Archiwum kategorii: wypracowania

wypracowania szkolne

Indywidualista – istota społeczna. Bohater literacki szuka tożsamości


Człowiek jest istotą społeczną czy też indywidualistą? Bohaterowie literaccy na przestrzeni epok prezentują różne postawy. Jedni szukają miejsca dla siebie w społeczeństwie, w środowisku. Uznanie otoczenia staje się dla nich miarą własnej wartości, potwierdzeniem sensu własnych dokonań. Nie chcą czuć się wyobcowani, niezrozumiani czy też wyśmiani. Często mamy do czynienia z postawą zupełnie odmienną, gdy bohater literacki dąży do niezależności, swobody, dostosowanie się do wymogów życia społecznego traktuje jako zniewolenie. Jednoznaczne ustalenie czy lepiej jest być istotą społeczną czy indywidualistą nie jest możliwe. Wielokrotnie tendencje społeczne i indywidualne ścierają się w osobowo­ści jednego bohatera literackiego. Poszczególne epoki literackie także kształtują pewien model bohatera. Na przykład literatura staropolska kreuje model obywatela, aktywnie ucze­stniczącego w życiu społeczeństwa i narodu, a więc istoty całkowicie uspołecznionej, romantyzm zaś czci wszelką niezależność, swobodę, in­dywidualizm, a mimo to bohater tej epoki to patriota występujący w obronie zniewolonego narodu. Tak więc można powiedzieć, że ścieranie się tenden­cji społecznych i indywidualnych obserwujemy nie tylko w osobowości poszczególnych bohaterów, ale także w różnych epokach literackich. Bohaterów indywidualistów nie trudno odnaleźć już w literaturze starożytnej. Antygona, tytułowa bohaterka tragedii Sofoklesa udowodniła, że jest osobą całkowicie niezależną, która potrafi przeciwstawić się bezdusznemu nakazowi króla Kreona, zabraniającemu grzebania zwłok Polinika, uznanego za zdrajcę. Postępowanie Antygony uczy nas, że człowiek ma prawo do wolności osobistej i niezależności, a postępować w życiu powinien przede wszyst­kim zgodnie z nakazami własnego sumienia. Minęły wieki a my wciąż podziwiamy tę wspaniałą córę Edypa, która poświęciła swe młode życie w obronie własnych ideałów, niezależności i wolności osobistej. Natomiast Kreona można potraktować jako człowieka, który tak bardzo utożsamiał się z własnym narodem, tak bardzo pragnął być wyrazicielem i obrońcą tej społeczności, na której czele stanął, że pragnienie to zagłuszyło u niego głos rozsądku, w oczach czytelnika stał się bez­dusznym tyranem, sprawcą tragedii swych najbliższych. Był królem Teb, pragnął przykładnie ukarać Polinika, który wprowadził do kraju obce wojska, przy tym nie chciał, aby go posądzono o to, że w swym postępowaniu kieruje się względami osobistymi, rodzinnymi. Tak bardzo przejął się społeczną rolą króla, że zapomniał o racjach uczuciowych. Ten konflikt między jednostką a władzą państwową przedstawiony w „An­tygonie” może też być traktowany jako starcie się postawy indywidualis­tycznej, niezależnej z postawą uspołecznioną. Literatura staropolska kształtowała przede wszystkim postawy obywatelskie, człowiek traktowany był jako istota społeczna. Zadaniem szkoły było właśnie przygotowanie młodego człowieka do pełnienia funkcji społecznej, do uczestnictwa w życiu politycznym kraju. Jak Kochanowski w znanej pieśni „O dobrej sławie” stwierdza wręcz, źe na wdzięczną pamięć potomnych może zasłużyć sobie tylko ten, kto „jako może, ku pożytku dobra wspólnego pomoże”. Wszystkie swoje umiejętności i talenty należy spożytkować dla kraju. Tak więc ludzie obdarzeni darem wymowy powinni uczyć poczucia sprawiedliwości, umiłowania wolności, przestrzegania dobrych obyczajów, zaś odważni i silni powinni walczyć z wrogami ojczyzny z bronią w ręku. Model obywatela i patrioty ustawicznie zatroskanego o losy swej ojczyzny ukazał Jan Kochanowski także w „Odprawie posłów greckich”. Jest nim Antenor, którego nadaremnie próbuje przekupić Aleksander. Kiedy rada trojańska wbrew ostrzeżeniom Antenom postanawia zatrzymać Helenę w Troi bohater ten nie obraża się, lecz natychmiast zastanawia się, jak skutecznie bronić się przed atakami Greków. Bohater renesansu jest więc człowiekiem mocno osadzonym w realiach życia społecznego, obywatelem uczestniczącym w wydarzeniach polity­cznych, kształtującym oblicze państwa i narodu, jest po prostu istotą społeczną. Zupełnie odmiennie kształtują się osobowości bohatera literackiego epoki romantyzmu. Romantyzm przyniósł bowiem kult uczucia, oryginal­ności twórczej oraz indywidualizmu. Bohater literacki tej epoki nie integruje się ze środowiskiem, w którym żyje, przeciwnie buntuje się przeciwko konwenansom i sztywnym regułom życia społecznego. Jest indywidualistą stojącym ponad szarym tłumem, jednostką wybitną, wyob­cowaną ze swego środowiska. Czy jednak jest w tej sytuacji człowiekiem szczęśliwym? Oczywiście tak nie jest, wyobcowanie i bunt rodzi poczucie tragizmu. Polski bohater romantyczny był także indywidualistą, jednostką nie­przeciętną, ale mimo to działał, walczył w obronie wolności swego narodu. Powstaje więc sytuacja wręcz paradoksalna, gdyż bohater jest indywidualistą, stojącym ponad tłumem, a jednak działającym w imię interesów własnego narodu, przedstawicielem konkretnej społeczności, zniewolonej przez wroga. Przejawem romantycznego indywidualizmu jest monolog Konrada, bohatera „Dziadów” cz. III, zwany Wielką Improwizacją. Bohater od­czuwa cierpienia swego narodu w sposób zwielokrotniony, szuka ratunku w ufności religijnej, w modlitwie, a widząc obojętność Stwórcy buntuje się przeciwko jego potędze. Postawa indywidualistycznego buntu przeciwko Bogu w imię szczęścia ludzkości była bardzo bliska polskim romantykom. Funkcjonował wówczas wśród udręczonych niewolą i kolejnymi klęskami narodowych powstań mit jednostki niezwykłej, zbuntowanej, o wybitnej indywidualności, działającej w osamotnieniu, mającej przynieść uprag­nioną wolność uciemiężonemu narodowi.  Ulega on pewnej demitologizacji już w późniejszej twórczości samego Mickiewicza, który w „Panu Tadeuszu” kreuje postać przeciętnego polskiego szlachcica, mającego na sumieniu wiele grzechów burzliwej młodości, który ostatecznie staje się patriotą całe życie poświęcającym ojczyźnie. Integruje się także ze swym szlacheckim środowiskiem, gdyż nie wierzy już w skuteczność samotnego działania. Wędruje wytrwale od wsi do wsi, od karczmy do karczmy, od dworu do dworu, powtarzając że należy „oczyścić dom ze śmieci” czyli usunąć Moskali z kraju. Jacek Soplica nie jest już indywidualistą na miarę Konrada lecz istotą społeczną szukającą porozumienia ze swym narodem. Pozytywiści zdecydowanie przeciwstawiający się romantycznej uczu­ciowości, tendencjom indywidualistycznym stworzyli także nowy model bohatera. Była to istota całkowicie społeczna, działająca na tle społe­czeństwa, czy też własnego środowiska. Bohater romantyczny to najczęś­ciej jakaś tajemnicza, na dodatek skłócona ze środowiskiem jednostka, którą wielokrotnie trudno było osadzić w konkretnych realiach history­cznych i społecznych. Natomiast bohater pozytywistyczny działał zawsze w konkretnych realiach, był przedstawicielem konkretnej grupy społecz­nej, której interesy reprezentował. Jego konkretna i wymierna praca miała przynosić korzyść nie tylko jemu samemu ale także społeczeństwu. W ten właśnie sposób narodził się pozytywistyczny kult pracy, która nadaje sens ludzkiemu życiu, przynosząc korzyść nie tylko jednostce, ale także krajowi. Tak działający bohater był całkowicie zintegrowany ze środowis­kiem, w którym, a przede wszystkim dla którego pracował. Tak pojęty pozytywistyczny sens pracy wyjaśnia „Legenda o Janie i Cecylii” zamieszczona w powieści Elizy Orzeszkowej „Nad Niemnem”, legendarnych przodkach Bohatyrowiczów, którzy wykarczowali kawał nadniemeńskiej puszczy i założyli osadę, a okoliczna ludność nauczyła się od nich wielu umiejętności. Nie lęka się też wejścia w środowisko chło­pów z zaścianka Justyna Orzelska, decydując się wyjść za mąż za Janka Bohatyrowicza. Wierzy, że praca nada sens jej życiu, pragnie też – jeśli umie coś więcej od prostych chłopów – wiedzę tę przekazać im właśnie. Justyna jest bohaterką, która pragnie poczucia więzi ze społeczeństwem, z własnym środowiskiem, a ponieważ we własnym środowisku szlache­ckim czuje się wyobcowana z ufnością i nadzieją zwraca się do prostego, wiejskiego Ludu, czując instynktownie, że tu zostanie lepiej przyjęta. Na takiego społecznika i demokratę wolnego od przesądów klasowych wyrośnie jej kuzyn Witold Korczyński, student szkoły agronomicznej, częsty gość w zaścianku, który swą praktyczną wiedzą, zdobytą w szkole pragnie się podzielić z tymi, którzy nie mieli szansy jej zdobywać. Podobnie jak Justyna zapewnie nie będzie czuł się obco w środowisku, z którym od młodych lat szuka porozumienia i integralnej więzi. W literaturze młodopolskiej daremnie by szukać tak jednolitej koncep­cji bohatera literackiego. Pogłębia się analiza psychologiczna działań bohaterów, którzy stają przed coraz bardziej skomplikowanymi prob­lemami moralnymi, a nawet egzystencjonalnymi. Wśród bohaterów Żeromskiego należy zwrócić uwagę przede wszyst­kim na doktora Tomasza Judyma, bohatera „Ludzi bezdomnych”, chociaż bardzo trudno będzie rozstrzygnąć czy był on indywidualistą, czy istotą społeczną. Z jednej strony uznany został za wybitnego społecznika, nazwisko jego stało się symbolem uspołecznienia jednostki. Judym bo­wiem całe swe życie poświęcił spłacaniu „tego przeklętego długu”, jaki pozostał mu do spłacenia wobec własnej klasy w momencie, gdy udało mu się zdobyć wykształcenie i dzięki temu przekroczyć granice klasowe. Cały czas Judym konsekwentnie występuje w obronie najbiedniejszych, po­krzywdzonych i wyzyskiwanych. Odważnie atakuje warszawskich lekarzy na spotkaniu u doktora Czernisza, oskarżając ich o znieczulicę społeczną, walka o osuszenie stawów w Cisach kończy się wepchnięciem administ­ratora Krzywosąda do błotnistego, malarycznego stawu, równie konsek­wentny jest Judym w swych poczynaniach w Zagłębiu. Tak więc misja Judyma ma charakter zdecydowanie społeczny, natomiast metody jego działań są całkowicie indywidualne, pozwalające porównać Judyma z wie­lkimi bohaterami romantycznymi, którzy także buntowali się przeciwko światu w imię szlachetnych idei i stawali przed koniecznością dokonywa­nia tragicznego wyboru między szczęściem rodzinnym i osobistym a wy­branym posłannictwem. Judym przecież dokonuje wyboru na miarę Konrada Wallenroda, gdyż odrzuca miłość Joasi w obawie, że będzie ona stanowiła przeszkodę w realizacji jego idei. Natomiast bohaterowie „Chłopów” Reymonta to istoty społeczne, ukazane nie tylko na tle przyrody, ale także we własnym chłopskim środowisku. Pisarz starał się ukazać całą społeczność wiejską, typowe cechy chłopskiej zbiorowości, a każdy z bohaterów indywidualnych ma ściśle wyznaczone miejsce w tym środowisku. Na czele w tej hierarchii stoją najbogatsi gospodarze wójt, kowal, młynarz, Maciej Boryna. Mimo dużych różnic majątkowych w sprawach, dotyczących całej wsi bohatero­wie czują się bardzo zintegrowani. W bitwie o las występują gromadnie i solidarnie, podobnie niestety się zachowują, kiedy zapada decyzja o wywiezieniu Jagny ze wsi na kupie gnoju, będąca straszliwą zemstą zdradzanych kobiet i zatroskanych o los swych synów matek. Nawet Antek, kochanek Jagny, mimo napomnień Mateusza, nie decyduje się stanąć w jej o bronie, mówiąc: „W gromadzie żyję, to z gromadą trzymam”. Poczucie więzi z wiej­skim środowiskiem jest dla Antka ważniejsze niż względy osobiste i uczuciowe.” Bohaterem, który uporczywie poszukuje dla siebie miejsca w społeczeń­stwie jest Cezary Baryka, główna postać „Przedwiośnia” Stefana Żeroms­kiego. Działa on w nowej rzeczywistości politycznej, gdyż Polska po wielu latach niewoli odzyskała niepodległość. Na tę doniosłą chwilę czekały całe pokolenia Polaków. Czy ziściły się ich marzenia, czy tak wyobraźali sobie nową ojczyznę. Cezary Baryka jest reprezentantem całego pokolenia Polaków, którzy pragnęli służyć swej ojczyźnie pracą i energią. Trudno jednak było odnaleźć właściwą drogę. Młody bohater „Przedwiośnia” znajduje się w samym centrum wydarzeń rewolucji rosyjskiej, w Chłodku, uczestniczy w zebraniu komunistów, prowadzi dyskusje z Szymonem Gajowcem, koniecznie chce znaleźć dla siebie miejsce w społeczeństwie. Nie jest też indywidualistą, a raczej typowym przedstawicielem ówczesnego młodego pokolenia Polaków. Wybór właś­ciwej drogi wcale nie był łatwy, nowe państwo było w najtrudniejszym okresie i rozwijało się metodą prób i błędów. Młody Baryka także ostatecznie nie odnajduje dla siebie miejsca. Chociaż w końcowym fragmencie powieści widzimy go na czele robotniczej manifestacji masze­rującej na Belweder, jednak znalazł się tam przypadkowo, a nie z racji swych ideowych przekonań, nie identyfikował się też chyba całkowicie z manifestującym tłumem, gdyż „parł oddzielnie” na „mur żołnierzy” zagradzający w okolicach Belwederu drogę manifestantom.  Zupełnie inny charakter ma powieść Witolda Gombrowicza „Ferdydur­ke”. Dla tego artysty wszelkie formy życia społecznego, do których jednostka musi się dostosować są zniewalaniem człowieka, ograniczaniem jego wolności osobistej, niezależności, indywidualizmu. Na określenie tych zjawisk używa Gombrowicz sugestywnych neologizmów takich jak „upu­pianie” i „ugębianie”. Bohater Gombrowicza nie szuka dla siebie miejsca w społeczeństwie, przeciwnie chce od niego za wszelką cenę uciec, ale niestety nie jest to możliwe. Tak więc bohater powieści Gombrowicza jest istotą aspołeczną, za wszelką cenę chce on wyzwolić się z formy. Człowie­kowi jednak wciąż od najmłodszych lat narzuca się ustalone formy życia. Nie jest to rzeczą trudną, przecież bohaterem „Ferdydurke” jest trzydziesto­letni Józio, który został siłą przez profesora Pimkę doprowadzony do szkoły. Tutaj gra rolę ucznia tak doskonale, że ani koledzy z ławy szkolnej, ani profesorowie nie zauważyli jego dorosłości. Witold Gombrowicz przed­stawił w swej powieści niezwykle ważny i często dyskutowany przez artystów problem wolności człowieka w konfrontacji z ograniczeniami, jakie niesie kultura, tradycja i uznane wzory zachowań. Oczywiście pisarz broni wolności jednostki, uznaje bezwzględne prawo człowieka do obrony przed wszelkim zniewoleniem. Niestety wnioski z lektury nie są optymis­tyczne, gdyż społeczeństwo narzuca każdemu pewne role i niejako zmusza do ich odgrywania. Człowiek powraca wtedy do stereotypowych zachowań, niszcząc swoją osobowość. Niestety życie w społeczeństwie jest sfor­malizowane, a ucieczki przed formą nie ma, co uświadamia sobie w końcu Józio, który za wszelką cenę chciał wyzwolić się z formy, mówiąc: „Nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowie­kiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki.” Podobny problem został też przedstawiony w „Tangu” Sławomira Mrożka. Rodzice głównego bohatera Artura w młodości walczyli o wy­zwolenie z okowów moralności i religii, czyli o możliwość zatańczenia tanga. Można powiedzieć, że walczyli o tę samą niezależność, której tak bardzo pragnęli bohaterowie Gombrowicza. Rodzicom Artura Stomilowi i Eleonorze w pewnym sensie się to udało. Są na pewno indywidualistami. Stomil, protestując przeciwko konwenansom, posiadł swą narzeczoną w teatrze, wywołując tym niemały skandal. Ich salon sprawia wrażenie „niechlujstwa, pomylenia i przypadkowości”. W niesamowicie zagraco­nym wnętrzu nikt nie pomyślał o usunięciu katafalku, chociaż od śmierci dziadka minęło dziesięć lat. Na ogół bohaterowie są zadowoleni z panują­cej anarchii, babcia zamiast umrzeć wciąż gra w karty, wuj Eugeniusz zaniedbuje pisanie pamiętników. Stomil toleruje obecność w domu jakie­goś podejrzanego typa półinteligenta Edka, który siorbie przy jedzeniu i romansuje z jego żoną, gdyż wszelki protest byłby nienowoczesny. Pozornie więc jest to świat o jakim marzył dla swoich bohaterów Gombrowicz. Tym bardzo indywidualnym formom życia przeciwstawia się Artur, nie podoba mu się taki świat, który całkowicie wyszedł z formy. Nie udaje mu się jednak ten zamiar, gdyż Edek w walce o władzę wykańcza go paroma ciosami. Wszyscy będą musieli dostosować się do nowej formy – dyktatury.  Podobnie jak w życiu tak i w literaturze nikt nie zdołał jednoznacznie ustalić, czy lepiej być indywidualistą, a więc człowiekiem wyalienowa­nym ze swego środowiska, czy też istotą uspołecznioną, człowiekiem w pełni zintegrowanym ze środowiskiem jednocześnie skrępowanym pewnymi ustalonymi formami życia społecznego. Zawsze każda skrajność budzi zastrzeżenia. Tak więc postawy skrajnie indywidualne, choć niewąt­pliwie oryginalne i bardzo cenione w sztuce mogą prowadzić do alienacji, a w ślad za nią do frustracji. Jednak bez takich ludzi oryginalnych, twórczych świat nigdy nie wkroczyłby na drogę postępu i wspaniałego rozwoju. Tak więc zdając sobie sprawę z tego, że jesteśmy integralną cząstką środowiska i społeczeństwa, w którym przyszło nam żyć, idźmy jednak przez życie odważnie, broniąc ludzkiego prawa do wolności osobistej i niezależności.

