa prowadzi nas przez Nadniemeńskie pola pokazując tradycję i obyczaj i szczęście arkadyjskie płynące z wytężonej pracy, która stanowi kryterium oceny poszczególnych bohaterów. Finalna część powieści przywraca ład w rodzinie ponieważ następuje pogodzenie ojca z synem. Udowadnia to, że rodzina jest zawsze ostoją, że w niej człowiek odnajduje potwierdzenie własnej wartości.

Lata 1918 to czasy wolnej ojczyzny, to wówczas Żeromski pisze powieść „Przedwiośnie” a w niej zawiera polską Arkadię i rodzinę Wielosławskich. To Nawłoć, która przypomina nam Mickiewiczowskie Soplicowo – piękne krajobrazy, tradycję szlachecką, obyczaj: posiłkowanie, rozmowy towarzyskie, bale, romanse – to codzienne sprawy dziejące się w Nawłockiej Arkadii. Żeromski jest zaniepokojony, że szlachta polska nie zmieniła się od czasu romantyzmu:

„Ojczyzna moja wolna, wolna więc zrzucam z ramion płaszcz Konrada”

Etos romantyczny dobry był na czas niewoli narodowej, ale gdy ojczyzna odzyskała niepodległość po 123 latach to czas najwyższy by chłopi mogli godnie egzystować jak ich pan z Nawłoci. Rodzina Wielosławskich obserwowana z boku na pewno natchnie nas tęsknotą do spokoju, sielankowości, ale równocześnie wzbudzi naszą niechęć wynikającą z obojętności Wielosławskich na chłopską nędzę.

Księgą domu polskiego są „Noce i dnie” M.Dąbrowskiej. Bogumił i Barbara Niechcicowie to ludzie, którzy stworzyli rodzinę w której nie zawsze istniała pełnia miłości, ale przywiązywali ogromną wagę do tego że rodzina z jej ciepłem, troską o dzieci jest rzeczą najważniejszą. Miejsce arkadii w tej powieści to Serbinów wybudowany od zera przez Bogumiła, który umiłował ziemię i pracował na niej nie dla pieniędzy ale z miłości do niej. Był wspaniałym ojcem, kochającym, troskliwym. Ten dawny powstaniec kocha polską ziemię i cały trud codzienny wkłada w nią chociaż nie jest ona jego własnością. Widzimy go przechadzającego się po kolorowych arkadyjskich miejscach, okolicach Serbinowa wraz z Barbarą. To bohaterka ogromnie skomplikowana, żyjąca przeszłością u której mit miłości do dawnego narzeczonego Tolibowskiego ciągle egzystuje. Jej sny o białych nenufarach, pięknym mężczyźnie, wysublimowanym uczuciu przeszkadzają jej w codziennym życiu, ale i mobilizują do zwiększonej troski o codzienne, szare potrzeby.  To ona maca kury, uprawia ogród i to stanowi elementy arkadyjskie Serbinowa. To ona rozpacza po śmierci Piotrusia, a także kocha bezkrytyczną miłością Tomaszka – złodzieja, krętacza, kłamcę. Rodzina to kłopoty, troski, które rozwiązywane są przy pomocy miłości, dobra, życzliwości.

Współczesną rodzinę jakże inną od poprzednich zaprezentował Mrożek w „Tangu”. Jest ona w opozycji do poprzednich obrazów. Wyzbyta jest mitu arkadyjskiego. Babcia w długiej sukni, trampkach, kaszkietówce nie przynosi spokoju, ukojenia. Mrożek jest przekonany, że nie ma możliwości we współczesnej rodzinie stworzenia szczęścia. Brutalność, chamstwo to cechy nowoczesności.

W pracy swojej usiłowałem zaprezentować mit arkadyjski, który daje podstawy do szczęśliwej rodziny. Bardzo pragnę by te wspaniałe wzorce o których pisałem zaistniały kiedyś w moim życiu dorosłym. Te akcenty są w moim domu rodzinnym w którym troska, życzliwość, zrozumienie pozwalają na godne dorastanie i kształtują życzliwy stosunek do innych ludzi. Człowiek nie może żyć bez miłości, która jest podstawą szczęśliwego domu rodzinnego. Święty Paweł w I Liście do Koryntian mówi: „Choćbym posiadł całą wiedzę i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”.

Bohater tragiczny w literaturze antycznej, romantycznej i współczesnej


Bohater tragiczny to postać, która doświadcza wielkiego cierpienia lub niepowodzenia, często prowadzącego do tragicznego końca. To pojęcie było powszechnie stosowane w literaturze antycznej, romantycznej i współczesnej, chociaż rola i charakterystyka bohatera tragicznego różniły się w zależności od okresu.

W literaturze antycznej, bohater tragiczny był zwykle postacią szlachetną i wybitną, którego upadek był wynikiem tragicznej wady (tzw. hamartia), przeznaczenia lub nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Na przykład w „Królu Edypie” Sofoklesa, Edyp jest królem, który, mimo iż jest mądry i sprawiedliwy, staje się ofiarą swojego tragicznego losu. Jego wada, pycha, prowadzi go do samozniszczenia. To samo można powiedzieć o Antygonie, innej postaci Sofoklesa, której upór i nieugięte przestrzeganie zasad moralnych prowadzi do jej zguby.

Romantyzm, z drugiej strony, przyniósł nowe spojrzenie na bohatera tragicznego. W tej epoce bohaterowie tragiczni byli często buntownikami, którzy walczyli z ustalonym porządkiem społecznym lub moralnym. Na przykład, postać Konrada w „Dziadach” Adama Mickiewicza jest romantycznym bohaterem tragicznym, który buntuje się przeciwko niesprawiedliwości i uciskowi, ale ostatecznie doświadcza osobistego cierpienia i porażki. Kordian Juliusza Słowackiego to kolejny przykład, gdzie młody bohater, pełen idealizmu, zderza się z brutalną rzeczywistością, prowadząc do tragedii.

W literaturze współczesnej bohater tragiczny jest często postacią skomplikowaną i wielowymiarową, która zmaga się z problemami osobistymi, społecznymi lub moralnymi. Na przykład, w „Śmierci sprzedawcy” Arthura Millera, Willy Loman jest bohaterem tragicznym, którego marzenia o sukcesie prowadzą do jego upadku i samobójstwa. Jest to postać, która, mimo że nie jest szlachetna ani wybitna, doświadcza tragedii na bardzo osobistym i dotkliwym poziomie.

Podsumowując, bohater tragiczny to postać, która doświadcza wielkiego cierpienia lub porażki, zwykle prowadzącej do tragicznego końca. Charakterystyka tego bohatera różni się jednak w zależności od epoki literackiej, od szlachetnego i wybitnego bohatera antycznego, poprzez buntowniczego bohatera romantycznego, po skomplikowanego i wielowymiarowego bohatera współczesnego.

Bohater literacki i filmowy jako człowiek poszukujący drogi w labiryncie świata


Wypracowanie z języka polskiego

Czym jest labirynt? Banalne pytanie. Któż z nas nie widział labiryntu? Czasopisma wśród różnych łamigłówek zamieszczają często wizerunki mniej lub bardziej skomplikowanych labiryntów, gdzie trzeba odnaleźć drogę do skarbu, do wyjścia lub zbadać, która droga do jakiego prowadzi celu. Wodząc ołówkiem po papierze, wcześniej lub później znajdujemy właściwe rozwiązanie. Wyobraźmy sobie jednak, że znaleźliśmy się we wnętrzu labiryntu. Nie musimy zresztą używać wyobraźni. Istnieją wszak labirynty z ceglanego muru, drewnianych przepierzeń czy z żywopłotu. Sam byłem kiedyś w parkowym labiryncie królewskiej rezydencji Hampton Court pod Londynem. Jak więc czuje się człowiek we wnętrzu labiryntu? Na ogół widzi równoległe ściany po obu swoich stronach, a przed sobą kawałek wolnej drogi ograniczony poprzeczną ścianą. Nie wie nawet, w którą stronę poprowadzi go kolejny zakręt. Po przejściu kilku kroków staje na rozdrożu. Musi wybierać: w prawo czy lewo; czasem można jeszcze iść prosto, a czasem, gdy wejdzie się w ślepą uliczkę, pozostaje tylko jedyna ewentualność – do tyłu. Dopiero teraz łatwo uświadomić sobie różnicę między wędrówką ołówkiem po papierze a błądzeniem w prawdziwym labiryncie, często jeden rzut oka wystarczy, by wybrać właściwą drogę; tu zdani jesteśmy na intuicję, poruszamy się niemal jak ślepcy. Najczęściej zaraz po wyjściu tracimy orientację, mylimy kierunki.