Dobro i zło muszą istnieć obok siebie a człowiek musi dokonać wyboru


Jak rozumiesz słowa Mahatmy Ghandiego: „dobro i zło muszą istnieć obok siebie a człowiek musi dokonać wyboru”? Oprzyj się na poznanych tekstach literackich.

Dobro i zło. Biały i czarny. Prawda i fałsz. Na początku te pojęcia wydają się być przeciwieństwami, ale gdy przyjrzymy się im głębiej, dochodzimy do wniosku, że w rzeczywistości są one bardzo podobne. Czemu? Ponieważ wszystkie są wartościami względnymi, nie można ich zdefiniować empirycznie. Nie oznacza to, że dana osoba nie rozróżnia bieli i czerni, pokazuje tylko, że w określonej sytuacji czerń zamienia się w biel i odwrotnie. Ten przykład pokazuje jedną rzecz: niedoskonałość ludzkiej percepcji, a zatem i ludzkiego rozumienia świata. W tych rozważaniach ignorujemy istnienie szarości, czegoś między skrajnościami, czegoś, co znacznie ułatwia patrzenie na świat.

Dobro i zło z pewnością istnieją na tym świecie i często nie możemy powiedzieć, co jest czym. W literaturze poszczególnych epok można spotkać różne synonimy słów dobro i zło: od romantyzmu, gdzie dobro było synonimem patriotyzmu, przez pozytywizm, w którym praca była najwyższą wartością, po współczesną literaturę wychwalającą zachowanie własnej tożsamości.

Podobnie jest z definicją zła. W romantyzmie zło utożsamiano z niewolnictwem, z rozbiorami, przez Młodą Polskę, w której krytykowano populizm i szarość istnienia, oraz z literaturą wojenną utożsamiającą okupanta z diabłem.

Przez te wszystkie lata musieliście wybierać między „czernią a bielą”, czasami nie wiedząc, co jest dobre, a co złe.

Tę niepewność wyboru można łatwo zilustrować w twórczości Słowackiego i Mickiewicza i ich stosunku do powstania listopadowego.

Słowacki w „Kordianie” skrytykował powstanie listopadowe. W ramach przygotowań piekielne mocarstwa tworzą przywódców przemówienia: generałów i cywili. Sam fakt, że zostały stworzone przez diabła, jest ich jednoznaczną cechą, a więc zaprzeczeniem sensu buntu. Z kolei Mickiewicz w „Dziadach III”, a konkretnie w trzeciej scenie tego dramatu (Wizja księdza Piotra), nazywa naród polski, w tym liderów przemówienia, Mesjaszem cierpiącym za innych. Wspiera powstanie, a nawet usprawiedliwia potomstwo, dlaczego nie brał w nim udziału. Łatwo zauważyć, że pojęcie dobra i zła jest względne i po prostu niemożliwe jest dokonanie wyboru między nimi.

Innym przekonaniem, które okazuje się mitem, jest wiara w dobroć Boga. Istota nadprzyrodzona była najważniejszą rzeczą w średniowieczu. Kolejne epoki stopniowo wycofywały się z tej filozofii, sprzyjając stopniowej ateizacji literatury. Przełomem okazał się romantyzm. Sygnały tego procesu można dostrzec w pracach Mickiewicza. W Dziadach III cz. Porównuje się Boga do cara, nazywany jest mądrością, a nie miłością. To odbiera mu aureolę tajemniczości, wyjątkowości i nieomylności. Sam ksiądz Piotr, jako przedstawiciel Królestwa Niebieskiego na ziemi, wątpi w dobroć Opatrzności, choć swoje własne wyobrażenia o chrześcijańskiej pokorze przeciwstawia apokaliptycznym wizjom Konrada.

Z kolei w balladzie „Romantyzm” Bóg jako sprawca śmierci powoduje cierpienie niewinnych ludzi. Jest zaprzeczeniem nieomylności Opatrzności, podważeniem sensu poszukiwania w niej najczystszych intencji i dobra. Oczywiście czasami, jak pokazał Dziady Część II, grzech jest dobrem, bramą do pełnego poznania świata ciała i ducha. Ta sprzeczność jest widoczna, jeśli nie pomieszamy logiki scholastycznej i filozofii z romantycznym podejściem do tych tematów. W tym momencie prawda i fałsz, dobro i zło mieszają się razem i rozpoznają to, co zależy tylko od naszego subiektywnego systemu wartości. Praktycznie nie mamy wyboru, nasze życie wybiera za nas, pozbawiając nas przyjemności poszukiwania prawdy, wszystko staje się zbiegiem okoliczności, kompilacją wielu zmiennych, prowadzących do jednej, do utraty własnej tożsamości.

W romantyzmie bohaterem dramatów jest ten, kto szuka „siebie”. Konrad Wallenrod odnajduje sens życia w walce, której podstawą ideologiczną jest poezja. Gustaw / Konrad z „Dziadów” w miejsce miłości do kobiet znajduje patriotyzm. Kordian, indywidualista, sam szuka swojej filozofii i znajduje w niej miłość do ojczyzny. Poezja Mickiewicza staje się skarbnicą nowych i najlepszych dawnych wartości. Słowacki chce wyruszyć w przyszłość i propaguje poezję patriotyczną, wzywając do walki. Zło zabijania jest uzasadnione ideą, dla której się morduje. Czasami jednak to nie wystarcza i np. Kordian, nie zabijając cara, przezwycięża nowe ideały, wracając do starych, niby już przestarzałych.

W romantyzmie istnieje konflikt między filozofiami poszczególnych artystów. Generalnie jednak dobro czerpało siłę z patriotyzmu, a zło z upokarzających czasów popowstaniowych. Człowiek został pozbawiony wyboru, ponieważ nie był przygotowany na nową sytuację. Przejawia się w tragicznym indywidualizmie bohaterów literackich, którzy szukają własnej drogi przez życie.
Kolejną erę literacką, czyli pozytywizm, cechuje ciągłe poszukiwanie definicji dobra i zła, pokazywania, że ​​dobro może być złem i odwrotnie. Istotą literatury jest uświadomienie czytelnikowi przed jakim wyborem staje i pokazanie wszystkich aspektów decyzji.

Niejednoznaczność wielu decyzji najlepiej ilustruje twórczość Marii Konopnickiej. W swoim wierszu „Free Rent” opisuje sytuację chłopów we wsi po wywłaszczeniu. Oddanie ziemi chłopom było dobrą rzeczą, ale jej skutki uboczne są bezużyteczne. Podobną sytuację przedstawia powieść „Miłosierdzie gminy”. Tam prawo zapewniające osobom starszym spokojną starość stało się bramą do nadużyć na tym tle. Kunz Wunderli był ofiarą niezrozumienia dobra. Mendel Gdański to opowieść o sytuacji Żydów w Polsce i społeczeństwie polskim, pełnym antysemityzmu, ale z drugiej strony ludzi, którzy bronią wyznawców wiary mojżeszowej. Ale wszyscy oni, łącznie z Żydami, żyją w jednej społeczności, która jest wyjątkowa pod każdym względem.

Z trudnej sytuacji na wsi skorzystała także Eliza Orzeszkowa. Historia „Tadeusz” opisuje trudną sytuację dzieci na wsi, które pozbawione opieki rodziców, zmuszone do ciężkiej pracy, dorastają samodzielnie. Ojciec i matka tytułowego bohatera nie podlegają drastycznej krytyce, autorka raczej starała się ich uzasadnić w oczach czytelników. Znamienne jest, że i tutaj dochodzi do pewnego rodzaju dramatycznego konfliktu, wyboru między wychowywaniem dziecka z widmem śmierci głodowej, a pracą i pozostawieniem chłopca bez opieki. Każda decyzja ma swoje zalety i wady i ostatecznie prowadzi do tragicznego rozwiązania. Dlatego nie sposób powiedzieć, co jest dobre, a co złe, a każdego z rodziców Tadeusza trzeba oceniać osobno.

„Kamizelka” Bolesława Prusa porusza problem prawdy i kłamstwa w stosunku do pacjenta. Ponownie nie wiadomo, co jest lepsze: złudzenie powrotu do zdrowia czy surowa prawda o umieraniu. Kamizelka staje się symbolem iluzji, ale i nadziei niesionej pacjentowi. W tym przypadku kłamstwo daje dobre rezultaty, przynajmniej daje chwile szczęścia, co dla niektórych jest największą wartością. Nikt nie patrzy na cenę euforii. Im szybciej wspinasz się na szczyt, tym bardziej bolesne jest upadek.

Dziełem, które mistrzowsko pokazuje cienką granicę między dobrem a złem, normalnością a szaleństwem, jest „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. Główny bohater szuka usprawiedliwienia dla swojej zbrodni i dokładnie analizuje różnice między dobrem a złem. Dochodzi do wniosku, że ocena tych wartości zależy tylko od punktu widzenia. Dla niektórych przestępstwo jest ostatecznością, a odebranie komuś życia może dać innym życie. Można się zastanawiać, czy to pyrrusowe zwycięstwo, ale można przyjąć za pewnik, że nie jest to całkowicie absurdalny pomysł. Jego główną wadą jest to, że patrzymy na ofiarę przestępstwa, a nie ofiarę. Bez wyboru widziałaby nasz „dobry” uczynek zupełnie inaczej.

Zrozumienie błędu jest zdaniem Dostojewskiego podstawą odrodzenia moralnego.
Pozytywizm skupiał się na ukazaniu wewnętrznych sprzeczności w rozumieniu słów „dobro” i „zło”. Działający w tym okresie artyści znakomicie udowodnili przewrotność nawet szlachetnych idei, a także względność i zmienność naszych przekonań, kładąc tym samym podwaliny pod filozofię nowej epoki.

Młoda Polska szukała nowych ideałów w miejsce starych, całkowicie zdyskredytowanych. Tu można szukać analogii z romantyzmem, bo ostatnie lata XIX i początek XX wieku bez powodu nazwano okresem neoromantycznym. Artystyczna bohema zaciekle sprzeciwiała się ideałom pozytywizmu, głosząc artystyczne bale i pogardę dla pracy. Filister – synonim mieszczanina, któremu zależy tylko na swoim majątku i sukcesach zawodowych – stał się przedmiotem złośliwych ataków. Poetów cechowała dekadencka postawa życiowa, modernistyczna wizja współczesności oraz duża poetycka wrażliwość. W ich pracy nie było zdefiniowanego pojęcia dobra i zła. Krótko mówiąc, w zmieniającej się rzeczywistości nikt tak naprawdę nie wiedział, co oznaczają te słowa. Zamiast tego strach był wszechobecny.