Jeżeli więc porównujemy świat do labiryntu, to zadajmy sobie pytanie: jaka jest sytuacja człowieka w labiryncie świata? Czy porusza się w nim po omacku, nie widząc, dokąd zaprowadzi go każdy krok, czy też zmierza do celu wedle zawczasu wytoczonej drogi, przezornie omijając „ślepe uliczki”? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Świat jest bardzo skomplikowanym labiryntem i nikt chyba nie ośmieli się przyznać, że choćby w ogólnym zarysie poznał jego tajniki. Jednak doświadczenie życiowe pozwala nam zgromadzić pewną wiedzę o drobnym jego fragmencie, jakim jest środowisko, w którym przyszło nam, żyć. Kiedy jednak, rodząc się, wchodzimy do „naszej części labiryntu”, zaczynamy ją poznawać od zera. Przypomina mi to trochę komputerową grę, z jaką miałem okazję zapoznać się ostatnio. Pojazd kosmiczny wysyłany z ważną misją musi tam pokonywać skomplikowaną plątaninę korytarzy w kolejnych stacjach kosmicznych. Przyciśnięcie jednego z przycisków klawiatury pozwala uzyskać plan stacji, ale zaznaczone na nim są tylko te korytarze, które nasz pojazd już przemierzył. Analogia z życiem jest oczywista. Przebyte przez nas ścieżki życia są nam już znane, ale te, które jeszcze przed nami, i te, które pominęliśmy po drodze, pozostają niewiadomą. Możemy jednak skorzystać z doświadczeń innych i w ten sposób zdobyć jakieś wyobrażenie o nie znanych na korytarzach labiryntu świata.

I jeszcze jedno ważne pytanie. Czego szukamy w labiryncie świata? Nie wyjścia przecież, bo każdy wcześniej czy później do niego dotrze, a na imię mu śmierć. Więc właściwej drogi, niekoniecznie najkrótszej, ale takiej, na której znajdziemy upragniony cel: szczęście, radość życia, satysfakcję, sukces, bogactwo wrażeń… I tu nasuwa się refleksja, że ta „właściwa droga” dla każdego może być inna. Co więcej, że w trakcie wędrówki przez życie można zmienić zdanie, dojść do wniosku, że dotąd szliśmy niewłaściwą drogą.

Po tym teoretycznym wstępie pora przejść do rzeczy i prześledzić, jak dają sobie radę w labiryncie świata wybrani bohaterowie literaccy i filmowi. Zacznę trochę nietypowo, bo nie tyle od bohatera, ile od podmiotu lirycznego, ale któż w liryce jest bohaterem utworu, jak nie podmiot liryczny waśnie. W tym konkretnym przypadku można utożsamić go z samym twórcą. Jan Kochanowski, o niego bowiem chodzi, to poeta, któremu zdawało się, że znalazł sposób na życiowy labirynt. Wyposażony w mądrość antycznych filozofów, odpowiedzialność za swoje losy złożył w ręce Fortuny, ewentualnie, myśląc bardziej po chrześcijańsku, Boga. Drogę w labiryncie świata wyznaczyła nam siła wyższa, od której wyroków nie ma odwołania. Po co więc zaprzątać sobą głowę tym, co nadejdzie. Należy tylko być gotowym na wszystko, ze stoickim spokojem przyjmować zarówno triumfy, jak i klęski, zarówno radości, jak i smutki. Poeta idzie więc przez świat-labirynt, zachwycając się jego harmonią, celowością i pięknem, przyjmując boskie dobrodziejstwa, „który nie masz miary”, ufny, że „już to dawno B og obmyślił w niebie”, co ma się stać na ziemskim padole, zdać się więc trzeba na Jego mądrość i nie próbować samemu szukać właściwej drogi. I wszystko jest w porządku, dopóki droga w labiryncie jest usłana różami. Jednak gdy poetę dotyka nieszczęście, gdy umiera ukochana Orszulka, ów labirynt świata zdaje się zmieniać w chaotyczną plątaninę korytarzy, z której nie sposób znaleźć wyjścia. Ani cnota, ani mądrość, ani nawet wiara nie są tu pomocnym drogowskazem. W „Trenach” ujawnia się bezradność Kochanowskiego: oto zagubił się w labiryncie świata, bo zamiast szukać samemu, zdał się na ślepy los.