Najlepiej pokazuje to hymn Kasprowicza „Dies Irae”. Apokalipsa jest przedstawiana jako punkt zwrotny, koniec i jednocześnie początek. Bóg nie jest miłością, jest sprawiedliwością, strasznym sędzią, obojętnym na ludzką rozpacz i cierpienie. Te tezy podkreśla także hymn „Święty Boże”, w którym wiara jest rodzajem rozmowy ze Stwórcą. Podobnie jak w romantyzmie, istnieją istotne elementy ateizmu, poddanie w wątpliwość dobroci bożej, której zaprzeczeniem jest sąd ostateczny. W tej sytuacji należy postawić znak równości pomiędzy strachem a złem. Czym jest więc dobro? W świetle Tetmajera można powiedzieć, że jest to zdolność twórczości. Np. wiersz „Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej”, gdzie krajobraz Tatr jest przesycony uczuciem spokoju i ukojenia, a góry są konspiracyjnie niezwykłe chociaż ulotnych. Mimo wszystko jest to utopia tylko pozorna, ponieważ podmiot liryczny zatopiony jest w smutku, wyrazie jego wartości. Dla niego nie ma dobra, może istnieć tylko jego namiastka.

Szukając interpretacji „bieli”, można zauważyć ciekawą próbę w „Chłopach”. Reymont nie wskazuje na idealnego bohatera, zarówno Boryn, jak i Jagna mają swoje wady, ale są też widoczne zalety. Przede wszystkim miłość do ziemi, jej produktów i własnej pracy. To nie tylko wytwór chłopstwa, to także naturalistyczny kult przyrody. Docenianie bohaterów w kategoriach dobra i zła zależy bezpośrednio od ich pracowitości, ale każdy ma wybór i każdy z chłopów Reymonta może iść własną drogą.

Jeszcze dalej Wyspiański poszedł w „Weselu”. Oskarżył poetów o szerzenie dekadencji i uważał poetycki pesymizm za przyczynę duchowej stagnacji narodu. Podobnie jak Reymont, autor wyznaje kult chłopstwa jako strażnika wartości zniszczonych przez minione epoki. Dobro w tym sensie kojarzy się z determinacją, otwartością na tradycję i jednocześnie gotowością do walki o nowe. Zło jest wyrazem stagnacji. W Bronowicach te dwa pomysły mieszają się ze sobą, tworząc ostatecznie mieszankę, która zastyga w ruchu, w niedopowiedzeniu.

Przecież neoromantyzm nie stworzył jednolitej wizji dobra i zła. Wieloznaczność i symbolika dzieła nie pozwalały na jego zrozumienie przez zwykłego czytelnika, który mógł zdecydować, jaki pomysł mu się podoba. Ten kult indywidualności i elitarności rozprzestrzenił się nawet w okresie międzywojennym.

Początek dwudziestolecia międzywojennego do okresu euforii po odzyskaniu niepodległości. Szybko okazało się, że walki nie da się przerwać, ale powinna być uniwersalna. Jako pierwszy zauważył to Żeromski z Przedwiośni. Jest to praca konfrontująca romantyczne wizje II RP z rzeczywistością. Utopia wolności i pluralizmu politycznego została szybko przezwyciężona, a kryzys gospodarczy i społeczny zrujnował ducha narodowego. „Przedwiośnie” to utwór „na rozweselenie serc”, który pokazuje problemy Polski, ale także sposoby ich rozwiązywania. Ponownie, podobnie jak w „Kamizelce”, jest wątek tworzenia fałszywych utopii, jest fałszywe przedstawienie choroby, tu nieszczerość ojca wobec syna i „wizja szklanych domów”. Trudno powiedzieć, czy Seweryn wybrał właściwą drogę, opowiadając Cezaremu o „idealnej” Polsce. Niewątpliwie to właśnie skłoniło syna do przyjazdu do ojczyzny, ale jednocześnie poprzez kontrast ukazało rzeczywistą biedę i zacofanie Rzeczypospolitej.

W tym przypadku znowu dobra i zła mieszanka i nikt nie może jednoznacznie udowodnić, na ile kłamstwo zadziałało na korzyść tego pierwszego. Z kolei Zofia Nałkowska w „Granicy” poszła jeszcze dalej, zadając pytanie, czy człowiek powinien być oceniany samodzielnie, czy przez obserwatora. Jest to ważne, ponieważ dobro i zło zależą od twojego punktu widzenia. Zenon Ziembiewicz wybrał własną drogę i, zdaniem większości, stał się biednym aparatczykiem z człowieka o szlachetnych ideałach. Trzeba jednak przyznać, że zejście z tej ścieżki mogło być bardzo przemyślanym i celowym działaniem. Mówiąc najprościej, bohater zdał sobie sprawę, że tylko moc daje możliwości samodoskonalenia. Zenon usprawiedliwiał się, że pomagał robotnikom jak tylko mógł, więc realizował pomysły młodzieży. Jego zdaniem lepiej było trochę zrobić, niż cały czas mówić o czymś dużym.

Nieco inaczej Gombrowicz postrzegał dobro i zło w Ferdydurke, gdzie główną cnotą człowieka nie była fizyczna egzystencja zgodna z normami, ale bogate, duchowe i intelektualne życie wewnętrzne. W rzeczywistości nikt nie może zbuntować się przeciwko społeczeństwu, ponieważ to je zniszczy. Praktycznie nie ma wyboru. Wszechobecna forma zabija indywidualność, powoduje zanik inności i niepowtarzalności. Groteskowy charakter wielu postaci dodatkowo podkreśla iluzoryczne ideały społeczeństwa jako strażnika najwyższych wartości.

Twórcy dwudziestolecia zaprzeczali istocie dobra i zła, pokazując, jak ich poprzednicy nie potrafili tak naprawdę zdefiniować tych pojęć. Co więcej, wielokrotnie pokazywano, że np. Kłamstwo nie musi być złe z pewnego punktu widzenia. Wszystko to pokazało i jedno: w niepodległej już Polsce nie ma prawdziwych trwałych wartości, bo „stare” już umarło, a ludzie nie są jeszcze gotowi na „szklane domy”.

Okres II wojny światowej był jednym z najbardziej tragicznych w całej historii polskiej państwowości. Ogromne zbrodnie totalitarnych systemów wstrząsnęły narodem, zmieniły jego filozofię i przywróciły wiarę we własną wyjątkowość. Wydaje się, że dość łatwo jest sklasyfikować dobro i zło: tj. Niemcy i Rosjanie byli źli, a Polacy i Żydzi byli dobrzy. Jednak nie jest to takie proste. Jak pokazuje Tadeusz Borowski w „Pożegnaniu Marii”, wśród Polaków byli też ludzie porzuceni. Szczypiorski obala kolejny mit, pokazuje ludzkiego Niemca.

Dobro i zło najlepiej znane są w sytuacjach ekstremalnych, a takie sytuacje z pewnością obejmują i należą do rzeczywistości obozu koncentracyjnego. Borowski w swoich opowieściach obozowych burzy wiarę w humanizm. Dla niego człowiek jest zwierzęciem reagującym na bodźce zewnętrzne ne jak jego leśni pobratymcy. Brak pożywienia rodzi agresję i niszczy wszelakie bariery moralne. Kultura okazuje się za słaba, głód okazuje się silniejszy. Rodzi się moralność człowieka na skraju śmierci, gdzie oznaką łaski jest nie informowanie przyjaciół, że za chwile zginą. Istota ludzka jest w stanie zabić za kromkę chleba. Dla nas jest to zło w postaci postaci, dla ludzi z numerów na przedramieniu była to normalność.

Moim zdaniem nie powinno się osądzać innych ludzi po pozorach, ponieważ w takim przypadku np. Wszystkich, którzy przeżyli Oświęcim można oskarżyć o śmierć milionów tam pomordowanych.

Dobro i zło są Pojęciem względnym. Ghandi propagował dobro, bierny opór złamać agresję. Wiarę w tę utopię przypłacił życiem. Teraz trzeba się zastanowić czy to była utopia. Indie odzyskały niepodległość.

Moim zdania człowiek nie ma nigdy wyboru. Przekonanie o tym, że jest inaczej jest tylko humanistyczną mrzonką. Los ludzki nie jest zdeterminowany, jest po prostu wypadkową siłą na korzyść lub przeciwko. Jednak czy dobro jest dobrem a zło złem nie wiedzieli ani Kordian, ani Tadeusz, ani Boryna, ani Cezary. Co to jest „człowiek” mogli się przekonać ci, którzy byli na policjami, więźniowie łagrów GUŁAGu i obozów SS.
Dobro i zło, cokolwiek by to nie było, musi istnieć obok siebie. Po prostu dlatego, że nikt nie doceniałby nieba gdyby nie wiedzieć jest piekło.

Ideał człowieka i obywatela w literaturze staropolskiej


Stosunek człowieka do świata zmieniał się na przestrzeni wieków. Wiele czynników wpłynęło (i nadal ma) na kształtowanie się poglądów ludzi. Poszczególne epoki, a także tworzona za ich życia literatura i sztuka odzwierciedlają różne światopoglądy. Ukształtowali ludzkie postacie i stworzyli modele do naśladowania. Poszczególne epoki budowały swoje ideologie w oparciu o przeciwieństwo do poprzedniej epoki, często opierając się na epoce wcześniejszej niż poprzednia.

ŚREDNIOWIECZE

Cechą charakterystyczną średniowiecza był teocentryzm, czyli stawiając Boga w centrum kultury, literatury, sztuki i filozofii, był najwyższą wartością. Religijny światopogląd miał wpływ na wszystkie dziedziny życia, stąd wątki rozwijane w sztuce najczęściej odwoływały się do Biblii lub działalności Kościoła. Dzieła te wywarły bezpośredni wpływ na czytelnika, prezentując, a nawet zastępując je postaciami godnymi naśladowania lub potępienia, wskazując na konkretne wzorce i ideały prowadzące do świętości.

Największym ideałem w średniowieczu był święty, aw pierwszych wiekach średniowiecza najlepiej było dla niego być świętym – ascetą. Filozofia św. Augustyna, który promował prymat wiary nad rozumem. Ta filozofia postawiła człowieka na granicy bytu między aniołami i zwierzętami. Osoba ludzka jest rozdarta wewnętrznie, ponieważ istnieje konflikt między dobrem a złem, między duszą a ciałem. Augustyn widział szczęście w medytacji, w poznaniu Boga i własnej duszy.

Filozofia św. Tomasza z Akwinu. Pod wpływem tej filozofii w XIII wieku nastąpił przełom w światopoglądzie średniowiecznych ludzi, ich stylu życia. Głosił harmonię, racjonalny porządek świata, strukturę stworzoną przez Boga, w której każdy element ma swoje miejsce (koncepcja drabiny bytów). Najważniejszą rzeczą w tej filozofii jest przezwyciężenie i przezwyciężenie dwoistości ciała i duszy.

Inną filozofię stworzył św. Franciszek, a jej głównymi zasadami były miłość, radość i ubóstwo. Miłość jest podstawą wiary, jest miłością do każdej żywej istoty jako brata i siostry. Twierdził, że człowiek jest wolny i szczęśliwy tylko wtedy, gdy ma tylko to, czego potrzebuje do życia. Ktoś, kto ma fortunę, martwi się o niego, jest jego niewolnikiem. Życie św. Franciszka i jego towarzyszy znane było z anonimowego dzieła Św. Franciszek.

W literaturze świętego np. W Legendzie św. Alexius. Bohater po ślubie składa ślub czystości, oddaje majątek biednym i opuszcza dom. Od 17 lat żyje skromnie, w ascezie, w izolacji, po czym wraca do ojczyzny, ale nie zostaje rozpoznany. Zanim umrze, pisze list, w którym wyjaśnia, kim był, a jego ciało ma cudowne właściwości lecznicze po śmierci.

Najwcześniejsze prace hagiograficzne w Polsce dotyczą świętych – męczenników, m.in. św. Wojciecha, mnicha pochodzenia czeskiego, który zginął podczas podróży misyjnej do Prus. W XIII wieku pojawiły się prace o Stanisławie Szczepańskim, biskupie krakowskim, zamordowanym na rozkaz króla Bolesława Śmiałego w 1079 roku.

Świeckim wzorem bohatera był rycerz, człowiek obdarzony niezwykłymi walorami militarnymi, a jednocześnie wasal oddany swojemu władcy. Ideał rycerski nie był oderwany od ogólnego teocentryzmu. Tutaj jednak na pierwszy plan wysuwa się pojęcie honoru, oczywiście połączone z absolutną wiernością Bogu. Tylny bohater Pieśni Rolanda ginie w bohaterskiej bitwie z niewiernymi Saracenami. Roland jest wierny Bogu i władcy do ostatnich chwil.

W dziełach świeckich znajduje się też moralizatorska praca Słoty O zachowaniu przy stole. Autor zachodnich manier i chciał je wprowadzić w Polsce. Krytykuje „siedzenie jak wół”, brudne ręce, szybkie jedzenie. Szlachta powinna dbać o kulturowe zachowania przy stole, zwłaszcza gdy są w obecności kobiet.

Jednym z wiodących trendów renesansu był humanizm, uznający człowieka za najwyższą wartość. Myślą przewodnią tej epoki nie był już teocentryzm, wręcz przeciwnie – antropocentryzm. Zdolności poznawcze człowieka, jego zachowanie i szczęście stały się podstawą wszystkich systemów ideologicznych. W początkowej fazie głosił takie hasła jak carpe diem czy homo sum – humani nil a me alienum esse puto. Ideały to piękno, harmonia i harmonia. Artystom zależało na doczesnej i pośmiertnej sławie oraz o przełamaniu bezimienności. Potwierdzili życie, byli przekonani, że pełnię życia można osiągnąć w tym życiu (Fajnie jest oszaleć, kiedy trzeba)

Dziennikarstwo renesansowe ma wiele twarzy, prezentuje różne modele myślenia, różne przekonania polityczne. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że każdemu zależy na dobru państwa i szczęściu jego obywateli.

Wieś i życie ziemianina jako przedmiot poezji to przejawy nowych czasów. Średniowieczna poezja i średniowieczne pisma gloryfikowały czyn świętego i czyn rycerza. Taki był też system wartości i hierarchia ważności czasu: służba Bogu i służba rycerska. Od połowy XV wieku wszystko to zaczęło się znacząco zmieniać. Najpierw w ekonomii, potem polityce i kulturze. Rycerz zamienił się w właściciela ziemskiego. Właściciel ziemski stał się nowym człowiekiem, początkowo nowym zawodem, ale wkrótce także nową wartością: społeczną, ideologiczną, kulturową, wreszcie moralną. Literatura szlachecka XVI wieku towarzyszy wszystkim tym przemianom, jest ich świadectwem i obrazem.