Okazało się, że właściwą drogę każdy sam musi odnaleźć, doświadczając wszystkiego na własnej skórze, znosząc po ludzku „ludzkie przygody”. To właśnie uświadamia mu przychodząca we śnie matka, mówiąc: „Teraz, mistrzu, sam się lecz!”. Bo przecież, zgodnie z chrześcijańską doktryną, człowiek posiada wolną wolę i z niej korzystając, wyznacza sobie cele i priorytety. Stoicki spokój nie wystarczy, trzeba dokonywać wyborów i brać za nie odpowiedzialność! A w tym może pomóc żmudne, często nawet bolesne poznawanie zawikłanych ścieżek labiryntu świata. Pomóc może w tym też sam Bóg, ale tylko jako karzący, choć litościwy ojciec surowo oceniający ludzkie decyzje i postępki. „Treny” dowodzą więc, że Kochanowski przezwycięża światopoglądowy kryzys, by podjąć – teraz już w sposób świadomy i z bagażem nowych doświadczeń – dalszą wędrówkę po labiryncie świata. Teraz już wie, że droga nie jest prosta i łatwa, ale wie również, do jakiego celu dąży.

W niektórych epokach świat wydawał się twórcom szczególnie skomplikowanym labiryntem. Zazwyczaj wtedy, gdy odrzucali oni uporządkowaną, racjonalną wizję rzeczywistości, dopatrując się w niej działania sił nadprzyrodzonych, do końca nie przewidywalnych, w życiu zaś kierowali się uczuciem zaprawionym odrobiną szaleństwa. Taką epoką był romantyzm. Bohaterom powstałym wówczas dzieł niełatwo przychodziło odnaleźć właściwą drogę w labiryncie świata. Weźmy choćby Kordiana. Ten młody człowiek, w którego sercu zagościł „jaskółczy niepokój”, długo szukał życiowego celu. Bardzo wcześnie, zapragnął opuścić splątane drogi swego życiowego labiryntu. Nieudana próba samobójcza była dowodem jego niedojrzałości i bezradności. Żadna z dróg nie wydawała mu się obiecująca, nie wierzył, że zapuszczenie się w którakolwiek z nich zaprowadzi go do właściwego celu; nie zwrócił nawet uwagi na sugestie starego sługi Grzegorza, który z niejednego pieca jadał chleb i przemierzył wiele korytarzy labiryntu świata. Rzecz w tym, że problem Kordiana nie było odnalezienie drogi, lecz określenie celu. Próbuje to zrobić dopiero w drugim akcie dramatu. Drogowskazami są mu uznane autorytety i wartości. Okazuje się jednak, że kolejne podróże prowadzą go w ślepe uliczki. Demokracja, literatura, miłość i religia okazują się wartościami złudnymi. Gorączkowe poszukiwania prowadzą Kordiana na szczyt Mont Blanc. Dopiero stanąwszy – zarówno dosłownie, jak i w przenośni – ponad prozaiczną codziennością, dostrzega właściwy cel w życiu. Jest nim dążenie do niepodległości ojczyzny. Nareszcie czuje w sobie energię, wręcz nadprzyrodzoną siłę potrzebną do działania. Mając już cel, obiera najprostszą – według niego – drogę jego realizacji. Trzeba zabić cara i ofiarować narodowi „tron do rozrządzenia próżny”. Proste i łatwe drogi nie prowadzą jednak w labiryntach do właściwego celu; w życiu zresztą najczęściej też nie. Kordian znów brnie w ślepą uliczkę i nie tylko wybiera błędną drogę, lecz także nie potrafi sprostować postawionemu sobie zadaniu. Dopiero w szpitalu wariatów Doktor-Szatan uświadamia mu, że „poświęcił się za nic”. Bohater Słowackiego odnalazł więc cel, ale nie potrafił dążyć do niego właściwą drogą.