Wzorem dobrego gospodarza był Mikołaj Rej. Życie dobrego człowieka to pochwała dobrego życia na wsi, pierwsza część Zwierciadła … Według Reja życie człowieka przebiega zgodnie z biologicznymi cyklami przyrody: wiosna – dzieciństwo, lato – dorastanie, jesień – dojrzałość a potem starość – zima, śmierć. Każdy sezon odpowiada określonym działaniom na polu i w gospodarstwie. Dobry człowiek powinien wypełniać je najlepiej, jak potrafi, ale Rej nie zabrania pełnego korzystania z przyrody i krajobrazu, zachęca do rozrywki, pokazuje, jak wielką przyjemnością jest życie oszczędnego, oszczędnego i uczciwego człowieka.

Rej nie ogranicza się tylko do przedstawienia pozytywnych cech szlachty, ta warstwa społeczna krytykowana jest w Krótkiej rozprawie między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem. Obwinia szlachtę o hazard, zbytki, prywatę, rozrzutność, obojętność wobec ojczyzny.

Kochanowski propagował życie na łonie natury czyli pochwalał życie na wsi ( Pieśń świętojańska o sobótce ). Przedkładał życie wiejskie nad podróżnicze i miejskie. Wieś określano jako miejsce spokoju, stabilizacji i kształtowania się wartości moralnych. Tylko tam osiągalne jest szczęście, wieś umożliwia odnalezienie człowiekowi szczęścia.

Większość idylli idealizowała swoich bohaterów i ich życie, choć nie zawsze. Piosenka Żeńcy Szymona Szymnonowica daje niekonwencjonalny obraz wsi. Oluchna i Pietrucha ciężko pracują i pilnują ich okrutny starosta.

Inny wzorzec, który powstał w okresie renesansu, był związany z życiem dworskim. Pisał o tym Łukasz Górnicki w utworze Dworzanin polski, skomponowanym w formie dialogów między postaciami historycznymi. O ideale dworzanina – rycerza szanującego szlachtę, wykształconego, dbającego o wytworne maniery i piękno mowy, a także znajomość sztuki i muzyki, mówią gwiazdy polskiego dworu. Nie szczędzą jednak krytyki ze strony tych Polaków, którzy łatwo ulegają zagranicznym modom.

Dziełem polskiego renesansu jest także praca O doskonaleniu Rzeczypospolitej, w której autor (Andrzej Frycz Modrzewski) przedstawia swoje refleksje na temat stereotypów myślenia Polaków i rozumienia sensu istnienia. Bronił też praw chłopów, krytykując istniejące stosunki społeczne w kraju. Domagał się równości społecznej i prawnej dla wszystkich państw, ale jego idee nie znalazły poparcia w kraju. Modrzewski znalazł swojego następcę w osobie Piotra Skargi, który w podobny sposób spojrzał na sprawy społeczne i domagał się większych praw dla krajów innych niż szlachta. Przedstawia sześć chorób społecznych i głosi wizję upadku, politycznego nieszczęścia, które grozi Polsce. Idee tych twórców odżyły dopiero w XVIII wieku.

Kolejną pracą krytykującą rzeczywistość i panujące wówczas stosunki jest wspomniana krótka rozprawa … Autorka krytykuje wyzysk chłopa przez Kościół i władzę.

Jan Kochanowski pisze piosenkę V o dewastacji Podola przez Tatarów. Wreszcie poeta mówi o powinności obywatela wobec państwa. Nie powinien żałować pieniędzy na wojsko, powinien być ofiarny, gdy kraj jest w potrzebie. wywołania:

Skujmy talerze na talary, skujmy,

A żołnierzowi pieniądze gotujmy!

Kochanowski w Odprawie posłów greckich przedstawia przeciwstawne wzorce zachowań. Antenor jest przykładem pozytywnego obywatela – patrioty, dbałego o losy państwa. Ten wzór jest pożądany i godny propagowania i naśladowania. Postacią negatywną jest Aleksander, który kieruje się własnym, egoistycznym interesem. Z jego przyczyny dramat kończy się źle, Troja upada, ta historia jest ostrzeżeniem dla Polski.

BAROK

W epoce baroku powraca próżność nad próżnością – Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

Daniel Naborowski w swojej pracy Cnotliwe chrząknięcie na wszystko pokazuje, że różne ziemskie wartości, do których głupi człowiek przywiązuje wagę, są niczym – drogi pałac, pyszne jedzenie, kobiece piękno, bogactwo i szlachetne metale, popularność, pozycja – wszystko to przemija. nietrwałe, wszystko jest marnością.

W baroku ideałem był szlachcic – sarmata. Specyficznym przykładem z okresu baroku jest sam Pasek – autor i bohater Wspomnień. Sarmata kojarzy się z dumną szlachetną, dumną, odważną, ale wojowniczą, skłonną do walki i miodu, kultywującą tradycję.

Model szlachecki był nie tylko modelem świeckim, prawdziwy Sarmata był także dobrym katolikiem. Chrześcijańskie ideały stały się płytkie i prymitywne. Bohater Pamiętników często chodzi do kościoła, uczestniczy w pielgrzymkach, składa ofiary, ale jednocześnie prowadzi karczmy w cudzych domach, pije i dręczy swoich poddanych.

OŚWIECENIE

Nie widać ideału

Chudy literat (Adama Naruszewicza) to biedny uczony, wydawca i twórca ksiąg, który użala się swojemu rozmówcy, że obrał trudne i niedochodowe rzemiosło, gdyż ksiąg nikt nie chce ani czytać, ani kupować. Nic dziwnego, że król przykładał szczególną uwagę do nauki i kultury. Nie chcą czytać ani księża, ani szlachta. Szlachta jest „wszystkowiedząca”, pyszna i dumna ze swojego rodowodu.

Postać Mikołaja Doświaczyńskiego (Ignacego Krasickiego) po powrocie do kraju prezentuje ideał oświeconego człowieka. Jest mądry, życie nauczyło go wiele, własnym doświadczeniem poznał wartość ludzkich postaw, filozofii. Stał się dobry, wrażliwy na krzywdę ludzką, czuje się zobowiązany do dbania o tych, którzy są od niego zależni.

Człowiek wobec śmierci. Refleksje oparte na znanych Ci dziełach literackich i filmowych


Śmierć jest wpisana w każde ludzkie życie. Nikt przed nią nie umknie. A łacińska sentencja memento mori – pamiętaj, że umrzesz – towarzyszy nam od najmłodszych lat. Od dzieciństwa bowiem stykamy się z problemem śmierci. Umierają znajomi naszych dziadków i rodziców. Umierają nasi najbliżsi, członkowie naszych rodzin: babcia, dziadek, wujkowie, ciotki. Jeśli są to ludzie starzy, to śmierć ich uważamy za bolesną, ale normalną kolej rzeczy. Jeśli natomiast umiera nasz rówieśnik lub ktoś jeszcze młodszy, to nie możemy się z tym faktem pogodzić. Od razu mamy pretensje do losu. Zadajemy retoryczne pytanie: dlaczego umarł tak młody człowiek? Normalne jest, gdy umiera kolejno dziad, ojciec, syn wnuk, ale sprzeczna z prawami natury wydaje się śmierć syna czy córki, gdy jeszcze żyją rodzice. Los osieroconych rodziców jest moim zdaniem najgorszy z najgorszych, jaki może spotkać człowieka. Ich ból jest nieporównywalny z żadnym innym. Jaką tragedię przeżywają ci ludzie, ukazują wiersze Jana Kochanowskiego i Władysława Broniewskiego. Chociaż obu poetów dzielą bez mała cztery wieki, w ich dziełach odczytujemy ten sam ból, smutek, rozpacz i bunt przeciw spotykającej ich tragedii. Obaj kochali swoje córki. Jeden Urszulkę, drugi Joasię.

Urszula-Orszula umarła, mając zaledwie dwa i pół roku, Joanna-Anka była już mężatką. Jak widać, dla osieroconego ojca wiek dziecka nie ma znaczenia. O pustce i niemożności pogodzenia się z tragicznymi faktami pisał w Trenie VIII Kochanowski:

„Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,

Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim.

Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:

Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło (…)

Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,

A serce swej pociechy darmo upatruje.”

  Podobne uczucia odnajdujemy w wierszu Broniewskiego pt. „Obietnica”:

„Córeczko moja daleka,

pusto, pusto koło mnie,

serce krwawi i czeka,

ono nie umie zapomnieć.”

I wiersz pt. „Moje serce”:

„…o jedną osobę jest mi

za mało w pustym pokoju”.

Ten ostatni utwór jest wstrząsającym portretem psychologicznym osieroconego ojca. Poeat mówi w nim, że fizyczny ból serca można leczyć, ale bólu serca wywołanego rozpaczą nie sposób uśmierzyć. Kochający rodzic, dla którego życie w jednej chwili straciło sens, bo los nagle odebrał mu dziecko, gotów byłby oddać za nie życie.

„niech sobie śpiewa słowik

dla innych wieczory i ranki,

ja bym skonał za zmrużenie powiek

Anki.”

Jakże tragiczne i pełne bezmiernego cierpienia jest zawołanie Kochanowskiego w trenie XIII:

„Moja wdzięczna Orszulo, bodaj ty nie była

albo nie umierała, lub się nie rodziła!”

  Jak ogromne wrażenie robią na czytelniku słowa wiersza Broniewskiego pt. „Anka”:

„Zawsze piękna, choć nie żyjąca,

choć taka na pozór daleka,

jedyna spośród tysiąca –

a ojciec czeka…”

Ten mężczyzna nigdy nie pogodził się ze stratą, będzie czekał do końca swoich dni.

Osieroconych rodziców odnajdujemy również w powieści Marii Dąbrowskiej „Noce i dnie” oraz w filmowej adaptacji tego utworu przez Jerzego Antczaka. Bogumił i Barbara Niechcicowie tracą swego pierworodnego synka Piotrusia. Chłopiec umiera na skutek zapalenia płuc w wieku zaledwie czterech i pół roku. Zrozpaczona matka przez cztery dni i noce leży bez zmysłów w gorączce. Później biega codziennie na grób dziecka. Samotnie przesiaduje na śniegu przy mogile po kilka godzin. Ojciec traci panowanie nad sobą, usiłuje nawet popełnić samobójstwo. Rozpacz tych młodych ludzi jest przejmująca.

A jaka jest postawa człowieka wobec perspektywy własnej śmierci? Pewna amerykańska lekarka wyodrębniła pięć stopni intelektualno-emocjonalnych, przez które przechodzi na ogół osoba umierająca:

  • zaprzeczenie i izolacja,
  • złość i oburzenie,
  • pertraktowanie i odwlekanie,
  • depresja i poczucie zatracenia,
  • akceptacja nieuchronności śmierci.

Wydawać by się mogło, że nieuchronną śmierć zaakceptował Stanisław, bohater opowiadania „Brzezina” Jarosława Iwaszkiewicza. Ten młody człowiek, od lat chory na gruźlicę, przyjechał z zagranicznego sanatorium do leśniczówki brata po to, aby u niego spędzić ostatnie tygodnie życia i tam umrzeć. Mając już niewiele dni przed sobą, pragnie ten czas odpowiednio wykorzystać. Zaczyna zachłannie, mocno i szczęśliwie żyć. Wszystkimi swoimi zmysłami chłonie urodę świata. Cieszy go nawet niepogoda. Wszystko zaczyna być dla niego ogromnie ważne, piękne i cenne. Każde nowe wyzwanie urasta do rangi wydarzenia. I wreszcie w ostatnich dniach życia wyznaje bratu, że nie chce umierać tak młodo, że nie może się z perspektywą śmierci pogodzić.

O własnej śmierci pisały poetki: Ewa Lipska i Halina Poświatowska. Obie żyły z piętnem śmierci. Ewa Lipska była bardzo młodą dziewczyną, kiedy przyszło jej się zmierzyć z myślą o własnej śmierci. W pierwszych wierszach ukazuje ona wyraźnie swój własny dramat, żal, smutek, pretensje do losu, swoje zagubienie i świadomość, jak mało znaczy ludzkie istnienie. W wierszu pt. „Nieczętnie” pisze:

„A gdybym umarłą naprawdę – nic by się nie działo.

Zebrałyby się rodzina (…)

Może by się im nawet przez chwilę płakać udało(…)

Nikt nie przerwałby dzwonków spotkań telefonów…”

Bardzo ciekawym wierszem tej poetki jest utwór pt. „Ucz się śmierci”. Od poprzedniego dzieli go olbrzymi skok myślowy. Nie znajdziemy w nim bezpośredniego lęku o własne istnienie. Widać wyraźnie, że poetka zaakceptowała nieuchronność śmierci, pisze bowiem:

„Ucz się śmierci. Na pamięć.

Zgodnie z zasadami pisowni

Wyrazów martwych.(…)

Przepytaj siebie.

Przepytaj na żywo.”

Poetka Halina Poświatowska, z wykształcenia filozof, żyła krótko, bo zaledwie trzydzieści dwa lata. Ale żyłą bardzo intensywnie. Chciała wykorzystać do maksimum wszystkie dane jej dni. O swoim życiu pisała tak:

„Halina Poświatowska to jest podobno człowiek

i podobno ma umrzeć jak wielu przed nią ludzi

Halina Poświatowska właśnie teraz się trudzi

Nad własnym umieraniem…”

W swoich wierszach usiłowała zdefiniować zjawisko śmierci. Zadawała pytanie, czym jest jednostkowe życie, czy gdy przeminie, zostaje po nim ubytek we wszechświecie.

Pisała:

„A jednak miło jest pomyśleć

że świat umrze trochę kiedy ja umrę”

Biografię tej poetki jeszcze bardziej dramatyczną czyni fakt, że jej mąż – który też był chory na serce – zmarł po kilku miesiącach małżeństwa. Los zatem nie oszczędził Poświatowskiej i tego doświadczenia, doświadczenia osieroconej małżonki. Samotna, nieutulona w bólu kobieta tak pisała o swoim ukochanym:

„ Znaleźć ciebie – spojrzeć na ciebie – to zaledwie przedsionek

wyobraźni – ale już niedostępny moim oślepionym przez żal

zmysłom. Nie potrafię przypomnieć rysów twojej twarzy…

I ręce twoje pogubiłam i usta i wszystko to co było tobą odeszło

Żeby zrodzić się na nowo w nagłym ostrym bólu po tobie.”

Jakie uczucia targają osieroconym mężem, zobaczyć możemy w wierszu Władysława Broniewskiego „Do umarłęj”:

„Marychna!

Modlę się do Ciebie.

Jesteś w jakimś (…) niebie,

A ja sobie tu chodzę po tym życiu, (…)

Kocham się w mojej żonie,

Płaczę w ukryciu…”

Ileż ciepła odnajdujemy w tych strofach. Ile samotności kochającego serca. Ile skrywanych, męskich łez.

O umierającym mężu napisał Bolesław Prus przepiękne opowiadanie „Kamizelka”. Młody małżonek, chory na gruźlicę, obawia się najgorszego. Nie chcą jednak martwić żony złym stanem zdrowia i ciągłym chudnięciem, co dzień przesuwa sprzączkę w kamizelce, by udowodnić żonie, że przybiera na wadze, a więc czuje się coraz lepiej. Ona zaś, choć wie od lekarza o śmiertelnej chorobie ukochanego, skraca pasek kamizelki, aby dostarczyć mężowi namacalnych dowodów na to, że zdrowieje. Chce dać mu nadzieję i wiarę. Opowiadanie to pokazuje, ze nawet wobec śmierci oddani sobie i kochający się ludzie nie opuszczają rąk, że nawet niewinnymi kłamstwami można dodawać sobie otuchy w godzinach próby.

O umierającej żonie traktuje powieść Ericha Segala „Love story” i nakręcony według niej film o tym samym tytule. Młodzi ludzie – Olivier i Jenifer – niemal na początku swego wspólnego życia dowiadują się, że ona jest nieuleczalnie chora na białaczkę. Wiadomość ta spada na nich niczym grom z jasnego nieba, gdy właśnie zaczynają marzyć o dziecku. Zamiast realizować swe plany życiowe, zwiedzać świat, muszą stawić czoło dniom przepełnionym chorobą i niemocą. Wobec nadchodzącej śmierci są bezsilni, z mimo to wiele się od siebie uczą. On daje jej poczucie bezpieczeństwa. Opna do końca swych dni stara się pogodzić męża z jego ojcem. Uczy Oliviera dawanie uczuć i ciepła.

Wychowani w chrześcijańskiej kulturze europejskiej, odczuwamy strach przed śmiercią, uważamy ją za ostateczność. A jeśli nawet godzimy się z losem, to nie do końca. Czy zatem w imię sprawiedliwości mamy prawo domagać się kary śmierci dla innego człowieka?

 „Dekalog V – czyli krótki film o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego zmusza do refleksji na ten właśnie temat. Reżyser ukazuje najpierw bezwzględny mord, którego przestępca z zimną krwią dokonuje na taksówkarzu. Potem morderca skazany zostaje na karę śmierci i pokazana jest jego egzekucja, równie odrażająca jak wcześniejsze zabójstwo. Komentarz autorskiego w filmie brak. To sam widz – człowiek żyjący współcześnie – ma odpowiedzieć w swoim sumieniu, jaki jest jego stosunek do takiej śmierci.

I nasuwa się tu pytanie: czy śmierć, postrzegana przez nas tak negatywnie, może mieć również jakieś pozytywne aspekty? Moim zdaniem – tak, gdy staje się dla człowieka wyzwoleniem od bezmiernego cierpienia zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Gdy kładzie kres bólowi w ciężkiej, nieuleczalnej chorobie.

Uważam także, iż w obliczu śmierci czy innego zagrożenia ludzie zdejmują ze swych twarzy maski i ukazują swe prawdziwe oblicza. Często stają się do tego stopnia innymi ludźmi, że sami siebie by o to nie podejrzewali. Bardzo ciekawie ten problem ukazał Albert Camus w „Dżumie”. Zaraza w tym utworze jest metaforą zła i śmierci. Epidemia w mieście Oran stawia mieszkańców przed trudnymi wyborami: zamknięcie w sobie, izolacja, nieczułość i obojętność lub otwarcie na potrzeby innych, zaangażowanie i praca z narażeniem własnego życia. Ludzie tacy jak doktor Bernard Rieux, Jean Tarrou czy Raymond Rambert wybrali tę drugą drogę. Można powiedzieć, że wyszli zwycięsko z potyczki ze śmiercią. Zachowali swe życie, ale przede wszystkim ocalili albo odnaleźli w sobie pełnię człowieczeństwa.

Na zakończenie tej pracy chciałbym przytoczyć cytat z wiersza Haliny Poświatowskiej:

„Kto potrafi pomiędzy miłość i śmierć wpleść anegdotę o istnieniu?” Fragment ten jest piękny i mądry. Uważam bowiem, że jeśli komuś to się uda – pomimo że boi się śmierci, bo jest wielką niewiadomą – w ostatniej swej godzinie będzie mógł powiedzieć, iż godnie przeszedł przez dane mu życie i odejdzie z podniesionym czołem.

Dlaczego rok 1998 jest rokiem Mickiewiczowskim


Rok 1998 nazywamy jest „Rokiem Mickiewiczowskim”, ponieważ obchodzimy dwusetną rocznicę urodzin wybitnego poety polskiego romantyzmu.
A. Mickiewicz urodził się 24 XII 1798 r. w Zaosiu koło Nowogródka. Po ukończeniu szkół dominikańskich w Nowogródku wstąpił w 1815 r. na Uniwersytet w Wilnie. W czasie studiów poeta należał do Towarzystwa Filomatów, któremu podlegał założony przez Mickiewicza i Zana „Związek Przyjaciół”, utworzone w 1820 r. „Towarzystwo Filaretów”. Organizacje te miały za zadanie przygotować młodzież wileńską do działalności patriotyczno – politycznej. W 1823 r. dzialalność organizacji została przerwana w skutek aresztowań i słynnego procesu filomatów. Do procesu filomatów Mickiewicz pracował jako nauczyciel w Kownie. Po procesie został skazany na przymusowy pobyt w Rosji. Przebywał w Petersburgu, Odessie i Moskwie. W 1829 r. wyjechał do Niemiec, a potem przez Francję do Włoch. Na wieść o wybuchu powstania listopadowego przybył w Poznańskie, a po upadku powstania wraz z falą emigrantów znalazł się w Dreźnie, a następnie udał się do Paryża. W roku 1839 był wykładowcą literatur słowiańskich w College de France. W okresie Wiosny Ludów redagował „Trybunę Ludów”. W 1855 r. wyjechał do Konstantynopola, aby u boku armii tureckiej organizować legion polski do walki z caratem. Zamierzenia te przerwała nagła śmierć poety 25 XI 1855r.
Twórczość Adama Mickiewicza jest bardzo bogata i różnorodna. Obejmuje ballady, sonety, dramat, artykuły publicystyczne w „Trybunie Ludów”, oraz wielką epopeję narodową: „Pan Tadeusz”. Poeta uznany jest za naszego wieszcza narodowego.
W 1822 roku ukazał się w Wilnie I tom „Poezji” Mickiewicza, w skład którego weszło 14 ballad i romansów. Tematyka tych utworów oparta jest na motywach fantastycznych, najczęściej pochodzenia ludowego.
Akcja ballady pt:”Świteź” rozgrywa się w okresie walk Litwy z Rusią. W pierwszej części utworu poeta opisuje jezioro Świteź, które urzeka pięknem, tajemniczością i grozą. Nikt nie odważy się oglądać tego pięknego krajobrazu nocą, ponieważ wówczas panują tam zjawy, mary i straszydła. Z jeziora dochodzą odgłosy walczących i krzyki kobiet. Dziedziniec z Płużyn próbował odkryć tajemnicę jeziora. Ksiądz pobłogosławił jego zamierzenia oraz sprzęt, jaki miał mu służyć. Z dna jeziora wyłowiono rusałkę, która opowiedziała tragedię Świtezi. Bohaterowie ballady Mendog i Tuhan są postaciami fikzyjnymi. Władca Świtezi Tuhan udał się na pomoc obleganemu przez cara Rusi – Mendogowi. W grodzie pozostały bezbronne kobiety, dzieci i starcy. Po odjeździe Tuhana gród oblegały ruskie wojska. Przerażone kobiety postanowiły raczej umrzeć, niż zostać zhańbione przez wroga. Aby zapobiec mordom, córka Tuhana błagała Boga o smierć. Wówczas wody jeziora Świteź wystąpiły z brzegów i zatopiły miasto. Kobiety i dzieci zamieniły się w kwiaty. Kwiaty te posiadały tajemnicza moc. Kto je zerwał, padł dotknięty chorobą i śmiercią. Jest to motyw charakterystyczny w balladzie. Zgodnie z ludowym pojęciem każda zbrodnia – a był nią atak na bezbronny gród – pociąga zasłużoną karę. Kwiaty zerwał car i „ruska zgraja”. Śmierć była dla nich odpowiednią karą. W balladzie „Świteź” A. Mickiewicz przedstawił również ludową wiarę w istnienie boginek wodnych, w zatopione na dnie jeziora miasto. Utwór rozgrywa się w romantycznej scenerii zawierajacej wiele elementów ludowych, fantastycznych i tajemniczych.
Problem winy i kary zawarty jest również w balladzie pt: „Świtezianka”. Jej akcja rozgrywa się w romantycznej scenerii jeziora Świteź koło Nowogródka. Bohaterem utworu jest młody strzelec i dziewczyna imieniem Świtezianka. Przystojny młodzieniec codziennie wieczorem przy blasku księżyca spacerował z tajemniczą nieznajomą. Przyrzekał jej wierność i miłość. Prosił ukochaną, by zamieszkała z nim w jego chacie, gdzie jest pod dostatkiem owoców, mleka i zwierzyny. Nie chciał, aby dziewczyna błąkała się jak upiór po kniejach. Wówczas strzelec został poddany próbie, ponieważ dziewczyna pamiętała ostrzeżenia ojca:

„Słowicze wdzieki mężczyzny głowie,

A w sercu lisie zamiary”.

Ta sama Świtezianka przybrała postać innej dziewczyny o przecudnej urodzie. Gdy strzelec wracał do swojej chaty wyłonia się z wód jeziora. Piękna zjawa zaczęła uwodzić młodzieńca, obiecując mu niesamowite rozkosze i przeżycia. Strzelec urzeczony urodą dziewczyny zlekcewżył złożoną przysięgę i uległ namowie. W świetle księżyca, w którym stała Świezianka oszołomiony młodzieniec rozpoznał dziewczynę,której tak niedawno przyrzekał miłość i wierność. Za niedochowanie przysięgi niewiernego strzelca spotkała okrutna kara. Jego i tajemniczą dziewczynę pochłonęły wody jeziora. Świtezianka nadal pląsa się po falach, a nieszczęśliwa dusza młodzieńca jęczy pod pobliskim modrzewiem. Utwór „Świtezianka” jest balladą, ponieważ zawiera elementy epickie. Opowiada o niezwykłych wydarzeniach, treść oparta jest na wierzeniach ludowych, w utworze panuje nastrój grozy i tajemniczości bogaty w zjawy i duchy. Poza tym podobnie jak w poprzedniej balladzie winny poniósł zasłużoną karę.
Kolejną balladą A. Mickiewicza jest „Powrót taty”. Autor opowiada w niej o sile modlitwy, sile wiary, która nawet na zabójcy czyni wrażenie.
Dzieci kupca, który długo nie wracał z podróży, modliły się za niego za miastem, przy cudownym obrazku. On odprawił sługi z wozem kupieckim i ruszył ku miastu do dzieci. Drogę zastąpili im zbójcy. Prawdo podobnie kupiec stracił by życie, gdyby nie postawa przywódcy bandy. Wzruszyły go modlitwy dzieci czekających na ojca. Przywódca poprosił dzieci, aby czasami pomodliły się rownież za jego duszę. A więc wierzy w Boga i pragnie zbawienia. Pouczenie czyli morał ballady zawiera się w myśli, iż potężna jest siła modlitwy. To ona przemienia zbójcę w istotę ludzką, która odczuwa współczucie dla swojej ofiary i daruje kupcowi życie.
Cechy romantyczne takie jak: ludowość, fantastyka i tajemniczość zawiera II część „Dziadów” A. Mickiewicza wydana w 1823 r. W przedmowie do dramatu poeta wyjaśnił powstanie tytułu. Otóż pochodzi on od nazwy uroczystości obchodzonej w Dzień Zaduszny przez lud Wielkiego Księstwa Litewskiego, w ustronnyc kaplicach, z dala od ludzi. Istotą jej było udzielenie pomocy duszom zmarłych przodków, czyli „dziadów”, męczącym się w czyśćcu. Urocystość nazwano również „ucztą kozła”.
Wieczorem w starej cmentarnej kaplicy zbierali się pod przewodnictwem guślarza wieśniacy, którzy tworzyli chór. Biorący udział w obrzędzie wzywali kolejno dusze. Prowadzący ceremonią guślarz zachęcał dusze „dziadów” do przybycia na uroczystość. Żywi pragnęli udzielić zmarłym pomocy, czętując ich przygotowanym wcześniej posiłkiem.
Jako pierwsze pojawiły sie tak zwane „duchy lekkie”. Były to dwa aniołki – duszyczki dzieci, Rózi i Józia. Dzieci te nie zaznały w ziemskim życiu cierpienia i goryczy. Były na ziemii zbyt szczęśliwe, więc po śmierci nie mogły od razu pójść do nieba. Prosiły zebranych o dwa ziarnka gorczycy i wówczas będą mogły odejść. Guślarz dał gorczycę i widma odeszły.
Jako drugie ukazały się zebranym „duchy najcięższe”. W utworze takim duchem jest Widmo złego pana, który cierpi z powodu głodu i pragnienia. Prosił o trochę napoju i pożywienia. Otrzymał je, ale natychmiast zjawił się chór ptaków – wrony i kruki, które zjadły pokarm. Ptaki były duchami męczonych w przeszłości przez pana ludzi. Kruk był duchem człowieka, który będąc głodnym, zakradł się do ogrodu pana i ukradł kila jabłek. Za karę zchłostano go na śmierć. Sowa to duch kobiety, która w zimie z rozkazu pana została pobita i wyrzucona za wrota, chociaż w tym czasie we dworze bawiono się i ucztowano. Zamarła na śmierć. Pan jest winien tej tragedii. Widmo stwierdza, że będzie tak musiał cierpieć wiecznie, gdyż:
                                                                            „Kto nie był za życia człowiekiem,

Temu człowiek nic nie pomoże”.