Podobno istnieje jeden niezawodny sposób, aby wydostać się z labiryntu. Należy cały czas trzymać się jednej ściany. Droga będzie co prawda długa i skomplikowana, ale efekt gwarantowany. Sądzę, że w ludzkim życiu analogię będzie stanowić wierność wciąż tym samym zasadom moralnym, niezależnie od okoliczności. Przykładem takiej postawy może być droga życiowa tytułowych bohaterów „Mistrza i Małgorzaty”. W artystyczno-intelektualnych kręgach Moskwy lat trzydziestych, gdzie panuje zakłamanie, oportunizm i serwilizm, są jednymi z nielicznych, którzy pozostają wierni samym sobie. Mistrz w imię prawdy, którą chce przekazać ludziom w swoim dziele, gotów jest zrezygnować z przywilejów, jakimi reżim obdarza posłusznych pisarzy; nie załamuje się, gdy osadzony zostaje w szpitalu dla umysłowo chorych. Wiara w dobro reprezentowane przez Jeszuę Ha-Nocri pozwala mu zachować godność i zasłużyć na wieczysty dom, który otrzymał w nagrodę. Małgorzata zaś dzięki głębokiej i autentycznej miłości do Mistrza nie mogła być skażona złem nawet jako mistrzyni ceremonii na szatańskim balu grzeszników urządzonym przez Wolanda. W środowisku, które zgubiło wszelkie wartości, potrafili oboje dochować wierności swoim ideałom i odnaleźć właściwą, choć niełatwą drogę w labiryncie świata.

Zgoła odmienną postawę prezentuje Zenon Ziembiewicz, bohater „Granicy” Zofii Nalkowskiej. U progu kariery ma nawet wzniosłe ideały, prędko jednak nagina je do aktualnych potrzeb, by zaspokoić oczekiwania otaczających go ludzi. Zamiast konsekwentnie trzymać się w labiryncie świata raz obranej drogi, miota się bezradnie w różne strony, coraz bardziej zagubiony i niepewny siebie. Hołdując zasadzie: jestem takim, jakim mnie widzą inni, zmienia się ciągle niczym kameleon; odmienną twarz pokazuje wobec Elżbiety, odmienną wobec Justyny, jeszcze inną przybiera wobec Czechlińskiego. Zatraca wreszcie swą tożsamość i staje się bezwolną marionetką. Oportunistyczny stosunek do rzeczywistości powoduje, że – stając na rozdrożach życiowego labiryntu – zawsze wybiera drogę krótszą i łatwiejszą, ucieka przed odpowiedzialnością, usiłuje uniknąć konsekwencji swoich czynów. Na dłuższą metę to się jednak nie udaje. Zenon krąży w kółko, nie widząc wyjścia z pułapki, w którą sam się wpędził. Okaleczony przez niezrównoważoną kochankę, skompromitowany jako prezydent miasta i mąż, jedyne rozwiązanie widzi w samobójstwie. Los Ziembiewicza stanowi ostrzeżenie dla tych wszystkich, którzy liczą, że przez labirynt świata można iść, nie znając celu, na skróty, nie trudząc się szukaniem właściwej drogi i ciągle zmieniając marszrutę tak, aby nikomu się nie narazić. Literatura piękna przedstawia wiele różnych sposobów, w jakie bohaterowie przemierzają życiowe drogi i bezdroża. Dzięki niej poznajemy coraz to nowe fragmenty labiryntu świata, zdobywamy wskazówki, jak szukać właściwej drogi. Trzeba jednak wierzyć, że nasza wędrówka ma jakiś sens, nawet jeśli wydaje się, że labirynt jest bezładną plątaniną korytarzy. Tak jak bohater „Małej apokalipsy” Konwickiego, który przekonany o absurdalności świata realnego socjalizmu, w jakim przyszło mu żyć, postanawia jednak dokonać symbolicznego samospalenia, choć nie jest nawet przekonany, że może ono cokolwiek zmienić. Czy jak bohaterowie „Dżumy” Camusa, którzy podejmują walkę ze złem, mimo iż wiedzą o tym, że zawsze będzie się odradzać w coraz to innej postaci. A więc, choć nigdy nie poznamy do końca zawiłości labiryntu, jakim jest otaczająca nas rzeczywistość i nigdy nie będziemy zupełnie pewni, że idziemy właściwą drogą, nie powinniśmy tracić nadziei, iż ją znajdziemy.