Jako trzecie pojawiły się „duchy pośrednie”. Takim duchem jest widmo Zosi, która żyła „nie dla ludzi, nie dla świata”. Była kiedyś najpiękniejszą dziewczyną we wsi, ale nie pokochała żadnego chłopca, za żadnego nie wyszła. Pogardziła miłością, była zbyt dumna, nigdy „nie dotknęła ziemi”. Teraz nie chciała jedzenia, chciała, by chłopcy podbiegli do niej, chwycili za ręce i ściągneli ją na ziemię. Jest to jednak niemożliwe. Guślarz nakazał parobkom zostawienie widma w spokoju. Odkrył jednak przed duchem Zosi przyszłość. Oto po dwóch latach błąkania się po ziemi, będzie mogła dostać się do nieba. Duch Zosi zginął, ale pozostawił po sobie kilka słów nauki:
                                                               „Kto nie dotknął ziemi ni razu,

Ten nigdy nie może być w niebie”. Gdy uroczystość „dziadów” dobiega końca okazało się, że bez zaproszenia pojawiło się jeszcze jedno widmo – duch młodzieńca z krwawą raną na piersi. Widmo stało nieruchomo i wpatrywało się w jedną z pasterek wskazując ręką na serce. Cały czas milczało. Dopiero gdy chłopi wyprowadzili dziewczynę, widmo wyszło z kaplicy za nimi i uroczystość dobiegła końca.
II część „Dziadów” ukazuje obrzęd, w czasie którego żyjący usiłują pomóc duchom swoich zmarłych bliźnich przebywających w czyśćcu. Mickiewicz, opierając się na wierzeniach ludu dzieli grzechy na różne kategorie. Grzechami, jak wynika z utworu mogą być złe uczynki lub nawet bezczynność. W życiu nie wolno bowiem przyjmować postawy biernej, trzeba coś robić, rozwijać się, dawać radość innym i pozostawić po sobie ważny ślad. To bardzo ważna wskazówka moralna i etyczna dla każdego człowieka.Trzeaba być wzorowym człowiekiem, bo każda wina pociąga za sobą karę. Podobnie jak w balladach tak i w tym dramacie poruszony jest problem winy i kary oraz odpowiedzialności człowieka. Nastrój tajemniczości i grozy jest również charakterystyczny dla tego utworu, gdyż są to elementy typowo romantycznej poezji.
Do liryki patriotycznej A. Mickiewicza zaliczamy wiersz pt: „Śmierć pułkownika”. Utwór poświęcony jest bohaterskiej uczestniczce walk powstańczych na Litwie w 1830 r. Emilii Plater. Poeta opisuje moment jej śmierci, porównując ją do śmierci Stefana Czarnieckiego, który umierając poprosił o wprowadzenie do izby swego konia, z którym się pożegnał. Podobnie kazała zrobić Emilia Plater. Żegnający ją żołnierze, płakali po swoim dzielnym wodzu, którym była kobieta – pułkownik. Także prosty, wiejski lud płakał, kiedy dzielna kobieta żegnała się ze swym koniem, a potem ze światem i swoimi żołnierzami. Nazajutrz Moskale zajęli okolicę, a lud schronił zmarłego wodza do pasterskiej chaty.
„Reduta Ordona” to jeden z najpiękniejszych wierszy powstańczych, napisany na podstawie opowiadania adiutanta, Stefana Garczyńskiego. Pierwsza część utworu to opis układu sił wrogich sobie wojsk. Refleksje poety dotyczą niezwykłej przewagi liczebnej wroga, a także siły carskiego okrucieństwa, która każe tysiącom ludzi iść w bój i ginąć za państwo cara. Jego władza sięga od Niemna do Chiwy. Nieposłuszni jego rozkazom wywożeni są na Syberię. Wielka jest chwała i bohaterstwo Polaków, którzy stanęli do walki z szatańskim władcą połowy świata. Obserwując pole walki adiutant relacjonuje zdobycie reduty. Walczącym powstańcom zabrakło amunicji. Zanim Moskale zdążyli zawładnąć redutą Ordon zdecydował się na odważny i bohaterski czyn – wysadził redutę, aby amunicja nie dostała się w ręce wroga. W relacji Mickiewicza Ordon zginął, chociaż wiadomo, że w rzeczywistości uratował się. Takie przedstawienie losów Ordona służy do podkreślenia jego bohaterstwa. Wiersz kończy się opisem pola bitwy, na którym pozostały ciała poległych żołnierzy, obrońców i napastników, którzy po śmierci zawarli „wieczny pokój”. Poeta wyraża nadzieję, że musi kiedyś nadejść kres carskiego despotyzmu.

Krytyka szlachty w literaturze polskiej


jedno z dłuższych wypracowań

Szlachta przez wiele wieków naszej historii była nie najliczniejszą, ale za to najważniejszą grupą społeczną, dbając o obronę granic, tworząc kulturę i tradycję narodową. Mimo to wielokrotnie była wówczas krytyko­wana i atakowana przez przedstawicieli samej szlachty.

Pierwsze słowa krytyki pojawiają się już w epoce renesansu. Mikotaj Rej w „Krótkiej rozprawie między trzema osobami Panem, Wójtem i Plebanem” krytykuje szlachtę za przekupstwo panujące w sejmach, w których pomyślność wyroku uzależniona jest od wysokości łapówki. Jeszcze bardziej boli Mikołaja Reja brak troski o losy kraju i prywata oraz niezgoda panująca w polskim sejmie.

Każdy na swe skrzydło goni (…) Pewnie Pospolitej rzeczy

Żarty tam nie ma na pieczy

Także najwybitniejszy poeta polskiego renesansu nie szczędzi stów krytyki pod adresem szlachty. W pieśni „O spustoszeniu Podola” stwier­dza, że Polacy okryli się wieczną hańbą, dopuszczając do najazdu Tatarów na Podole. Pozwolili się zawojować narodowi dzikiemu, koczowniczemu, który nie umie nawet zbudować wsi ani miast. Kochanowski zarzuca też polskiej szlachcie krótkowzroczność i lekkomyślność. Nie umieją oni skutecznie odeprzeć ataku Tatarów, a przecież rośnie w oczach nowa potęga – Turcja, która już ingeruje w sprawy wewnętrzne Polski, próbując wpłynąć na wybór króla. Poeta przestrzega też tak mafio odpowiedzialnych Polaków, żeby porzucili wystawne życie, przetopili talerze na talary i pomyśleli o obronie.

W „Odprawie postów greckich” Jan Kochanowski krytykuje społeczeń­stwo trojańskie przekupne, pozbawione troski o losy kraju. Czytelnik jednak doskonale orientuje się, że poecie chodzi o społeczeństwo polskie. Świadczą o tym takie szczegóły jak marszałek obrad z laską, głosowanie przez rozstąpienie się itp. Społeczeństwo to pozbawione jest silnego rządu, brak w nim poszanowania prawa i sprawiedliwości, wszystko zaś „złotem kupić trzeba”. Także słowa skierowane pod adresem młodzieży trojań­skiej, dotyczą młodzieży polskiej, Ienistwo, obżarstwo, pijaństwo do­prowadziło do tego, że ledwo zdołają się oni poruszać w lekkich jedwabiach, a cóż dopiero mówić o ciężkiej zbroi. Śpią, wylegują się do południa, nie potrafią więc stanąć na warcie. Są zupełnie nieprzydatni do obrony ojczyzny,

Podobnie problem ten dostrzega Wacław Potocki we fraszce „Pospolite ruszenie”. Ta formacja polskiej szlachty zwoływana tylko na wypadek wojny również była całkowicie nieprzydatna do obrony granic. Świadczy o tym przedstawiony przez poetę epizod rozgrywający się w obozie. Rotmistrz przed spodziewanym, nocnym atakiem wroga rozkazuje szlach­cie, aby zajęta wcześniej wyznaczone stanowiska. Szlachta jednak obra­żona jest zuchwalstwem rotmistrza, który odważył się przerwać im pierwszy, najbardziej brogi sen.

Wacław Potocki krytykuje także niezwykłe zamiłowanie polskiej szla­chty do przepychu, bogactwa i życia ponad stan w satyrze pod tytułem „Zbytki polskie”:

O czymże Polska myśli i we dnie, i w nocy? Żeby sześć zaprzgano koni do karocy,

Żeby srebrem pachołków od głowy da stopy, Sługi odziać koralem, burkatelą stopy; Żeby na panie] perły albo djamenty, A po służbach złociste świeciły się sprzęty.

Dziwi go też niepomiernie niezwykła niefrasobliwość polskiej szlachty, która nie chce zrozumieć, że jeśli Polska utraci niepodległość, wówczas przepadną wszystkie jej bogactwa. Natomiast w jednym z fragmentów „Wojny chocimskiej” Wacław Potocki ubolewa nad upadkiem ducha rycerskiego. To właśnie zamiłowanie do wystawnego życia i zbyt wy­szukanego, obfitego jedzenia doprowadziło szlachtę niegdyś odważną, pełną wigoru i gotową do obrony ojczyzny do całkowitej zmiany postawy:

Patrzmy też, co Za ludzi mialy tamte wieki, Którzy nam tę ojczyznę dali do opieki! (…) Przebóg! Cóż w nas w tak drobne przerobiło mrówki?

Zbytkami nieszczęsnymi, lakomymi garły Samiśmy się w pigmejów postrzygli i w karty.

Wszechstronną krytykę polskiej szlachty przynosi dydaktyczna literatu­ra wieku Oświecenia, której głównym celem stało się pouczanie społe­czeństwa poprzez wyszydzanie i piętnowanie jego wad.

Bezlitosnym szydercą był przede wszystkim Ignacy Krasicki. W satyrze „Do króla”, stosując subtelną ironię, ośmieszył polską szlachtę, która stawiała królowi bezsensowne zarzuty dotyczące jego młodego wieku, szlacheckiego i polskiego pochodzenia, wykształcenia i łagodnego sposo­bu rządzenia. W ten sposób nie król lecz polska szlachta została wy­szydzona za swą ciemnotę, konserwatyzm, brak zmysłu politycznego.

Skłonność szlachty do naśladowania cudzych wzorów przedstawił Ignacy Krasicki w satyrze „Żona modna”. Bohaterka utworu jest cał­kowitą niewolnicą cudzoziemskiej mody. Zabawna jest scena wyjazdu młodej pani na wieś – w karecie musi pomieścić się suczka, kotka z kociętami, kanarek i mysz na łańcuszku – pan Piotr z trudem znajduje miejsce dla siebie. Niezwykle skutecznie trwoni szlachecką fortunę żona modna po przybyciu do posiadłości męża. Wkrótce szlachecki dworek upodabnia się do warszawskich pałaców, a w ogrodzie zgodnie z aktualną, sentymentalną modą znajdują się meczeciki, cyprysy, świątynie dumania i szemrzące strumyczki. W czasie fajerwerków płoną zabudowania gospodarcze, stodoły pełne zboża. Nie żal nam jednak pana Piotra, wszak ożenił się, mając na uwadze „owe wsie dziedziczne” przyszłej żony, graniczące z jego dobrami.

Podsumowaniem krytycznego obrazu szlachty zawartego w „Satyrach” jest utwór pod tytułem „Świat zepsuty”. Poetę oburza panujące w kraju bezprawie, rozpusta, egoizm szlachty, brak troski o losy ojczyzny. W zakończeniu wiersza poeta przedstawia alegorię ojczyzny w postaci tonące­go okrętu, który należy ocalić lub razem z nim zginąć.

Komedia doby stanisławowskiej także walczyła z wadami i przywarami szlachty. Julian Ursyn Niemcewicz w utworze „Powrót posła” przed­stawia patriotyczny obóz, reprezentowany przez Podkomorzego i jego rodzinę. Popierają oni wszystkie postępowe projekty reform politycznych takich jak zniesienie liberum veto, wolnej elekcji i wprowadzenie dzie­dziczności tronu, wzmocnienie władzy królewskiej.

Natomiast obóz konserwatywny został przez poetę ośmieszony i skryty­kowany. Starosta Gadulski jest człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć patriotycznych. Tęskni za saskimi czasami anarchii, kiedy to „robiono co chciano”. Niefrasobliwie też przyznaje, że „wcale nie czyta lub przynajmniej mało”. Broni też z uporem szkodliwych dla Rzeczypospolitej starych przywilejów szlacheckich. Majątek swój po­mnożył różnymi, często nielegalnymi sposobami. Jest także starosta człowiekiem odpychającym w życiu prywatnym. Wciąż gada dużo i bez sensu, jest chciwy, gotów jest poświęcić szczęście swej jedynej córki Teresy i wydać ją za mąż, za takiego kawalera, który nie będzie żądał posagu.

Równie negatywnie został scharakteryzowany modny kawaler Szarman­cki, typowy ówczesny „łowca posagów”, dla którego sprawy ojczyzny są zupełnie obce. Kiedy przebywa w Londynie nie interesują go obrady tamtejszego parlamentu, lecz aktualnie obowiązująca tam moda, a bawiąc w Warszawie też nie myśli o obradach sejmu lecz odwiedza warszawskie lokale.

Krytyczny obraz polskiej szlachty odnajdujemy też w satyrze Adama Namszewicza pod tytułem „Chudy literat”. Chudy, gdyż „rzadko kto czyta księgi, rzadko kto je kupi”. Szlachta nie interesuje się rodzimą kulturą ani literaturą, prowadzi gnuśne, próżniacze życie, ulega nałogowi pijaństwa, prowadzi ustawiczne spory z sąsiadami.

Jednym gnuśne stępiło umysł próżnowanie Drugi rozum i serce utopi  we dzbanie,

Ów się tylko pieniactwem szarga, a z sąsiady Ustawicznie o lada zagon wszczyna zwady, Ten pańskiej pacholkując dumie i zawiści, Zwodzi, kłamie, namawia, a nuż do skarzyści”.

Szlachta nie potrafi służyć ojczyźnie w sejmie, gdyż wielu jej przed­stawicieli w ogóle nie umie przemawiać, ponieważ nigdy nic nie czytali. Szlachta została więc skrytykowana przez twórców oświecenia za swą głupotę, pychę, ciemnotę, ograniczone horyzonty umysłowe, chciwość, przebiegłość, bezmyślne naśladowanie cudzoziemskich wzorów, pijań­stwo i obłudę.

Romantycy, którzy głosili ideę walki narodowowyzwoleńczej nieco mniej krytycznie odnosili się do szlachty, być mole dlatego, że to właśnie szlachta dźwigała na sobie ciężar powstań narodowych i ponosiła najwięk­sze ofiary. Literatura więc stawiła przede wszystkim bohaterów narodo­wych, którzy gotowi byli oddać życie za ojczyznę.

Pojawiają się jednak i głosy krytyczne. Adam Mickiewicz w „Dzia­dach” cz. III ukazuje patriotyczną młodzież wileńską uwięzioną w celach klasztoru bazylianów, ale już w salonie warszawskim dzieli wyraźnie społeczeństwo na dwie grupy: towarzystwo przy drzwiach i towarzystwo stolikowe. Tu wiośnie skupiła się polska arystokracja, wyżsi urzędnicy i generałowie, damy z towarzystwa. Są to kosmopolici całkowicie po­zbawieni uczuć patriotycznych. Damy wolą czytać francuską poezję niż polskie wiersze, wszyscy żałują, że Nowosilcow wyjechał z Warszawy, gdyż umiał on organizować wspaniałe bale. Po wysłuchaniu tragicznej historii o męczeństwie Cichowskiego polscy literaci stwierdzają, że jest to temat zbyt świeży; a w dodatku za bardzo prozaiczny, gdyż trzeba było opisywać, jak ktoś jadał śledzie. Przede wszystkim jednak historia jest zbyt krwawa, a Polacy jako Słowianie wolą sielanki. Oburzeni patrioci skupieni przy drzwiach nazywają polskich arystokratów łotrami, a w koń­cu Piotr Wysocki w następujących słowach charakteryzuje polskie społeczeństwo:

Nasz naród jak lawa. Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa Lecz wewnętrznego ognia sto dat nie wyziębi, Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

Gorąca lawa to patriotyczna młodzież polska, zaś twarda skorupa to pozbawiona uczuć polska arystokracja. Zdarzali się w narodzie polskim także jawni zdrajcy ojczyzny. W „Dziadach” byli to ludzie z otoczenia Nowosilcowa, postacie autentyczne Pelikan (Wacław Pelikan) i Doktor (August Becu, ojczym Juliusza Słowackiego). Rywalizują oni między sobą spiesząc z komplementami dla senatora oraz z donosami. Zdradzają własny naród, prześladują polską młodzież, jeden jest bardziej gorliwy od drugiego. Pelikan na polecenie Doktora policzkuje księdza Piotra, który odważył się wystąpić w obronie prześladowanej młodzieży i wdowy Rollisonowej. Obaj zdrajcy obmyślają też perfidny plan zgładzenia niewy­godnego więźnia, młodego Rollisona, który nie mogąc znieść tortur stosowanych w czasie śledztwa popada w obłęd. Otwierają okno jego celi na piętrze, umożliwiając mu w ten sposób samobójstwo. Ich okrucieństwo i podłość nie pozostaną jednak bez kary, a jej pierwszą zapowiedzią jest uderzenie pioruna, od którego zginął Doktor.

Wszechstronny obraz polskiej szlachty przedstawił Adam Mickiewicz w epopei szlacheckiej „Pan Tadeusz”. Akcję utworu umieścił poeta na Litwie, gdyż wspomnienia o „kraju lat dziecinnych”, tym najszczęśliw­szym i najpiękniejszym okresie w życiu byty potrzebne poecie-wygnań­cowi „na paryskim baroku”.

Szlachta polska została tu przedstawiona w całym swym zróżnicowaniu materialnym, kulturalnym, światopoglądowym. Adam Mickiewicz do­strzegł też jej wady, chociaż nie mógł o nich pisać inaczej, jak tylko z dobrotliwym, pełnym pobłażania uśmiechem. Cudzoziemska moda i skłonność do naśladowania obcych wzorów została skrytykowana na przykładzie Telimeny i Hrabiego.

Telimena niestety przypomina modną żonę z satyry Ignacego Krasickie­go. Pozuje na sentymentalną damę, a w rzeczywistości po prostu poluje na męża. Początkowo zarzuca sidła na Tadeusza, potem próbuje zaręczyć się z Hrabią, aby w końcu zadowolić się Rejentem, który w intercyzie ślubnej musi jej przyrzec, że będzie się ubierał zgodnie z francuską modą. Uczucia patriotyczne też jej są chyba obce, skoro wciąż chwali się, że mieszkała kiedyś w Petersburgu i ten okres w życiu uważa za najciekawszy. Z dumą wspomina też o swych znajomościach w środowisku carskich urzędników.

Także Hrabiego można nazwać „modnym kawalerem”, gdyż ubiera się po francusku, własny kraj wydaje mu się nudny, pozbawiony tajemniczo­ści i poezji, z sentymentem wspomina swe wojaże po Włoszech, a w szczególności spotkania ze zbójami. Dopiero tragiczna historia rodu Horeszków, miłość Jacka, zabójstwo Stolnika zaczyna go interesować jako prawdziwie romantyczna historia. Wyraża nawet zdziwienie, że mogła ona rozegrać się w Polsce, a nie wśród tajemniczych zamków Anglii (lub Szkocji. W istocie Hrabia pozbawiony jest uczuć patriotycznych, w zna­nym epizodzie chwali uroki lazurowego, włoskiego nieba, przyznaje też, że cywilizacja większa u Moskali.

W Soplicowie, w tym ośrodku patriotycznym goszczony jest jednak Asesor, który w istocie jest carskim urzędnikiem i w czasie najazdu na Soplicowo zwraca się do Hrabiego z następującym rozkazem:

..Areszt kładę. W imię Imperatorskiej Mości, oddaj szpadę, Panie Hrabio, ba wezwę wojskowej pomocy!”

Jednocześnie Mickiewicz podkreśla, że większość szlachty polskiej kochała swą ojczyznę, pragnęła odzyskania niepodległości, nienawidziła Moskali tak jak Maciek Dobrzyński i gotowa była poświęcić dla niej życie tak jak Jacek Soplica.

Poeta dostrzegał także inne wady litewskiej szlachty, chociaż traktował je dość pobłażliwie. Skrytykował ograniczone horyzonty umysłowe Dob­rzyńskich, Woźnego a nawet Sędziego, pieniactwo czyli skłonność do prowadzenia procesów, warcholstwo, protekcjonalną wyższość wobec niższych urodzeniem, konserwatyzm a także niezdolność do zorganizowa­nia się i wspólnego działania, o czym świadczy narada w Dobrzynie.

Bardziej krytycznym obserwatorem szlachty był Juliusz Słowacki, który dostrzegał jej wady, a w wierszu „Grób Agamemnona” przeprowadził bolesny rozrachunek z narodem, stwierdzając, że przyczyny klęski powsta­nia listopadowego tkwią w wadach szlachetczyzny. Na wstępie przypomina polskiemu, zniewolonemu narodowi o bohaterskiej postawie Spartan pod Termopilami. Żaden Polak, skrępowany łańcuchem rosyjskiej niewoli nie ma prawa stanąć nad tetmopilską mogiłą, nie może „spojrzeć w oczy” krążącemu tam wciąż duchowi bohaterskiego wodza Leonidasa. Wiadomo bowiem powszechnie, że wszyscy Spartanie woleli oddać życie za ojczyznę niż dostać się do niewoli perskiej. Polacy niestety nie umieli wykazać takiego bohaterstwa w walce z wrogiem. Winą za upadek niepodległości obarcza Słowacki polską szlachtę, nazywa ją pogardliwie „czerepem rubasznym” pod którym została uwięziona „anielska dusza narodu”. Oddziaływanie szlachty na naród polski zostało porównane do zabójczego działania koszuli Dejaniry, będącej przyczyną śmierci Heraklesa. Wreszcie oskarża Polaków o zamiłowanie do przepychu i zbytków oraz o bezkrytycz­ne przyjmowanie cudzoziemskich wzorów. W związku z tym Polacy zostali nazwani „pawiem i papugą narodów”. Jesteśmy też narodem lekkomyśl­nym, niestałym w poglądach, krajem „gdzie nie trwa myśl ani godziny”.

Krytyczny obraz szlachty, a przede wszystkim idei szlacheckiego rewolucjonizmu odnajdujemy w „Kordianie” Juliusza Słowackiego. W „Przygotowaniu” poeta skrytykował, a niejednokrotnie i ośmieszył wszystkich szlacheckich przywódców powstania. Generał Józef Chłopicki ma „sprzeczne z naturą nazwisko”, gdyż gardzi ludem i nie dopuszcza go do udziału w powstaniu. Książę Adam Czattoryski, jedyny „człowiek godny” też został wyśmiany, gdyż jego zabiegi dyplomatyczne na Zachodzie nie przyniosły rezultatu. Generał Jan Skrzynecki nie wykorzys­tał planów wojskowych zdolnego stratega generała Prądzyńskiego, a Ju­lian Niemcewicz, starzec jak skowronek prezentuje zbyt konserwatywne poglądy. Dyktator ostatniej fazy powstania generał tan Krukowiecki, który doprowadził do poddania Warszawy Rosjanom zostanie nazwany jawnym zdrajcą:

On rycerzy ginących porzuci (…) Kraj przedany on wyda pod miecz.

Poeta skrytykował też ogół szlacheckich rewolucjonistów, ukazując; ich błędy na przykładzie losów głównego bohatera Kordiana. Tak więc ulegli oni błędnej wierze, że sami bez pomocy chłopów potrafią wywalczyć niepodległość. Ilustracją tej zgubnej i jakże błędnej idei jest śpiew Nieznajomego:

Pijcie wino! Idźcie spać! My weźmiemy win puchary, By je w szklany sztylet zlać.

Sam Kordian natomiast wierzy naiwnie, że samo zabicie cara rozwiąże sprawę niepodległości Polski. Spiskowcy nie mieli też jasno sprecyzowa­nego programu politycznego, toteż w podziemiach katedry św. Jana nie umieli argumentom Prezesa przeciwstawić żadnych konkretnych kontr­argumentów.

Tak więc zgubiła szlacheckich rewolucjonistów nie tylko niedojrza­łość polityczna, której Kordian dał rozliczne dowody, ale także słabość psychiczna. To ona właśnie sprawiła, że Kordian pada zemdlony przed sypialnią cara, po bezskutecznej walce z własnym strachem i Imagina­cją. Bezsensowność jego własnych poczynań uświadamia Kordianowi Doktor w szpitalu wariatów, gdzie obłąkany człowiek, trzymając usta­wicznie ręce w górze wyobraża sobie, że zasłania ludzkość przed „nie­ba potopem”. Czyżby poświęcenie Kordiana było równie bezsensowne i bezowocne?

Z dwóch różnych punktów widzenia została przedstawiona szlachta w utworze Zygmunta Krasińskiego pod tytułem „Nie-boska komedia”. W trakcie rozmowy z hrabią Henrykiem Pankracy ostro atakuje arystokra­cję, stwierdzając, iż wybuch rewolucji jest następstwem jej występków, grzechów, ucisku wobec poddanych. Arystokraci chełpią się, że bronią odwiecznych, świętych ideałów, honoru i religii, a przecież to właśnie oni są małoduszni, pozbawieni poczucia honoru, tchórzliwi, gdyż myślą tylko o ratowaniu własnego życia w obliczu zagrożenia.

Arystokracja jest zdegradowana moralnie, majątki swe zdobyła na drodze oszustw i fałszerstw, a w stosunku do swych poddanych potrafiła być wyjątkowo okrutna. Pankracy słowa gorzkiego oskarżenia rzuca hrabiemu Henrykowi prosto w twarz:

Ów starosta baby strzelał po drzewach i żydów piekl żywcem. Ten z pieczęcią w dłoni i podpisem kanclerz – sfałszował akta, spalił archiwa, przekupił sędziów, trucizna przyspieszył spadki. Tamten czarniawy cudzołożył po domach przyjaciół, ów służył u cudzoziem­ców, a ta pani blada kaziła się z giermkiem swoim – tamta królowi była nałożnicą.

Hrabia Henryk próbuje oczywiście bronić arystokracji twierdząc, że szlachta w przeszłości była główną siłą narodu, broniła granic, tworzyła kulturę narodową, ale czasy jej świetności niestety minęły bezpowrotnie. Zdegenerowana, zdeprawowana szlachta sama poprzez swe nadużycia i okrucieństwo wobec poddanych doprowadziła do wybuchu rewolucji.

Zygmunt Krasiński obawiał się jednak rewolucji społecznej, o czym świadczy nie tylko jej wizja zawarta w „Nie-boskiej komedii”, ale także utwór pod tytułem „Psalmy przyszłości”, który został wydany w 1845 r. Rzeź szlachty (bo tak rozumiał Zygmunt Krasiński rewolucję społeczną) byłaby grzechem wobec Boga, uniemożliwiałaby rozwój i postęp. Poeta bronił Polski szlacheckiej i magnaterii, widząc w niej siłę duchową. W „Psalmie miłości” poeta prosi, aby nie zachęcać polskiego ludu do mordowania szlachty, bo to ona właśnie poprowadzi naród w przyszłość. „Rzeź dziecinna” nie jest jakimś wielkim, czy bohaterskim czynem, toteż poeta rzuca zgoła odmienne hasło:

Jeden tylko, jeden cud

Z szlachtą polską – polski lud.

Jest to jakby zespolenie żywej duszy szlachty z żywym ciałem ludu, a z tego zespolenia powstanie jeden olbrzymi i potężny naród.

Z szlachtą polską – polski lud Dusza żywa z żywym ciałem, zespolone świętym szalem.

Z tego ślubu jeden Duch. Wielki naród polski sam.

Poeta wymienia zasługi szlachty wobec; narodu, gdyż składała ona wciąż ofiary na ołtarzu ojczyzny. Nie robili tego ani kupcy, ani żydzi, ani mieszczanie. Szlachta zaś pędzona była na Sybir ze s3owem ojczyzna na ustach, z mieczem w dłoni.

Nie zgadza się z takim stanowiskiem poety Juliusz Słowacki, dając wyraz swej dezaprobacie w wierszu „Odpowiedź na Psalmy Przyszłości”

Jest to płomienne wyznanie wiary w siłę i moc mas ludowych. Arysto­kracja natomiast jest skazana na zagładę, a hasła pojednania i sojuszu podyktowała Krasickiemu obawa przed rewolucją. Boi się on jako ma­gnat nie tylko ukraińskich kos, ale też mieszczan. Jeszcze nie doszło do żadnych czynów a już przerażony arystokrata wota „nie rżnij szla­chty”.

Wybitne powieści pozytywistyczne także przynoszą obraz polskiego społeczeństwa. Ponieważ tematem tej pracy jest krytyka wad szlacheckich milczeniem należy pominąć dzieje tych bohaterów, którzy oddawali swe życie za ojczyznę Lub służyli jej swoją pracą.

W powieści Elity Orzeszkowej „Nad Niemnem”, obok pozytywnych bohaterów odnajdujemy też zwykłych pasożytów, ludzi pozbawionych uczuć patriotycznych, czci i honoru. Spotykamy ich jednak tylko w szere­gach szlachty, nigdy zaś w bohatyrowickim zaścianku.

Jedną z ciekawszych pod tym względem postaci jest Dominik Korczyń­ski, uczestnik powstania zesłany na Syberię. Spotkała go tam – jakby powiedział Mickiewicz – „najsroższa niebios kara”. Kara, gdyż uległ wynarodowieniu, po odbyciu kary pozostał w Rosji, aby tam robić karierę. Utracił całkowicie wieź z własnym krajem, zapomniał o dawnych idea­łach, namawiał nawet brata Benedykta, aby opuścił ojczyznę, sprzedał ziemię ojców i osiedlił się w Rosji. Całkowicie pozbawiony uczuć patriotycznych jest także Darzecki – szwagier Benedykta. Proponuje on sprzedaż Lasu, w którym znajduje się powstańcza mogiła, aby tylko odzyskać należny mu posag żony. Niezwykle negatywną postacią jest także Zygmunt Korczyński, syn Andrceja, który jak typowy kosmopolita trwoni za granicą rodzinny majątek. Matka marsy o tym, aby wyrósł na artystę, który upamiętni kiedyś czyn ojca. On jednak nazywa powstanie romantyczną mrzonką, obce są mu uczucia patriotyczne, jest egoistą, pozbawionym ideałów życiowych a także skrupułów moralnych. Podobny typ szlacheckiego utracjusza reprezentuje Teofil Różyc, który do wad Zygmunta dodał jeszcze chorobę nadchodzącego wieku – był monistą, czyli po prostu narkomanem. Do tego samego grona należy jeszcze zaliczyć Kirłę – salonowego bawidamka, który ciężar utrzymania dość licznej rodziny spycha na barki żony.

Negatywny obraz polskiej arystokracji odnajdujemy również w „Lalce” Bolesława Prusa. Autor przedstawia tę klasę na przykładzie rodziny Łęckich, Krzeszowskich, do tej samej grupy należy Starski, hrabia Dalski, prezesowa Zasławska, Ochotki.

Są to ludzie zdegenerowani, niezdolni do jakiegokolwiek pożytecznego działania, do aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym. Nie wiedzą co to jest praca, w życiu szukają przyjemności, bawią się, podróżują, trwonią rod2inne fortuny. Jednocześnie gardzą ludźmi niższymi stanem, tworzą zamknięty klan, do którego tak bardzo trudno się wedrzeć. Świadczą o tym trudności, przeżycia i upokorzenia na jakie naraził się Wokulski, chcąc zdobyć rękę Izabeli Łęckiej.

Arystokracja przedstawiona w „Lalce” pozbawiona też jest uczuć patriotycznych, jej rola w społeczeństwie jest wręcz szkodliwa. Na tle tego negatywnego obrazu wyjątkiem może być jedynie prezesowa Zasławska, kobieta rozumna i szlachetna, która ocenia ludzi według ich prawdziwej wartości, a także Julian Ochocki, jedyny w tym środowisku człowiek wykształcony, który ma ambicje twórczej i społecznie pożytecznej pracy.

W epoce Młodej Polski krytyczny obraz społeczeństwa został przed­stawiony w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego. Artystę interesuje przede wszystkim stosunek szlachty do walki narodowo wyzwoleńczej. Szlachecka inteligencja, która przybyła na wesele Lucjana Rydla z Jad­wigą Mikołajczykówną nie nadaje się do odegrania wielkiej dziejowej roli. Widzimy na weselu znudzonych paniczów, artystów chętnie zaglądają­cych do kieliszka, zauroczonych barwną ludową kulturą. Do chłopów jednak odnoszą się nieufnie, pamiętając zapewne krwawe wydarzenia rzezi galicyjskiej. Boją się broni w rękach chłopa, o czym świadczy życzenie Dziennikarza, wyrażone w rozmowie z Czepcem:

Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna,

byle polska wieś spokojna.

Nic nadają się też do podjęcia walki o wolność. Przecież reprezentujący szlachtę Gospodarz składa uroczystą przysięgę Wemyhorze, że będzie strzegł czarodziejskiego złotego rogu jak oka w głowie, po czym oddaje złoty róg Jaśkowi. Taki właśnie beztroski, obojętny, lekceważący jest stosunek polskiej szlachty do walki u wolność. Końcowy chocholi taniec ukazuje społeczeństwo pogrążone w apatii, w półuśpieniu, niezdolne do działania, poruszające się w takt muzyki Chochoła.

Negatywny obraz życia szlachty znajduje się też w „Przedwiośniu” Stefana Żeromskiego. Autor stara się przedstawić i zanalizować sytuację w nowo powstałym państwie polskim. Główny bohater Cezary Baryka ma okazję obserwować życie nawłockiej arystokracji. Ludzie ci prowadzą całkowicie beztroskie życie, wolne od kłopotów i problemów dnia co­dziennego. Ich dzień powszedni to spacery, przejażdżki konne, polowania, gra w karty, słuchanie muzyki, a przede wszystkim kilka posiłków dziennie, w czasie których cała gromadka służących czuwa, aby jaśnie państwu niczego nie brakowało. Wieczory wypełniają spotkania towarzys­kie, często też organizuje się bale, rauty i zabawy. Nikt tak naprawdę nie myśli o losie nowej ojczyzny, nikt nie dostrzega skrajnej nędzy chłopów w Chłodku.

Witold Gombrowicz, który tak skutecznie atakował wszystkie tradycje i przeżytki zaatakował i wyszydził w „Ferdydurke” także dwór szla­checki. Bohater powieści Józio trafia tam, przypadkowo wraz z Miętusem w trakcie „poszukiwania parobka”. Na dodatek jest to dom ciotki Józia – Hurleckiej. W tym szlacheckim domu panuje duszna atmosfera przeraź­liwej nudy, sztucznej grzeczności, odrętwienia. Między państwem a służbą funkcjonują od dawna ustalone normy zachowań. Dziedzic więc bardzo dobrze pierze po gębie, a lokaj musi to znosić w milczeniu i dobrze panu służyć. Syn Zygmunt na pewno będzie godnym następcą swego ojca w tym względzie, gdyż już potrafi go naśladować. Można więc powiedzieć, że obraz polskiej szlachty nie wypadł zbyt pozytywnie. Takie jednak zadanie wyznaczał temat tej pracy – należało szukać wad szlacheckich w utworach literackich. Nie znaczy to jednak wcale, że szlachta była tylko pasożytem narodu. W dawnych wiekach to ona tworzyła kulturę narodową, jej najlepsi synowie walczyli o wolność narodu, a nawet poświęcali swe życie.

Co z dorobku literatury staropolskiej godne jest ocalenia?


bardzo dobre wypracowanie

Literatura epoki staropolskiej rzadko przyciąga czytelników. Najczęściej są nimi uczniowie czy studenci, którzy z racji swojej edukacji muszą się z nią zapoznać bądź badacze historii literatury, którzy sięgają po nią z powodu fascynacji tym okresem.

Nie ulega jednak wątpliwości, że literatura staropolska jest skarbem, który powinien i istnieć i do którego powinno się sięgać. Dzieła tego okresu godne są utrwalenia, ponieważ informują o kulturze, obyczajach i historii minionych czasów, zawierają głębokie myśli naszych przodków, uniwersalne prawdy, bez których my ludzie współcześni również nie moglibyśmy żyć. Wreszcie posiadają walory estetyczne, które zwracają uwagę na to co jest piękne, a co niegodne naśladowania.

Swoje rozważania rozpocznę od średniowiecza. Na uwagę zasługuje tu utwór „Rozmowa Mistrza Polikara ze śmiercią” i choć jeżyk tego utworu nie jest wzorem literackiej wypowiedzi, to zawarta w nim przestroga: „memento mori” oraz uświadomienie, że przed obliczem śmierci wszyscy ludzie są równi, jest godne uwagi. Stwierdzenie takie ukazuje nam ponadczasową mądrość. Zmusza do zadumy i refleksji nad własnym życiem. Nakazuje na chwilę zatrzymać się i pomyśleć o śmierci, o tym iż jest ona równie aktualna dziś jak i wczoraj. Przedstawiony w średniowiecznym dyskursie Mistrz Poilkarp był tylko pretekstem do przytoczenia motywu „dance macabre” tańca śmierci, który porywa w swój wir wszystkich bez wyjątku i względu na stan czy pochodzenie.

Nie można pominąć też kronik, które są ważnym świadectwem przeszłości narodowej, cennym materiałem dla historyków. Ukazują bowiem panoramę obyczajów, wydarzeń, mentalności ludzi. Kroniki nie zawsze są obiektywne, ale ich wartość, o której wcześniej wspomniałem, tę niedoskonałość usprawiedliwia. „Kronika polska” Galla Anonima ukazuje czytelnikowi obraz trzech Bolesławów, mimo wyidealizowania władców posiada ona wartość historyczną, rzetelnie relacjonuje niektóre fakty, chociażby obronę Głogowa, ale przede wszystkim jest mistrzowsko napisana pod względem stylistycznym. Najbardziej rzetelna pod względem historycznym jest kronika Jana Długosza. Czytając zaś dzieło Kadłubka z przymrużeniem oka podchodzimy do relacjonowanych tam zdarzeń, mimo iż samo obcowanie z utworem jest niezwykle przyjemne.

Średniowieczną perłą poezji religijnej jest „Bogurodzica”. Powinna ona ulec ocaleniu, choćby ze względu na to, że była pierwszym hymnem Polski. „Żale Matki Bożej pod krzyżem”, „Legenda o świętym Aleksym” to utwory, o których nie powinno się zapomnieć ze względu na ich, szczególnie w przypadku pierwszego utworu, ponadczasową wymowę. Płacz matki nad cierpieniem syna w każdej epoce znajduje swe odbicie: w czasach wojny i obecnie. Legenda należąca do hagiografii może irytować naiwnością poglądów, ale jest interesująca ze względu na mentalność ówczesnych ludzi i ukazanie wzorca, który tym ludziom przyświecał.

Renesans jest epoką bliższą czytelnikowi jeżeli chodzi o ukazane problemy i ich sposób prezentacji. Z pewnością zachwycają utwory Kochanowskiego, ziemiańskie obyczaje utrwalone przez Mikołaja Reja w „Żywocie człowieka poczciwego”, zmusza do refleksji obraz wsi w „Żeńcach” Szymonowica.

Nie ulega wątpliwości, że mistrzem pióra był w tej epoce Jan Kochanowski. Jego fraszki: „O koźle”, „O doktorze Hiszpanie”, „Na lipę” uderzają humorem, „Na dom w Czarnolesie”, „O żywocie ludzkim”, „Do gór i lasów” podkreślają jak trafnie Kochanowski odbiera otaczający świat i na podstawie jego obserwacji formułuje prawdy moralne i filozoficzne.

Przyrównanie człowieka do marionetki, która wypuszczona z mieszka odgrywa swoją rolę po to, by za chwilę znowu zostać zamkniętą, trafnie charakteryzuje życie człowieka, sugeruje stwierdzenie, że świat jest teatrem, a człowiek aktorem odgrywającym w nim swoją rolę życia.

Ładunkiem filozoficznym i patriotycznym przepełnione są pieśni Jana Kochanowskiego. Możemy w nich odnaleźć zachętę do korzystania z uroków życia słynne epikurejskie „carpe diem” – chwytaj dzień, chwytaj chwilę występujące w pieśni „Chcemy sobie być radzi”.

Postawa stoickiego spokoju, który nakazuje przyjąć i zaakceptować jednako radości i smutki pojawia się w pieśni XIX. Nacechowana żarliwym patriotyzmem jest pieśń „O spustoszeniu Podola”, w której autor uświadamia, że trzeba zrewidować swe dotychczasowe postępowanie i myśleć o losach ojczyzny poświęcając na ten szczytny cel swe finanse. Myślę, że wspomniane utwory są ważne ze względu na ukazanie piękna świata oraz zawarte wskazówki jak z uroku otaczającej nas rzeczywistości korzystać.

Nie sposób pominąć „Trenów”, które uważane są za wyżynę kunsztu poetyckiego. Ukazują one cierpienie ojca po stracie ukochanego dziecka, dowodzą, że cios jaki dotknął Kochanowskiego może „rzucić w gruzy” cały dotychczasowy uformowany światopogląd. Dopiero tren XIX „Sen” zapowiada powrót równowagi duchowej. Treny mogą być wzorem, który ukazuje poszczególne stadia cierpienia w związku z odejściem szczególnie bliskiej osoby.

Poezja Kochanowskiego to piękna karta naszej literatury, ukazuje rozległy obraz świata, bogactwo myśli filozoficznej, misterność kompozycji. Niezwykle interesujący jest utwór „Pieśń Świętojańska o Sobótce”, który swym czarem propagującym zalety wsi oddziaływuje nawet na wybrednego czytelnika.

Pragnąłbym kilka uwag poświęcić Mikołajowi Sępowi Szarzyńskiemu. Poeta ten określany jest mianem „zachodzącego słońca renesansu”, bowiem utwory jego zapowiadają barok. Na kartach sonetów uwidacznia się podmiot liryczny, który jest człowiekiem skazanym na walkę z pokusami świata, szatana i ciała. Walka ta doprowadza do tego, iż podmiot liryczny jest niepewny, rozdwojony w sobie, słaby wewnętrznie, posiadający mnóstwo dylematów typu „i niemiłować ciężko i miłować nędzna pociecha”. Refleksje Szarzyńskiego skłaniają współczesnego człowieka, który często ulega tak silnemu zmaterializowaniu do zastanowienia się nad własnym życiem.

Przechodząc do baroku uważam, że należy wspomnieć o pamiętnikach Paska, będących świętym zapisem obyczajów szlacheckiego sarmaty. Czytając utwory z jednej strony podziwiamy przedstawionych w nich bohaterów, z drugiej zaś denerwuje nas chełpliwość, pyszałkowatość, kłótliwość sarmcka ukazanych na kartach postaci.

Interesującym dziwactwem wydają się być wiersze Morsztyna, polskiego marynisty, które bawią, śmieszą, są pełne sytuacji absurdalnych, nierzeczywistych.

Mnóstwo przemyśleń filozoficznych zawiera poezja Daniela Naborowskiego. W stwierdzeniu „był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi” możemy odnaleźć śrredniowieczną myśl o przemijaniu, kruchości życia ludzkiego, zawartego w filozofii Pascala czy też Księdze Koheleta.

Wielkim moralistą, który uczy współczesnego człowieka patriotyzmu, tolerancji, poszanowania historii jest Wacłąw Potocki. Jego twórczość, a szczególnie utwory takie jak „Pospolite ruszenie”, „Nierządem Polska stoi” są przesycone dydaktyzmem, czymś co być może nuży dzisiejszego czytelnika, dlatego też osobiście nie są mi one bliskie.

Twórcą, który odegrał najistotniejszą rolę w oświeceniu jest „książę poetów polskich” biskup Warmiński Ignacy Krasicki. Jego twórczość jest bogata, piękna, mądra, a co się z tym ściśle wiąże ponadczasowa. Bajki ukazują przywary i realne cechy ludzi, które są ciągle aktualne. Uniwersalnością mogą się poszczycić też satyry, bowiem nie brak dziś alkoholików („Pijaństwo”), rozkapryszonych kobiet („Żona modna”), czy krytyków władzy („Do króla”). Krasicki więc okiem mistrza dostrzegł i zarejestrował prawdę o człowieku wszechczasów/

Oczywiście nie tylko Krasicki jest reprezentantem epoki oświecenia. Na uwagę zasługują również publicyści tacy jak Staszic czy Kołłątaj, którzy w swych traktatach i mowach na przykład „Anonimów listów kilka” lub „Przestrogi dla Polski” proponują pakiet reform, który w dużej mierze, poza sprawami społecznymi, do dziś jest aktualny.

Komedia polityczna „Powrót posła” jest natomiast mimo swych patriotycznych tematów bardzo nużąca i schematyczna. Autor operuje kontrastem, ukazując szablony patriotów, kosmopolitów, idealnych kobiet i tzw. kobiet idiotek. Myślę, że lista utworów, które pragnąłbym ocalić jest długa. Starałem się wybrać te utwory, które moim zdaniem są najwartościowsze i wnoszą w życie współczesnego człowieka ważne treści. Utwory te osobiście znam i one na codzień pomagają mi w postrzeganiu świata.